niedziela, 20 sierpnia 2017

Dyfuzor po raz pierwszy + rytuał mycia

Dyfuzor po raz pierwszy + rytuał mycia

Hej! 


Mycie włosów wykonałam metodą rozwadniania szamponu - kubeczkową. Do buteleczki plastikowej po zużytym toniku wlałam porcję szamponu, jakiej użyłabym normalnie do mycia, dopełniłam ciepłą wodą i rozmieszałam. 
Włosy namoczyłam letnią wodą, nałozyłam Kallosa Color na długość, rozczesałam tanglee teezerem i spłukałam. 
Wylałam wodę z szamponem na skórę głowy, rozmasowałam dokładnie, było dużo piany, którą przeciągnęłam na długość i też wczesałam, żeby ściągnąć z włosów dokładnie wszystkie substancje. Nie róbcie tego, jeśli Wasze włosy są mocno kręcone!
Potem ponownie nałożyłam Kallos Color, spłukałam i na takich miękkich włosach można było zacząć stylizację.
Ostatnio pod stylizator staram się za każdym razem nałożyć odżywkę bez spłukiwania i uwaga! niespodzianka :D nałożyłam w tym celu odrobinę Kallosa Color, rozprowadzając go najpierw między dłońmi, a później wczesując we włosy i wydzielając pasma. 
Później zaczęłam wygniatać, żeby odżywka dobrze doszła i dołożyłam sporo gęstego glutka. Ugniatałam aż furczało!
Zawinęłam włosy w koszulkę, aby jak najwięcej wody odsączyć, zostawiłam plopping na pół godziny na głowie i wzięłam się za suszenie.
Głową w dół było mi łatwo rozróżnić trzy sekcje włosów - dwie dłuższe po bokach i krótszą na środku i w takich właśnie partiach nakładałam je na mój dyfuzor i suszyłam.

Ostatnie zdjęcie zrobione o 14:02, gdy włosy jeszcze nie do końca były suche - jakość tragiczna, bo zdjęcia odzyskane ze story Instagrama
Tutaj już po dłuższej chwili - włosy od tyłu jeszcze nie do końca suche


Włosy od tyłu całkiem suche - już trochę roztrzepane i ruszane


Mały bonus, bo rzadko pokazuję się tutaj przodem - mocno roztrzepana grzywa przy przedziałku na środku właśnie u mnie

Artystyczny nieład moich faloloków :)
Podsumowanie

Włosy umyłam rano, co robię rzadko. Skusiłam się na świadome użycie suszarki z dyfuzorem, pierwszy raz po użyciu kręconowłosej pielęgnacji - odżywki b/s i glutka. Suszenie zajęło mi ponad 40 minut, ale uważam, że efekt jest zadowalający, testujcie u siebie i dawajcie znać! Ja na pewno nie zdecyduję się na każdorazowe suszenie dyfuzorem, bo nie będę miała na to czasu, ale krótkowłose robią to nawet co mycie i wcale im się nie dziwię!

P.S. Dzisiaj dowiedziałam się też, że moje włosy to wurly hair! Niby loki, a jednak fale (waves + curls) - widać to szczególnie na zdjęciach, gdy są mokre. Tworzą wyraźne spirale, które jednak są zbyt luźne na stworzenie loka, ale to jednak więcej niż fale! Bardzo się cieszę ^^ Zawsze marzyłam o lokach!

sobota, 19 sierpnia 2017

Proteiny - jak odbudować włosy

Proteiny - jak odbudować włosy

Hej!


Totalnie nie mogłam się zabrać za ten post!
Pewnie wiecie już, że moje włosy są niskoporowate i wszem i wobec rozgłaszam, że nie lubię się z proteinami. Cóż, pewnie jest to półprawda i postaram się cały temat przybliżyć właśnie tutaj. Zapraszam!

Szybka charakterystyka:
- proteiny to białka, dzielą się na mało- i wielkocząsteczkowe,
- inaczej wypełniacze - ok. 80% włosa to keratyna, im bardziej zniszczone włosy, tym większe ubytki keratyny,
- dzielimy je na zwierzęce i roślinne (wege). Dodatkowo w składach znajdziemy aminokwasy, które są najmniejsze, bo to one budują białka.
Bardzo ciężko stwierdzić czy włosom potrzeba protein, czy mają ich za dużo - najłatwiej analizując składy swojego szamponu i najczęściej używanych odżywek. Przeważnie włosy się puszą, są szorstkie, kołtuniące i te objawy niestety nie są jednoznaczne :( Trzeba wziąć pod uwagę jeszcze: suchość/poziom nawilżenia, ewentualne strączkowanie i przyklap oraz matowość. Teraz uwaga:
- mat, suchość i wręcz kruchość włosów wskazuje na nadmiar protein, czyli tak zwane PRZEPROTEINOWANIE, a oklapnięte włosy u nasady i strączkowanie na niedobór.

