Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetolog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetolog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2022

Pielęgnacja cery bardzo suchej, zaczerwienionej, skłonnej do podrażnień i trądziku różowatego, czyli mojej

Pielęgnacja cery bardzo suchej, zaczerwienionej, skłonnej do podrażnień i trądziku różowatego, czyli mojej

W końcu aktualizacja tej mojej pielęgnacji, która ewoluowała od spirytusu salicylowego i peelingów z Avonu. Przeszła przez kremy dobrane przez kosmetologa, późniejsze desperackie i niewypalone Mary Kay (które były totalną stratą kasy i nerwów), aż do kolejnych dermatologicznych, które w końcu działają. Jeśli ciekawią Was te moje odkrycia, to poniżej to, co chcę Wam przekazać.

Moja cera jest taka, jak opisywałam ją we wpisie o kosmetolożce i tym o dermatologu. A kosmetyki z tego wpisu nadal polecam, ale już ich nie używam, bo się skończyły, a nie zamówiłam ponownie. Z dolegliwościami twarzy nie zmieniło się nic, a wręcz trochę zaogniło. Mam wrażenie, że też zawsze ma z tym coś wspólnego sezon grzewczy. Teraz dodatkowo jestem już matką, a jak to u matek bywa - to nie dośpię, to czasem nie dojem, a już przeważnie to się nie posmaruję. No i masz babo placek. Z takimi prawie czerwonymi porzeczkami, tylko że na twarzy.

Jak znalazłam nowych ulubieńców?

Nadal jestem skąpiradłem i nadal mam wysokie wymagania, bo nie lubię wydawać na coś, co nie daje efektów. Szukanie nowości też totalnie nie jest dla mnie. No to jak to się stało, że mam nowych ulubieńców? Śmiesznie wyszło! Pracowałam przy opisach produktów dla pewnego sklepu internetowego i musiałam opisać właśnie te. Jakie było moje zdziwienie, gdy opis w końcu szedł kropka w  kropkę w parze ze składem! Stąd „miłość od pierwszego spojrzenia na skład” do marki BasicLab.

Co zostało ze mną od tych najdawniejszych czasów? Zdecydowanie Facelle Aloe i łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Co się zmieniło? Wymagania mojej cery co do intensywności pielęgnacji. Dlatego niezbędne okazały się nie tylko kremy okluzyjne, ale i składniki aktywne, bardzo aktywnie nawilżające i odbudowujące. Bo jak się nie dosmarowałam i nie napiłam wystarczającej ilości wody, to mi to od razu wyszło na skórze.

Kosmetyki BasicLab - hity i buble, czyli moja opinia

Moje pierwsze zamówienie z BasicLabu było w okolicy grudnia 2020 roku. Kupiłam zestaw sobie i przyjaciółce - trehaloza i turkusowa witamina C. 2 zestawy to i ze strony sklepu trafił się miły akcent, choć zastanawiałam się, czy się nie pomylili - wysłano mi większe stężenie trehalozy niż zamówione. To serum to było ugruntowanie mojej miłości od pierwszych składów do marki. Cudownie nawilżało, koiło i rozpieszczało skórę. Witamina C mi nie podeszła, jeszcze leży rozpoczęta w lodówce i nie będę ściemniać, że to strzał w 10, skoro nie. Ale miłość wszystko wybaczy, no i ta trehaloza…!

Z naszych niekochanych produktów BasicLab ma jeszcze żółtą witaminę C. Jest to serum olejowe i kupiłam 2 takie same mamom. Teściowa chyba zużyła do włosów, a w domu u rodziców dalej stoi w lodówce. No aż widać to pokrewieństwo. Więcej takich kosmetyków od nich nie miałam.

zużyte próbki

Z niepełnowymiarowych i typowo testowanych produktów, bo dostałam kilka próbek, sprawdziły się wszystkie, których używałam. Nawet ostatnio wrzucałam Wam na Instagramie w relacji o szamponie i odżywce z próbki. Był to właśnie szampon przeciw wypadaniu włosów i próbka wystarczyła mi na umycie tygodniowych włosów.

