wtorek, 17 kwietnia 2018

Peeling do skóry głowy Natura Siberika - recenzja #6

Peeling do skóry głowy Natura Siberika - recenzja #6

Hej!


Może pamiętacie jak ostatnio na insta mówiłam Wam o testowanych nowościach, w dodatku dzięki uprzejmości pewnej osoby! Nie tylko zdecydowała się powierzyć w moje ręce próbki nietestowanych dotąd przeze mnie kosmetyków, ale jeszcze podesłała mi zdjęcia, żebyście wiedzieli o co chodzi! Chociaż po przeczytaniu tytułu posta wiecie już o czym będę dzisiaj pisać. Tak. to Rokitnikowy Peeling do skóry głowy od Natury Siberiki, a moją dobrą duszą jest Kaja (znajdziecie ją na insta jako @curlykaja i musicie zobaczyć jej piękne loki!). 
Skoro szczegóły sytuacji mamy objaśnione, przejdźmy do konkretów! Zapraszam!


Peeling składa się z żelowej, dość mocno przypominającej szampon bazy i drobinek. Granulki się nie rozpuszczają, są dość drapiące, ale odpowiednio wykonany masaż nie zrobi krzywdy. Więcej szczegółów poniżej, w opisie składu. Tuba podstawowa, jak żelu do włosów, bardzo niewygodna aplikacja - warto zaopatrzyć się w strzykawkę lub przelać do innego, wygodniejszego opakowania. Znowu paradoks na opakowaniu - z przodu bez SLS, a z tyłu SCS, zresztą zapraszam Was przy okazji na wpis, który już popełniłam na ten temat, dla początkujących będzie szczególnie przydatny, jest TUTAJ.
Cena w Rossmannie jest dość zaporowa, 200 ml kosztuje 26,99 zł, a skoro już zaczęłam o tych drobinkach...


Skład

Aqua - woda
Sodium Coco-Sulfate - mocny detergent, więcej o tych substancjach TU
Pinus Siberica Shell Powder - proszek/cząsteczki ze zmielonych łupin orzeszków cedru
Lauryl Glucoside - delikatny detergent
Acrylates Copolymer - zagęstnik, stabilizator
Cocamidopropyl Betaine - średni detergent
Sodium Chloride - sól, zagęstnik
Rubus Idaeus Seed Powder - pył/proszek z pestek malin
Hippophae Rhaimnodesamidopropyl Betaine - detergent z rokitnika
Hippophae Rhamonides Fruit Oil - olej rokitnikowy, ma działanie uszczelniające naczynia krwionośne, ujędrniające, odżywcze, wyrównujące koloryt skóry
Menthol - alkohol z mięty, ma właściwości znieczulające, antyseptyczne, odkażające, odświeżające i chłodzące
Argania Spinosa Seed Oil - olej arganowy, emolient, antyoksydant
Pineamidopropyl Betaine - delikatny detergent, emulgator i kondycjoner w jednym
Glyceryl Undecylenate - substancja myjąca i emulgator
Glycolic Acid - kwas hydroksyoctowy - AHA, działa złuszczająco, antystarzeniowo. UWAGA: Otrzymuje się go w katalitycznej reakcji formaldehydu z gazem syntezowym. Można go także wyizolować ze źródeł naturalnych, takich jak trzcina cukrowa, burak cukrowy, ananas, kantalupa czy winorośl. Niebezpieczny w ciąży.
Mentha Piperita Leaf Water - woda z wyciągiem z mięty pieprzowej
Calendula Officinalis Flower Extract - ekstrakt z nagietka, działa przeciwzapalnie, ściągająco, bakteriostatycznie, nawilżająco, przyspiesza regenerację naskórka
Bisabolol - alkohol występujący w olejku eterycznym z rumianku, łagodzi, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie
Achillea Asiatica Extract - ekstrakt z krwawnika, działa kojąco i ściągająco
Arctium Lappa Root Extract - wyciąg z korzenia łopianu, odżywia, tonizuje, działa przeciwłojotokowo, pomaga przy wypadaniu włosów
Oxalis Tetraphylla Extract - ekstrakt ze szczawika czterolistnego, działanie pobudzjące (?)
Citric Acid - kwas cytrynowy, działanie złuszczające oraz regulator pH
Urica Dioica Leaf Extract - ekstrakt z liści pokrzywy, wzmacnia włosy, przeciwdziała przetłuszczaniu, wypadaniu i łupieżowi, uszczelnia naczynia krwionośne
Geranium Sibiricum Extract - ekstrakt z bodziszka syberyjskiego
Juniperus Sibirica Extract - ekstrakt z jałowca syberyjskiego
Sodium Ascorbyl Phosphate - witamina C, działanie przeciwrodnikowe i przeciwzapalne
Tocopherol - związki witaminy E, przeciwutleniacz, konserwant
Rethinyl Palmitate - witamina A, działanie naprawcze, przeciwstarzeniowe, odpowiada za wytwarzanie kolagenu
Sodium Hydroxide - soda kaustyczna, regulator pH, należy uważać na oczy
Sodium PCA - substancja nawilżająca
Sodium Lactate - nawilżacz, może złuszczać naskórek w wyższym stężeniu i głęboko nawilża
Arginine - aminokwas, składnik nawilżający skórę i włosy, zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody, regeneruje, zmiękcza i odżywia, łagodzi podrażnienia, aktywizuje odnowę komórek
Aspartic Acid PCA - emulgator
Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine - kompleks aminokwasów, działania podobne jak argininy
Phenylalanine - aminokwas zapachowy
Parfum - kompozycja zapachowa
Benzyl Alcohol - składnik kompozycji zapachowej
Ethylhexylglycerin - konserwant, nawilżacz
CI 16255 - czerwony barwnik
Caramel - brązowy barwnik
CI 15985 - pomarańczowa żółć, barwnik


Wniosek

Skład budzi we mnie mieszane uczucia. Jest to NATURA Siberika, a jednak widzę tu sporo dziwnych i dość kontrowersyjnych substancji, mnóstwo detergentów, zapachy, barwniki, soda kaustyczna.
Trochę się czepiam, ale to moje zadanie - pokazać Wam wszystkie potencjalnie niebezpieczne substancje. A kwas? Jakby był zanieczyszczony formaldehydem? Co o tym myślicie?

Moje wrażenia i opinia

Peeling jest bardzo fajny, drobinki masują skórę głowy, nie zauważyłam mocnego drapania, ale mój sposób nakładania różnił się od dotychczasowych gotowych peelingów, bo nakładałam go palcem z pojemniczka, zupełnie jak taki DIY glinkowy.
Przy nakładaniu bezpośrednio i większej ilości na skórę głowy obawiałabym się podrażnień, gdyby masaż został wykonany zbyt agresywnie i nieprawidłowo, ponieważ drobinki nie rozpuszczają się, jak np. w przypadku cukru ani nie są na tyle drobne i nieinwazyjne jak glinka. Ostrzeżenie oczywiście jak zwykle dużo bardziej kieruję w stronę wrażliwców, niż gruboskórnych, bo wiem, że tacy też się zdarzają.
Pisałam już o tym przy okazji omawiania składu - jest tu mocny detergent. Wg mnie w peelingu nie zawsze ma sens, ponieważ same cząsteczki już sporo usuwają, a przy suchych i wrażliwych skórach, jak u mnie, potęguje to tylko uczucie tępych włosów u nasady, niemożność rozczesania i generalnie... dyskomfort, dlatego na koniec byłam zmuszona nałożyć na skórę głowy odżywkę, bo tak mocne oczyszczanie jest w moim przypadku niewskazane i robię je tylko przed henną.
Kolejną kwestią, co do cząsteczek, jest to, że strasznie ciężko było mi je wypłukać, potem wręcz jeszcze je wyczesywałam i mam wrażenie, że im gęstsze i dłuższe włosy, tym może być z tym gorzej. Jeszcze kilka drobinek znalazłam następnego dnia... Może to być kłopotliwe.

Ogólna ocena działania - dobry, ale nie polecam do wrażliwych i suchych skór. No i skład do interpretacji.

piątek, 30 marca 2018

Alterra z granatem maska i odżywka - recenzja #5

Alterra z granatem maska i odżywka - recenzja #5

Hej!


Ostatnio miałam okazję używać i maski i odżywki od Alterry - granat i aloes. Są to teraz chyba jedne z lepiej rozpoznawalnych na rynku kosmetyków, wszyscy je mają lub mieli, ja tylko zostałam jakoś tak na koniec. Jeśli jesteście ciekawi, jak sprawdziły się u mnie i do czego w szczególności je polecam, to przeczytajcie posta do końca. Zapraszam na recenzję.


