czwartek, 14 grudnia 2017

Włosowa ściąga shidless

Włosowa ściąga shidless

Hej!


Właśnie zdecydowałam się na publikację mojej włosowej ściągi :)
Zdaję sobie sprawę, że już wiele tego typu dokumentów musieliście widzieć, ale mój jest kompaktowy - 1 strona A4, przejrzyście przedstawiony i oczywiście pomocny :)



Wszelkie nagłówki - mam nadzieję - pomogą Wam w identyfikacji grupy składników, a serduszka lub piki (odwrócone serduszka) wskazują mniej więcej co należy robić z produktem, który w swoim składzie go zawiera. Serduszko - bierzemy, pik - odstawiamy na półkę :D

Jest tutaj kilka nieścisłości, zwłaszcza w kwestii oblepiaczy. Jeśli jesteście CURLY, omijajcie wszystkie silikony, woski, PEGi i Quaternia, ale dla prostowłosych silikony są spoko! Curly po prostu zastępują je olejami :) - więcej o tym w poście o metodzie Curly Girl - TUTAJ.

Detergenty szeroko opisałam o poście o myciu włosów, serdecznie polecam do niego wrócić, bo tam m.in. mnóstwo informacji o mydłach i dlaczego uważam je za złe :) Post TUTAJ. Wszelkie "sulfo" są mocnymi  środkami, zapamiętajcie, że siarka jest bazą do takich mocnych detergentach, a chlor delikatniejszym - myślę o składnikach myjących w odżywkach - "chloride", wyjątek - methosulfate, na szczęście nie znajdziecie ich w zbyt wielu produktach i nie będą aż tak częstą zagwozdką.

UWAGA! Obowiązkowo pamiętajcie, że wszelkie składniki znajdujące się w wykazie po 'parfumie' to mniej niż 1% zawartości w roztworze, tutaj głównie dygresja do benzylu - stosuje się go głównie jako konserwant, więc na takim miejscu w składzie jest niegroźny :)

Ściągę w formacie pdf pobierzecie stąd - https://goo.gl/UVcNkF

Miłych i owocnych w same dobre składowo produkty zakupów! A nuż przed Świętami jeszcze się przyda!

P.S. Nie napisałam nic o konserwantach, ale mam nadzieję że pamiętacie, żeby omijać parabeny, a w przypadku alergii lub nadwrażliwości nie stosować produktów z zapachami? Jeśli tak, to świetnie :)

P.S. 2 Przygotowałam też pliki gotowe do druku o olejowaniu i hennie, które są dostępne w grupie Curly Girls Polska, ale potraktujcie to jako prezent na zbliżające się Święta, więc wrzucam linki :)
OLEJOWANIE - https://goo.gl/7xkxBa
HENNOWANIE i ogólnie zioła - https://goo.gl/orNXwc



piątek, 8 grudnia 2017

Nierzetelne etykiety kosmetyków

Nierzetelne etykiety kosmetyków

Wkurzona włosomaniaczka

czyli jakie chwyty stosują producenci kosmetyków, żeby skusić początkujących


Tym razem bez kitu o etykietkach, jesteście gotowi na falę hejtu? Tak jak zaznaczyłam we wstępie, mocno irytują mnie takie praktyki producentów i chcę Was na to uczulić, ZAWSZE SPRAWDZAJCIE SKŁAD! Zaczynamy zestawienie!

1. Szampony 0% SLS i SLeS, gdzie tu paradoks? Pamiętacie post o myciu włosów? Na pewno wiecie z niego, jakie detergenty są dla nas łagodne, a które mocne i dokładnie oczyszczające. Jaka jest moja konsternacja, gdy w składzie takiego szamponu 0% SLS i SLeS widzę ALS, SMS lub inny siarczan. Tragedia, zdecydowanie numer 1 za wkurzanie konsumentów.

2. Mój ulubiony temat - henna. Wszystko henna, a później opuchnięcia, schodzenie skóry, albo wypadanie włosów. Uczulałam Was na składy henn i podawałam zaufane marki oraz wskazówki czym kierować się przy wyborze odpowiedniej dla siebie. Przede wszystkim henna powinna być w proszku, nie mieć innych nazw niż łacińskie dwuczłonowe (nazwy roślin), a henna do brwi nawet koło naturalnej lawsonii nie stała - więcej TUTAJ. Wynika to głównie z braku regulacji dotyczących nazewnictwa produktów. Nikt nikomu nie zakaże nazwania chemii henną :(

