Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2022

Pielęgnacja cery bardzo suchej, zaczerwienionej, skłonnej do podrażnień i trądziku różowatego, czyli mojej

Pielęgnacja cery bardzo suchej, zaczerwienionej, skłonnej do podrażnień i trądziku różowatego, czyli mojej

W końcu aktualizacja tej mojej pielęgnacji, która ewoluowała od spirytusu salicylowego i peelingów z Avonu. Przeszła przez kremy dobrane przez kosmetologa, późniejsze desperackie i niewypalone Mary Kay (które były totalną stratą kasy i nerwów), aż do kolejnych dermatologicznych, które w końcu działają. Jeśli ciekawią Was te moje odkrycia, to poniżej to, co chcę Wam przekazać.

Moja cera jest taka, jak opisywałam ją we wpisie o kosmetolożce i tym o dermatologu. A kosmetyki z tego wpisu nadal polecam, ale już ich nie używam, bo się skończyły, a nie zamówiłam ponownie. Z dolegliwościami twarzy nie zmieniło się nic, a wręcz trochę zaogniło. Mam wrażenie, że też zawsze ma z tym coś wspólnego sezon grzewczy. Teraz dodatkowo jestem już matką, a jak to u matek bywa - to nie dośpię, to czasem nie dojem, a już przeważnie to się nie posmaruję. No i masz babo placek. Z takimi prawie czerwonymi porzeczkami, tylko że na twarzy.

Jak znalazłam nowych ulubieńców?

Nadal jestem skąpiradłem i nadal mam wysokie wymagania, bo nie lubię wydawać na coś, co nie daje efektów. Szukanie nowości też totalnie nie jest dla mnie. No to jak to się stało, że mam nowych ulubieńców? Śmiesznie wyszło! Pracowałam przy opisach produktów dla pewnego sklepu internetowego i musiałam opisać właśnie te. Jakie było moje zdziwienie, gdy opis w końcu szedł kropka w  kropkę w parze ze składem! Stąd „miłość od pierwszego spojrzenia na skład” do marki BasicLab.

Co zostało ze mną od tych najdawniejszych czasów? Zdecydowanie Facelle Aloe i łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Co się zmieniło? Wymagania mojej cery co do intensywności pielęgnacji. Dlatego niezbędne okazały się nie tylko kremy okluzyjne, ale i składniki aktywne, bardzo aktywnie nawilżające i odbudowujące. Bo jak się nie dosmarowałam i nie napiłam wystarczającej ilości wody, to mi to od razu wyszło na skórze.

Kosmetyki BasicLab - hity i buble, czyli moja opinia

Moje pierwsze zamówienie z BasicLabu było w okolicy grudnia 2020 roku. Kupiłam zestaw sobie i przyjaciółce - trehaloza i turkusowa witamina C. 2 zestawy to i ze strony sklepu trafił się miły akcent, choć zastanawiałam się, czy się nie pomylili - wysłano mi większe stężenie trehalozy niż zamówione. To serum to było ugruntowanie mojej miłości od pierwszych składów do marki. Cudownie nawilżało, koiło i rozpieszczało skórę. Witamina C mi nie podeszła, jeszcze leży rozpoczęta w lodówce i nie będę ściemniać, że to strzał w 10, skoro nie. Ale miłość wszystko wybaczy, no i ta trehaloza…!

Z naszych niekochanych produktów BasicLab ma jeszcze żółtą witaminę C. Jest to serum olejowe i kupiłam 2 takie same mamom. Teściowa chyba zużyła do włosów, a w domu u rodziców dalej stoi w lodówce. No aż widać to pokrewieństwo. Więcej takich kosmetyków od nich nie miałam.

zużyte próbki

Z niepełnowymiarowych i typowo testowanych produktów, bo dostałam kilka próbek, sprawdziły się wszystkie, których używałam. Nawet ostatnio wrzucałam Wam na Instagramie w relacji o szamponie i odżywce z próbki. Był to właśnie szampon przeciw wypadaniu włosów i próbka wystarczyła mi na umycie tygodniowych włosów.

Moje pielęgnacyjne grzeszki i dodatkowe niedogodności

Kremy jak to kremy, niestety się kończą. Potem urodziła się dzidzia i chyba cały rok, odkąd tamto serum mi się skończyło, traktowałam swoją skórę po macoszemu. W okresie niemowlęctwa to już w ogóle opryszczka mnie nie opuszczała, a skóra coraz bardziej wysychała. Dopiero teraz znowu korzystam z dobrodziejstw trehalozy, choć już w niższym stężeniu. Po krótkim czasie regularnego stosowania kremu nawilżającego o bogatej konsystencji, który od 2 dni wzmacniam trehalozą, zaczęły się duże zmiany i już widoczna jest poprawa kondycji skóry.

Teraz wrzucę Wam moje policzki z 8 marca i 7 kwietnia. Śmiało możecie na własne oczy ocenić, czy coś się zmienia.

Więcej rozpisywać się nie będę, podrzucę Wam po prostu linka do nich, bo na stronie wszystko jest opisane. Komentarze i opinie mówią same za siebie. Te kosmetyki naprawdę działają. I nikt mi za reklamę nie płaci. Nawet w konkursie żadnym nie chcą mnie nagrodzić, cobym miała jakieś inne korzyści niż sama kondycja mojej skóry.

Natomiast bądźcie na bieżąco, bo szykuje się poważne testowanie asortymentu!

Idzie, a w zasadzie już jest, wiosna, za chwilę lato i postanowiłam trochę znowu rozpieścić siebie samą. Napisałam do BasicLab o poradę w sprawie doboru pielęgnacji. To nic, że z rekomendowanych dla mnie produktów wzięłam tylko żel do mycia. Po prostu zrobiłam duże zakupy na stronie sklepu, biorąc to, co wydało się mi najodpowiedniejsze.

Na listę zakupów wszedł:
nowy krem z ceramidami, oczywiście bogaty,
lekki krem z SPF 50, też w kontekście nadchodzącego wyjazdu i moich coraz częstszych spacerów z wózkiem, które odbywają się w różnych warunkach pogodowych,
nowe opakowanie kremu nawilżającego - tym razem lekkiego dla męża, żeby chciał się w ogóle smarować, bo jemu wszystko jest za tłuste,
emulsja myjąca do ultrawrażliwej cery
i szampon 500 ml stymulujący wzrost dla całej rodziny. Głównie z myślą o mamie, ale przyda się wszystkim. Mnie już się spodobał po 1 użyciu z próbki.

Będzie co testować! Stay tuned, bo moja paczka już w paczkomacie!

niedziela, 12 kwietnia 2020

Makijaż ślubny i czy na pewno potrzebujemy próbnego

Makijaż ślubny i czy na pewno potrzebujemy próbnego
Makijaż próbny to taki zabieg, który pozwala odetchnąć psychicznie, że chociaż nad jedną kwestią w dniu ślubu na pewno będziemy mieć kontrolę. Z reguły to sama przyjemność, relaks i kreatywne kombinowanie. Czy na pewno? U mnie było troszkę inaczej.

Moja historia z kosmetykami katalogowymi Mary Kay - uzupełnienie


Po opublikowaniu opinii o linii Time Wise z Mary Kay, czyli Cudownym Zestawie i Płynie Nawilżającym, doszłam do wniosku, że chyba nie dałam rady przedstawić Wam wszystkiego. Ta historia wręcz domaga się ode mnie szerszego kontekstu. W tym wpisie uzupełnię przygodę ze wspominaną makijażystką i dopowiem kilka kwestii co do samych kosmetyków.

uśmiechnięta twarz kobiety z zamkniętymi oczami, dwie dłonie z pędzlem, wykonywanie makijażu

Po co mi była makijażystka?


We wrześniu postanowiłam, że w lutym wezmę ślub. Nie będę przedłużać tej kwestii, ale wiecie, standardowo - były zaręczyny, to trzeba wziąć ślub. Ja czekałam na pierścionek dość długo, dlatego uznałam, że pół roku do ślubu będzie wystarczającym okresem.

W toku wszystkich przygotowań musiałam wybrać podwykonawców, którzy są sprawdzeni i usługi których mnie usatysfakcjonują. Wiecie, że ja z fryzjerem nie mam problemu, bo każde moje cięcie od pewnego czasu wykonuje jedna osoba. O jej sposobie pracy i moich wrażeniach możecie poczytać choćby tu. Makijaż mogłabym kombinować sama, ale byłoby to zdecydowanie zbyt dużo czasu i nerwów, więc zawierzyłam się specjalistce.

Makijażystka wybrana przeze mnie jest osobą z polecenia, z której usług ja wcześniej nie korzystałam, ale widziałam jej pracę i uznałam, że mogę jej zaufać. Co do makijażu i jego wyglądu nie pomyliłam się, w dniu ślubu wyszło pięknie, a moja świadkowa to już w ogóle zrobiła największą furorę! Ale ja nie o tym.

Jak to było z tymi makijażami próbnymi 


Umówiłam się na makijaż próbny dość wcześnie - prawie na miesiąc przed weselem. Wcześniej poszłam na kwas i oczyszczanie do Sylwii, żeby dobrze się przygotować i byłam spokojna o cerę.

Pojechaliśmy do studia razem z narzeczonym. Nie wierzę w zabobony, a cenię jego rady, bo w końcu to jemu (zaraz po sobie samej) miałam się najbardziej podobać. Pani kosmetyczka powitała nas dość chłodno, nie oferując nawet wody do picia, co wydało mi się dziwne. No ale do konkretów - zaprosiła mnie na fotel i się zaczęło.

Po pierwsze wywiad - moja pielęgnacja, jak zwykle się maluję, co robię z twarzą, jakie mam problemy, co mi się podoba. Standardowo, ale pierwsza lampka zaświeciła się, gdy zostałam zrugana za niemalowanie się na co dzień. Zostało to zaargumentowane tym, że makijaż jest naszą warstwą ochronną. No nie wiem, dla mnie nie jest konieczny, ale pewnie tak mówią na szkoleniach.