Jak już wspomniałam wyżej - firma Alterra zachwyca naturalnymi składami, wiele z ich kosmetyków znajduje się na blogowych listach must have, choć szczerze (to taki trochę przydługi wstęp niezwiązany z recenzją, możecie pominąć i przejść do następnego akapitu xD) to ostatnio widziałam niepochlebne opinie o ich tonikach - właśnie przez alkohol tak wysoko w składzie, tonik niestety wysusza, ściąga skórę i nie spełnia dokładnie swojej roli, bo taki alkohol bardzo delikatną i wrażliwą skórę łatwo podrażnia.
Wiele z Was uwielbia olejek z pestek moreli - to chyba następny hit, którego jeszcze nie miałam okazji testować, ale zwlekam, bo lepiej doznać później miłego zaskoczenia, jak teraz spotkam trochę bubli. Podobnie było u mnie z tymi odżywkami! Po względnie fajnym używaniu innej odżywki  do czasu (może dam znać w jakimś zbiorczym poście o bublach i trochę mniej fajnych dla mnie kosmetykach), przeszłam na Alterrę. Najpierw trafiła do mnie maska, potem zamieniłam się za odżywkę i teraz już mogę napisać Wam recenzję obu! 
Głównym zastosowaniem tych kosmetyków u mnie jest oczywiście mycie włosów. Poznajcie po trochę każdy z nich.



Maska 
Dość gęsta w konsystencji w 150 ml tubie maska ma dość przyjemny zapach. Producent poleca wmasowywać ją po myciu na kilka minut we włosy, potem obficie spłukać, ja robię to po prostu zamiast mycia.
Przeczuwam, że wystarczy jej na maksymalne użycie 8 razy - ja swoją użyłam na razie około 6ciu i już się kończy, co sprawia, że każde mycie kosztuje nas około złotówki. Nie pieni się zbytnio, ale dość fajnie się rozprowadza. Ja ją lubię.

Skład:
Aqua - woda
Cetearyl Alcohol - emolient
Alcohol* - rozpuszczalnik i konserwant, oczyszcza, tonizuje, odtłuszcza i odświeża, może wysuszać włosy
Glycine Soja Oil* - olej sojowy, emolient
Stearamidopropyl Dimethylamine - emulgator, nawilża i zmiękcza włosy
Glycerin - gliceryna, nawilżacz
Sodium Lactate - nawilżacz, zmiękcza i złuszcza skórę
Carthamus Tinctorius Seed Oil* - olej krokoszowy, może nawilżać, emolient
Ricinus Communis Seed Oil* - olej rycynowy, może poprawiać porost i wzmacniać cebulki
Parfum** - kompozycja zapachowa
Punica Granatum Seed Oil* - olej z pestek granatu, antyoksydant, emolient
Butyrospermum Parkii Butter* - masło shea, emolient
Punica Granatum Fruit Extract* - ekstrakt z owocu granatu, antyoksydant, źródło witaminy C, działa antybakteryjnie
Aloe Barbadensis Leaf Juice* - ekstrakt z liści aloesu, nawilżacz
Acacia Farnesiana Flower Extract* - roślina substancja konsystencjotwórcza, koi i zmiękcza skórę
Panthenol - pantenol, prowitamina B5, nawilża, natłuszcza i wygładza skórę
Panthenyl Ethyl Ether - związek pantenolu i etanolu, nawilżacz
Lauroyl Sarcosine - substancja myjąca, delikatny detergent
Hydroxyethylcellulose - zagęstnik
Tocopherol - witamina E, antyoksydant i subst. przeciwzapalna
Helianthus Annus Seed Oil - olej z pestek słonecznika, emolient
Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol** - składniki kompozycji zapachowej, potencjalne alergeny, w naturze występują w olejkach eterycznych

*składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych.
**pochodzące z naturalnych olejków eterycznych.


Odżywka
Sporo rzadsza od maski w konsystencji, butelka "do góry nogami", czyli stojąca na zatyczce, pojemność 200 ml. Według mnie zapach jest identyczny. 
Producent pisze o niej tak: "Nawilżająca odżywka do włosów Alterra Bio-owoc Granatu & Bio-Aloes, to głębokie odżywienie i energia dla włosów suchych i zniszczonych. Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. 
Gwarantowane cechy produktu: 
Nie zawiera sztucznych barwników, substancji zapachowych i konserwantów. 
Bez silikonów, parafiny i innych związków ropopochodnych. 
Przebadany dermatologicznie."
Cóż generalnie mogę zgodzić się ze wszystkim oprócz zapachu, niby ekologiczny, ale pamiętamy, że naturalne składniki także uczulają? To dobrze.
Nakłada się fajnie, pieni się ciut bardziej, wychodzi taniej, bo jest jej więcej w opakowaniu.

Skład:
Aqua - woda
Alcohol* - rozpuszczalnik i konserwant, oczyszcza, tonizuje, odtłuszcza i odświeża, może wysuszać włosy
Stearamidopropyl Dimethylamine emulgator, nawilża i zmiękcza włosy
Glycerin - gliceryna, nawilżacz
Cetearyl Alcohol - emolient
Myristyl Alcohol - emolient
Glycine Soja Oil* olej sojowy, emolient
Punica Granatum Seed Oil*olej z pestek granatu, antyoksydant, emolient
Ricinus Communis Seed Oil* - olej rycynowy, może poprawiać porost i wzmacniać cebulki 
Punica Granatum Fruit Extract*ekstrakt z owocu granatu, antyoksydant, źródło witaminy C, działa antybakteryjnie
Aloe Barbadensis Leaf Juice* - ekstrakt z liści aloesu, nawilżacz
Acacia Farnesiana Flower Extract* - roślina substancja konsystencjotwórcza, koi i zmiękcza skórę
Lauroyl Sarcosinesubstancja myjąca, delikatny detergent
Sodium Lactate  nawilżacz, zmiękcza i złuszcza skórę
Hydroxyethylcellulose - zagęstnik
Carthamus Tinctorius Seed Oil*olej krokoszowy, może nawilżać, emolient
Tocopherolwitamina E, antyoksydant i subst. przeciwzapalna
Helianthus Annuus Seed Oil - olej z pestek słonecznika, emolient
Ascorbyl Palmitate - pochodna witaminy C, antyoksydant
Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral** - kompozycja zapachowa i poszczególne jej składniki, mogą uczulać

*składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych.
**pochodzące z naturalnych olejków eterycznych.


Wnioski i uwagi:
Składy różnią się naprawdę ociupinkę, możecie to z łatwością przestudiować. W obu też alkohol jest dość wysoko w składzie i musimy mieć świadomość, że jest to ten ZŁY i potencjalnie wysuszający alkohol. Mam nadzieję, że pamiętacie wszystkie moje gadki, ale i tak będę to pisać i powtarzać do znudzenia - ALKOHOL NIE WYKLUCZA MASKI czy odżywki z użytku, ale OGRANICZA CZAS jej trzymania na włosach. Zawsze będę też powtarzać, że uważam, że maski z alkoholem w roli rozpuszczalnika (czyt. alcohol, isopropyl alcohol) dużo lepiej radzą sobie z domywaniem skóry głowy. Podam Wam nawet tutaj definicję alkoholu stosowaną przez PiggyPeg w ich opisach "alkohol, otrzymywany m.in w wyniku fermentacji węglowodanów. Zabezpiecza kosmetyk przed drobnoustrojami. Poza działaniem konserwującym, pełni także rolę rozpuszczalnkia i przekaźnika innych substancji. Działa tonizująco, oczyszczająco, odświeżająco i odtłuszczająco" - wierzycie? Ja całkowicie!
Dodatkowo są zgodne z CG :)

Moje wrażenia:
To naprawdę dobre myjadła. Łatwo dostępne i z dobrymi składami (znowu uwaga dla wrażliwych - alkohol!), nie nakładamy ich na długo na włosy, a już na pewno nie jako odżywka bez spłukiwania lub podkład pod olej. 
Jedyną realną konkurencją dla nich są również dostępne w Rossmannie odżywki Isana, które jeszcze czekają na wypróbowanie. Póki co mogę porównać je z odżywkami Balea (recenzja TUTAJ), ale szczerze - nie wiem, co według mnie wypada lepiej. Żółta Balea zostawiła po sobie jakiś taki sentyment... Polubiłam ją za zapach i pianę podczas mycia. Po tych od Alterry błysk na włosach jest podobny. Mogę też napisać, że odżywka daje radę emulgować olej. 