3. Odżywki z 0% SLS to tak jak płatki kukurydziane bez glutenu. Odżywki  same w sobie nie zawierają mocnych detergentów nigdy, bardzo trudno byłoby znaleźć taką, która w składzie faktycznie ma jakiś SLeS (bo SLSy są już w zasadzie wycofywane z dodawania do produkcji kosmetyków - Sodium Lauryl Sulfate lub Sodium Dodecyl Sulfate). Jest kilka wyjątków - odżywka myjąca z Ziaji zawiera Cocamidopropyl Betaine, który jest dość mocnym detergentem jak na odżywkę, ale używa się go w delikatnych szamponach (np. Ecolab). Podejrzewam, że ma to na celu wprowadzenie w błąd, a wiem po dziewczynach z grupy, że działa, co do zawartości silikonów - SILIKONY TO NIE SLSy, słowa mogą wyglądać podobnie, lecz są to całkowicie odrębne grupy substancji - zapraszam do postu o emolientach i ogółem do pozostałych z równowagi PEH :)

4. Maseczka do włosów wypadających, nałożyć z pominięciem nasady 😂 mam nadzieję, że dla wszystkich logicznym już jest, że włosy to martwe wytwory naszej skóry - nie ma fizycznej możliwości, żeby cokolwiek nakładane na końcówki lub długość z pominięciem skóry, zadziałało na porost, gęstość lub wypadanie. Po prostu nie ma. Absolutnie nie znaczy to, że nakładanie odżywek i masek na włosy jest bezcelowe - struktura włosa wyraźnie się poprawia, na co na grupie znajdę wiele dowodów, po prostu nie ma to wpływu na wzrost. Podobnie jak podcinanie, ale to już inna kwestia ;)

5. Odżywka z magicznym składnikiem, którego ilość w składzie jest znacznie mniejsza niż substancji zapachowych, a w skrajnych przypadkach nie ma go wcale. W tej kategorii przodują niestety kosmetyki zamawiane z katalogów przez konsultantki. Ich składy ogólnie mocno absorbują moje myśli, bo nigdy w katalogu nie są podawane, nawet w internecie ciężko je znaleźć, dla mnie jest to mocno zastanawiające, bo przecież co mają do ukrycia i jakich składników używają, których nie znają inne firmy? Czyżby próbowali ogólnym marketingiem i bazowaniem na opinii sprzedawać kosmetyki jakościowo i składowo wątpliwe? To takie trochę otwarte pytanie do Was, co myślicie? Oczywiście na pewno nie wszystkie firmy katalogowe, bo mój ulubiony krem jest sprzedawany tylko w salonach kosmetycznych, ale co do jego składu nie mam żadnych wątpliwości.

6. Kosmetyki profesjonalne - nieraz to słowo działa na nas wręcz magicznie, przyciągając do półki, a później do kasy. Ja, po nauczeniu się składów, już nie jestem skłonna zapłacić dużo więcej na kosmetyk z napisem „profesjonalna linia”, „tylko dla profesjonalistów” lub jakimś podobnym. Przede wszystkim sprawdzam skład, a później wszystko się okazuje. Silikonowe bomby, proteinowe bomby, często wysuszające alkohole. Kosmetyki do użytku w salonie mają za zadanie jednorazowo wywołać na włosach efekt wow i spoko, na wielkie wyjścia i raz na jakiś czas nie mam nic przeciwko lakierowi do włosów, ale zastanówcie się, ile razy już słyszeliście, że ktoś po przejściu na kosmetyki naturalne lub cg (metoda Curly Girl TUTAJ) zauważył pogorszenie kondycji włosów? Nic bardziej mylnego!!! Kosmetyki po prostu zamaskowały stan faktyczny, który został obnażony przez dokładne zmycie oblepiaczy. To nie jest rozwiązanie, takie kosmetyki nigdy tego stanu nie poprawią. Dlatego po raz kolejny przypominam o CZYTANIU składów :)

7. Kosmetyki odbudowa i regeneracja, i cuda na kiju :D uważajcie, bo proteiny stosowane non stop tylko pogorszą stan włosów, a rozjaśnionych lub spalonych nie naprawicie w tydzień lub jednym zabiegiem. Równowaga PEH i systematyczność to klucz do sukcesu.

Mam nadzieję, że wspomniałam o wszystkich istotnych kwestiach, chętnie posta będę poszerzać, jeśli znajdę nowe perełki lub coś mi podpowiecie!
Pamiętajcie o czytaniu składów i nie dajcie się nabrać! Wszystkie uwagi i komentarze zawsze chętnie czytam i odpowiadam lub wcielam w życie przy następnych postach. Szybkiego porostu i idealnej struktury! Do następnego :)

czwartek, 30 listopada 2017

Pielęgnacja suchej, wrażliwej i naczynkowej skóry

Pielęgnacja suchej, wrażliwej i naczynkowej skóry

Hej!


Przygotowuję dla Was post z moją skórną przemianą, ale nie byłoby jej bez odpowiedniej pielęgnacji i pewnych dodatkowych wyrzeczeń :) Jesteście ciekawi co to takiego i jak u mnie wygląda? Pielęgnacja poniżej. Zapraszam!