Moje pielęgnacyjne grzeszki i dodatkowe niedogodności

Kremy jak to kremy, niestety się kończą. Potem urodziła się dzidzia i chyba cały rok, odkąd tamto serum mi się skończyło, traktowałam swoją skórę po macoszemu. W okresie niemowlęctwa to już w ogóle opryszczka mnie nie opuszczała, a skóra coraz bardziej wysychała. Dopiero teraz znowu korzystam z dobrodziejstw trehalozy, choć już w niższym stężeniu. Po krótkim czasie regularnego stosowania kremu nawilżającego o bogatej konsystencji, który od 2 dni wzmacniam trehalozą, zaczęły się duże zmiany i już widoczna jest poprawa kondycji skóry.

Teraz wrzucę Wam moje policzki z 8 marca i 7 kwietnia. Śmiało możecie na własne oczy ocenić, czy coś się zmienia.

Więcej rozpisywać się nie będę, podrzucę Wam po prostu linka do nich, bo na stronie wszystko jest opisane. Komentarze i opinie mówią same za siebie. Te kosmetyki naprawdę działają. I nikt mi za reklamę nie płaci. Nawet w konkursie żadnym nie chcą mnie nagrodzić, cobym miała jakieś inne korzyści niż sama kondycja mojej skóry.

Natomiast bądźcie na bieżąco, bo szykuje się poważne testowanie asortymentu!

Idzie, a w zasadzie już jest, wiosna, za chwilę lato i postanowiłam trochę znowu rozpieścić siebie samą. Napisałam do BasicLab o poradę w sprawie doboru pielęgnacji. To nic, że z rekomendowanych dla mnie produktów wzięłam tylko żel do mycia. Po prostu zrobiłam duże zakupy na stronie sklepu, biorąc to, co wydało się mi najodpowiedniejsze.

Na listę zakupów wszedł:
nowy krem z ceramidami, oczywiście bogaty,
lekki krem z SPF 50, też w kontekście nadchodzącego wyjazdu i moich coraz częstszych spacerów z wózkiem, które odbywają się w różnych warunkach pogodowych,
nowe opakowanie kremu nawilżającego - tym razem lekkiego dla męża, żeby chciał się w ogóle smarować, bo jemu wszystko jest za tłuste,
emulsja myjąca do ultrawrażliwej cery
i szampon 500 ml stymulujący wzrost dla całej rodziny. Głównie z myślą o mamie, ale przyda się wszystkim. Mnie już się spodobał po 1 użyciu z próbki.

Będzie co testować! Stay tuned, bo moja paczka już w paczkomacie!

poniedziałek, 26 lutego 2018

Depilacja laserowa Light Sheer - PROMOCJA

Depilacja laserowa Light Sheer - PROMOCJA

Hej!

Myślę, że już przyzwyczaiłam Was do nieco dziwnych tematów pojawiających się na moim blogu - kosmetolog, dermatolog, pseudomedyczne badania, gastroenterolog, makijaż permanentny i depilacja. Tym razem wracam do ostatniego - depilacji laserowej. Jesteście ciekawi co tym razem wymyśliłam? 
Zapraszam!


Pisałam Wam o tym już... chwilę temu TUTAJ - moja depilacja laserowa Light Sheer Duetem, małą głowicą w okolicy bikini głębokiego. Efekty i zachwyty nie mijają - ilość mojego owłosienia w tym miejscu po trzech zabiegach przeprowadzonych dwa lata temu zmniejszyła się o jakieś 60%. Teraz, z racji tego, że jestem ich klientem, dostałam SMSa z wiadomością miłą memu sercu - możliwość wykupienia pakietu trzech zabiegów w cenie rabatowej! Co lepsze - możliwość wykupienia dwóch takich pakietów :D
Ciągle pamiętam, jak to jest nie mieć niechcianego owłosienia i to zadecydowało za mnie - zakup dwóch pakietów - ponownie 3 zabiegi na bikini głębokie i tym razem dodatkowo 3 razy na pachy, które ostatnio mocno mi doskwierały ciągłymi podrażnieniami i swędzeniem. Jak zadzwoniłam, żeby umówić się na wizytę, okazało się, że nawet pamiętam imię pani, która depilowała mnie za pierwszym razem. Robi to naprawdę szybko, sprawnie, dokładnie i w miłej atmosferze.
Zabieg oczywiście boli - są to dość nieprzyjemne ukłucia, uczucie gorąca, jak to laser, ale im większa moc, tym lepiej ze skutecznością. Skuteczność też oczywiście zależy od koloru naszej skóry i włosów - u mnie jasna i ciemne to idealne połączenie do depilacji!