Tutaj zwrócę się typowo do kręciołków - uważajcie na przeproteinowanie, od razu będzie na głowie szopa, suche siano, którego skręt zacznie zanikać. Szczególnie keratyna.
Jak wspomniałam wyżej - moje włosy nie lubią protein, ale tylko tych wielkocząsteczkowych. Po jednej masce złożonej z jogurtu naturalnego i żółtka jajka kurzego nałożonej na 20 minut pod czepek uzyskałam opisany właśnie efekt. Włosy totalnie nie współpracowały ze mną, ani trochę nie chciały się kręcić, a ten efekt utrzymywał się niemal dwa tygodnie przy myciu włosów co 2-3 dni (oczywiście z bad hair day nie robię zdjęć i nie pokażę Wam tego wprost, ale musicie mi uwierzyć na słowo).


Przykłady:
* wielkocząsteczkowe proteiny zwierzęce dostępne w każdej kuchni znajdziemy pod postacią produktów mlecznych oraz w jajku,

* roślinne proteiny uzyskuje się m.in. z kukurydzy, owsa, przenicy, soi, ryżu (corn -, oats -, wheat -, soy -, rice protein),

Szampon z proteinami roślinnymi
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-glucoside, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum.

* pozostałe zwierzęce proteiny: keratyna (keratin), elastyna (elastin/ elastin protein), jedwab (silk/ silk protein), serycyna (sericin), kolagen (collagen),

Emolientowo-proteinowa maska z silikonami
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Palmitate, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Collagen, Arginine, Lactic Acid, Amodimethicone, Trideceth-10, Dimethiconol, Cyclopentasiloxane, Parfum, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional.

* aminokwasy: seryna (serine), arginina (arginine), l-cysteina (l-cystein), a także substancje opisane jako (- amino acid/-s),

* hydrolizowane proteiny, czyli białka rozbite na mniejsze w procesie hydrolizy: najczęściej keratyna, elastyna i jedwab (hydrolized keratin, hydrolized elastin i hydrolized silk), co jednak nie wyczerpuje tematu składników opisywanych po prostu jako hydrolized ... protein.

Lubiana wśród włosomaniaczek maska nawilżająca
Skład:  Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Panthenol, Lactic Acid, Triceteareth-4 Phosphate, Isopropyl Palmitate, Butyrospermum Parkii Butter*, Linum Usitatissimum Seed Extract*, Hydrolyzed Milk Protein,  Hydroxyethyl Cellulose, Disodium Edta, Glycerin*, Parfum, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Coumarin.

Najbezpieczniej stosować proteiny w maskach, np. raz na tydzień lub nawet raz na miesiąc - wszystko w zależności od potrzeb włosów! Należy także uważać, żeby nie zostawiać mocno proteinowych odżywek na włosach bez spłukiwania.

Proteiny potrzebują humektantów, żeby pozostać we włosie, a razem potrzebują emolientów i tutaj cykl się zamyka. Równowaga PEH może zostać osiągnięta, a nasze włosy dopieszczone :)

piątek, 18 sierpnia 2017

Włosowa historia Shidless

Włosowa historia Shidless

Hej!


Tak się zastanawiam... chcecie poznać moją włosową historię?
Jeśli odpowiedź brzmi "tak", to zostańcie, żeby przeczytać dalej :)

Urodziłam się we wrześniu '94 z czarnym irokezem. Miałam naprawdę dużo dość długich jak na noworodka włosów, a moja mama skarżyła się na zgagę przez całą ciążę (kiedyś to powiązanie było dość szeroko wykorzystywane). Włosy nie "wycierały mi się" na szczęście, ale z czasem zaczęły jaśnieć i podobno był moment, że na głowie miałam coś na kształt rudego!

Obiecuję, że w tej linijce pojawi się niedługo zdjęcie z mojego niemowlęctwa! Na razie nie zdobyłam :(

Im byłam starsza, gdzieś do wieku 2 lat, tym włosy bardziej jaśniały, a po jego osiągnięciu już takie zostały na trochę :) powolutku pojawiły mi się dwa loczki na pejsach, które mama potem obcięła na pamiątkę, a loki mi zniknęły. Włoski miałam bardzo cienkie i delikatne. Przeważnie spinane spinką nad czołem.