Później zostało mi zlecone wykonanie peelingu twarzy zestawem do „mikrodermabrazji” Mary Kay. Pomyślałam - no dobra, lekki peeling przed makijażem spoko, ale przecież byłam na kwasach... pani kosmetyczka stwierdziła, że to nic, po czym zleciła mocniejsze złuszczenie okolic nosa - moich najwrażliwszych. O zmaganiach z nimi u kosmetologa i wcześniejszej kondycji skóry twarzy już pisałam.

Po wykonaniu peelingu usiadłam znowu na fotel. Teraz już nie wiem, kiedy dokładnie moja cera została oceniona jako przesuszona, odwodniona i POROWATA (a tego o niej nie słyszałam nigdy), ale nałożona została mi baza nawilżająca i przeszłyśmy do makijażu oczu.

Zaczęłyśmy od zamalowania moich permanentnych kresek, cieniowania, odklejenia rzęs. Pani makijażystka przez cały czas nie była zbyt rozmowna, mimo mojego zagadywania i prób żartów. Było jakoś tak sztywno i wręcz niemiło. Robiła swoją robotę i zastanawiała się, jak zrobić najlepiej, tak pomyślałam.

Makijaż oka wyszedł bardzo ładnie, leciutka modyfikacja co do linii wodnej i dolnego wewnętrznego kącika i lekko dłuższe rzęsy w zewnętrznym i byłoby ideolo. No ale potem był makijaż twarzy...

Jak na suchej cerze wygląda wodoodporny podkład?


Myślę, że większość z Was się domyśla. Zmarszczki uwydatniły się prawie od razu, na czole zaczęły wychodzić niewidzialne dotąd suche skórki. Istny koszmar. Nastąpiło kilka prób „poprawek”, ale nie było jak... Zostałam skierowana ponownie do łazienki z ogromną prośbą o szczególną uwagę na oczy, coby się nic nie rozmazało i zmyłam czoło i policzki z podkładu emulsją myjącą.

Zaczęłyśmy od nowa. Baza - podobno mocniej nawilżająca, trochę kremu, podkłady nawilżające, lekki korektor. Wyszło lepiej, choć było widać, że to nie jest satysfakcjonujący efekt.

Chyba wtedy emocje zaczęły puszczać nam obu. Ja się nasłuchałam, jaka to moja skóra nie jest najgorsza, przesuszona, odwodniona, ponownie POROWATA i że nie da się uzyskać lepszego efektu, jeśli nic z tym nie zrobię. Już tu zaczęła się mowa o „cudownym zestawie”.

Biorąc pod uwagę to, ile już poświęciłam czasu, energii i pieniędzy na wyprowadzenie mojej skóry z okropnego stanu, naprawdę byłam na skraju załamania. Nie mogłam się po prostu powstrzymać po tych słowach, które usłyszałam i jak zostałam zmieszana z błotem. Chyba muszę dodać, że niedawno wcześniej straciłam pracę i ledwo od miesiąca zarabiałam niecałe tysiąc złotych stażowego.

Jakimś cudem skończyłyśmy twarz - z mottem, że jeszcze mamy dużo czasu i można dużo naprawić. Wtedy zostały równo 4 tygodnie do dnia zero.

Wykończenie makijażu czy wykańczanie siebie...


Przeszłyśmy do pomadki i obie zderzyłyśmy się z murem! Moje wyobrażenie borda nijak się nie miało do wyobrażenia drugiej strony o tym kolorze. Wypróbowałyśmy z 5 rożnych pomadek - od ciemnego, przez różowy (którego nie znoszę) do prawie beżu. Ni w ząb. Muszę dodać, że oczy były mocne według mojej woli i prośby, zostały zaakceptowane i... już teraz nie wiem, dlaczego je ruszyłyśmy.

Przez poprawki obie stałyśmy się sfrustrowane i znowu puściły nerwy. A początkowe założenie było takie, że chodzę w zaproponowanym makijażu i potem zdaję relację z tego, co i jak chcę zmienić. Założenie super, ale wykonanie nie do końca. Z perspektywy czasu, ale też już wtedy to zauważyłam, ten makijaż był spoko - lekko zciastkowany na czole i nosie i ze złym kolorem pomadki, ale generalnie wszystko zostało niemal tak samo.

Wtedy do akcji wkracza mój pan młody. Jemu się wszystko podoba, tak jest super, ale jakby było inaczej, to też by było. Wiecie, typowy facet akurat wtedy, kiedy nie trzeba. No i jeszcze jego dobroć i chęć niesienia pomocy... I już wiecie, dlaczego wzięłam te kosmetyki, mimo że nie miałam ochoty wydawać na nie tyle kasy. To nie ja ją wydałam...

Makijaż nam się rozjechał, ja spłakałam go jeszcze na dokładkę i serio był komplet. Razem z panią makijażystką byłyśmy w podłych nastrojach, spędziłam jej na fotelu chyba z 3 godziny, w dodatkowo byłam podobno pierwszą panną młodą, która płakała już na próbnym - powód był zgoła inny.

Pod koniec wizyty jednak po moich uzewnętrznieniach, opowieściach o walce z twarzą, mój M. też trochę się włączył w tę rozmowę, atmosfera była naprawdę serdeczna. Pełna nadziei, obietnic poprawy, pięknego makijażu ślubnego i w ogóle, że cud miód.

Promocja na dodatkowy makijaż próbny?


Gdy już wzięliśmy kosmetyki, perswadując niechęć do zestawu peelingującego, został mi zaproponowany drugi próbny makijaż - za darmo. Co prawda zapłaciłam już za ten 200 zł (nie biorąc reszty) i kolejne 511 za kosmetyki (za które płaciłam z domu przelewem w drodze wyjątku z powodu braku gotówki. I tak, pisałam, że były prezentem, ale to był taki prezent z prawie już wspólnej kasy i to w formie przelewu). Jeśli weźmiemy pod uwagę info z poprzedniego posta o ofertach na OLX, można by sądzić, że za ten drugi makijaż też zapłaciłam. Ogólnie miałam się popielęgnować Cudownym Zestawem i wrócić, żeby zobaczyć, jak reaguję i czy coś z tego będzie.

3 razy pokazana połowa twarzy z trzema wersjami makijażu
Od lewej: pierwszy makijaż próbny i plama pod okiem, drugi próbny, właściwy
Z salonu wyszłam mega roztrzęsiona, jednocześnie pozytywnie i negatywnie. Dodatkowo pojawiły mi się dwie plamki na policzkach od serum z witaminą C nałożonym trochę za szybko po kwasach. Moja twarz to był obraz nędzy i rozpaczy - całkowicie dosłownie. Na zdjęciu wyżej skrajnie po lewej stronie pierwszy makijaż próbny po moich poprawkach w domu i z moją szminką. Właściwy makijaż skrajnie po prawej.

Nie wiem, co się na to złożyło, ale dosięgnął mnie wtedy totalny kryzys weselny. Płakałam z pół godziny w samochodzie w drodze do fryzjera na próbną fryzurę xD. Organizacja wesela w pół roku i to praktycznie samodzielnie (niby faceci pomagają, ale wszystkie wiemy, jak to naprawdę wygląda) zszargała mi nerwy bardziej, niż byłam gotowa się przyznać.

Pielęgnacja Mary Kay w domu i dalsze propozycje


Podczas mojej pielęgnacji w domu byłyśmy cały czas w kontakcie. Moje obawy cały czas rosły, skóra się zcieńczała, ale wg pani makijażystki wszystko było OK. Do pielęgnacji dorzuciłam swoje serum z Ecolabu, bo wiem, że zawsze mi dobrze służyło i chciałam dać chociaż trochę nawilżenia tej biednej skórze. Taka pielęgnacja trwała z tydzień, po czym, gdy ciągle twierdziłam, że mi sucho, pani makijażystka bardzo się przejęła.

Zaproponowano mi krem mocno nawilżający (tak, to ten z gliceryną i parafiną) za 120 zł. Ale po tym, jak byłam sceptyczna, moja pani zaoferowała mi układ. Samodzielnie do domu rodziców przywiozła mi swój krem! Kurczę, to był bardzo wzruszający gest. Później rodzice przywieźli to do mnie i używałam go z tydzień.

Oczywiście, że po nałożeniu tego na twarz skóra była wniebowzięta. Przecież została tak okryta, że aż chyba byłoby mi za nią wstyd, jakbym nie poczuła różnicy. Potem pojechałam na drugi próbny makijaż i z kremu zrezygnowałam, bo kolejne 120 zł do tego, to już byłoby za wiele.

Jak już jestem przy pielęgnacji w domu, to muszę też wytłumaczyć się z używania mleczka z tak silnym detergentem. Otóż wiecie, ciężkie silikony nie zmywają się wodą, potrzebują detergentu, a krem na noc silikon zawiera. O ile zostawienie oleju, a potem przetarcie go hydrolatem czy innym lekkim środkiem uważam za normalne, o tyle silikony nie specjalnie mi służą. W taki oto sposób wpadłam w to błędne koło „cudownego zestawu”.

Jak wygląda właściwy makijaż próbny?


Drugi makijaż próbny odbył się w walentynki. Wzięliśmy wolne i pojechaliśmy załatwiać sprawy weselne, od makijażu począwszy (tak Wam tu spoileruję, że pewnie i napiszę o organizacji wesela). Wszystko odbyło się sprawnie, z małymi modyfikacjami, jak sobie życzyłam. Użyte kosmetyki były zapisywane na facecharcie, a ja dla pewności wzięłam swoją ulubioną pomadkę w odpowiednim kolorze. Wtedy już wszystko zagrało.

Nie płaciłam według ustaleń i dodatkowo dostałam próbkę kremiku do ust, bo z suchością wszędzie mam problem, a moja pomadka jest dość wymagająca - nie dość że ciemna, to jeszcze matowa zastygająca.