Zdjęcie ze strony http://www.d-b-s.pl/LaserDiodowyLightSheer.php (włosy będące tylko w anagenie usuwają się trwale)
Po zabiegu smarujemy się Bepanthenem, Alantanem lub inną maścią dziecinną na odparzenia, żeby ułatwić skórze regenerację, nie korzystamy z basen i sauny przez ok. 2 tygodnie.
Dobrą skutecznością cechuje się seria 4-6 zabiegów, stąd moje ponowienie, chciałabym pozbyć się ich całkowicie.
Zachęcam Was do zapoznania się z przeciwwskazaniami - leki i zioła fotouczulające, świeża opalenizna, cienka skóra. Wszystko o laserze, wskazaniach, przeciwwskazaniach, porównanie z IPLem znajdziecie TU: http://www.d-b-s.pl/LaserDiodowyLightSheer.php.
Zaczynając teraz, do lata mam nadzieję pozbyć się reszty włosków z bikini i co najmniej 60-80% z pach.
Na podstawie tego co ja już przeszłam po ostatnim cyklu zabiegów - opłaca się pocierpieć te 15 minut, żeby później mieć taki komfort :) tym razem miałam depilację laserem Light Sheer, starszą generacją, ale o większej mocy=większej skuteczności, każdy zabieg boli bardziej niestety, bo moc jest specjalnie zwiększana, żeby eliminować najbardziej uparte włoski. Ja serdecznie polecam zabieg, mimo tych kilku dni dyskomfortu :) W porównaniu - pierwsze zabiegi bolą mniej, bo moc jest mniejsza, jednocześnie włosków jest więcej i bardziej przez to czuć całą depilowaną okolicę, teraz nic nie boli mnie przy chodzeniu ani siedzeniu, spodnie nie obcierają. 
Depilacja pach przebiegła dosłownie błyskawicznie! Pierwsza była prawa, ale następnym razem chyba poproszę o zaczęcie od lewej, bo jakaś była wrażliwsza :( Ogólnie czuję od siebie zapach spalonego kurczaka, ale oprócz tego wszystko jest w całkowitym porządku!

Zabiegi wykonywała Pani Angelika :) z salonu Diamond Beauty SPA we Wrocławiu przy Górnickiego - tutaj strona: http://www.d-b-s.pl/glowna.php.
Pakiety obejmują najmniejszą partię ciała (wąsik, broda, linia biała - tzw. ścieżka), małą (pachy, cała twarz, bikini klasyczne), średnią (łydki, uda, bikini głębokie) oraz największą (całe nogi, całe plecy). Za małą - pachy - zapłaciłam 280 zł, a za średnią, czyli bikini, 430. Są to już ceny za 3 zabiegi co ok. 6 tygodni. Wszystkie ceny TU: http://www.d-b-s.pl/cennik.php

Pamiętajcie, że promocja jest tylko DO KOŃCA LUTEGO, macie 2 dni na zapisanie się :) Ceny zabiegów różnią się od tych z cennika, bo są w cenie grouponowej dla wtajemniczonych, gdy zadzwonicie i zapytacie, na pewno zostaną Wam zaproponowane :)

Nie biorę udziału we współpracy z Diamond Beauty Spa, nie jestem sponsorowana, wszystkie moje odczucia są moją subiektywną oceną, a za zabiegi zapłaciłam sama.


niedziela, 11 lutego 2018

Kosmetologiczna przygoda z twarzą

Kosmetologiczna przygoda z twarzą

Czy zabiegi na twarz działają? Kwasy w salonie- czy to jedyny ratunek?

Wracam z moją kosmetologiczną tematyką po dość długiej przerwie, pamiętacie jeszcze ostatni post o kosmetologu, który Wam pokazałam po pierwszej wizycie? Od mojej konsultacji w czerwcu minęło sporo czasu, najpierw wakacje i opalanie, później mocny wiatr, słaba pielęgnacja, bo to zapomniałam czegoś zabrać na wyjazd, a to nie chciało mi się smarować... Później przyszła jesień, wrzesień i zaczęłam zabiegi na twarz. Pora na podsumowanie po pół roku. Zaczynamy!