1. Demakijaż i oczyszczanie 

W zależności od tego czy używam tuszu do rzęs czy nie, zabiegi wyglądają inaczej. Zacznę od opcji full:

- Nawilżający płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust Bielenda


Skład: 
Aqua, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Glycerin, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Panthenol,  Arginine PCA, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Keratin, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Methylparaben, DMDM Hydantoin, CI61565 (D&C Green No.6.).
Jest tu kilka rzucających się w oczy "brzydkich" składników, ale nie podrażnia i dość dobrze zmywa :)


Opis producenta: 
Technologia Aktywnych Mikro Bąbelków, bezpieczny dla oczu wrażliwych, szybko i skutecznie usuwa makijaż, również wodoodporny, wzmacnia rzęsy, nawilża oczy.
Preparat jest BEZZAPACHOWY, delikatny i łagodny nawet dla wrażliwych oczu. Koi, łagodzi podrażnienia. Nie pozostawia tłustej warstwy, nie wysusza skóry. Jest bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe.
Działanie Nawilżający 2-fazowy płyn  do demakijażu oczu i ust zawiera niezwykle efektywne połączenie OLEJKU MARULA zawartego w fazie olejowej, z KWASEM HIALURONOWYM  w fazie wodnej.
Faza olejowa gwarantuje skuteczny i ekspresowy demakijaż oczu (ołówki, cienie, wodoodporne tusze do rzęs) i ust (błyszczyki, szminki) bez potrzeby pocierania.
Faza wodna zapewnia perfekcyjne oczyszczenie i odświeżenie skóry.
Olejek marula regeneruje i odżywia delikatną skórę pod oczami i na powiekach, skutecznie wzmacnia, chroni i pielęgnuje rzęsy. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża cienką i delikatną skórę wokół oczu. D-Panthenol koi, regeneruje i optymalnie nawilża.

- pianka Ecolab / Facelle Aloe Vera


Pianka z analizą składu u PiggyPeg - TU :)


Facelle - więcej o nim i kremie w TYM poście :) Używam go oczywiście bardzo sporadycznie i wtedy tylko jeden z tych dwóch produktów. U mnie się sprawdza.

2. Tonizowanie


Teraz moim ulubionym tonikiem jest Ecolab nawilżający z kwasem hialuronowym - ta sama seria co pianka :)


Skład:  
Aqua, Glycerin, Sea Water, Rhodiola Rosea Root Extract, Carnosine, Alanyl Glutamine, Sodium Cocamphoacetate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hyaluronic Acid, Rosa Cinnamomea Oil, Perfume, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid.
Skład wygląda dużo lepiej niż Bielendy :p Ja osobiście bardzo go lubię, ma przyjemny zapach.

Opis producenta:
Zapewnia skórze optymalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia, oczyszcza i odświeża. Wspomaga ochronę przed działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników. 
Stworzony z myślą o codziennej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej tonik zawiera aż 95% składników pochodzenia roślinnego. Jest bardzo łagodny dla skóry, nie podrażnia jej i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Doskonale przygotowuje skórę do dalszych zabiegów, przywraca jej równowagę, odświeża i łagodzi podrażnienia. Zawarta w recepturze toniku woda morska wykazuje działanie przeciwzapalne i chroni przed utratą wilgoci. Ekstrakt z różeńca górskiego chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników, przez co wspomaga opóźnianie procesów starzenia. Organiczny olej ze słodkich migdałów nasyca skórę cennymi składnikami, nawilża, uelastycznia, łagodzi podrażnienia i zmiękcza, zaś olej z dzikiej róży wspomaga regenerację skóry i odbudowę komórek. Ma też właściwości ujędrniające i napinające skórę, przyczynia się do wyrównania kolorytu i delikatnie rozjaśnia przebarwienia.
Działanie: 
- chroni skórę przed utratą wilgoci
- zmiękcza, nawilża i odżywia
- działa przeciwzapalnie i łagodząco
- regeneruje i poprawia elastyczność skóry
- chroni przed działaniem wolnych rodników
Zalety: 
- 95% składników pochodzenia roślinnego
- nie zawiera alkoholu, parabenów, SLS-ów, silikonów i EDTA
- łagodny dla skóry
- odpowiedni do pielęgnacji cery suchej i wrażliwej

PATRZCIE ILE ZALET, nic tylko kupić :D

Ten krok wykonuję codziennie, jeśli nie myję twarzy Facellem. Wtedy pomijam tonizowanie, bo Facelle ma pH 4,2 :) Wg mnie wystarcza.

3. Nawilżanie

Ostatnio (pewnie z 3 miesiące temu :D) u PiggyPeg - LINK - pojawiło się serum/koncentrat do twarzy nawilżający z Ecolab (znowu ta firma!) z kwasem hialuronowym, jest super pod krem, zwiększa jego wydajność i działanie nawilżające. Niestety wyrzuciłam pudełeczko, ale skłąd w linku.