Gdy rosłam - włosy rosły ze mną :) spinane coraz wymyślniej - warkoczyki, koki, loki! Aż w końcu pojawiła się grzywka - raz dłuższa, raz krótsza obcięta przeze mnie samą.

Tutaj już jest pięciomilimetrowa grzywka :D
Kochałam wałki i loki! Ciągle molestowałam mamę, żeby mi je zakręcała! Grzywka ciut dłuższa
Wakacje i kombinacje z kokiem
Dowód, że rosły ;)
Powoli ciemniały, robiły się grube i gęste, były piękne. Oczywiście z grzywką! Później nastała moda - wszystkie dziewczynki ścinały włosy po komunii - ja jeszcze nie, wytrzymałam do rocznicy, dostałam pięknego koka, którego nosiłam dumnie przez tydzień (był tak mega ciasny, zalakierowany i pospinany, że się nie zepsuł, ale że mi głowa nie odpadła...). Potem włosy obcięłam i bez komentarza pozostawię to, jak w tej fryzurze wyglądałam - dodając przybywającą też od piątego roku życia tuszę. Taki tam księżyc w pełni 💩.

Obowiązkowo w lokach!
Tu grzywka na lakier, bo pewnie się wywijała
W pierwszej klasie gimnazjum nastąpił u mnie ogromny przełom - utrata balastu 15 kg i uświadomienie o prawdziwej naturze moich włosów. Oczywiście zbyt ubogie w wiedzę, żeby coś z tego było. W międzyczasie włosy zaczęłam cieniować u fryzjera, układały się coraz gorzej, a ja po prostu przestałam je namiętnie czesać. 

Znowu loki ze spania na wałkach :D
Poniżej trzy zdjęcia z 2009 roku:

Naturalnie schnące
Rozczesane na sucho - moja ulubiona opaska!
Wyprostowane (i super czarna kreska)
Po drodze gdzieś tam epizody z prostowaniem i pianką koloryzującą - koniecznie na czerwono! Raz nie było takiej w sklepie i kupiłam niebieską - to był mój najgorszy błąd! Włosy miałam na początku jak siwe, później nierówno zielone, dobrze że wszystko zeszło 😅. Nawet na swoją osiemnastkę miałam czerwień po piance koloryzującej na już prawie falach.

Początek liceum, 2010 rok, mega krótka góra, ale coś tam się falowało
18stka :D kolor chyba najpiękniejszy jaki kiedykolwiek miałam (właśnie to ta pianka)
Mój naturalny kolor w 2013 roku - mocno rozjaśniony słońcem, aż przebija blond
Włosy pod koniec liceum - chyba jakiś wybitny good hair day
Zdjęcie z kwietnia tego roku - przed podcięciem
Zawsze miałam ładne włosy, nie potrzebowałam jakoś specjalnie się nimi przejmować. Rosły, mocno nie wypadały. Pierwszym krokiem do zdrowych i pięknych włosów było u mnie uruchomienie henny. Już sama nie wiem, w jakich czeluściach internetu udało mi się na to natknąć. Historia z henną opisana została TUTAJ. I henna jest ze mną już od prawie dwóch lat :) ona zmusiła mnie do znalezienia lepszego szamponu - bez silikonów, a potem już zaczęłam szukać takich z różnymi detergentami. Świadoma pielęgnacja włosów zaczęła się u mnie w okolicy maja tego roku - zaczęłam oglądać Agnieszkę Niedziałek i MadCurl, nigdy nie byłam zagłębiona w blogi. Dopiero YouTube dał mi kopa. Nie interesowałam się specjalnym traktowaniem włosów, aż nadeszła do mnie pierwsza przesyłka od Agi i... przepadłam!

Aktualne po glucie :) - ombre, stylizator i loki
I z tyłu!
Widać tu całą moją historię, można z niej wywnioskować, że włosy odrastają, wystarczy trochę wiedzy i cierpliwości, a za pielęgnację się odwdzięczają :) Potrzebują tylko trochę tego co my - troski i czasu.

Jeśli Wam się podobało... zostawcie jakiś znak po sobie :)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Reanimacja fal - glutek lniany na gęsto

Reanimacja fal - glutek lniany na gęsto

Hej!