Maski po zabiegach - fioletowa algowa, a przezroczysta z kwiatami
Moja cera jest bardzo wrażliwa, nie tylko na zmiany temperatury otoczenia czy ostre potrawy, co objawia się rumieniem, ale też na kosmetyki różnego rodzaju. Do tego jest bardzo sucha (a raczej była przed właściwą pielęgnacją! teraz suche skórki to naprawdę rzadkość), z widocznym rumieniem - bardzo płytko unaczyniona i ze skłonnością do powstawania naczynek - jedno na policzku już raz zamknięte laserem i po 2 latach znów samoczynnie otwarte.

Powoli obserwowałam naczynka w okolicy nosa, na szczęście nie są już widoczne. Od tamtego czasu moje życie drastycznie się nie zmieniło, ale zastosowałam się do większości zaleceń - przestałam używać peelingu do twarzy, mocno oczyszczających żeli, przez wakacje smarowałam się wysokim filtrem. Starałam się unikać nabiału - nie tylko ze względu na twarz, ale też ogólną kondycję organizmu, ostrych potraw, a także sauny i basenu.

W grudniu chodziłam na siłownię, aby choć odrobinę polepszyć swoją kondycję, co od razu powodowało u mnie ogromne wypieki - po intensywnym wysiłku utrzymały się dość długo i dodatkowo pojawiły się u mnie 3-4 charakterystyczne dla trądziku różowatego wypryski, ale zniknęły na trzeci dzień. Pewnie wiąże się to nie tylko z odpowiednią pielęgnacją, ale też ogólną poprawą stanu skóry.

Przez ostatni czas na policzkach nie miałam ani jednego - oprócz tych, które pojawiły się typowo po mocno intensywnym treningu. Na pewno jest to kolejne przeciwwskazanie, ale teraz już wiem, że powoli radzę sobie z tym coraz lepiej - skóra nie broni się już tak bardzo, nic nie wyrzuca na zewnątrz żadnych niepowołanych na twarzy stanów zapalnych.

Pierwszy krok pielęgnacyjny podjęłam już po pierwszej wizycie, przeczytacie o tym w poście o kosmetologu, a teraz jeszcze tutaj o mojej pielęgnacji krok po kroku. Czasami wspomagam się różnymi maskami w płachcie, moją ulubioną jest SNAIL z Etude House (znalazła się wśród ulubieńców w tym poście), ale nie używam jej zbyt często, choć efekty za każdym razem są zachwycające, skóra pięknie nawilżona i przebarwienia zniwelowane.

Czerwiec 2016 - marzec 2017, chyba widzicie, że było tragicznie... Rumień i mnóstwo wyprysków
Wiecie, że w międzyczasie byłam u dermatologa, który na moją przypadłość nie miał żadnej rady, tylko zaproponował mi laser za 800 zł. Z jego polecenia kupiłam Skinoren Rosacea, który samodzielnie mocno mnie wysuszał. Natomiast razem z Sylwią postanowiłyśmy wraz z nadejściem jesieni rozpocząć kurację kwasami - zaczęłyśmy od azelainy, która miała za zadanie nawilżyć cerę i pomóc naskórkowi w naturalnej odbudowie.

Pierwszy zabieg był pod dużą presją i obie zastanawiałyśmy się, jak zareaguję na ten kwas. Skóra została oczyszczona, kwas nałożony, w trakcie nic dziwnego się nie działo, ale podczas zmywania czułam pieczenie. Na koniec maska łagodząca i umówienie następnej wizyty.

Po upływie 3 tygodni padła decyzja użycia kwasu migdałowego - skóra reagowała mocniej, później się łuszczyła głównie z czoła, ale po następnych 3 tygodniach i kolejnej azelainie zaczęła wyglądać w końcu zdrowo. Efekty są podobno widoczne z zabiegu na zabieg, twarz dobrze reaguje. Poniżej historia przedstawiona do aktualnego tygodnia (może jesteście w stanie zauważyć, że post pisany był w różnych okresach czasu, czekałam na część od Sylwii :D).