4. Zatrzymywanie nawilżenia

A krem... mój ulubieniec wakacji, Frei-Haut :) Znajdziecie go w TYM poście - ze składem :)


Całe "smarowanie" nie zajmuje więcej niż 4 minuty - wraz ze zmywaniem makijażu i wklepywaniem. Ostatnio też w środkowym tygodniu przerwy między... o tym już w następnym poście!

sobota, 18 listopada 2017

Henna, henna i jeszcze raz henna! FAQ

Henna, henna i jeszcze raz henna! FAQ

Hej!


Post, który mam nadzieję przyda się wszystkim rozpoczynającym przygodę z ziołowym/roślinnym farbowaniem włosów - dużo o tym pisałam już TUTAJ, a także konkretne sposoby aplikacji i konkretne marki znajdziecie w TYM i TYM poście. Podczas gdy moje początki z henną Khadi opisałam TU :)

Zaczynamy!


Henna to roślina, która najlepiej kondycjonuje włosy właśnie przez obecny w niej barwnik - LAWSON. Jej naprawcze rezultaty są wręcz widoczne gołym okiem i nawet ja jestem ich świadkiem na moich własnych włosach, których końcówki zostały jakby 'zalepione' podczas kilku pierwszych razy. Macie "białe kulki lub końcówki"? Henna jest dla Was, a jej wyższości nad chemią nie będę szeroko opisywać, chociaż może trochę do myślenia da Wam ten slajd, który miałam przyjemność oglądać podczas 36. Kongresu LNE i sesji trychologicznej wspieranej przez iCATA, o czym przeczytacie TU.


Na pewno wiecie, że większość materiałów jest aż do tej pory farbowana naturalnie, spotkaliście się z farbowaniem rąk podczas obierania orzechów, itp. To wszystko działa też na włosy, a wystarczy odrobina chęci :)

Poza tym przy nakładaniu henny robimy też naturalny peeling skalpu małymi cząsteczkami roślin, co jest porównywalne do peelingu glinką, bardzo polecam :)

Tutaj pokażę Wam mojego włosa, który pod mikrokamerą pokazuje dwa oblicza - naturalne włosy zafarbowane henną, pokryte kilkoma warstwami i końcówkę, ombre rozjaśnione rozjaśniaczem. Widzicie różnicę? Co by było, gdybym niehennowane włosy rozjaśniła? Chyba od razu by się pourywały... choć tutaj różnica nie jest duża, włos naturalny to 1,5 grubości włosa rozjaśnionego, choć ciemny wydaje się cieńszy to sprawdzałam linijką.


Macie jakieś pytania? Szybkie odpowiedzi tutaj!

1. Henna to sposób TRWAŁEJ KOLORYZACJI, nie jest to na kilka myć, musicie liczyć się ze stałą zmianą koloru, a w przypadku decyzji o użyciu indygo z przymusem obcięcia włosów lub pozostania przy dość ciemnych kolorach.
2. Każda roślina przyciemnia włosy, cassia na bardzo jasnych również da efekt, nie ma możliwości poprawy kondycji bez choćby drobnej zmiany. Nawet maska poprawiająca skręt na bazie odżywki i AMLI może powodować lekkie przyciemnienie koloru lub jego ochłodzenie.
3. Samodzielnie mieszane rośliny/zioła dają bardziej przewidywalny efekt, niż mieszanki gotowe, ze sklepu. Trzymają się lepiej i mają szansę na złapanie równomiernie, choć po zdjęciach w przybliżeniu moich włosów widzicie wielowymiarowość henny, nie powoduje ona spłaszczenia koloru do jednego tonu, ale koloryzuje mniej więcej tak samo wszystkie włosy, więc efekt końcowy zależy od stanu wyjściowego :)

Moje kolorowe włosy w przybliżeniu :)
4. Nie wszystkie henny są bezpieczne, bo w Polsce nie ma regulacji pilnujących nazywania czegoś henną. Dlatego ja tak zaciekle zawsze piszę o tym, że 'henna' do brwi to zwyczajna farba, chemia. Żadna henna nie złapie sama koloru w 3 minuty, nigdy, nie dajcie się nabrać. Często nad morzem robione są tatuaże 'henną' z PPD, koniecznie pytajcie o pochodzenie, firmę, itp. W Internecie znajdziemy mnóstwo obrazków, na których przeważnie dzieci cierpią z powodu uczulenia na ten związek/barwnik chemiczny. Jeden przykład 'pięknego' cierpienia poniżej.

źródło TU
5. Bezpieczne henny można rozpoznać przede wszystkim po tym, że są W PROSZKU. Żaden krem lub pasta to nie czysta henna, ponieważ czysta rozrobiona traci możliwość barwienia po dłuższym czasie. Firmy, które ja wiem, że są bezpieczne to:
- Khadi,
- Swati/Satva
- Pole Henny (allegro np.)
- Orientana.