Twarz oczywiście została pochwalona, że już o wiele lepiej podkład w nią wsiąka i lepiej wygląda, a był nakładany pędzlem. No ale został nałożony tylko ten nawilżający. Wyszłam naprawdę zadowolona - makijaż był zrobiony tak, jak chciałam. Oprócz koloru brwi, ale to też moje dziwactwo. Mama wyłapała lekką niesymetrię - dla mnie wszystko super.

Podsumowanie zmagań i makijaż ślubny 

Po tygodniu odstępu od próby generalnej nadszedł TEN dzień. Chętnych na makijaż znalazło się pięć osób oprócz mnie (a z Młodym nawet sześć!), więc udało nam się dogadać z panią makijażystką na dojazd do nas. Mamy zaprzyjaźniony zakład fryzjerski, więc miejsce było odpowiednie.

Mój makijaż został wykonany techniką odwrotną, czyli najpierw oczy, potem reszta. Nałożona została nawilżająca baza i krem. Myślę też, że podkład jednak był z takich średnich, wcale nie ten wodoodporny, bo na pewno by tak nie wyglądał. Wszystko według ścisłych zaleceń - ograniczyłyśmy róż na policzkach, bo moje i tak same się różowią i brwi pomalowałyśmy cieniem. Ku mojemu zaskoczeniu wszystkie makijaże skończyły się wcześniej (nawet od optymistycznego harmonogramu).

W podzięce za dobre podejście i otwarte serce zdecydowałam się wręczyć bukiety obu stylistkom. Wyszło na to, że niewiele panien młodych to robi, bo obie były zaskoczone. Za makijaż zapłaciłam chyba 220 zł (z dojazdem i Młodym). Rzęsy były super doklejone, podkład wytrzymał dość długo, choć na nosie wymagał poprawki. Martwiłabym się, gdyby nie wymagał!

uśmiechnięta twarz kobiety ze zbliżeniem na makijaż, pocałunek w czoło

Pielęgnacja jednak zostawiła u mnie więcej szkód, niż zastała. Nie wrócę do kosmetyków Mary Kay i ich ponownie nie kupię. Chociaż makijaż też był z tej firmy i podkład, korektor, cienie  dobrze się trzymały, to wiem jednak, że inne kosmetyki byłyby w stanie zapewnić mi podobny efekt. Nie jestem z tych, którzy chcą mieć drogie kosmetyki, nawet jeśli tylko dobrze wyglądają na półce.

Podsumowując, makijaż był wykonany według mojego życzenia, dokładnie i starannie. Wyszedł lżejszy niż chciałam, ale bardzo mi się podobał i spełnił 100% oczekiwań. Pani makijażystka dobrze to robi. Mama i babcia też dobrze wyglądały. Niesmak pozostał jedynie po kosmetykach do pielęgnacji i ocenie mojego stanu skóry, która pozostaje pod opieką kosmetologa - tutaj wpis o mojej skórze spod ręki kosmetologa.

Mieliście styczność z kosmetykami MK? Polubiliście pielęgnację bardziej dzięki tej firmie, a może macie takie doświadczenia z nimi jak ja? Kolorówka dla mnie była spoko, ale mogę tak powiedzieć o wielu firmach w tej kwestii, jak jest u Was?

Zazmaczam, że moje opinie są moim subiektywnym osądem danych produktów po stosowaniu ich na mojej własnej twarzy przez ponad 2 miesiące. Nie wykluczam i nie neguję faktu, że możecie się lubić z tymi kosmetykami.
Dla mnie są one po prostu za słabe, choć muszę przyznać, że są też wydajne, bo nie mogę się ich pozbyć...

środa, 8 kwietnia 2020

Kosmetyki Mary Kay Time Wise

Kosmetyki Mary Kay Time Wise

Moja szczera opinia i efekty pielęgnacji na twarzy


Cały "cudowny zestaw" wraz z płynem trafiły w moje ręce na początku lutego. To znowu kosmetyki niezbyt popularne, bo niedostępne w drogeriach, a dostęp do nich zyskałam poprzez makijażystkę. Czy jestem zachwycona, bo zestaw jest cudowny? Przeczytajcie, a ja napiszę wszystko, co udało mi się zauważyć przez 2 miesiące stosowania.

twarz dziewczyny, dymek myśli z kosmetykami w środku

Znowu biorę się za coś, co ma dość zamknięte grono odbiorców i choć na stronie internetowej poznamy ceny wszystkich produktów, to nie kupimy ich tak łatwo. Umożliwi nam to tylko konsultantka, którą - dla ułatwienia - zasugeruje nam już strona, wyszukując najbliższej np. po kodzie pocztowym. Ja te kosmetyki "dostałam" w prezencie, nie zdążyłam zastanowić się na chłodno ani zrobić dokładnego researchu. Niestety.

Cudowny Zestaw Time Wise i Płyn Nawilżająco-Odświeżający Mary Kay oraz moja opinia o nich

Mój zestaw - jego nazwa to Cudowny Zestaw - składa się z trzech kremów - na dzień i na noc oraz pod oczy, mleczka - dość gęstej emulsji (Oczyszczające Mleczko 4w1 Age Minimize 3D™ TimeWise®) i Płynu Nawilżającego z kwasem hialuronowym.

Co jest w tych kosmetykach? Możecie o to zapytać, ale ja niestety teraz nie mogę stwierdzić, bo pudełek już nie mam, a składu nie da się znaleźć w oczywisty sposób w internecie. To w zasadzie powszechna praktyka wśród takich marek, dla mnie frustrująca. Od razu nasuwa mi się pytanie, czy mają coś do ukrycia...

Co do składów jestem pewna jednego - emulsja myjąca ma na drugim lub trzecim miejscu betainę kokamidopropylową, co czyni ją dość mocnym myjadłem - prawie na poziomie zwykłego żelu do twarzy. Krem na noc ma wysoko silikon, który niestety mi nie służy, a wszystkie sera nakładane pod niego są jakby neutralizowane przez to i dosłownie znikają. Brak nawilżenia!

Krem na dzień (stosowałam ten bez filtra, a teraz mam też ten z filtrem, bo przez pomyłkę dostałam ten pierwszy, a później wymieniłam) i on nie był taki zły. W samym wrażeniu "dotykowym" oba dość dobrze się rozprowadzały. Makijaż też raczej OK się na nich trzymał, ale nie maluję się zbyt często, ani nie mam problemów z utrzymywaniem na co dzień. Tak jak wiecie, na kremie do twarzy.

Krem z filtrem zostawia biały nalot (z filtra, to dość normalne) na dość długo, ale oprócz tego nie różni się wiele od zwykłego filtra. Niestety ani w kontekście nawilżania, ani świecenia. Przed urlopem kupiłam 50-tkę z SunOzon (polecam naprawdę) i 50 ml kosztowało mnie o wieeeele mniej niż 48g Mary Kay. Nie sądzę, że kosztował 4 czy 5 zł, jak to pokazują teraz na stronie, ale nawet gdyby kosztował 15, to mogłabym kupić 9 za jeden z MK. A ochrona o wiele wyższa.

Recenzja kosmetyków Mary Kay Time Wise


Oprócz cudownego zestawu i płynu nawilżającego stosowałam też przez około 2 tygodnie krem - uwaga - intensywnie nawilżający. Jego skład opierał się na wodzie (normalka), glicerynie, a następnie parafinie. Jak dla mnie spoko, moja twarz lubi się z parafiną, ale działanie nawilżające wydaje mi się dalece przereklamowane w tym wypadku, a cena... skutecznie odrzuca.

Dawno nic nie pisałam, ale również dawno nic mnie aż tak nie wkurzyło! Mimo najlepszych intencji - ze strony obdarowującego mnie, wspominanej makijażystki i nawet moich własnych wysiłków co do wiary w te kosmetyki, determinacji i stosowania ich w jak najkorzystniejszej konfiguracji - muszę to napisać. To nie działa. Naprawdę nie działa lepiej niż zwykły krem za 20 zł, np. z Bielendy.

Wszystkie składniki są tutaj w takiej ilości jak w kremach drogeryjnych. Choćby nie wiadomo jak cudowne, stężenia nie mogą być "działające", bo wtedy stają się potencjalnie niebezpieczne, a przecież są to kosmetyki do stosowania w domu. Cudowny resweratrol... dla mnie lepiej byłoby go przyjmować doustnie - przeczytajcie sobie na poradnikzdrowie o nim.

Mleczko podobno działa od razu jak tonik, ale przecież wszyscy wiemy, jak kończy się nieużywanie tonika. U mnie podobnie kończy się też używanie tych kosmetyków...

Kosmetyki z katalogu Mary Kay


Cudowny Zestaw Time Wise... No nie jest aż tak cudowny. Zwłaszcza jego cena. I tu niestety sprawdzają się te ostre opinie - kolejna "marka premium" z katalogowymi produktami, konsultantkami, świetnym marketingiem i wysokimi cenami niestojącymi w równowadze z jakością.

Uwaga, za zestaw plus wodę zapłaciliśmy 511 zł. Cena jak ze strony internetowej. Znalazłam konsultantki na OLX, za sam zestaw (oczywiście nowy) możemy zapłacić od 260 do 340 zł, to już daje duży obraz marży, jaką można na tym uzyskać.

Od razu przypomina mi się kolagen Souvre (na który nabrała się moja mama), FM (gdzie chemia domowa przynajmniej działa i nigdy nie kupiłam żadnego kremu) i AVON (gdzie ceny może i nie są wysokie, ale jakość... w przypadku wielu kosmetyków porównywalna do opisywanych).