Włosy drugiego dnia - po wstaniu i po reanimacji wodą i glutkiem - efekt mocniejszych loczków
Czytaliście wczorajszy post o miękkich włosach? Fale były delikatne, niestylizowane i niezbyt mocno zdefiniowane. Spałam w rozpuszczonych włosach i na drugi dzień postanowiłam się postarać o coś więcej. Natchniona dyskusją na grupie Curly Girls Polska o glutku lnianym i nowym sposobem na jego robienie - podstawowe metody są TUTAJ - na gęsty żel przeciskany przez skarpetkę rajstopową, postanowiłam przeprowadzić reanimację dla podkreślenia skrętu.

Zdjęcie z tostera, ale widać nawet elementy 3a - po reanimacji - duża objętość
Tutaj włosowa historia ostatnich trzech dni:

Włosy pierwszego dnia po dość udanym włosingu i całonocnym ploppingu:


Sposób na uzyskanie takich włosów znajdziecie w poście tutaj. Wygniatanie z malutką ilością żelu Taft.

Przygotowanie glutka to po prostu duża większa ilość siemienia ugotowana w wodzie, ale odcedzona poprzez wyciśnięcie przez skarpetkę - glut był na tyle gęsty, że sam nie przesiąkał - zdjęcie na dowód! 







A tutaj z kolei plopping - niezbyt elegancka stylizacja...

Oba zdjęcia pochodzą z mojego instastory - taki element na wesoło!




Drugi dzień bezpośrednio po reanimacji - na mokrych włosach. 


Później plopping i na sucho po wygnieceniu mega mocnego żelu, który aż zrobił sucharki:


W tej chwili włosy mam trzydniowe i prezentują się tak: 


Jest to chyba najładniejszy efekt z całych trzech dni po ostatnim myciu glinką (peelingu). Pewnie gdyby nie moja paranoja brudnych włosów, to jeszcze bym ich nie myła, ale tak lubię oglądać je jak schną i z takich prostych i ciężkich od wody robią się fale :D no i zrobiłam znowu tego mega gluta, a nuż stanę się kręconowłosą, a nie tylko falowaną :) efekty pewnie niebawem!

A znacie już mojego instagrama @ginger.shidless? :) Na instastory ostatnio pokazywałam przygotowywanie tego żelu do reanimacji.



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Miękkie włosy bez kitu

Miękkie włosy bez kitu

Hej!


Na pewno znacie tą satysfakcję, kiedy w końcu możecie sobie powiedzieć, że Wasze włosy stają się po wielu próbach takie, jakich oczekujecie. Udało mi się osiągnąć ten efekt na dwa sposoby, nie tracąc skrętu i koniecznie muszę zdradzić Wam jak!


Pierwszy sposób ma dużo wspólnego z pewną miłą Panią (i tu specjalne podziękowania należą się Iwonie z Hair Witch Project, do której Was zapraszam! Dzięki Tobie moja satysfakcja to 100% zamiast 90 ^^), która poleciła mi po prostu użyć po myciu włosów odżywki bez spłukiwania w postaci Kallosa Color, którego używałam w metodzie OMO - jeśli nie wiecie co to, to odsyłam Was TUTAJ. Kallos Color to jedyna odżywka z tej firmy, która nie zawiera silikonów, a za to ma olej lniany w składzie i nadaje się do pozostawienia na włosach - oczywiście w malutkiej ilości. Pierwszy raz moje włosy po wygnieceniu i wyschnięciu były tak mięciutkie, a fale delikatnie zdefiniowane. Jest to idealny sposób, gdy chcemy uzyskać miękkość i połysk, nie używając stylizatora, a za to uzyskując mega naturalny wygląd włosów - zdjęcia niestety nie mam.


Drugi sposób, który odkryłam właściwie wczoraj, wymagał ode mnie dużo więcej pracy. Ostatnio zrobiłam na włosach ombre, a potem dodatkowo na wakacjach wysuszyłam włosy mocnym słońcem i słoną wodą. Dlatego żeby przywrócić im miękkość i wcześniejszy wygląd postawiłam na olej kokosowy z Vatiki. Jest on w zasadzie mieszanką olei, którą bardzo lubię. Zaaplikowałam go na zwilżone włosy i zostawiłam na 3 godziny w kucyku. Później bezpośrednio na olej wczesałam maskę łopianową z Receptur Babuszki Agafii, żeby zemulgować olej (co równie dobrze, a nawet lepiej, byłoby zrobić na spłukane ciepłą woda włosy), zostawiłam ją na ok 5 minut, a potem przystąpiłam do peelingu skóry głowy. Zieloną glinkę z Fitokosmetik zmieszałam z szamponem O'Herbal w niebieskiej wersji z lnem i wmasowywałam w skalp, aż poczułam, że cała skóra jest dobrze pokryta i została umyta. Wszystko z włosów spłukałam, nałożyłam dwa malutkie groszki żelu Taft na ręce, roztarłam i wgniotłam, zawinęłam włosy w plopping na noc i efekt możecie zobaczyć na zdjęciu na górze strony.