W razie jeszcze większej ilości - piszcie!

środa, 15 listopada 2017

Chorwacja, czyli Summer Chill w Makarskiej z Feel the Flow

Chorwacja, czyli Summer Chill w Makarskiej z Feel the Flow
Widok z naszego tarasu

Organizacja i formalności wyjazdowe

Nie spodziewałam się, że uczelnia aż tak mnie przytłoczy w ostatnim czasie, dlatego post w pełni podróżniczy pojawia się dopiero teraz. Pierwszą wycieczką, którą opiszę w "Globusie" będzie wyjazd do Chorwacji, który w tym roku był nieplanowanym wyjazdem dodatkowym. Około lipca trafiłam na Facebooku na profil biura turystycznego Feel the Flow. Nie ukrywam, że interesowała mnie od razu Chorwacja, a na Makarskiej Riwierze już byłam 4 lata wcześniej (dokładnie w Breli). Wiedziałam, że musi być fajnie, woda będzie czysta i ciepła, a pogoda gwarantowana. No i zarezerwowałam wycieczkę dla 3 osób.
Biuro urządza głównie zimowe studenckie i młodzieżowe wyjazdy na narty, dlatego byłam ciekawa jak będzie z latem, ale nie ukrywam, że czynnikiem który przesądził była cena. Za pobyt z 9 noclegami, przejazdem i obowiązkowym ubezpieczeniem zapłaciliśmy po 1169 zł. Nasze biuro Feel The Flow jest agentem Gandalf Travel i podobno dało się tą wycieczkę kupić w maju sporo taniej, ale ja właśnie w lipcu zaczęłam szukać drugich wakacji a i tak cena była korzystna (bo od lutego planowaliśmy tylko Włochy).
Zakwaterowanie znaliśmy od razu dla nas dwójka z łazienką, koleżanka była sama do pokoju 2os. i trochę się denerwowała, ale w końcu na miejscu się okazało, że dołączono jej fajną dziewczynę i wszyscy byli zadowoleni. Byliśmy w jednym apartamencie z jeszcze jedną parą, mieliśmy dostęp do sporej kuchni i tarasu, cudowne widoki po obu stronach mieszkanka. Kuchnia fajnie wyposażona, czysto, schludnie urządzone, nawet na 6 osób wstawione było półtora lodówki. Willa Maria, chyba ulica Splitska, Makarska. Standardy typowo polskich wakacji w Chorwacji :) Wszystko super ekstra, prawda?
No nie do końca :D jestem marudą i chyba mentalnie mam już ponad czterdziestkę, bo zbyt rozrywkowa młodzież mnie denerwuje i nie staram się tego ukrywać.


Minusy od początku

(imprezowicze mogą pominąć ten akapit, im przeważnie nic nie przeszkadza, ja świeżo po wycieczce do Włoch miałam totalnie odwrotne spojrzenie na sprawy)

Mieliśmy zakupiony bilet grupowy na autobus z Wrocławia do Katowic, normalna sprawa, spoko. Na dworcu w Katowicach czekaliśmy prawie godzinę na podstawienie autobusu, a kiedy autobus już został podstawiony zaczął się armagedon. Totalnie nikt nie pilnował miejsc, jakie miały być od razu zajmowane w kolejności wsiadania, bo my w Katowicach byliśmy ostatni, a autokar jechał chyba aż znad morza przez Warszawę i Łódź. Miejsca znaleźliśmy obok siebie na siedzeniach tuż przed tylną kanapą, zawsze było tak w szkole, że wszyscy najfajniejsi siedzieli z tyłu, ta ekipa też się chyba za fajną uważała... standardy studenckie (niestety nie moje klimaty) typu picie w autobusie, palenie elektronicznych fajek, aż była mgła dookoła, a później głośna muzyka z głośników bezprzewodowych i regularna impreza. Pilot Janek nie był w stanie zapanować nad tą bandą, dla mnie to było kilka godzin najprawdziwszego koszmaru, kiedy po całym dniu w ukropie i po przesiadce w deszczu w Katowicach chcieliśmy odpocząć, a się zwyczajnie nie dało. Nasze męki ukróciło straszenie policją po epizodzie palenia tytoniu w autobusowej toalecie (jak się później okazało przez ludzi mieszkających z nami w jednej willi :D), z której też nie można było skorzystać, bo praktycznie już w Polsce została zapełniona... Po drodze jeszcze kilka komplikacji ze względu na zamknięte drogi czy tunele wydłużyło drogę o około 3 godziny. Z Wrocławia wyjechaliśmy o 15:50, a z Katowic po 19. Pierwsze moje zdjęcie z pokoju jest z 19:25, czyli w willi byliśmy najwcześniej ok. 17. Tragicznie, biorąc pod uwagę długość trasy, ale i tak jeszcze do przeżycia, biorąc pod uwagę moje doświadczenia z podróżowaniem (najdłużej w drodze byłam na trasie do Bułgarii przy błądzeniu po górach dwupiętrowym autobusem - 42 godziny). Dobra, pierwszy największy minus na wstępie macie za sobą! Druga sprawa to coś niesamowicie nieprzyjemnego - obowiązek opuszczenia pokoju ponad 6 godzin przed planowym wyjazdem przy wykwaterowywaniu z apartamentu, zostawienie walizek na korytarzu i zmuszanie się do przeżycia całego dnia bez możliwości skorzystania z prysznica na koniec. Niektórzy korzystali z plaży, spali tam, żeby jakoś skrócić czas. My jedliśmy lody i kupowaliśmy pocztówki :) siedzieliśmy w kilku knajpach na kawie lub deserze, żeby czas szybciej minął. Jak poszliśmy na obiad, to w ogóle szybko zleciało! Powrót przebiegł dużo spokojniej, wręcz my po takim spokojnym dniu na początku byliśmy najgłośniejsi z całego autobusu, bo reszta nie miała siły po imprezowaniu przez prawie 2 tygodnie non stop :D Siedzieliśmy z przodu i przynajmniej choroba lokomocyjna aż tak mi nie dokuczała.