Historia moich wizyt w pełni - pierwsza konsultacja w czerwcu, resztę widać :) TU link do rejestracji z mojego polecenia
Nasza współpraca nieraz się zacieśnia (miałam prezentację o włosach na drugich urodzinach salonu), dlatego ośmieliłam się poprosić moją Panią Kosmetolog o dopisanie czegoś od siebie, wstawki w <> są ode mnie, a oto co podesłała:

"Witajcie, drodzy Czytelnicy i Czytelniczki. Zanim przejdę konkretnie do przypadku Sary, opowiem kilka słów o sobie. Jestem magistrem kosmetologii z 8 letnim doświadczeniem, które zdobywałam w różnych miastach i miejscach. Wciąż się rozwijam, zdobywając nowe kwalifikacje oraz śledzę nowinki ze świata beauty.

Aktualnie prowadzę swój salon kosmetologiczny, w którym czynnie pracuję ;). W swojej pracy stawiam na kompleksowe podejście do problemu i świadomą pracę z pacjentem, która wierzcie lub nie jest gwarantem sukcesu. Przykładem na to jest Sara :) Nie ma rzeczy niemożliwych, tak samo jak beznadziejnych przypadków. Pamiętać trzeba jednak, że na wszystko trzeba czasu i nic nie dzieje się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego jeśli po tygodniu, dwóch a nawet trzech nie widzisz powalających efektów, nie poddawaj się. Zmiany, które powstały na skutek nieodpowiedniej pielęgnacji, diety, itp. przez dni, tygodnie, a nawet lata, nie znikną po tygodniu :).


Salon w całej okazałości, źródło: sylia.pl
Jak już wspomniała Sara, w jej przypadku bazujemy na kwasie azelainowym. Jednak nie tylko :) Przeplatany był również kwas migdałowy i inne mieszanki kwasów :) <możecie to zobaczyć po kolei w tabeli wyżej> Do każdego przypadku, wizyty podchodzę indywidualnie i dopiero podczas spotkania ustalam kolejny zabieg.

Gdy Sara do mnie trafiła, jej skóra reagowała dosłownie na wszystko. Rumień, chroniczne zaczerwienienia i maksymalnie osłabiona bariera hydrolipidowa... Nie wyglądało to kolorowo. <a raczej wyglądało, na czerwono, jak świnka :D>Zawsze pierwszym krokiem w kierunku poprawy cery, powinno być zebranie dokładnego wywiadu. W celu ustalenia przyczyny i poznania problemu. Dzięki niemu dokładnie wiem, jaką pielęgnację stosuje pacjent, jakie ma nawyki i jak wyglądała jego dotychczasowa walka z problemem.

Niektóre informacje mogą wydawać Wam się nieistotne, np. to, w jakich warunkach pracujecie lub jak się odżywiacie. Uwierzcie, w większości przypadków ma to kluczowe znaczenie!Po wywiadzie czas na uświadomienie pacjenta ;). To pierwsza najważniejsza dla samego zainteresowanego kwestia. Tak jak ćwiczenia na siłowni bez odpowiedniej diety nie przyniosą 100% efektów, tak zabiegi bez odpowiedniej pielęgnacji i zmiany nawyków nie gwarantują 100% skuteczności.

W momencie wizyty pacjent dostaje dokładne wskazówki co do pielęgnacji, które czasami są bardzo restrykcyjne, czasami wymagają całkowitej zmiany pielęgnacji, ale tu należy zaufać specjaliście i wprowadzić w życie wszystkie zalecenia. W ostatnich latach zauważyłam, że większość ludzi stosuje nieodpowiednią i nadmierną pielęgnację w domu. Przez którą ich cera staje się nadwrażliwa, przesuszona, a skóra pozbawiona jest bardzo ważnej bariery ochronnej - płaszcza wodno-lipidowego.

Niesłychanie ważna jest odpowiednia pielęgnacja! Tak jak dbamy o dobrze zbilansowaną dietę, tak samo powinnyśmy zadbać o pielęgnację skóry. I uwierzcie mi to prostsze niż mogłoby się wydawać :) Zapraszam Was na mojego bloga, gdzie możecie śledzić ciekawostki z branży beauty :) Tutaj blog Sylia Beauty :)" - ja dodam od siebie, że jest tam kilka naprawdę szeroko znanych tematów, ale nigdy z takiej strony, jak przedstawia to Sylwia. Dlatego serdecznie Was na jej bloga zapraszam. Tak samo jak na zabiegi do gabinetu, a także nawet samą konsultację, która już wiele Wam powie.