Ja jestem na tak :) 

Macie już jakieś doświadczenia z tymi produktami? Może jakieś "ale"? Dajcie znać!

wtorek, 27 marca 2018

Warszawa - trzydniowe zwiedzanie stolicy w pigułce

Warszawa - trzydniowe zwiedzanie stolicy w pigułce

Hej!


Wiecie, że niedawno odwiedziłam Warszawę - pojechaliśmy z chłopakiem na rozmowę o pracę w Ameryce, ale przy okazji uznaliśmy, że trochę pozwiedzamy. Jeśli jesteście ciekawi co udało nam się zobaczyć, gdzie zamieszkaliśmy i jakie przemyślenia w związku z tym mi się nasunęły - koniecznie przeczytajcie do końca! Zapraszam.


Planowanie i główne punkty programu


Bilety na Pendolino warto kupić z miesięcznym wyprzedzeniem - spółka oferuje sporą zniżkę i na 2 studenckie bilety w jedną stronę wydaliśmy niecałe 60 zł! Podróż była komfortowa, bez opóźnień (5 minut toleruję), wysiadamy w Warszawie Centralnej i nie ma się nad czym zastanawiać. W pociągu nawet udało mi się wykonać makijaż!
Plan mniej więcej ustaliliśmy wcześniej - wyjazd o 7 rano, Pałac Kultury i Nauki, Łazienki Królewskie, nasze targi, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Historii Żydów Polskich, spotkanie Kręciołków ze stolicy i Niewidzialna Wystawa. Chciałam dość mocno wybrać się też do Centrum  Nauki Kopernik i w końcu zobaczyć Syrenkę Warszawską! Jak rozegraliśmy to wszystko w czasie? Prawie tak, jak napisałam, ale od teraz pora na relację.


Szczegółowy plan


SOBOTA

W sobotę rano z samego rana udaliśmy się na pociąg, odjazd tuż przed 7, na miejscu byliśmy sporo przed 11, więc dzięki dobrej lokalizacji i wymyślonemu planowi - od razu udaliśmy się na plac Defilad 1, aby zwiedzić Pałac Kultury i Nauki i zobaczyć panoramę. Punkt 10:45 kupiliśmy bilety i mieliśmy chwilę na zostawienie bagażu w przechowalni - kluczowa była tutaj nasza wcześniejsza decyzja o spakowaniu się w plecaki, żeby móc od razu nosić wszystko ze sobą.
Nasza wycieczka po pałacu liczyła 3 osoby (razem z nami) plus przewodnik, z czego bardzo się cieszyliśmy, bo nie było tłoku i na spokojnie wszystko zobaczyliśmy. Muszę Wam pokazać, jakie Pałac zrobił na mnie wrażenie - jest piękny, monumentalny. Chociaż ja pochodzę akurat z terenów, gdzie mówi się, że nasze okoliczne majątki (Pałac w Kamieńcu Ząbkowickim np.) został ograbiony nawet z marmuru na cel wyposażenia PKiNu.
Wszystkie sale po kolei, historie, ciekawostki... Wszystko znajdziecie w Internecie, ale pokażę Wam tutaj kilka moich zdjęć...

Myślę, że oddają klimat tego ogromu, bogactwa i komuny. Na ławeczce  pod schodami też odbywała się sesja Vogue! Ściana jak z bombonierki, marmury wszędzie i żyrandole chyba najbardziej zwracały moją uwagę

Zwiedzanie skończyliśmy (i oglądanie panoramy) chwilę po 13, więc padła decyzja - jedziemy do Łazienek! Oczywiście ja nie uważam tego miejsca za żadną atrakcję, a tylko nachodziliśmy się sporo... ale Warszawa bez zobaczenia Łazienek... Pogoda była dość ładna, zrobiliśmy już sporo zdjęć na panoramie, no więc pojechaliśmy!

Widoki z Tarasu - super, że dopisała nam pogoda! W poniedziałek było dużo gorzej z widocznością

Nasze targi okazały się chwilą odpoczynku fizycznego, ale wysiłku psychicznego - ja bardzo denerwuję się w takich sytuacjach :( Na szczęście wszystko poszło po naszej myśli, podpisaliśmy kontrakty na podobnych pozycjach i byliśmy wolni. Zmęczeni po małej ilości snu, chodzeniu (zrobiliśmy tego dnia w sumie 13 km na piechotę!) pojechaliśmy do Hostelu. Jemu poświęcę osobny rozdział na końcu. Lokalizacja na Powiślu jednak była na tyle dogodna, że udaliśmy się na wyprawę "po bułki" na śniadanie, ale zaraz obok była super restauracja (polecę na końcu!), więc od razu poszliśmy jeść. Po tym mieliśmy jeszcze siłę (bez bagażu to można chodzić!) i zobaczyliśmy kontrmiesięcznicę, miesięcznicę, tabuny policji, odgrodzone płotkami Krakowskie Przedmieście, Grób Nieznanego Żołnierza, kawałek Pałacu Królewskiego i podobne szopki. Zjedliśmy mega niedobre gofry belgijskie i jakoś naokoło wróciliśmy do hostelu. Padliśmy do spania chwilkę po 23.

Paw z Łazienek - jedyne absorbujące mnie atrakcje tam
NIEDZIELA

Pobudka w miarę rano, około 8:30, ale niestety, z pokoju wyszliśmy dopiero przed 11 i nie było już szans na Centrum Nauki Kopernik - bilety o 11 były dostępne już tylko na 16:30 i zero szans obejrzenia wszystkiego, więc... Poszliśmy do Planetarium Niebo Kopernika i ja jestem pozytywnie zaskoczona! Fajne, interaktywne zadania, kilka ciekawostek, a oprócz tego kino na kopule <3 Cudownie, że skusiliśmy się na film wieczorem. Naprawdę polecam! (Ciemny Wszechświat, czy coś takiego).

Sklepienie jednej z sal w Muzeum Historii Żydów

W międzyczasie poszliśmy zwiedzać w miasto, w niedzielę naszym głównym punktem programu było Muzeum Historii Żydów Polskich i naprawdę nie zawiedliśmy się. Mimo, że nie wzięliśmy biletów z audioprzewodnikiem, bo uznaliśmy, że bez będzie szybciej, to nie dało się tam zgubić, wszystko zobaczyliśmy po kolei, bo muzeum jest świetnie opisane strzałkami, uporządkowane, naprawdę niesamowite przeżycia.

Kręciołki pod Barem na Miodowej

Następne w planie było spotkanie kręconych włosomaniaczek i chyba nigdy nie widziałam jeszcze tylu loczków na raz! Naprawdę, zachwyt! Zjedliśmy obiad, zrobiliśmy fotki i po chwili rozmów i podzieleniu się doświadczeniami, my poszliśmy na seans. Tak, poszliśmy, bo z baru było niesamowicie blisko (i z górki!) do hostelu, a stamtąd do Kopernika. Samym seansem jestem zachwycona i może pamiętacie, jak mówiłam Wam o nim na story. Można się z tego naprawdę wiele nauczyć :)
Po seansie nie robiliśmy już wiele, bo byliśmy zmęczeni po całym dniu. Po prostu wróciliśmy na nocleg.

Krakowskie Przedmieście nocą

PONIEDZIAŁEK

Tym razem udało nam się nadzwyczaj szybko wyjść z pokoju - motywacja zobaczenia pozostałych atrakcji dała radę wygonić nas wcześniej.
Pierwszy punkt programu to Syrenka na bulwarach Wiślanych, zaraz przy stacji metra Centrum Nauki Kopernik. To jednak nie była ta syrenka, którą chciałam zobaczyć i pognaliśmy metrem do centrum. Przy okazji sprawdziliśmy, że koło tej właściwej na Starym Rynku już byliśmy, ale nie zwróciliśmy na nią uwagi, bo akurat w sobotę było tam rozmontowywane lodowisko.

Z lewej Syrenka na bulwarach, z prawej w mieście

Najpierw pojechaliśmy do końca naszej linii metra i udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Byłam tam już pod koniec liceum ze szkołą, więc jakieś 5 lat temu. Niewiele się zmieniło, kilka ekspozycji uległo przebudowie, kilka korytarzy zamknięto. Ogólnie to nie czułam się tam komfortowo - oczywiście, możecie napisać, że taki jest zamysł, ale coś ewidentnie mi się tam nie podobało. Niekonkretna orientacja kierunku zwiedzania, tłumy od samego rana (zdawaliśmy sobie sprawę, że w poniedziałek zaczną się tam wycieczki szkolne, ale mimo wszystko było dość ciasno), słabo oznaczone kino 3D - o mało co nie wyszlibyśmy z kina bez seansu, a polecam iść! Mieliśmy zwiedzanie bez przewodnika i tu chyba był największy błąd, chociaż szczerze - to nieładnie itd. ale nudziło mnie to muzeum. Raz i z przewodnikiem polecam tam iść, więcej... jeśli nie macie pasji, ani takich zainteresowań... nie ma po co. Mój chłopak był tam pierwszy raz i tym bardziej czuł się zagubiony. Dużo lepiej wspomina Muzeum Historii Żydów Polskich, mimo że początkowo wcale nie chciał tam iść. Nie będę zdradzać więcej szczegółów, wybierzcie się tam i weźcie przewodnika.