Przebieg zwykłego dnia i jedzenie

Sam pobyt wspominamy z wielkim uśmiechem! Rano plażowaliśmy, choć mieliśmy spory kawałek z naszej górki nad morze, ale odczuwalny był dopiero podczas powrotu :D Po południu jedliśmy obiad - w Polsce kupiliśmy kilka butelek wody 1,5 l, bo butelkowana jest tam niewspółmiernie droga, sporo słoikowego żarcia z Pudliszek, mieliśmy gołąbki, zupę w puszce, fasolkę, dżem, ryż, spaghetti z sosem i pasztety za 130 zł z Aldika. Na miejscu dokupiliśmy herbatę i kawę, a do tego codzienne drobne produkty, jak napoje, chleb i lody. Wieczorami czasem siadaliśmy w 6, czasem w 4 na tarasie, graliśmy w karty i spędzaliśmy czas. Czasem chodziliśmy na długie spacery wybrzeżem. Polak na każdym rogu, częściej słyszeliśmy polski niż chorwacki.


Dodatkowe wycieczki

Zdecydowaliśmy się na fish piknik za 30€ płatne na miejscu i wynajęliśmy na 1 dzień samochód. Samo auto na 6 osób wyniosło nas 90€ z ubezpieczeniem, czyli po 15 od osoby. Do tego paliwo, autostrady i parkingi to jakieś 350 kun. Wszystko do podziału, a w jeden dzień załatwiliśmy wycieczek jak z dwóch dni, w naszym tempie, więc się opłacało. Makarska jest w super lokalizacji do podróżowania po południu Chorwacji - wszędzie około godzina drogi. Postanowiłam jednak, że  wyjazdom poświęcę kolejny post :) bądźcie na bieżąco!

Makarska - plaże i rozrywka

Miasto jest dość spore, żeby dojść do centrum od naszej willi, trzeba było poświęcić ok. 20 minut. Spacery po wybrzeżu mogły trwać i godzinę w jedną stronę, nie ma jednak aż tak zachęcającego deptaka i promenady jaką pamiętam z Breli, jednak sporo straganów, knajp i mnóstwo ludzi. To mnie chyba najbardziej zniechęciło do spacerowania - Polacy na każdym kroku i masa ludzi, którzy wchodzą pod nogi.


Droga nad morze z górki ok. 10 min., pod górkę z wywieszonym językiem ok. 15.
Stare centrum to głównie kościół i bazar, bardzo dużo klimatycznych domków w kamieniu - kamienic jakby, bo łączą się ścianami, że pomiędzy nimi przejścia nie ma, port i fajne skaliste wybrzeże - klify. Nad morzem rośnie też mnóstwo śródziemnomorskiej roślinności, także zdjęcia wychodzą przepięknie o zachodzie słońca (moje niestety z telefonu, więc jakość znacznie spadła.
Każdy znalazł coś dla siebie - kluby, imprezy przy plaży, restauracje z elegancką obsługą i miłą muzyką, szybkie jedzenie. Dla dzieci też było sporo atrakcji - pływające dmuchane place zabaw, mnóstwo zabawek do kupienia. Ja pojechałam już ze swoim kołem do pływania, co polecam, bo na miejscu trzeba za jedno koło zapłacić prawie 30 zł.


Wyjazd wspominamy bardzo dobrze - oprócz jednego - MEGA ZIMNEJ WODY. Jak na Chorwację, koniec sierpnia i takie temperatury, to woda była niewiele cieplejsza niż w Bałtyku. To pierwszy raz, kiedy spotkała mnie tam taka sytuacja, a w Chorwacji byłam już po raz szósty. 