Oczywiście, że znam też firmy, które podobnie funkcjonują i kosmetyki od nich działają, np. Frei Haut, o których pisałam już kiedyś w odniesieniu do mojej kosmetolog. Możecie poczytać o mojej cerze i problemach z nią okiem kosmetologa, jeśli chcecie wgłębić się w temat albo odświeżyć pamięć.

obraz skóry z lekkimi wypryskami na policzkach
skóra policzków z bliska
Dorzucam aktualne zdjęcie skóry na moich policzkach. I o ile bywało gorzej, to działanie cudownego zestawu niestety nie jest na tyle cudowne, żeby zapobiec ponownemu pogarszaniu. Możecie też zauważyć, że wiele miejsc wykazuje "suche skórki", których zwykle nie mam. Myślę, że powoduje to emulsja myjąca, która tak mocno mnie ściąga i ma za zadanie złuszczać. Przy delikatnej skórze nie do końca tędy droga.

Używałam kosmetyków Mary Kay od początku lutego, żeby sprawdzić, czy moja skóra lepiej zachowa się przy makijażu. Cel był dość jasny - piękny makijaż ślubny (widzicie go na zdjęciu okładkowym). Skóra miała za zadanie (wg pani makijażystki) wypić podkład. Wcześniej nie do końca dobrze przyjmowała totalnie wodoodporny, pancerny podkład. Czy ja uważam to za dobre właściwości skóry? Odpowiedź zostawię dla siebie.

Nawilżanie skóry twarzy kosmetykami Mary Kay? 


Jeśli macie cerę suchą, wrażliwą, naczynkową lub z trądzikiem różowatym - to z grubsza moja charakterystyka - to z Mary Kay Time Wise się nie polubicie. Ani skład, ani działanie (w przeciwieństwie do ceny) nie powalają. W odbudowie płaszcza hydrolipidowego nie pomogą, co najwyżej złuszczą.

Największy problem w makijażu twarzy był na czole, gdzie Sylwia - moja kosmetolog wspominana we wpisach wyżej, zawsze chwali najbardziej stan mojej skóry właśnie w tym rejonie. Jest tam trochę grubsza, nie taka czerwona i cienka. Pani makijażystka zaś podkreślała, że jest sucha i niezłuszczona, a przyszłam do niej 3 dni po kwasie w salonie. Zaczęła od nakłonienia mnie do peelingu i zrugała za to, że nie maluję się na co dzień... Ogólnie nie mogłyśmy się dogadać na pierwszym próbnym - ale chyba opiszę Wam to osobno.

Z makijażu wyszłam zapłakana i z torbą kosmetyków za gruby hajs. Używałam ich w domu i do czasu makijażu głównego cel został osiągnięty - 22 lutego podkład wyglądał lepiej - choć zastosowałyśmy bardziej nawilżającą mieszankę podkładów z odrobiną tego trwałego. Pod podkładem była zaś mocno nawilżająca baza i krem z parafiną.

Jakie są efekty tej pielęgnacji?


W tym czasie moja skóra dużo mocniej zaczęła się czerwienić na policzkach, znowu zrobiła się reaktywna, częściej pojawiały się wypryski na policzkach, a ja nie mogłam opanować uczucia suchości. Dodatkowo ja od początku stosowałam krem myjący 1 raz dziennie. Aż boję się wyobrażać, co by było ze mną, jakbym stosowała się do zaleceń pani konsultantki i używała tylko kremów i kosmetyków z MK.

Rozmowy i makijaże próbne utwierdziły mnie w tym, co pokazuje się w instagramowym świecie beauty i na jutubie. Uważam, że skoro cel makijażystek to cienka, napięta skóra, to wolę się nie malować, niż katować moją zbyt wrażliwą peelingami non stop, a o bezwzględnym zakazie tego procederu na mojej twarzy pisałam już podczas opisu mojej wizyty na konsultacji u kosmetologa.

Jeśli macie jakieś pytania czy uwagi, to chętnie Wam odpiszę. Mam nadzieję, że nie zlecą się tu żadne konsultantki, choć ja zawsze podkreślam - moje opinie są moje. Moja skóra jest wymagająca. Wszystkie preferencje indywidualne uważam za zasadne, aczkolwiek u mnie Mary Kay nie działa lepiej niż kremy drogeryjne i muszę to napisać, żeby ktoś robiący research dał radę się zastanowić poważniej.


Komu polecam pielęgnację Mary Kay?


Całkiem szczerze - osobom z dużym budżetem i niewymagającą cerą, tolerującą silikony.
Jeśli Wasza pielęgnacja zawiera sporo błędów, bo np. nie zmywacie płynu micelarnego i dostaniecie poradę od konsultantki, to wtedy przejście do odrobinę lepszej rutyny już dużo zmieni. Podsumowując, jeśli macie spory budżet, to wtedy... "Kto bogatemu zabroni"?

Jeśli jednak jesteś zdesperowana, jak ja, i szukasz czegoś, co Cię cudownie wyprowadzi... Nie licz na to z tymi kosmetykami. Za 500 zł zrobisz 3 wizyty na kwas w salonie, a profesjonalnego kosmetologa będę polecać zawsze.

środa, 6 lutego 2019

Sucha skóra - czerwone plamy na powiekach

Sucha skóra - czerwone plamy na powiekach

Sucha skóra kontra słaba pielęgnacja 


Klęska w pielęgnacji skóry twarzy może i bardzo często jest spowodowana niewłaściwymi kosmetykami, a ja jestem tego żywym przykładem :(. Jeśli chcecie wiedzieć jak zlikwidowałam suche plamy na powiekach... dosłownie pozbyłam się suchych aż łuszczących się, czerwonych i spuchniętych plam... Zostańcie do końca wpisu, a ja zacznę od początku.


Diagnoza - sucha i wrażliwa skóra twarzy


Pokazywałam Wam w filmiku, jakie kosmetyki zabrałam ze sobą do Stanów. Jeśli czytacie mnie długo, wiecie też, że mam skrajnie suchą i wrażliwą skórę na twarzy, a do tego dochodzi kwestia naczynek... Naczynkowa, czerwona skóra z rumieniem, który nie ustępuje... Koszmar! Dlatego jakiś czas temu wybrałam się do kosmetologa. To pani kosmetolog zdemaskowała moje problemy i poradziła, jak dbać, żeby nie rozwinął się u mnie trądzik różowaty... Tak, już prawie do niego doszło przez moją niewiedzę i nadmiernie wysuszającą i wyniszczającą skórę „pielęgnację”... Musicie wiedzieć, że peelingi ziarniste i mycie skóry mydłem... To dla większości ostra przesada!!! O mojej pierwszej wizycie u kosmetologa pisałam tutaj.


Zwycięstwo z trądzikiem różowatym 


Po tych konsultacjach i kilku zabiegach w salonie naprawdę udało mi się wszystko ładnie wyprowadzić. Białe wodne wypryski i różne niedoskonałości, które były moimi zmorami na policzkach, pojawiały się już tylko sporadycznie i od razu znikały. Potem pojechałam do Stanów. Zabrałam kilka ulubionych kosmetyków, ale chyba nie spodziewałam się, że nie mieszkając w dużym mieście z wieloma marketami, będzie mi tak ciężko uzupełnić zapasy. Jeździliśmy do Walmartu i nawet było tam Sally’s, ale nie było w nich nic sensownego do twarzy. Niestety. Praktycznie tego samego dnia, gdy dotarliśmy do miasteczka, w którym mieliśmy załatwioną pracę, skończył się mój krem pod oczy. Używałam wtedy Orientany ze śluzem ślimaka i nie był zły. Na średnie potrzeby (czyli jeżeli nie czujecie, że Wasza skóra jest cienka i sucha jak papier) jest wystarczający. Miałam też nawilżające serum do twarzy z Ecolabu i olejek Annabelle Minerals w wersji stay calm. Serum skończyło mi się po mniej więcej dwóch miesiącach pobytu. 
Tutaj poniżej wrzucam Wam filmik o kosmetycznej wyprawce do Stanów, a tu pod linkiem jest wpis po przemyśleniach - nie tylko o niezbędnych kosmetykach do zabrania.


Za słaby krem i zamieszanie gotowe


Wtedy na ratunek przyszedł mi krem chłopaka. Musiałam coś wymyślić! A ta Natura Siberika z niedźwiedziem i przeciwzmarszczkowa, była jedyną deską ratunku. Moja opinia o tym kremie jest bardzo dobra, ale niestety nie jest to serum nawilżające... Smarować było się czym, więc bardzo się nie przejmowałam, ale po trzech miesiącach pobytu zaczęliśmy zwiedzanie. Oznaczało to codzienną trasę i sporo czasu na słońcu. Mimo że warunki i samo powietrze nie było już tak wysuszające, (bo wysoko w górach skalistych ostro nas wysuszyło!), to krem był o wiele słabszy, a doszło działanie słońca. 

Oznaki tragedii


Pierwsze niepokojące objawy pojawiły się u mnie tuż po powrocie. Dwie plamki, stosunkowo nieduże, ale i na lewej, i na prawej powiece. Zignorowałam to trochę i zbagatelizowałam problem. Zaczęłam używać jakiś kremów, ktore znalazłam w domu... i jakoś się uspokoiło. Drugi atak był mocniejszy, nie udało mi się wyciszyć plam do końca, zaczęłam się bać, że to AZS, ze jakaś alergia... podpytywałem kosmetolog, ale przez internet nie widać co to... choć dobrze strzelała, co okazało się dopiero pózniej. Zaczęłam stosować próbki kremu łagodzącego okolice oczu od Sylveco, powoli przychodziła ulga i zaczęło znikać. Dużo skóry się z tego łuszczyło, więc pomagałam sobie peelingiem enzymatycznym Pollena Eva. Jest świetny!