Drukarnia nielegalnych ulotek powstańczych

Po muzeum podeszliśmy na lunch, mieliśmy szczęście, że akurat w tym czasie zdążyło się wypadać i nie zmokliśmy podczas dziennego spaceru do Syrenki na Starym Rynku, zobaczyliśmy też w dzień Zamek Królewski i Kolumnę Zygmunta. Potem jeszcze ostatkiem sił zaciągnęłam podjęłam decyzję co do dalszych atrakcji. Ja na wycieczkach zawsze jestem niestrudzona i uznałam, że skoro mamy blisko, to podjedziemy pod Sejm RP... Nic ciekawego, bez kupienia wycieczki nic się nie zobaczy. Znowu zatem autobus i było jeszcze dość wcześnie, więc zdecydowaliśmy się na planowaną przeze mnie jeszcze w domu Niewidzialną Wystawę - LINK. Wszelkie trudy związane z tą atrakcją uważam za godne podjęcia - nas gonił czas i nogi, bo musieliśmy na ostatnią chwilę wydrukować kupione w internecie bilety... Nigdy więcej! Gdy widzicie na stronie, że jest ich sporo - jedźcie od razu na wystawę. My biegaliśmy po okolicy w ostatnim kwadransie przed rozpoczęciem zwiedzania, żeby zdobyć papierową wersję, bo elektronicznej nie przyjmują... Mądry i zmęczony człowiek po szkodzie.
Wystawa to absolutny hit i choć zmaga się z absolutnie trudnym tematem, czyli niepełnosprawnością w postaci bycia niewidomym, to rozwiązana jest tak, że łączy w sobie atrakcję z pouczającą lekcją. Niesamowicie polecam wszystkim.
Po całym kolejnym dniu w pędzie udaliśmy się w końcu do Złotych Tarasów na śmieciowy obiad w MACu i poszliśmy na pociąg. Wyjazd dobiegł końca.

Było bardzo pouczająco i historycznie, a jednocześnie rozrywkowo, naukowo i przyszłościowo! Mnóstwo emocji i znowu niezapomnianych wrażeń. Kocham podróże, WSZYSTKIE KSZTAŁCĄ!

Pozostałe kwestie


JEDZENIE

Nasz sobotni obiad uważam za niesamowicie udany i muszę Wam koniecznie polecić Przystanek Powiśle, bo krem pomidorowy z grzankami i makaron, jaki tam jedliśmy był naprawdę pyszny! Dodatkowo było mega blisko do naszego Hostelu.
Niedzielnego obiadu za to nie mogę za bardzo polecić, ale jakoś szczególnie odradzać też nie zamierzam. Bar na Miodowej - spotkanie kręciołków zostało tam zorganizowane, oferuje niezbyt bogate menu, a mimo wszystko niektórych dań brakuje... Chłopak zamówił mi pierogi z kapustą, a sobie burgera, podczas składania zamówienia okazało się, że pierogów już nie ma, więc wziął też jednego dla mnie. Najpierw przyszedł do nas jeden burger, więc oddał go mnie, a za chwilę przyszedł do nas kelner z informacją, że już nie mają bułek, żeby zrobić nam drugiego burgera... Ostatecznie ja zjadłam już tego jednego, a on pierogi z mięsem. Wszystko było dość smaczne, ale taka niezorganizowana obsługa trochę zepsuła nam opinię... Choć dostaliśmy kilka alkoholowych gratisów...  TUTAJ macie namiar do nich, najlepiej samemu sprawdzić :)
W poniedziałek jedliśmy szybki lunch w korpostołówce, było tam dość dziwnie :D Zupka przeciętna, ceny w miarę znośne, jak normalnie za obiad w barze, to CHYBA TO miejsce.

Nasz sobotni obiad w Przystanku Powiśle

HOSTEL

Wszystko wydawało nam się ok, dopóki nie nadszedł wieczór - jedyny dostępny pokój podczas rezerwacji był 3 os. i nie przeszkadzało nam to, o tym, że łazienka nie jest w pokoju też wiedzieliśmy, przygotowaliśmy się na śniadanie kontynentalne w cenie, a ono niestety okazało się lodówką z masłem, dżemem i miodem w plastikowych pudełeczkach oraz chlebem tostowym w szafce... Były dostępne herbaty, kawa, mleko, płatki, toster, czajnik i garnki, ale ja spodziewałam się choć namiastki świeżych warzyw, jajecznicy, parówek... Wiecie, takiego śniadania, jakie jest w ofercie kontynentalnej... Oprócz tego, zawiodła mnie temperatura zarówno w łazienkach, jak i w pokoju, Strasznie zmarzłam! Nie dość, że krany wymagały ciągłego wciskania, bo same odcinały dopływ wody (nawet pod prysznicem!), a w zlewie była tylko zimna, to jeszcze łazienka obok naszego pokoju miała kratkę wentylacyjną wprost do nas... Nie, żeby było czuć coś, ale było wszystko słychać, w obie strony. Łóżka były niewygodne, a kołdry cienkie. Oczywiście wszystko wpisałam już w opinii na bookingu.
Sama lokalizacja jest jednak świetna i obsługa stara się jak może, żeby utrzymać czystość i zadowolenie klienta. Z pokoju mieliśmy 10 minut spacerkiem do Wisły i jakieś 7 do Centrum Nauki Kopernik. Sawa Hostel - tak się nazywa to miejsce.

Zjazd do metra, galaktyczne wrażenia

PODRÓŻ I TRANSPORT

O pociągu już Wam pisałam, ale chcę jeszcze poruszyć kwestię komunikacji w samej Warszawie. Mieszkam we Wrocławiu, więc ogarniam tramwaje, autobusy, przystanki, itp., a w Warszawie trudno było mi się odnaleźć! Bez jakdojadę nie ma opcji się nie zgubić... Miałam jakiś niedosyt informacji, chociaż stacje metra wyglądały naprawdę dobrze i komunikaty były zawsze dobrze słyszalne i jasne, niemal jak w Londynie.
Pod tym względem czuję jakiś niedosyt... Wszędzie jakoś daleko w tej stolicy xD

BILETY

Tutaj napiszę Wam dokładnie za co ile zapłaciliśmy, ale weźcie pod uwagę, że oboje mamy zniżki studenckie.
Od początku:
- zwiedzanie PKiNu z przewodnikiem, platforma widokowa "Pałac w pigułce" - 25 zł za osobę
- Muzeum Historii Żydów Polskich, wystawa stała - sama wejściówka 1 zł, audioprzewodnik dodatkowe 10 zł od osoby
- seans Ciemny Wszechświat 2D - 16 zł od osoby
- Muzeum Powstania Warszawskiego - 16 zł
- Niewidzialna Wystawa - 22 zł ulgowy, w weekend drożej

Komunikacja Miejska po Warszawie na 3 dni - 72 h - 18 zł za strefę I. Ostatecznie nie korzystaliśmy z niej wcale dużo, bo mieliśmy super lokalizację hostelu, ale po co się ciągle stresować, kupować bilety, opóźniać przez poszukiwanie automatów itp. - w ostateczności można było je na koniec odsprzedać!

Widzieliście już któreś z tych atrakcji? Macie podobne zdanie, jak ja? A może uważacie, że czegoś ważnego i godnego uwagi jeszcze nie odwiedziliśmy? Dajcie znać!
Następny nasz wyjazd będzie do Krakowa, bo chyba dla urozmaicenia pojedziemy na rozmowę o wizę tam. 

poniedziałek, 19 marca 2018

Warsztaty Kulinarne w Studio Browar Mieszczański

Warsztaty Kulinarne w Studio Browar Mieszczański

Nowe doświadczenia, czyli przez włosy do talerza


Jeśli śledzicie moje media społecznościowe (zwłaszcza Instagram), to wiecie, że mój chłopak skończył w tamtym tygodniu ćwierć wieku. Z tej okazji uznałam, że należy mu się coś absolutnie wyjątkowego, ale to za chwilę, a teraz od początku!