Zawsze będę polecać ten kraj - ludzie są bardzo przyjaźni, bez problemu można się dogadać, a ceny mimo wszystko wypadają bardzo korzystnie. W razie pytań tradycyjnie zapraszam do zadawania w komentarzach, na pewno odpowiem - warto wcisnąć przycisk "powiadamiaj"!

piątek, 10 listopada 2017

Trychologia - sesja iCATA na 36. kongresie LNE

Trychologia - sesja iCATA na 36. kongresie LNE

36 Kongres LNE - sesja trychologiczna i moje wrażenia


Wyjazd na kongres zaszczepiła we mnie Sylwia - moja kosmetolog. Już prawie miesiąc temu pokazywała mi program sesji trychologicznej i muszę przyznać, że od razu mnie tym zaciekawiła. Myślałam, że pojedziemy razem, prawie wszystko dograne... a ona chora! No i pojechałam sama!
Punkt 5:14 ruszyło moje Pendolino z Wrocławia, o 6:50 przesiadłam się w Częstochowie i już przed 9 wysiadłam w Krakowie. Bardzo szybko udało mi się też znaleźć bezpłatny autobus dowożący do EXPO Kraków na wydarzenie. Przed 10 już się zgłosiłam, dostałam plakietkę i popędziłam na poszukiwania mojej sali - Budapeszt.


Sesja trychologiczna


Otwarcie nastąpiło o godzinie 10:20 i w klimat trychologii wprowadziła wszystkich pani Kinga Estera Jach-Skrzypczak wg LNE „Prekursorka trychologii i trychoterapii w Polsce, diagnosta obrazowy, technik trychologii analitycznej, asystent medyczny chirurgii odtwórczej włosów, prezes ICATA, wykładowca Studium TCE, Collegium Cosmeticum, autorka publikacji naukowych, ceniony szkoleniowiec”. Widać, że pani Kinga mocno działa w środowisku, ma pasję do tego co robi i wprowadza innowacje.
Po krótce powiedziała o misji iCATA i zrzeszaniu zarówno lekarzy jak kosmetologów i trychologów. Na trychologię składają się dwie uzupełniające się dziedziny - kliniczna i estetyczna. Dodatkowo stowarzyszenie chce podnosić świadomość fryzjerów odnośnie chorób skóry głowy i włosów, co zwiększyłoby znacznie wiedzę społeczeństwa i poprawiło statystyki wyleczonych.
W dzisiejszych prezentacjach największy nacisk postawiono na współpracę lekarza (medycyny estetycznej lub dermatologa) i trychologa - kosmetologa lub osoby z zawodem kierunkowym. Ja też zatem to podkreślę - problemy z włosami i skórą głowy bardzo często mają podłoże wewnętrzne, dlatego w ostatnim poście o wypadaniu wspomniałam o zestawie niezbędnych badań. Cała gospodarka hormonalna, odżywianie + wchłanianie i transport tych substancji, wpływają na skórę i włosy, a jedyną osobą mającą kompetencje w zlecaniu i interpretowaniu badań jest lekarz.
Po moich ostatnich doświadczeniach, opisanych zresztą już kilka postów temu, możecie stwierdzić jak bardzo się z tym stwierdzeniem zgadzam 😅 Nie chodzi mi oczywiście o przepisywanie suplementacji czy wdrażanie hormonów, tylko podstawowy pakiet badań, który rozszerzamy o wit. D i ferrytynę, a dzięki któremu możemy na bieżąco kontrolować swoje zdrowie i ewentualne przyczyny utraty włosów.

Pierwszy pełnowymiarowy wykład był prowadzony przez panią dermatolog i panią kosmetolog, które ze sobą współpracują, tworząc klinikę dbania o włosy. Wyraźnie rozgraniczyły swoje obowiązki i zakres wykonywanych zabiegów. Zostało powiedziane o podstawowym wyposażeniu - jak myjka fryzjerska, które w gabinecie trychologicznym powinno się znaleźć. 
Oprócz tego, na wielu różnych przykładach zdjęć, zobaczyłam zmienioną przez konkretną jednostkę chorobową skórę głowy. Panie mają dużo praktyki i wielu pacjentów - nie tylko kobiety - duża dawka wiedzy! Niestety podstawowej ☹️ niewiele nieznanych mi kwestii zostało poruszonych. 

Wykład z lek. med. Haną najchętniej bym pominęła, ale przecież w końcu lekarz ma tak ważną funkcję, to napiszę! Zostało odczytanych kilka slajdów, tempo zawrotne, tematyka ściśle... zabiegowa. „Pani doktór” omówiła kilka mniej i bardziej inwazyjnych, porozwodziła, że powinni to wykonywać lekarze, jakie są wskazania, a jakie przeciwwskazania. Generalnie... odbębnione 😁. Udało jej się natomiast zachęcić mnie do zainteresowania się darsonwalizacją.