Jako mały bonus podrzucam mojego loczka, który wyszedł poza ramy falowanych włosów xD


Tutaj podrzucam Wam składy użytych produktów, wszystkie są raczej zgodne z metodą CurlyGirl :)
Po kolei: Olej z Vatiki, Maska Łopianowa, szampon O'Herbal, żel Taft.



Moje małe SPA powyjazdowe zaprocentowało! Jeśli macie ochotę dzielic się swoimi lokowymi efektami, zasięgnąc porad i wiedzy od szerszego grona kręconomaniaczek i nie znacie naszej grupy na Fb dla kręconowłosych, to serdecznie Was zapraszam!



sobota, 12 sierpnia 2017

Henna na czerwono - eksperymenty

Henna na czerwono - eksperymenty

Hej!


Oczywiście, że nie zapomniałam napisać o moim ostatnim hennowaniu, ale po prostu technicznie się nie dało! Sierpień to mój miesiąc na wakacje i spędzam je w tym roku wyjątkowo aktywnie :) jeszcze jedna tura przede mną!
Wracając do tematu! Wkręciłam się na maksa w grupę hennową linkowaną już wielokrotnie - ponownie link TUTAJ. Z informacji zaczerpniętych stamtąd i głównie z inspiracji metodami Martyny z bloga hennatto na czerwone włosy z henny - poczyniłam pewne zakupy i oto mój sposób z tego razu - składniki:
100g henny Mumtaz hg,


15-20g amli,
2 łyżeczki hibiskusa,
2 łyżeczki czerwonego drzewa sandałowego,


1 łyżka czerwonej słodkiej papryki,
1 łyżeczka mielonej kozieradki,
1 łyżka siemienia lnianego,
pół litra wody źródlanej - prawie demineralizowanej.


Przygotowanie:
Łyżkę siemienia lnianego zalałam wodą i ugotowałam na luźny żel, przecedziłam i wlałam spowrotem do rondelka, gdzie dosypałam amli, hibiskusa, drzewa sandałowego i pogotowałam na leciutkim płomieniu przez ok. 15 minut. Do henny dosypałam paprykę i zalałam płynem - okazało się, że pół litra to aż zanadto, więc trochę go zostało.
Papkę odstawiłam w cieple na ok 4,5 godziny, a później do lodówki. O kozieradce przypomniało mi się trochę późno i dodałam ją dopiero przed nałożeniem. Resztę płynu dodałam też do papki, gdy kończyłam nakładanie na końce, żeby rzadszą konsystencją dotrzeć do wszystkich zakamarków.
Wannę i miejsce pracy przygotowałam folią i gazetkami reklamowymi, więc nic się nie ubrudziło!


Samo nakładanie o dziwo nie trwało zbyt długo (około 40 minut) i mieszanka pozostawała na głowie przez 5 godzin - pod podwójnym czepkiem i czapką.


Początkowy efekt to mocny pomarańcz, co mnie nawet przestraszyło - w końcu miało być czerwono! 


Na szczęście wszystko ładnie ciemniało i po 72h umyłam włosy szamponem. To efekt całkowicie końcowy:


Z innego dnia i w mocniejszym słońcu - z gorszą stylizacją:


Zdjęcia przed (dostępne w poście o łombre) to zrobione dzień przed hennowaniem ombre za pomocą rozjaśniacza -  będę się starać je ściemniać i jak najbardziej przyczerwieniać - może pomoże mi yemeni, które niedawno zamówiłam 😍

Może jeszcze wahacie się przed hennowaniem? Poprzedni post dowodzi, że rozjaśnianie henny nie spowoduje wystąpienia zielonych włosów, a efekt uzyskany na rozjaśniaczu utrzymuje się bez problemu - oczywiście po kilku warstwach. Podoba Wam się ten kolor? Mam już nawet zwolenników mojego łombre! :)

Śledźcie na bieżąco mój Facebook - pojawił się cykl z pomocą w analizie składów i rozpoznawaniem produktów po nazwach wg INCI, ciekawi? Wpadajcie!
Copyright © 2016 długie włosy bez kitu , Blogger