Moment kulminacyjny


Prawdziwe piekło rozpoczęło się za trzecim razem, gdy drugi raz jeszcze się dobrze nie skończył. Użyłam nieznanej próbki, której nazwy i opisu nie przetłumaczyłam w całości (dlatego też nie będę zwalać na niej całej winy i nie będę wspominać o marce, bo cieszy się bardzo dobrą opinią, co nie zwalnia jej z uzupełniania opisu produktu o język kraju, w którym jest dystrybuowana...). Nałożyłam na całą twarz zadowolona, że to koktajl witaminowy i rano obudzę się jak nowonarodzona. Niestety. Rano ledwo mogłam otworzyć oczy i to był jeden z gorszych dni w moim życiu. A wyglądałam już chyba najgorzej w całym swoim życiu. Zaraz po tym incydencie umieszczę drugi dzień po zrobieniu kresek... Choć oczy miałam wtedy spuchnięte przy linii rzęs, a teraz jakby bardziej całościowo. Zareagowały także policzki i czerwona, swędząca i łuszcząca się plama pojawiła się pod lewym okiem. Koszmar numer dwa. Krem plus olej, krem plus olej, krem plus olej... cały dzień i jeszcze grubiej na noc. Znikało tragicznie wolno, więc musiałam coś z tym zrobić.


Łagodzący krem pod oczy Sylveco na ratunek


Zdecydowałam się na krem od Sylveco. Ten sam, którego próbka bardzo mi pomogła i to jest strzał w dziesiątkę! Teraz mogę juz normalnie otwierać oczy, nie mam tam ściągniętej skóry, która tylko non stop schodzi i wyglada jak wężowa. Opuchlizna zniknęła i nawet sztucznie pogłębiona zmarszczka pod lewym okiem juz jest prawie taka, jak pod prawym. Jestem dobrej myśli i uważam, że przy utrzymaniu obecnej rutyny pielęgnacyjnej będę w stanie całkowicie ponownie doprowadzić ją do ładu.

łuszcząca się skora powiek, czerwone powieki

Dermatolog na problemy z cerą? Zapomnij


W krytycznym momencie myślałam o dermatologu. Byłam zrozpaczona, nawet mama kazała mi się zapisać... i co? Przepisałby mi maść? W kwestii swojej skóry twarzy niestety nie wierzę, że lekarz po pierwszym kontakcie ze mną zza biurka będzie wiedział lepiej. Już mi doradzał... laser. Na to, co wyprowadziłam pielęgnacją i kilkoma zabiegami z kwasem azelainowym. Tutaj przeczytacie o mojej feralnej wizycie u dermatologa, a tutaj o przebiegu kuracji kwasami w salonie kosmetologicznym.

nawilżanie i gojenie


Gdybyście mieli jakieś uwagi lub pytania - wszystkie bardzo chętnie przyjmuję i nie zostawiam bez odpowiedzi (chyba że akurat świruje mi blogger i nie pozwala na dodanie komentarza). Dbajcie o swoją skórę, to pierwsza wizytówka i lustro organizmu. Trzeba się o nią troszczyć nawet bardziej niż o włosy i to także od wewnątrz. Powodzenia!

PAMIĘTAJCIE, ŻE W MOIM PRZYPADKU OKAZAŁO SIĘ TO SKRAJNĄ SUCHOŚCIĄ, ALE NIE ZAWSZE MUSI TAK BYĆ. Wszelkie nagłe i niepokojące zmiany na skórze i twarzy należy konsultować ze specjalistą. Działanie na własną rękę może przynieść więcej szkody niż pożytku.

niedziela, 28 października 2018

Zawsze jest powód, czyli dlaczego włosy wypadają

Zawsze jest powód, czyli dlaczego włosy wypadają
Znowu jesień i, jak liście spadają z drzew, nam zaczynają wypadać włosy… Jeśli rozwiązania szukacie u mnie, to na pewno widzieliście już wpis z zeszłego roku - dostępny pod TYM linkiem. W tym roku nie będę pisać bezpośrednio o tym, co robić, żeby temu zapobiec, ale o tym czym wypadanie najczęściej jest spowodowane. Oczywiście nie odkryję tu przed Wami jakiś niesamowitych, kosmicznych powodów ani tajemnych środków zaradczych, bo wszystkie przyczyny leżą w naszym organizmie. Praktycznie wszystkie czynniki ostatnio pośrednio zostały już wspomniane, ale chcę te dane usystematyzować. Przy okazji może łatwiej będzie Wam też zapamiętać, że dbanie o siebie jest najważniejsze.



Najtrudniejszą przyczyną do samodzielnej walki jest łysienie. Uwarunkowany genetycznie zanik mieszków włosowych, powodujący początkowo tylko wypadanie, a przechodzący w widoczne przerzedzenia i trwale widoczną gołą skórę spomiędzy włosów nie jest wyrokiem. Dodatkowo jest bardzo szkodliwy dla psychiki. Często kobiety nie radzą sobie z tym problemem, kumulują w sobie dodatkowy stres, poczucie bezsilności… A proces łysienia jest jak najbardziej do zahamowania, a nawet do częściowego cofnięcia pod odpowiednią opieką specjalisty. Pamiętajcie - gdy ktoś w rodzinie wyłysiał, a wam zaczynają lecieć włosy, a zależy wam na nich - nie zwlekajcie. Odpowiednio wyedukowany trycholog boryka się z takimi problemami na co dzień w swojej pracy i na pewno może pochwalić się skutecznymi terapiami na pacjentach z podobnym problemem.

Wspomniany wyżej stres, depresja oraz inne choroby skórne i wewnętrzne, ale również stosowane leki czy terapie farmakologiczne bardzo często mają wpływ na wypadanie włosów. Choroby skóry głowy jak łojotokowe zapalenie skóry, łuszczyca, atopowe zapalenie skóry - wszystkie przeważnie występują w parze z wypadaniem. Można je skutecznie leczyć i obserwować poprawę, jednak zawsze istnieje ryzyko na nawrót choroby. Nie ma w tym wypadku czasu na wytchnienie w walce - odpowiednio dobrana do środków leczniczych pielęgnacja to częsty klucz do sukcesu. Grzybice i alergie to dodatkowe niesprzyjające czynniki zwiększające wypadanie. Nawet jednorazowa wysoka gorączka może je spowodować! 
Przeczytajcie kompendium o skórze głowy, żeby dowiedzieć się więcej.

Hormony to nasz największy wróg. Rozregulowane działanie gospodarki hormonalnej wpływa niestety na cały organizm, nie tylko włosy. Najczęściej przez hormony włosy wypadają nam po porodzie, gdy spada estrogen lub gdy mamy problemy z tarczycą. W obu przypadkach przywrócenie równowagi i stabilizacja normuje wypadanie, trwa to trochę, ale włosy utracone z takich przyczyn same odrastają. Zmiany hormonalne także są często częściowo powiązane genetycznie - osoby ze skłonnościami i przypadkami w rodzinie muszą bardziej uważać i trzymać rękę na pulsie. Tutaj uwaga - nawet środki antykoncepcyjne w niektórych przypadkach są w stanie pogorszyć sytuację.

To co jemy i jak odżywiony jest nasz organizm to pierwsza i podstawowa sprawa, na którą powinniśmy zwracać uwagę. Wszystkie składniki odżywcze dostarczane wraz z pożywieniem są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania wszystkich komórek. Niestety każde braki lub zachwianie równowagi odbija się najpierw na zewnątrz - skóra, włosy i paznokcie są niejako zwierciadłem stanu organizmu. Odpowiednie nawodnienie i dieta bogata w owoce, warzywa, kiszonki oraz pestki jest pewną gwarancją zapewnienia organizmowi niezbędnych składników. Pamiętajcie też o witaminie D, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.

Ostatnim czynnikiem mogącym wpłynąć na utratę włosów jest niewłaściwa ich pielęgnacja, ale ale! Przecież już wiemy, z TEGO wpisu, że wszystko, co dzieje się ze skórą głowy, ma wpływ na włosy. Także zacznijcie od skóry - nie nakładajcie na nią silikonów, róbcie peelingi, masujcie, a wszystko będzie ok. Oprócz tego mechaniczne i fizyczne uszkodzenia włosów poprzez ich rwanie i ciągnięcie także mogą się przyczyniać. Nie używajcie gumek z metalowymi elementami, nie zacieśniajcie kucyka, włosy rozczesujcie od dołu, stopniowo przesuwając się wyżej lub na mokro na odżywce - no i nie czochrajcie ich podczas mycia - dla przypomnienia :). Wysoka temperatura stylizacji i farbowanie chemiczne także zalicza się do czynników ryzyka, ale wszystko stosowane z umiarem i odpowiednimi środkami zabezpieczającymi jest dla nas. Nie dajmy się zwariować.

Trzymajcie się ciepło, pamiętajcie o czapce i do następnego!

wtorek, 24 kwietnia 2018

Domowy peeling cukrowy, czyli odrobina DIY

Domowy peeling cukrowy, czyli odrobina DIY

Hej!


Jestem ciekawa jak wiele z was próbowało już samodzielnie zrobić peeling. Nieważne czy do ciała, czy do skóry głowy, zasada jest prawie zawsze taka sama. Jeśli jesteście ciekawi co ja ostatnio zmieszałam, to zapraszam do czytania.


Peelingi ogólnie dzielimy na ziarniste z większymi lub mniejszymi cząsteczkami ściernymi i enzymatyczne lub kwasowe, w których czynnikiem złuszczającym są kwasy lub enzymy roślinne. Oczywiście nie będę się teraz zajmować tymi skomplikowanymi kosmetologicznie, a skupię się na zwykłych mechanicznych - ścierających, których bazą przeważnie jest cukier, sól lub zmielona kawa, która dodatkowo bardzo intensywnie pachnie.


Tym razem mój peeling jest przeznaczony do ciała, bo ulubiony do skóry głowy to glinka - testowałam zieloną i niebieską, obie rosyjskie z fitokosmetik, dodawałam je do maski/odżywki myjącej, Wy możecie dodać do ulubionego szamponu lub Facelle. Jeśli jesteście ciekawi więcej na temat ostatnio testowanego przeze mnie peelingu do skóry głowy od Natury Siberiki, to moja opinia znajduje się TUTAJ.
To piękne DIY ze zdjęcia składa się z cukru i oliwy z oliwek. Dodatkowymi elementami urozmaicającymi są olejek miętowy i suszone płatki róż.
Możliwość wykonania tego peelingu została mi dana na warsztatach marki Natura Siberika podczas IV konferencji Meet Beauty, z której właśnie wróciłam.