Materiały z konferencji trychologicznej - autor: Kinga Estera Jach-Skrzypczak

Pani Kinga przejęła pałeczkę i podpowiadała o opracowanej przez siebie metodzie karboksyterapii. Pokazała również ogólny schemat działania skóry i jasno wytłumaczyła co, jak i dlaczego.
Jako prezes iCATA - Międzynarodowego Stowarzyszenia Trychologii Klinicznej i Estetycznej wspomniała o peelingu trychologicznym, który współtworzyła - niebawem recenzja (może w ciągu 2 miesięcy) ❤️ bo ten właśnie peeling sobie kupiłam i to całe moje zakupy na targach 😂.
Na koniec została skwitowana przez panią doktor, że wgłębiła się za bardzo w szczegóły, wyniki badań i bla bla bla.

Ostatni przed przerwą był wykład pani dermatolog o wspomaganiu terapii zewnętrznej wewnętrzną. Fajne wskazanie efektów kuracji skojarzonej nawet na trwającym długo łysieniu. Dodatkowo sporo „zabiegowych szczegółów”. O plusach i minusach różnych terapii.

A od 15:00 druga część sesji - znowu zespół kosmetolog/trycholog i lekarz, tym razem państwo przyjechali ze Słupska. Opowiadali podobne rzeczy o współpracy i wzajemnym uzupełnianiu, pokazywali swoje przypadki, ale z kolei oboje zaznaczyli, że trycholog z badaniami kieruje cięższe i wymagające poważniejszego leczenia przypadki do dermatologa. „Przypadek? Nie sondze.” 😂

Po nich była jeszcze pani doktor chirurg dokonująca przeszczepów włosów, a także wszczepiania włosów syntetycznych. Zaznaczyła, że pielęgnacja takich syntetycznych jest o wiele bardziej wymagająca przez to, że cały czas pozostają one w jednym miejscu i sebum nie jest wypychane wraz z włosem z mieszka ku górze, tylko się tam gromadzi. Zaczopowane mieszki to okropny widok! Współpracujący z nią kosmetolodzy oczyszczają skórę przed zabiegiem, pielęgnują i doradzają po.

Ostatni wykład w sesji, na jakim byłam, to zaburzenia psychosomatyczne. Nasłuchałam się o wyrywaniu sobie włosów z różnych przyczyn. Palcami, pęsetą, do lustra, w samotności, odgryzaniu... podobno zdarzają się też przypadki odgryzania włosów komuś! Ja jestem w szoku. A ogólnie tym schorzeniem - trichotillomanią jest dotknięte prawie 5% społeczeństwa, choć mężczyźni łatwiej tuszują problem przez obcinanie włosów na bardzo krótko.

źródło: 36. konferencja LNE

Druga część, a w zasadzie ostatnie dwie prezentacje, były dla mnie najciekawsze, bo wnosiły najwięcej nowości. Co w zasadzie jest dla mnie dziwne - jako zwykła włosomaniaczka nie dowiedziałam  się prawie niczego - oprócz nazw leków, pełnego zestawu badań zlecanych przez trychologa i już szczegółowych wskazań dotyczących wykonywania zabiegów.
Nie było ani słowa o kosmetykach, ale o szkodliwości farbowania dla skóry głowy (brawo chociaż za to 😁, trzeba o tym mówić!).

Z targów nie skorzystałam - było mnóstwo urządzeń, akcesoriów i produktów do robienia paznokci, kosmetyków i kosmeceutyków. Wszechobecna Ziaja, trochę kolorówki. Mnóstwo ludzi! A wsród tego robienie paznokci, makijażu permanentnego, widziałam nawet pedicure i zabiegi na twarz.

Super było zobaczyć takie wydarzenie na własne oczy!
Dzięki takiej dawce wiedzy chcę napisać dla Was posta o najczęstszych chorobach skóry głowy, co Wy na to? Dawajcie znać i dziękuję, że jesteście! ❤️

P.S. Komentarz okołomedyczny - skoro dermatolog od razu przyznaje się, że 'nie ma czasu' dla pacjenta z chorobą skóry głowy, to jaka jest celowość pacjenta w wizytach u niego? Dermatolog często przepisuje jakąś niedziałającą maść/wcierkę i zbywa pacjenta. Trycholog poświęca się problemowi od początku do końca. Oczywiście polecam dermatologów z klinik trychologicznych, ale nie spodziewajcie się pomocy u praktykujących ogólnie. Dermatolog nie zna się na pielęgnacji, nie wie, ile czasu trzeba poświęcić na cokolwiek. Ja doświadczenia czerpię z przygód z twarzą, ale o tym w innym poście (niebawem!).
Copyright © 2016 długie włosy bez kitu , Blogger