(Jeśli nie chcecie czytać wszystkich pierdół, jak to było u mnie, polecam tylko rozdziałki „koszty”, „wybór menu” i „zadania i dania” :))


Inspiracja!


4 marca miało miejsce już 3 spotkanie kręconych z CGP, tym razem było nas tylko 4 i miejscem została Pracownia Kulinarna w Browarze Mieszczańskim. Prowodyrką tego miejsca była Ola, która pracuje tam i prowadzi różne warsztaty. Zrządzeniem losu okazała się wtedy głodna, więc zaserwowała nam fondanta z sosem malinowym (jego możecie oglądać na Facebooku Shidless), co nie dość, że absolutnie nas urzekło i zachwyciło to mnie osobiście rozochociło do warsztatów.
Ale nie tylko fondant i Ola mają w tym udział! Sama pracownia jest świetnie wyposażona, super urządzona i tworzy klimat Master Chefa! U nas w domu gotowanie jest ważnym elementem życia, zawsze staram się wymyślić coś ciekawego (jeśli tylko mam czas i ochotę), a nie tylko ja „garnę się do garów” :) tym bardziej uznałam, że będzie to naprawdę świetny sposób na spędzenie czasu, rozrywkę, nauczenie się czegoś nowego i inspirację kulinarnie leniwych!
Po wstępnym dogadaniu z Olą na temat kosztów, organizacji i terminów, zaczęłam zbierać chętnych, oczywiście przedstawiając najpierw temat moim rodzicom. Mamie prawie od razu pomysł się spodobał, tato był od początku mega sceptyczny i „on nie będzie nic gotował”, co później poskutkowało tym, że usłyszałam od niego, że jak następnym razem będziemy coś takiego organizować, to on się pisze i dodatkowo chce bardziej ambitne zadanie (!), ale znowu wybiegam za bardzo do przodu.


Organizacja


Pierwsze kroki organizacji to ustalenie terminu - dla mnie kalendarz studia okazał się naprawdę łaskawy i dogodny, wybrany przeze mnie jeden słuszny termin - piątek 16 marca, jeden dzień po kalendarzowych urodzinach, okazał się wolny, więc zarezerwowałam salę.
Był to piątek, więc trzeba było wziąć pod uwagę, czy wszyscy będą po pracy i żeby też nie padli ze zmęczenia. 18-22 to były nasze godziny - z reguły studio wymaga rezerwacji na 5 godzin, ale ten termin był niezajęty przez dość długo, więc jakimś cudem przystali na moją propozycję.
Mnie z drugiej strony też ograniczał budżet, ale zaraz opowiem Wam, jak to rozwiązałam i dlaczego było nas tylko 8.

Koszty


Każda godzina wynajmu studia to koszt 250 zł.
Wiecie, że jestem studentką, pewnie niektórzy już obliczyli sobie, że samo wynajęcie sali na x godzin wychodzi nietanio. Tak, niestety, jednak uważam że warto!
Chciałam też, żeby były to warsztaty z prawdziwego zdarzenia, więc potrzebowaliśmy szefa - umawiałam się z Olą, więc ona została naszą szefową. Za ogarnianie tego bałaganu przez całe wydarzenie, kierowanie nas i podpowiadanie również należała jej się zapłata. Jakim dodatkowym zaskoczeniem okazał się dla nas fotograf obecny na sali!
Widzicie że koszty kalkulowane rosną i nie jest to jeszcze cała kwota, bo przecież chcieliśmy coś zjeść! Dodatkowo dolicza się zakupy pod wybrane menu.

Budżet i goście


Po wstępnej kalkulacji przedstawionych zaplanowanych wydatków, obliczyłam, że najkorzystniej dla nas byłoby, gdyby zebrało się około 10-12 osób. Maksymalna ilość komfortowo pracujących uczestników w studio to 15.
Przy warsztatach z menu sushi to może być i 20, bo kuchenki przykrywane są deską i tworzą się komfortowe stanowiska.
Ponieważ hajs musi się zgadzać, wszystkim gościom uczestnictwo w warsztatach zmuszona byłam zaproponować za opłatą - po wstępnych wyliczeniach 150-200 zł od osoby i udział wzięli tylko ci, którzy na takie warunki przystali. Żadnych dodatkowych prezentów miało nie być, ale i tak drobne upominki się pojawiły! Dziękuję wszystkim jeszcze raz, bo bez nich to wydarzenie tak fajnie by nie wyszło.
Oczywiście mogło nas być więcej, ale niektórych (tak jak mnie) ograniczał budżet, innych plany na weekend, a jeszcze inni chyba nie chcieli się dobrze bawić 😂
Ostatecznie koszt na osobę to niecałe 200 zł, a regularne warsztaty to 250 zł od osoby :)

Wybór menu


Ola zaproponowała mi kilka opcji menu, włoskie, sushi, mieszane i były to kolacje 3 daniowe, z czego do mojego mieszanego menu dołożyłam jedną przystawkę z menu włoskiego (wiecie, że uwielbiam makaron?).

Propozycje

MENU 1
Sushi

Futomaki z pieczonym łososiem x2
Uramaki z krewetką w tempurze x1
Hosomaki lub futomaki wegetariańskie do wyczerpania składników

MENU 2
Włoskie

Raviolo z nadzieniem szpinakowym i płynnym żółtkiem
Prawdziwa carbonara z serem pecorino i chipsem z pancetty
Ptyś z kremem waniliowym i owocami

MENU 3
Mieszane - ostatecznie je wybraliśmy

Mini quiche z porem, serem pleśniowym i orzechami
Polędwica wieprzowa zawijania w liście kapusty włoskiej z musem grzybowym, gnocchi z parmezanem, sos grzybowy i karmelizowana marchew
Fondant czekoladowy z sosem z malin i crumble migdałowym (było z orzechów laskowych, które to chłopakom udało się 2 razy spalić xd)

Do tego możliwe było poproszenie Oli o dokupienie wina okolicznościowego i nic nie musieliśmy już przynosić, choć podczas wynajmu całej sali jest to oczywiście możliwe :) na warsztaty zorganizowane nic nie przynosimy.


Niespodzianka!


Wszystko jak widzicie zaplanowałam dość skrupulatnie, obliczyłam koszty, zaprosiłam gości, na których można polegać i do ostatniej chwili nie wiedziałam czy będzie nas 8 czy 11 (koledze wypadł wyjazd służbowy, a rodzince praca i czas dojazdu niestety jednak się nie zgodziły), ale udało mi się to zrobić bez wiedzy mojego ❤️.
Weekend wcześniej byliśmy też w Warszawie - relacja pojawi się w Globusie! Niczego się biedak nie spodziewał :D
Do tego dla niepoznaki upiekłam tort i dałam mu to do zrozumienia, że aż zaczął planować wyjście i zaproszenie znajomych do nas, ale ja się nie wygadałam i nawet zdążyłam uprzedzić koleżankę, że jak ją zaprosi, musi się wykręcić. Wiecie co mu powiedziała? „Że już umówiła się ze znajomymi”, prawie padłam ze śmiechu, jak mi o tym napisała, bo przecież tylko mój jubilat nie wiedział, że to my nimi jesteśmy :D
W piątkowy wieczór byliśmy jak nigdy za szybko gotowi do wyjścia (sic!), zarezerwowaliśmy auto z wypożyczalni i mieliśmy ruszać na miejsce, ale wszyscy dawali mi znać, że się spóźnią, bo towarzyszyła nam klęska zimowego ataku były straszne korki, a tramwaje nie jeździły.
Na miejsce na szczęście dotarliśmy po reszcie i udało się! Wchodzimy, ja wszystkich kieruję do szatni (bo jechaliśmy w 4, niby na małe wyjście na miasto ze znajomymi, a do studia wpadliśmy na chwilę, bo niby Ola się zgodziła na deser dla jubilata ekstra), no i podchodzimy do tej szatni, a tam okrzyk „niespodzianka” i za chwilę od razu sto lat :) Biedny nie wiedział, jak maskę zachować, chyba był to dla niego szok!
Po życzeniach, śpiewaniu i wyjaśnieniu, że to jednak urodzinowe gotowanie, Ola przystąpiła do instruowania nas - dostaliśmy fartuchy, umyliśmy ręce i rozdzielaliśmy zadania.