Zwykle w domu nie chce mi się bawić w takie DIY, ale uważam, że to błąd, bo każdy ma w kuchni olej i cukier lub kawę. Olejek eteryczny jest tylko dodatkowym i urozmaicającym elementem, a dla tych, którzy lubią balsam do ciała na koniec pielęgnacji, będzie on zbędny.
Taki domowy peeling jest w pełni naturalny, używamy tylko sprawdzonych składników, których nie boimy się zjeść, dosypujemy tylko to, czego tam faktycznie chcemy - cynamon na zimową porę do rozgrzewania, olejek miętowy do odwrotnych wrażeń na lato.


Mój peeling to 7 czubatych łyżek cukru, kilka łyżek oliwy z oliwek - dodacie tylko tyle, żeby uzyskać swoją ulubioną konsystencję, ok. 10 kropel olejku miętowego i 2 płaskie łyżki płatków.

Stosujecie peelingi? Częściej takie do ciała czy skóry głowy? Ja uważam, że oba rodzaje są niesamowicie ważne!

sobota, 17 lutego 2018

Idealna odżywka do mycia? Balea z DM - recenzja #3

Idealna odżywka do mycia? Balea z DM - recenzja #3

Hej!

Często spotykacie się na moich mediach społecznościowych, a nawet tutaj na blogu, z odżywką Balea, której używam do mycia włosów dość często, jednak jeszcze nie wypowiedziałam się na ich temat szczegółowo. Jesteście ciekawi stosowania, składu i mojej opinii? To zapraszam!


Odżywki Balea zostały przeze mnie zakupione w DM w Chorwacji za około 9 kun, czyli niecałe 6 zł. Pochodzą jednak z Niemiec, co odczytałam z kodu kreskowego i tam kosztują 50 centów. Opakowanie zawiera 300 ml produktu. Chciałabym przytoczyć Wam dokładnie opis producenta, jednak dysponuję jedynie wersją z etykietą po chorwacku, a tego języka akurat nie znam... Cóż, trochę z niemieckiej strony DM o odżywce żółtej - Intensywne nawilżanie:
"Regeneracja i nawilżenie: Balea intensywne nawilżanie z aromatem waniliowym i olejem migdałowym..." co jest dalej... nawet tłumacz google zawodzi. W każdym razie i tak bullshit, przejdźmy do czegoś, co nam cokolwiek powie konkretnego, SKŁAD!

Aqua - woda
Cetearyl Alcohol - emolient
Panthenol - pantenol, nawilżacz
Niacinamide - witamina PP, poprawia ukrwienie skóry głowy, wzmacnia cebulki włosów, przez co zapobiega ich wypadaniu 
Isopropyl Alcohol - wysuszacz, rozpuszczalnik, alkohol izopropylowy
Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate - konserwant, przeciwutleniacz, działanie przeciw bakteriom
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów
Parfum - zapach
Dicaprylyl Ether - emolient suchy, subst. kondycjonująca
Isopropyl Palmitate
Behentrimonium Chloride - substancja delikatnie myjąca - kationowa, kondycjonująca, konserwant
Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate - kondycjoner, antystatyk, subst. zmiękczająca, wg wizażu humektant
Cetrimonium Chloride - substancja delikatnie myjąca - kationowa, kondycjonująca, konserwant
Sodium Benzoate - konserwant
Citric Acid - regulator kwasowości


A teraz o różowej - Odżywka jedwabisty połysk:
"Olśniewający połysk i aksamitnie miękkie włosy: Balea jedwabisty połysk z zapachem kwiatu orchidei nadaje włosom promienny połysk i sprężystość - aż do końcówek. ... Włosy zyskują na wyrazistości." - z tą tłumacz poradził sobie odrobinę lepiej, ale i tak musiałam mu pomóc, skład jest prawie identyczny, dlatego opiszę tylko różnice.

Aqua
Cetearyl Alcohol
Panthenol
Niacinamide 
Isopropyl Alcohol 
Pentaerythrityl Tetra-Di-Butyl Hydroxyhydrocinnamate 
(do tego momentu skład jest identyczny, nie ma oleju, jest od razu zapach)
Parfum
C12-15 Alkyl Benzoate - jedyny do tej pory inny dodatkowy składnik, konserwant, emolient
Dicaprylyl Ether
Isopropyl Palmitate 
Behentrimonium Chloride 
Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate
Cetrimonium Chloride 
Sodium Benzoate 
Limonene 
Linalool
Alpha-Isomethyl Ione - wszystkie trzy są składnikami kompozycji zapachowej, potencjalne alergeny
Citric Acid

Wniosek: 
Składy obu są łudząco podobne, natomiast odzywka różowa ma jakby i tak gorszy skład, bo nie zawiera oleju ze słodkich migdałów, a więcej chemii i potencjalnych alergenów. Co do isopropylu - mnie on zupełnie nie przeszkadza, dzięki niemu uważam, że odzywka lepiej myje i łatwiej rozpuszcza "brud".


Moje wrażenia: 
Żółtą odżywkę już wykończyłam, sprawowała się naprawdę fajnie, choć nie była zbyt wydajna. 300 ml wystarczyło mi na około 10 myć? Nie jestem pewna, nie zapisywałam, ale t i tak za 50 centów, kupując w Niemczech, wyniosłaby nas niecałe 2,5 zł. To praktycznie tyle, co saszetka Cien, wg mnie MEEEEGA SIĘ OPŁACA. Składy nie zawierają oblepiaczy, są przyjazne CG. Dodatkowo wegańskie. Fajnie się pieniła i waniliowy aromat był naprawdę przyjemny, wcale nie mdlący. O różowej na razie nie mam jednoznacznego zdania, ale jestem na tak.
Głównymi różnicami są wg opisu producenta przeznaczenia odżywek - żółta do nawilżania, różowa do nabłyszczania - jaka jest różnica w praktyce? Nie wiem... Żółta także nabłyszcza, to chyba po prostu pic na wodę, wiecie, dorobienie treści do prostego produktu. Przerost formy nad treścią, taki klasyczny :) Ale odżywki Balea i tak bardzo lubię, naprawdę polecam je do mycia i mam nadzieję, że spróbujecie także innych z tej serii. Są zdecydowanie warte swojej ceny. Nie przetrzymujcie tylko zbyt długo na włosach.

niedziela, 11 lutego 2018

Kosmetologiczna przygoda z twarzą

Kosmetologiczna przygoda z twarzą

Czy zabiegi na twarz działają? Kwasy w salonie- czy to jedyny ratunek?

Wracam z moją kosmetologiczną tematyką po dość długiej przerwie, pamiętacie jeszcze ostatni post o kosmetologu, który Wam pokazałam po pierwszej wizycie? Od mojej konsultacji w czerwcu minęło sporo czasu, najpierw wakacje i opalanie, później mocny wiatr, słaba pielęgnacja, bo to zapomniałam czegoś zabrać na wyjazd, a to nie chciało mi się smarować... Później przyszła jesień, wrzesień i zaczęłam zabiegi na twarz. Pora na podsumowanie po pół roku. Zaczynamy!

Maski po zabiegach - fioletowa algowa, a przezroczysta z kwiatami
Moja cera jest bardzo wrażliwa, nie tylko na zmiany temperatury otoczenia czy ostre potrawy, co objawia się rumieniem, ale też na kosmetyki różnego rodzaju. Do tego jest bardzo sucha (a raczej była przed właściwą pielęgnacją! teraz suche skórki to naprawdę rzadkość), z widocznym rumieniem - bardzo płytko unaczyniona i ze skłonnością do powstawania naczynek - jedno na policzku już raz zamknięte laserem i po 2 latach znów samoczynnie otwarte.

Powoli obserwowałam naczynka w okolicy nosa, na szczęście nie są już widoczne. Od tamtego czasu moje życie drastycznie się nie zmieniło, ale zastosowałam się do większości zaleceń - przestałam używać peelingu do twarzy, mocno oczyszczających żeli, przez wakacje smarowałam się wysokim filtrem. Starałam się unikać nabiału - nie tylko ze względu na twarz, ale też ogólną kondycję organizmu, ostrych potraw, a także sauny i basenu.

W grudniu chodziłam na siłownię, aby choć odrobinę polepszyć swoją kondycję, co od razu powodowało u mnie ogromne wypieki - po intensywnym wysiłku utrzymały się dość długo i dodatkowo pojawiły się u mnie 3-4 charakterystyczne dla trądziku różowatego wypryski, ale zniknęły na trzeci dzień. Pewnie wiąże się to nie tylko z odpowiednią pielęgnacją, ale też ogólną poprawą stanu skóry.

Przez ostatni czas na policzkach nie miałam ani jednego - oprócz tych, które pojawiły się typowo po mocno intensywnym treningu. Na pewno jest to kolejne przeciwwskazanie, ale teraz już wiem, że powoli radzę sobie z tym coraz lepiej - skóra nie broni się już tak bardzo, nic nie wyrzuca na zewnątrz żadnych niepowołanych na twarzy stanów zapalnych.

Pierwszy krok pielęgnacyjny podjęłam już po pierwszej wizycie, przeczytacie o tym w poście o kosmetologu, a teraz jeszcze tutaj o mojej pielęgnacji krok po kroku. Czasami wspomagam się różnymi maskami w płachcie, moją ulubioną jest SNAIL z Etude House (znalazła się wśród ulubieńców w tym poście), ale nie używam jej zbyt często, choć efekty za każdym razem są zachwycające, skóra pięknie nawilżona i przebarwienia zniwelowane.

Czerwiec 2016 - marzec 2017, chyba widzicie, że było tragicznie... Rumień i mnóstwo wyprysków
Wiecie, że w międzyczasie byłam u dermatologa, który na moją przypadłość nie miał żadnej rady, tylko zaproponował mi laser za 800 zł. Z jego polecenia kupiłam Skinoren Rosacea, który samodzielnie mocno mnie wysuszał. Natomiast razem z Sylwią postanowiłyśmy wraz z nadejściem jesieni rozpocząć kurację kwasami - zaczęłyśmy od azelainy, która miała za zadanie nawilżyć cerę i pomóc naskórkowi w naturalnej odbudowie.

Pierwszy zabieg był pod dużą presją i obie zastanawiałyśmy się, jak zareaguję na ten kwas. Skóra została oczyszczona, kwas nałożony, w trakcie nic dziwnego się nie działo, ale podczas zmywania czułam pieczenie. Na koniec maska łagodząca i umówienie następnej wizyty.

Po upływie 3 tygodni padła decyzja użycia kwasu migdałowego - skóra reagowała mocniej, później się łuszczyła głównie z czoła, ale po następnych 3 tygodniach i kolejnej azelainie zaczęła wyglądać w końcu zdrowo. Efekty są podobno widoczne z zabiegu na zabieg, twarz dobrze reaguje. Poniżej historia przedstawiona do aktualnego tygodnia (może jesteście w stanie zauważyć, że post pisany był w różnych okresach czasu, czekałam na część od Sylwii :D).

Historia moich wizyt w pełni - pierwsza konsultacja w czerwcu, resztę widać :) TU link do rejestracji z mojego polecenia
Nasza współpraca nieraz się zacieśnia (miałam prezentację o włosach na drugich urodzinach salonu), dlatego ośmieliłam się poprosić moją Panią Kosmetolog o dopisanie czegoś od siebie, wstawki w <> są ode mnie, a oto co podesłała:

"Witajcie, drodzy Czytelnicy i Czytelniczki. Zanim przejdę konkretnie do przypadku Sary, opowiem kilka słów o sobie. Jestem magistrem kosmetologii z 8 letnim doświadczeniem, które zdobywałam w różnych miastach i miejscach. Wciąż się rozwijam, zdobywając nowe kwalifikacje oraz śledzę nowinki ze świata beauty.

Aktualnie prowadzę swój salon kosmetologiczny, w którym czynnie pracuję ;). W swojej pracy stawiam na kompleksowe podejście do problemu i świadomą pracę z pacjentem, która wierzcie lub nie jest gwarantem sukcesu. Przykładem na to jest Sara :) Nie ma rzeczy niemożliwych, tak samo jak beznadziejnych przypadków. Pamiętać trzeba jednak, że na wszystko trzeba czasu i nic nie dzieje się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego jeśli po tygodniu, dwóch a nawet trzech nie widzisz powalających efektów, nie poddawaj się. Zmiany, które powstały na skutek nieodpowiedniej pielęgnacji, diety, itp. przez dni, tygodnie, a nawet lata, nie znikną po tygodniu :).


Salon w całej okazałości, źródło: sylia.pl
Jak już wspomniała Sara, w jej przypadku bazujemy na kwasie azelainowym. Jednak nie tylko :) Przeplatany był również kwas migdałowy i inne mieszanki kwasów :) <możecie to zobaczyć po kolei w tabeli wyżej> Do każdego przypadku, wizyty podchodzę indywidualnie i dopiero podczas spotkania ustalam kolejny zabieg.

Gdy Sara do mnie trafiła, jej skóra reagowała dosłownie na wszystko. Rumień, chroniczne zaczerwienienia i maksymalnie osłabiona bariera hydrolipidowa... Nie wyglądało to kolorowo. <a raczej wyglądało, na czerwono, jak świnka :D>Zawsze pierwszym krokiem w kierunku poprawy cery, powinno być zebranie dokładnego wywiadu. W celu ustalenia przyczyny i poznania problemu. Dzięki niemu dokładnie wiem, jaką pielęgnację stosuje pacjent, jakie ma nawyki i jak wyglądała jego dotychczasowa walka z problemem.

Niektóre informacje mogą wydawać Wam się nieistotne, np. to, w jakich warunkach pracujecie lub jak się odżywiacie. Uwierzcie, w większości przypadków ma to kluczowe znaczenie!Po wywiadzie czas na uświadomienie pacjenta ;). To pierwsza najważniejsza dla samego zainteresowanego kwestia. Tak jak ćwiczenia na siłowni bez odpowiedniej diety nie przyniosą 100% efektów, tak zabiegi bez odpowiedniej pielęgnacji i zmiany nawyków nie gwarantują 100% skuteczności.

W momencie wizyty pacjent dostaje dokładne wskazówki co do pielęgnacji, które czasami są bardzo restrykcyjne, czasami wymagają całkowitej zmiany pielęgnacji, ale tu należy zaufać specjaliście i wprowadzić w życie wszystkie zalecenia. W ostatnich latach zauważyłam, że większość ludzi stosuje nieodpowiednią i nadmierną pielęgnację w domu. Przez którą ich cera staje się nadwrażliwa, przesuszona, a skóra pozbawiona jest bardzo ważnej bariery ochronnej - płaszcza wodno-lipidowego.

Niesłychanie ważna jest odpowiednia pielęgnacja! Tak jak dbamy o dobrze zbilansowaną dietę, tak samo powinnyśmy zadbać o pielęgnację skóry. I uwierzcie mi to prostsze niż mogłoby się wydawać :) Zapraszam Was na mojego bloga, gdzie możecie śledzić ciekawostki z branży beauty :) Tutaj blog Sylia Beauty :)" - ja dodam od siebie, że jest tam kilka naprawdę szeroko znanych tematów, ale nigdy z takiej strony, jak przedstawia to Sylwia. Dlatego serdecznie Was na jej bloga zapraszam. Tak samo jak na zabiegi do gabinetu, a także nawet samą konsultację, która już wiele Wam powie.

Opisałam już dla Was dawno temu moją pierwszą wizytę i konsultację u kosmetologa, ale wtedy jeszcze znałyśmy się słabiej, więc nie wiedziałam, czy mogę wymienić ją z "nazwiska". Mam nadzieję, że mój post, który napisałyśmy wspólnie, zachęci Was do racjonalnego podejścia do własnej skóry i ewentualnych problemów.


A tutaj zdjęcie z gabinetu - pewnie świeżo po zabiegu, skóra znacznie szczęśliwsza niż wyżej!
Stosowany kwas azelainowy to 25% stężenie czystej azelainy, migdałowy miał 30% i aplikowany był tylko na 5 min. Maska algowa (fioletowa), była tak samo pachnąca i odprężająca jak ta z płatkami kwiatów - rumiankiem i bławatkiem. Swoją drogą druga też zawierała algi, które dobrze wyciszają zirytowaną cerę.

W ciągu ostatnich dwóch zabiegów Sylwia wdrożyła u mnie już delikatne oczyszczanie kawitacją - ultradźwiękami. Nie było to bardzo dokładne oczyszczanie całej twarzy, ale głównie czoła, które było w najlepszej kondycji jeszcze przed zabiegami, a ostatnio okolic płatków nosa, gdzie narzekałam na "zaskórniki". Ja z jej usług jestem bardzo zadowolona, a Wy możecie każde moje słowo zweryfikować po ocenach na jej Facebooku - salon Sylia Beauty.

Korzystacie z usług kosmetologa? Robicie kwasy? Może stosujecie bardziej inwazyjną kurację w domu? Jestem bardzo ciekawa, dajcie znać w komentarzach.
Do następnego!

P.S. O tych opryszczkach to już nawet nie mam siły pisać... Przyjmijcie to za... nieodłączną część krajobrazu mojej twarzy xD

piątek, 8 grudnia 2017

Nierzetelne etykiety kosmetyków

Nierzetelne etykiety kosmetyków

Wkurzona włosomaniaczka

czyli jakie chwyty stosują producenci kosmetyków, żeby skusić początkujących


Tym razem bez kitu o etykietkach, jesteście gotowi na falę hejtu? Tak jak zaznaczyłam we wstępie, mocno irytują mnie takie praktyki producentów i chcę Was na to uczulić, ZAWSZE SPRAWDZAJCIE SKŁAD! Zaczynamy zestawienie!

1. Szampony 0% SLS i SLeS, gdzie tu paradoks? Pamiętacie post o myciu włosów? Na pewno wiecie z niego, jakie detergenty są dla nas łagodne, a które mocne i dokładnie oczyszczające. Jaka jest moja konsternacja, gdy w składzie takiego szamponu 0% SLS i SLeS widzę ALS, SMS lub inny siarczan. Tragedia, zdecydowanie numer 1 za wkurzanie konsumentów.