Zadania i dania


Przystawki czyli raviolo i quiche z porem wzięli moi rodzice, w zasadzie to od razu oddelegowałam tatę do wałkowania i wyrabiania ciasta na makaron - wiecie, silna męska ręka! Tato ugniatał, a potem wałkował z zaangażowaniem maszynką do makaronu, jest uzdolniony manualnie, więc przełączanie maszynki i pilnowanie grubości ciasta nie było dla niego problemem. Nawet umiał zwrócić uwagę Oli, wykrzykując "co teraz szef?" - serio, zabrzmiało jak w Master Chefie :D Moja mama za to myślała, że po prostu będzie miała łatwo, bo to tylko kruche ciasto do zrobienia, ale potem okazało się, że farsz do tarty też musi sama zrobić, więc zajęło jej to najdłużej. 
Innymi zadaniami w pierwszej linii było: parzenie kapusty, gotowanie marchewek, obróbka mięsa, zrobienia ciasta na fondant, sosy i kluseczki.
Sosy wzięłam ja i było to dość wymagające zadanie, bo miałam do zrobienia grzybowy i malinowy - mieszanka wybuchowa, choć przepisy niesamowicie proste i naturalne - np. sos malinowy składa się z malin i brązowego cukru. Najbardziej wymagające u mnie było ogarnięcie, żeby to wszystko się po prostu nie przypaliło i to jednocześnie.
Po wykonaniu pierwszej tury zajęć, trzeba było robić resztę - smażyć kapustę, zawijać roladki, lepić kluseczki, nadziewać ravioli. Ja przecierałam przez sito sos malinowy, a później przygotowywałam ciasto z tart na przyjęcie farszu i gotowałam makaron. Na sam koniec karmelizowałam marchewki, więc tak się złożyło, że całkiem sporo nowych zadań przypadło mi się nauczyć.


Zrobiliśmy nawet konkurs na najpiękniejszą prezentację dania głównego - wygrała nasza koleżanka i dostała mały prezent :) drugie miejsce też zostało wyróżnione!

Po prezentacji przystąpiliśmy do jedzenia - moje kubki smakowe skradły marcheweczki, zdecydowanie! Kluseczki też były niesamowicie miękkie i może kiedyś powtórzę to w domu! Z raviola oczywiście wypłynęło żółtko.
Sala jest super przygotowana na posiedzenie w spokoju obok kuchni - tam też już większość z nas oczekiwała na deser, klucz programu! Nasz popisowy fondant czekoladowy na sosie malinowym z orzechami. Niebo w gębie!

Jeśli jesteście zainteresowani szczegółami, innym rodzajem warsztatów, nowym doświadczeniem i integracją nawet w pracy - koniecznie sprawdźcie ofertę warsztatów w Studio Kulinarnym Browar Mieszczański! Ola jako szefowa sprawdza się super! A my jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni :)

Samo gotowanie trwało około 3 godzin, reszta to zjedzenie wszystkiego na spokojnie i rozmowy przy dużym stole. 

Wiecie że ten weekend tak szybko mi minął, że nie zdążyłam z jubilatem pogadać dokładnie o wrażeniach itp.? Masakra 😂 jak tylko opublikuję tego posta, postaram się poprawić 😂

Mam nadzieję, że nie zarzuciłam Was zbyt dużą ilością informacji! Napiszcie mi koniecznie co uważacie o takim pomyśle i o spędzaniu czasu rodzinnego w ten sposób - tak jak wspomniałam wcześniej, mój tato czeka na więcej, a nigdy do garów się nie pchał! Super sposób na przełamanie się :)
Ja polecam w 100%, niemal jak aktywator Cantu lub smoothie od Shea 😁





piątek, 9 marca 2018

Co kupić w Rossmannie, polecane szampony i odżywki niezgodne z CG

Co kupić w Rossmannie, polecane szampony i odżywki niezgodne z CG

Hej!


Drugi obiecany post z promocją - mam dla Was tutaj propozycje kosmetyków nie-CG wartych uwagi, ale z góry zaznaczam, że chcę skupić się na szamponach, ponieważ bardzo często o takie pytacie, a są dostępne nie tylko podczas promocji. Maski silikonowe w zasadzie są dociążające, mogą obciążać i negatywnie wpływać na skręt delikatniejszych włosów - w tym falowanych. Ja takich nie używam zbyt często, więc też nie do końca chcę polecać w ciemno. Nie możecie też zapomnieć, że wszystko co CG, jest jak najbardziej dla Was, więc zajrzyjcie do TEGO posta i korzystajcie do woli! Stylizatory warte uwagi też tam znajdziecie!
Teraz już zapraszam na wpis i spis :)


Szampony:


Wróćcie do postu "jak (i czym!) myć włosy" - KLIK, przeczytajcie o detergentach, sposobach mycia, a dobierzecie dla siebie idealną pielęgnację. Oczywiście nie pojawią się tu szampony z silikonami, mimo, że jesteśmy w kategorii nie-CG. Dlaczego? Odpowiadam także w filmie!


Po wyjaśnieniu sobie tych wszystkich ważnych kwestii, możemy już przejść do sugestii z Rossmanna!

Szampony


MOCNE

Alterra:
granat do suchych i zniszczonych
dodający objętości bio papaja
nadający połysk
chroniący kolor włosów
do osłabionych biotyna
delikatny (tylko z nazwy) jojoba i migdały

Wszystkie mają taką samą cenę (5,99 zwykle 7,99 za 200 ml) - alkohol bliżej lub dalej od początku składu - wyżej na liście umieściłam wg mnie lepsze składem bazowym, np. w granacie SCS jest po glukozydzie, a w reszcie od razu po wodzie, same bezpieczne konserwanty, kilka alergennych składników kompozycji zapachowej, duży plus za te eko składy, jestem na tak!

Isana:
Med, z minerałami z morza martwego (4,99 za 200 ml) - prosty, krótki skład, komuś się sprawdza?

Uległam bardzo niemiłemu wrażeniu, że wszystkie drogeryjne szampony na siłę są pakowane solą, która jest tanim zagęstnikiem i ogólnie wizaż mówi o soli tak "Substancja polerująca, ścierająca, redukująca nieprzyjemny zapach. Wpływa na konsystencję kosmetyków, ponieważ posiada właściwości zagęszczające. Stosowana w szamponach, żelach pod prysznic, peelingach. Może wysuszać skórę i włosy bądź działać drażniąco".
Cała gama szamponów Isany posiada tą sól bardzo wysoko, dlatego żeby być w 100 % w zgodzie z sumieniem podałam Wam jeden przykład, gdzie sól jest najniżej, po glicerynie, choć dodatkowo pojawia się sól morska. Jeśli macie doświadczenia z tymi szamponami, koniecznie mi o nich napiszcie. Mi się to osobiście nie podoba. Co Wy uważacie?

Joanna:
Rzepa
szampon wzmacniający do włosów przetłuszczających się (7,99 za 400 ml) - ALS, alkohol denat.

Natura siberika:
szampon rokitnikowy (29,99 za 400 ml) - SCS

Nivea:
Hairmilk, mleczny szampon do włosów (9,59 z 13,99 za 400 ml) - SLeS, fajny skład, jest sól, ale nie ma phenoxyetanolu, proteiny mleczne, pantenol pod koniec
wzmacniający szampon micelarny - (12,99 z 17,99 za 400 ml) - SLeS, sól
głęboko oczyszczający szampon micelarny z melisą (12,99 z 17,99 za 400 ml) - sól na 3 miejscu

O'Herbal:
z lnem (19,99 za 500 ml) - SMS, proteiny mleczne, phenoxyetanol
z chmielem - o ile znajdziecie
z arniką (19,99 za 500 ml) - SMS, proteiny mleczne, keratyna, phenoxyetanol

Nie polecam szamponu i w zasadzie całej serii z tatarakiem, ponieważ wg mnie jest najgorsza - włosy mocno się plączą, odżywka ma denat, gdzieś kiedyś ktoś napisał, że wypadały mu po nim włosy. Takie tam pogłoski, ale po co kupować, skoro są lepsze.

Radical:
szampon do osłabionych i wypadających (9,59 z 11,99 za 400 ml) - SLeS
nadający objętości (9,59 z 11,99 za 400 ml) - ALS, proteiny
odbudowujący do b. zniszczonych - SLeS, keratyna

Fajne zdzieraki bez niepotrzebnych dodatków w składzie, mocno wzbogacane ekstraktami.

ŚREDNIE

Natura Siberika:
aktywator wzrostu dla mężczyzn, Bieługa (19,99 za 250 ml) - amfoteryczny detergent, sól na samym końcu, mnóstwo ekstraktów, dla mnie super
do przetłuszczających się (34,99 za 400 ml) - podobnie jak wyżej
przeciwłupieżowy do wrażliwej skóry głowy (34,99 za 400 ml) - podobny do kolegów wyżej, ale ze składnikami na łupież
przeciwłupieżowy dla mężczyzn, Moc Syberyjskiego Jelenia (19,99 za 250 ml)
Wściekłość Tygrysa do ciała i włosów (19,99 za 250 ml) - używałabym tylko do włosów

Petal Fresh:
Hair Rescue, do włosów cienkich (34,99 za 355 ml)
Granat i jagody acai - Sodium Lauroyl Sarcosinate
Lawenda - CB
(22,99 za 355 ml)

Te dwa są mocniejsze, poniżej w delikatnych pozostałe 4 :)


Tołpa:
pogrubiający szampon zwiększający objętość (29,99 za 250 ml) - prosty, krótki skład, główny myjący składnik Cocamidopropyl Betaine (CB)
głęboko oczyszczający przeciw przetłuszczaniu, nawilżający kojący, wzmacniający przeciw oznakom starzenia,  (29,99 za 250 ml) - jeszcze krótszy skład, CB
odbudowa, nawilżanie, wzmacnianie, normalizacja (19,99 za 200 ml) - wszystkie 4 są podobne, CB

Wszystkie szampony tej firmy mają phenoxyetanol, ale nie mają soli :)

DELIKATNE

Petal Fresh:
Tea Tree
Mięta i rozmaryn
Pestki winogron
Aloes i cytrusy
(22,99 za 335 ml)
Wszystkie tu wymienione szampony Petal Fresh bazują na delikatnej substancji myjącej.

Vianek:
mi do gustu przypadła seria czerwona - szampon do ciemnych i farbowanych włosów, chwalone są także niebieskie, zielone, co do pomarańczowego ja mam obiekcje - nie polubiliśmy się. Zwróćcie uwagę czy bazują tylko na glukozydach, czy mają betainę kokamidopropylową - tak czy inaczej nie będą jednak mocne, a składy mają świetne. Kosztują w granicach 15-25 zł za 300 ml.

Odżywki

Biovax:
limitowana kolekcja - regenerująca (22,99 za 250 ml) - inne będą podobne :) ta ma wosk syntetyczny
oleokremy - dość ciężkie i emolientowe, kręcone nie polecają

Garnier:
Botanic therapy, do bardzo zniszczonych, itd. (11,99 za 200 ml) Sama jestem ciekawa! Dajcie znać. Przeważnie mają silikony.
Fructis oil repair 3 (10,99 za 200 ml) - amodimethicone za połową składu
Inne fructisy też wyglądają ciekawie, przy myciu szamponem powinny się sprawdzać.

Pantene:
Pantene Pro-V - aminokwasy (8,99 za 300 ml) - warto spróbować, często ta firma pojawia się na grupie

Glisskurów i innych podobnych nie polecam, bo bazują na silikonach, a ja piszę głównie z myślą o kręconowłosych. Dlaczego nie, jeśli macie proste włosy - zabezpieczajcie je śmiało, tylko pamiętajcie o omijaniu skóry głowy :)

Przykładowy Vianek (tu akurat odżywczy) i na CB, więc ja zaliczyłabym go do średnich

Inne

Garnier
Fructis olejek z olejkiem z kamelii (25,99 za 150 ml) - silikony na początku, sporo zapachów

Isana
Hair proffesional olejek (11,99/14,99 za 100 ml)

Natura Siberika
peeling do skóry głowy (26,99 za 200 ml)

czwartek, 8 marca 2018

Co kupić w Rossmannie, polecane kosmetyki do włosów zgodne z CG

Co kupić w Rossmannie, polecane kosmetyki do włosów zgodne z CG

Hej!

Pewnie zawsze kuszą Was promocje w Rossmannie, tym razem znowu taka nadchodzi, ale często jest tak, że brak nam pomysłu na to, co kupić. Dzięki temu, że sama mam teraz trochę więcej pojęcia na temat składów, a także właściwości niektórych kosmetyków, postanowiłam stworzyć dla Was (i dla siebie też) listę polecanych produktów z Rossmanna wg kategorii. Nie wiecie jakie 4 produkty powinny znaleźć się w Waszym koszyku? Podejrzewam, że po przeczytaniu tego posta, dalej nie będziecie wiedzieć, ale chociaż powstanie baza, z czego ja polecam wybierać :D
Nowa promocja na 2+2 tańsze gratis w dniach 10-19 marca obejmuje pielęgnację, stylizację i koloryzację. Ponieważ chemicznej koloryzacji nie polecam, to dwie pierwsze kategorie postaram się szeroko wypunktować.
Ten post będzie obejmował tylko produkty zgodne z metodą CG, szampony i inne kosmetyki (ze składami np. slikonowymi) znajdziecie w kolejnym, o ile zdążę go zredagować :)

Pod nazwą każdego z produktów kryje się link, więc możecie od razu wejść na stronę, pooglądać i na własne oczy zobaczyć skład :) Wszystkie kategorie lub nawet grupy produktów starałam się obarczyć komentarzem. Mam nadzieję, że będziecie wiedzieć dużo więcej po lekturze!
Już chyba wszystko z kwestii organizacyjnych, to zaczynamy!

Myjadła:

Alterra
maska (6,99 za 150 ml) 
odżywka (7,69 za 200 ml) granat i aloes
Maska do mycia już przetestowana, bardzo dobrze myje, pieni się w miarę dobrze po dodaniu wody. UWAGA: W obu wysoko isopropyl, nie nadają się na zostawianie na włosach na dłużej niż 10 minut lub do odżywiających zabiegów, bo zamiast nawilżyć, mogą przesuszyć.

Isana
butelki z zamknięciem na dole:
różowa - silky gloss (4,99 za 300 ml) - trochę protein pszenicy w środku, nawilżacze
żółta - intensive care (4,99 za 300 ml) - nawilżająca, z miodem
czerwona - colour shine (4,99 za 300 ml) - trochę ekstraktów, nawilżaczy, dla mnie bomba

Wszystkie trzy skład mają świetny (uwaga na phenoxyetanol), na pewno będę testować do mycia + świetna cena!

Petal Fresh
tea tree, lawenda recenzja TUTAJ, dla mnie nie są warte regularnej ceny (23,99 za 355 ml)

W kategorii myjadło i do emulgowania jeszcze jakoś ujdą, dla mnie gliceryna tak wysoko wyklucza te konkretne odżywki, ale wiem, że winogrona oraz cytrusy sprawdzają się dobrze niektórym - jeśli chcecie spróbować to śmiało, ja już nie będę ich kupować.

Swiss Image
odżywka Volume (24,99 za 250 ml) - na trzecim miejscu składnik myjący - wypróbuję kiedyś na pewno! Do odżywiania też wygląda przyjaźnie, recenzję znajdziecie chyba na blogu Curly Madeleine.


Odżywki i maski (różne):

Biokap
Belleza, maska regeneracyjno naprawcza do włosów (47,99 za 200 ml) - gliceryna b. wysoko, isopropyl w środku, maska w zasadzie PEHowa
Belleza, odżywka głęboko nawilżająca do włosów (37,99 za 125 ml) - gliceryna wysoko!, H-E ale też proteiny roślinne

Biovax
kolagen i perły (17,99 za 125 ml) - quaternium-87, nie znoszę tych składników...
limitowana jaśmin indyjski i mleko kokosowe do osłabionych i wypadających (22,99 za 250 ml) - quaternium-87 wysoko, gliceryna, kokos,proteiny mleczne, laktoza, dziwny skład!
limitowana maska do włosów pozbawionych blasku (22,99 za 250 ml) - wysoko gliceryna i po zapachu wosk syntetyczny, chyba jednak nie jest zgodna z CG...

Szczerze? Nie mam siły do tych Biovaxów, niektóre saszetki są spoko, chyba najbardziej do blond, ale nie widzę ich w Rossmannie. Zawierają dużo dziwnych składników, których działanie na włosy nie jest znane. Ja pozostanę przy L'Biotikowych saszetkach Cien, bo nie ogarniam tych składów.
Co autor miał na myśli...? Nie mam pojęcia. 

Botanicals
balsam pielęgnacyjny do włosów suchych (34,99 za 200 ml) - skład przyzwoity, CG, soda kaustyczna
reszta podobnie, wartościowe składniki w znikomych ilościach

Garnier
odżywka zielona herbata (11,99 za 200 ml)
odżywka żurawina (11,99 za 200 ml)

Mają zwolenników i przeciwników, po mojej nieciekawej przygodzie z awokado na razie nie będę próbować.