2. Mój ulubiony temat - henna. Wszystko henna, a później opuchnięcia, schodzenie skóry, albo wypadanie włosów. Uczulałam Was na składy henn i podawałam zaufane marki oraz wskazówki czym kierować się przy wyborze odpowiedniej dla siebie. Przede wszystkim henna powinna być w proszku, nie mieć innych nazw niż łacińskie dwuczłonowe (nazwy roślin), a henna do brwi nawet koło naturalnej lawsonii nie stała - więcej TUTAJ. Wynika to głównie z braku regulacji dotyczących nazewnictwa produktów. Nikt nikomu nie zakaże nazwania chemii henną :(

3. Odżywki z 0% SLS to tak jak płatki kukurydziane bez glutenu. Odżywki  same w sobie nie zawierają mocnych detergentów nigdy, bardzo trudno byłoby znaleźć taką, która w składzie faktycznie ma jakiś SLeS (bo SLSy są już w zasadzie wycofywane z dodawania do produkcji kosmetyków - Sodium Lauryl Sulfate lub Sodium Dodecyl Sulfate). Jest kilka wyjątków - odżywka myjąca z Ziaji zawiera Cocamidopropyl Betaine, który jest dość mocnym detergentem jak na odżywkę, ale używa się go w delikatnych szamponach (np. Ecolab). Podejrzewam, że ma to na celu wprowadzenie w błąd, a wiem po dziewczynach z grupy, że działa, co do zawartości silikonów - SILIKONY TO NIE SLSy, słowa mogą wyglądać podobnie, lecz są to całkowicie odrębne grupy substancji - zapraszam do postu o emolientach i ogółem do pozostałych z równowagi PEH :)

4. Maseczka do włosów wypadających, nałożyć z pominięciem nasady 😂 mam nadzieję, że dla wszystkich logicznym już jest, że włosy to martwe wytwory naszej skóry - nie ma fizycznej możliwości, żeby cokolwiek nakładane na końcówki lub długość z pominięciem skóry, zadziałało na porost, gęstość lub wypadanie. Po prostu nie ma. Absolutnie nie znaczy to, że nakładanie odżywek i masek na włosy jest bezcelowe - struktura włosa wyraźnie się poprawia, na co na grupie znajdę wiele dowodów, po prostu nie ma to wpływu na wzrost. Podobnie jak podcinanie, ale to już inna kwestia ;)

5. Odżywka z magicznym składnikiem, którego ilość w składzie jest znacznie mniejsza niż substancji zapachowych, a w skrajnych przypadkach nie ma go wcale. W tej kategorii przodują niestety kosmetyki zamawiane z katalogów przez konsultantki. Ich składy ogólnie mocno absorbują moje myśli, bo nigdy w katalogu nie są podawane, nawet w internecie ciężko je znaleźć, dla mnie jest to mocno zastanawiające, bo przecież co mają do ukrycia i jakich składników używają, których nie znają inne firmy? Czyżby próbowali ogólnym marketingiem i bazowaniem na opinii sprzedawać kosmetyki jakościowo i składowo wątpliwe? To takie trochę otwarte pytanie do Was, co myślicie? Oczywiście na pewno nie wszystkie firmy katalogowe, bo mój ulubiony krem jest sprzedawany tylko w salonach kosmetycznych, ale co do jego składu nie mam żadnych wątpliwości.

6. Kosmetyki profesjonalne - nieraz to słowo działa na nas wręcz magicznie, przyciągając do półki, a później do kasy. Ja, po nauczeniu się składów, już nie jestem skłonna zapłacić dużo więcej na kosmetyk z napisem „profesjonalna linia”, „tylko dla profesjonalistów” lub jakimś podobnym. Przede wszystkim sprawdzam skład, a później wszystko się okazuje. Silikonowe bomby, proteinowe bomby, często wysuszające alkohole. Kosmetyki do użytku w salonie mają za zadanie jednorazowo wywołać na włosach efekt wow i spoko, na wielkie wyjścia i raz na jakiś czas nie mam nic przeciwko lakierowi do włosów, ale zastanówcie się, ile razy już słyszeliście, że ktoś po przejściu na kosmetyki naturalne lub cg (metoda Curly Girl TUTAJ) zauważył pogorszenie kondycji włosów? Nic bardziej mylnego!!! Kosmetyki po prostu zamaskowały stan faktyczny, który został obnażony przez dokładne zmycie oblepiaczy. To nie jest rozwiązanie, takie kosmetyki nigdy tego stanu nie poprawią. Dlatego po raz kolejny przypominam o CZYTANIU składów :)

7. Kosmetyki odbudowa i regeneracja, i cuda na kiju :D uważajcie, bo proteiny stosowane non stop tylko pogorszą stan włosów, a rozjaśnionych lub spalonych nie naprawicie w tydzień lub jednym zabiegiem. Równowaga PEH i systematyczność to klucz do sukcesu.

Mam nadzieję, że wspomniałam o wszystkich istotnych kwestiach, chętnie posta będę poszerzać, jeśli znajdę nowe perełki lub coś mi podpowiecie!
Pamiętajcie o czytaniu składów i nie dajcie się nabrać! Wszystkie uwagi i komentarze zawsze chętnie czytam i odpowiadam lub wcielam w życie przy następnych postach. Szybkiego porostu i idealnej struktury! Do następnego :)

czwartek, 30 listopada 2017

Pielęgnacja suchej, wrażliwej i naczynkowej skóry

Pielęgnacja suchej, wrażliwej i naczynkowej skóry

Hej!


Przygotowuję dla Was post z moją skórną przemianą, ale nie byłoby jej bez odpowiedniej pielęgnacji i pewnych dodatkowych wyrzeczeń :) Jesteście ciekawi co to takiego i jak u mnie wygląda? Pielęgnacja poniżej. Zapraszam!


1. Demakijaż i oczyszczanie 

W zależności od tego czy używam tuszu do rzęs czy nie, zabiegi wyglądają inaczej. Zacznę od opcji full:

- Nawilżający płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust Bielenda


Skład: 
Aqua, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Glycerin, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Panthenol,  Arginine PCA, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Keratin, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Methylparaben, DMDM Hydantoin, CI61565 (D&C Green No.6.).
Jest tu kilka rzucających się w oczy "brzydkich" składników, ale nie podrażnia i dość dobrze zmywa :)


Opis producenta: 
Technologia Aktywnych Mikro Bąbelków, bezpieczny dla oczu wrażliwych, szybko i skutecznie usuwa makijaż, również wodoodporny, wzmacnia rzęsy, nawilża oczy.
Preparat jest BEZZAPACHOWY, delikatny i łagodny nawet dla wrażliwych oczu. Koi, łagodzi podrażnienia. Nie pozostawia tłustej warstwy, nie wysusza skóry. Jest bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe.
Działanie Nawilżający 2-fazowy płyn  do demakijażu oczu i ust zawiera niezwykle efektywne połączenie OLEJKU MARULA zawartego w fazie olejowej, z KWASEM HIALURONOWYM  w fazie wodnej.
Faza olejowa gwarantuje skuteczny i ekspresowy demakijaż oczu (ołówki, cienie, wodoodporne tusze do rzęs) i ust (błyszczyki, szminki) bez potrzeby pocierania.
Faza wodna zapewnia perfekcyjne oczyszczenie i odświeżenie skóry.
Olejek marula regeneruje i odżywia delikatną skórę pod oczami i na powiekach, skutecznie wzmacnia, chroni i pielęgnuje rzęsy. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża cienką i delikatną skórę wokół oczu. D-Panthenol koi, regeneruje i optymalnie nawilża.

- pianka Ecolab / Facelle Aloe Vera


Pianka z analizą składu u PiggyPeg - TU :)


Facelle - więcej o nim i kremie w TYM poście :) Używam go oczywiście bardzo sporadycznie i wtedy tylko jeden z tych dwóch produktów. U mnie się sprawdza.

2. Tonizowanie


Teraz moim ulubionym tonikiem jest Ecolab nawilżający z kwasem hialuronowym - ta sama seria co pianka :)


Skład:  
Aqua, Glycerin, Sea Water, Rhodiola Rosea Root Extract, Carnosine, Alanyl Glutamine, Sodium Cocamphoacetate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hyaluronic Acid, Rosa Cinnamomea Oil, Perfume, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid.
Skład wygląda dużo lepiej niż Bielendy :p Ja osobiście bardzo go lubię, ma przyjemny zapach.

Opis producenta:
Zapewnia skórze optymalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia, oczyszcza i odświeża. Wspomaga ochronę przed działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników. 
Stworzony z myślą o codziennej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej tonik zawiera aż 95% składników pochodzenia roślinnego. Jest bardzo łagodny dla skóry, nie podrażnia jej i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Doskonale przygotowuje skórę do dalszych zabiegów, przywraca jej równowagę, odświeża i łagodzi podrażnienia. Zawarta w recepturze toniku woda morska wykazuje działanie przeciwzapalne i chroni przed utratą wilgoci. Ekstrakt z różeńca górskiego chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników, przez co wspomaga opóźnianie procesów starzenia. Organiczny olej ze słodkich migdałów nasyca skórę cennymi składnikami, nawilża, uelastycznia, łagodzi podrażnienia i zmiękcza, zaś olej z dzikiej róży wspomaga regenerację skóry i odbudowę komórek. Ma też właściwości ujędrniające i napinające skórę, przyczynia się do wyrównania kolorytu i delikatnie rozjaśnia przebarwienia.
Działanie: 
- chroni skórę przed utratą wilgoci
- zmiękcza, nawilża i odżywia
- działa przeciwzapalnie i łagodząco
- regeneruje i poprawia elastyczność skóry
- chroni przed działaniem wolnych rodników
Zalety: 
- 95% składników pochodzenia roślinnego
- nie zawiera alkoholu, parabenów, SLS-ów, silikonów i EDTA
- łagodny dla skóry
- odpowiedni do pielęgnacji cery suchej i wrażliwej

PATRZCIE ILE ZALET, nic tylko kupić :D

Ten krok wykonuję codziennie, jeśli nie myję twarzy Facellem. Wtedy pomijam tonizowanie, bo Facelle ma pH 4,2 :) Wg mnie wystarcza.

3. Nawilżanie

Ostatnio (pewnie z 3 miesiące temu :D) u PiggyPeg - LINK - pojawiło się serum/koncentrat do twarzy nawilżający z Ecolab (znowu ta firma!) z kwasem hialuronowym, jest super pod krem, zwiększa jego wydajność i działanie nawilżające. Niestety wyrzuciłam pudełeczko, ale skłąd w linku.


4. Zatrzymywanie nawilżenia

A krem... mój ulubieniec wakacji, Frei-Haut :) Znajdziecie go w TYM poście - ze składem :)


Całe "smarowanie" nie zajmuje więcej niż 4 minuty - wraz ze zmywaniem makijażu i wklepywaniem. Ostatnio też w środkowym tygodniu przerwy między... o tym już w następnym poście!

Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...