Isana
tuby:
odżywka pure locken (5,99 za 20 ml) - quaternium, polyquaternia, isopropyl, wg mnie średnia
odżywka przeciw łamaniu włosów (7,69 za 200 ml) - quaternium-87
odżywka oil care (7,69 za 200 ml) - quaternium-87, polecana i lubiana
odżywka do farbowanych (7,69 za 200 ml) - quaternium-87
odżywka do brązowych (6,79 za 200 ml) - isopropyl w środku, żadnych quatów!
odżywka połysk koloru blond (6,79 za 200 ml) - isopropyl w środku składu

Warto potestować, Isany ogólnie dla mnie są bardzo ciekawe, bo kosztują naprawdę niewiele, a można z nich sporo wyciągnąć. Ekstra, w większości emolientowe, bazy do tuningu, na pewno mniej uczulające od Kallosa. Uważajcie na alkohole, do mycia/rozczesywania i max do 10 minut na włosach.

Jantar
odżywka z wyciągiem z bursztynu do słabych - pianka! kolagen, proteiny, polyquat
do cienkich - hydrolizowana keratyna
do bardzo zniszczonych - lipidy mleczne
Całkiem ciekawe te odżywki w piance, wydaje mi się, że są ok, dajcie koniecznie znać, jeśli używaliscie!

O'Herbal
odżywka z lnem - chyba najbardziej lubiana i polecana na grupie z całej rodziny
odżywka z arniką
odżywka z tatarakiem - uwaga, nie u każdego się sprawdzi, wysoko denat
21,99 za 500 ml
Oprócz tego uwaga na proteiny mleczne, maski składem wyglądają podobnie (o ile są dostępne w Rossmannie).

Petal Fresh
np. róża i wiciokrzew (23,99 za 355 ml) - pisałam Wam na górze w myjadłach, gliceryna na drugim miejscu rzadko komu służy, przynajmniej nie w zimie i w wilgoci


Schauma
Nature moments do farbowanych (5,19 za 200 ml) - hydrolizowana keratyna, polyquaternium-37 (sufrakant kationowy? -info z forum wizaż)
do słabych i delikatnych - ekstrakt z miodu dodatkowo do dwóch powyższych
oliwa z oliwek - aloes, oliwa, polyquaternium-37 i wysoko hydrolizowana keratyna

Jestem w szoku! Gdyby nie paraben byłoby niemal idealnie, chyba muszę się im przyjrzeć! Sufrakant kationowy też brzmi trochę tajemniczo, ale lepsze to niż powlekacz. Phenoxyetanol we wszystkich, cena taka sama.

Seboradin
balsam do suchych i zniszczonych farbowaniem (29,99 za 200 ml) - na trzecim miejscu kolagen, warto się przyjrzeć, niestety bardzo dużo alkoholi wysuszających... nie wiem co o niej myśleć, ale pokazuję, żebyście mogli wziąć pod uwagę :)

Swiss Image
odżywka - kuracja pielęgnacyjna w tubie (29,99 za 200 ml), ciekawy skład, emolientowy z pantenolem, gliceryna dość daleko, fajna, dajcie znać, jeśli używaliście, reszta bardzo podobnie, warto obojętnie którą :D
odżywka piękny kolor w butelce, siostra tej na objętość (24,99 za 250 ml) - warto spróbować i jako odżywka i jako myjadło, ładny skład

Tołpa
nawilżające serum do włosów odwodnionych (19,99 za 150 ml) - gliceryna
inne w tubach podobnie

Wierzbicki & Schmidt
Paczula wonna (29,99 za 250 ml) - nie ma oblepiaczy (o ile Palmitamidopropyltrimonium Chloride jest zgodne z CG xD), jak macie ochotę spróbować czegoś od mistrzów fryzjerstwa...

Stylizatory:


O moich ulubionych stylizatorach dowiecie się TU, a TUTAJ zobaczycie efekty po większości z opisanych niżej - u mnie niestety sprawdza się tylko glut i Syoss power hold, wycofywany z rynku...

Isana 
krem do loków, Pure Locken (9,99 za 150 ml) - albo się go lubi, albo nienawidzi. Ja jestem z tych drugich. UWAGA - zawiera sulfaty, czyli może się okazać nie-CG, ale podobnie jak Syoss max hold nie oblepia, tylko ew. może przesuszać.
pianka, Pure Curls (6,99 za 150 ml) - można podpatrzeć składy pozostałych, chyba nie różnią się zbyt znacząco... wydają się ok
żel Style 2 create, Hidden control (9,99 za 150 ml) - ten jest ok, choć dość słabo trzyma, pozostałe mają bardzo wysoko alkohol denat.

Nivea
krem do loków, Flexible Curls (9,99 za 150 ml) - u mnie sprawdza się jako b/s (wyjaśnienie co to b/s TU)
pianka, Care&Hold (9,99 za 150 ml) - bez alkoholu, bez protein, bez silikonów! Większość z nich ma już fajne składy, popatrzcie, jeśli Wasze włosy lubią taki sposób stylizacji.

Syoss
żel, Men, Power Hold (10,79 za 250 ml) - jeśli jeszcze gdziekolwiek znajdziecie, są w promo na do widzenia
żel, Max Hold (10,79 za 250 ml) - uwaga! pod koniec składu SLS - ciekawostka :D teoretycznie nie jest zgodny z CG, ale na samym końcu składu jest go mega mało
Texture, spray do stylizacji włosów (10,79 za 150 ml) - sól wysoko w składzie, może wysuszać
pianka, Full hair 5 (9,99 za 250 ml)- polyquaternium-16 i -4, inne pianki podobnie - patrzcie czy nie ma w nich alkoholu

Taft
żel Looks, Stand up Look (9,99 za 150 ml)
żel Irresistible power (9,99 za 150 ml)
Reszta ma alkohol denat. lub silikony. Uważajcie.

Wellaflex
pianka, Heat creations (8,79 za 200 ml) - o ile dobrze patrzę, skład wydaje się przyjazny i całkiem fajny! Są w nich parabeny, ale warto zwrócić uwagę :)

Komentarz: Innych stylizatorów nie podaję, bo albo uważam, że ich skład jest słaby, albo mają w nim coś niedozwolonego lub niepożądanego - po co komu żel składający się z wody, gliceryny a potem izopropylu i denatu... gdzie logika zadbanych loków? No właśnie. Reszta z silikonami wykluczona z oczywistych powodów. A! Są też stylizatory bez alkoholi i silikonów, ale znajduje się w nich wosk, także oblepiacz i obciążacz - cera alba (pszczeli). Zadecydujecie sami.

Inne:


Alterra
olejek z pestek moreli (10,99 za 50 ml) - polecany bardzo mocno, super skład

Cece of Sweden
czyżby wcierka? przeciw wypadaniu włosów (29,99 za 300 ml) - denat w środku

Farmona/Jantar
wcierka (13,99 za 100 ml) - nie u wszystkich działa
ampułki (14,99 za 5 ampułek) - denat

Chciałam Wam tutaj zapisać peeling z Natury Siberiki, ale niestety jest na SCSie, więc na mocnym detergencie i nie łapie się do tego wpisu. A szkoda, bo byłby fajny peeling.

Radical
ampułki (27,99 za 15 ampułek po 5 ml) - denat wysoko, z doświadczenia - po wcierce z szałwią do przetłuszczających miałam mocno wysuszoną skórę głowy

Seboradin
lotion do wypadających włosów (29,99 za 200 ml) - denat wysoko
ampułki przyspieszające odrost włosów (43,99 za 14x5,5 ml) - też denat

Suchy szampon Batiste
Długo zastanawiałam się też, czy dodawać suchy szampon Batiste do polecanych - zaraz za skrobią ryżową, w jego składzie znajduje się alkohol denat, poza tym taka metoda "odświeżania" włosów dla mnie jest szkodliwa dla skóry głowy, bo zapychamy sobie mieszki włosowe. Oczywiście Batiste ze skrobią ryżową lub kukurydzianą, będzie o wiele lepszy niż coś z silikonami lub sztucznym pochłaniaczem sebum, ale zwróćcie uwagę na wysuszające właściwości alkoholu i zapychające skrobii. Raz na jakiś czas nie powinno się nic stać, jednak nie nadużywajcie tego sposobu i od razu wieczorem umyjcie skórę głowy, najlepiej od razu wykonując peeling.

Nie wpisuję już innych olejków, maseł i glinek, które do włosów mogą mieć przeznaczenie, a nie łapią się w promocję.

Apka, która prawie działa i pomoże Wam rozpoznać składy wg zgodności z CG TUTAJ. Miłej analizy składów i zakupów w Rossmannie! Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam, odżywki Vianek/Sylveco/Biolaven nie są dostępne na stronie, więc ich tu nie umieszczam, natomiast powinny być zgodne z CG.
Copyright © 2016 długie włosy bez kitu , Blogger