Opisałam już dla Was dawno temu moją pierwszą wizytę i konsultację u kosmetologa, ale wtedy jeszcze znałyśmy się słabiej, więc nie wiedziałam, czy mogę wymienić ją z "nazwiska". Mam nadzieję, że mój post, który napisałyśmy wspólnie, zachęci Was do racjonalnego podejścia do własnej skóry i ewentualnych problemów.


A tutaj zdjęcie z gabinetu - pewnie świeżo po zabiegu, skóra znacznie szczęśliwsza niż wyżej!
Stosowany kwas azelainowy to 25% stężenie czystej azelainy, migdałowy miał 30% i aplikowany był tylko na 5 min. Maska algowa (fioletowa), była tak samo pachnąca i odprężająca jak ta z płatkami kwiatów - rumiankiem i bławatkiem. Swoją drogą druga też zawierała algi, które dobrze wyciszają zirytowaną cerę.

W ciągu ostatnich dwóch zabiegów Sylwia wdrożyła u mnie już delikatne oczyszczanie kawitacją - ultradźwiękami. Nie było to bardzo dokładne oczyszczanie całej twarzy, ale głównie czoła, które było w najlepszej kondycji jeszcze przed zabiegami, a ostatnio okolic płatków nosa, gdzie narzekałam na "zaskórniki". Ja z jej usług jestem bardzo zadowolona, a Wy możecie każde moje słowo zweryfikować po ocenach na jej Facebooku - salon Sylia Beauty.

Korzystacie z usług kosmetologa? Robicie kwasy? Może stosujecie bardziej inwazyjną kurację w domu? Jestem bardzo ciekawa, dajcie znać w komentarzach.
Do następnego!

P.S. O tych opryszczkach to już nawet nie mam siły pisać... Przyjmijcie to za... nieodłączną część krajobrazu mojej twarzy xD

czwartek, 30 listopada 2017

Pielęgnacja suchej, wrażliwej i naczynkowej skóry

Pielęgnacja suchej, wrażliwej i naczynkowej skóry

Hej!


Przygotowuję dla Was post z moją skórną przemianą, ale nie byłoby jej bez odpowiedniej pielęgnacji i pewnych dodatkowych wyrzeczeń :) Jesteście ciekawi co to takiego i jak u mnie wygląda? Pielęgnacja poniżej. Zapraszam!


1. Demakijaż i oczyszczanie 

W zależności od tego czy używam tuszu do rzęs czy nie, zabiegi wyglądają inaczej. Zacznę od opcji full:

- Nawilżający płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust Bielenda


Skład: 
Aqua, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Glycerin, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Panthenol,  Arginine PCA, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Keratin, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Methylparaben, DMDM Hydantoin, CI61565 (D&C Green No.6.).
Jest tu kilka rzucających się w oczy "brzydkich" składników, ale nie podrażnia i dość dobrze zmywa :)


Opis producenta: 
Technologia Aktywnych Mikro Bąbelków, bezpieczny dla oczu wrażliwych, szybko i skutecznie usuwa makijaż, również wodoodporny, wzmacnia rzęsy, nawilża oczy.
Preparat jest BEZZAPACHOWY, delikatny i łagodny nawet dla wrażliwych oczu. Koi, łagodzi podrażnienia. Nie pozostawia tłustej warstwy, nie wysusza skóry. Jest bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe.
Działanie Nawilżający 2-fazowy płyn  do demakijażu oczu i ust zawiera niezwykle efektywne połączenie OLEJKU MARULA zawartego w fazie olejowej, z KWASEM HIALURONOWYM  w fazie wodnej.
Faza olejowa gwarantuje skuteczny i ekspresowy demakijaż oczu (ołówki, cienie, wodoodporne tusze do rzęs) i ust (błyszczyki, szminki) bez potrzeby pocierania.
Faza wodna zapewnia perfekcyjne oczyszczenie i odświeżenie skóry.
Olejek marula regeneruje i odżywia delikatną skórę pod oczami i na powiekach, skutecznie wzmacnia, chroni i pielęgnuje rzęsy. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża cienką i delikatną skórę wokół oczu. D-Panthenol koi, regeneruje i optymalnie nawilża.

- pianka Ecolab / Facelle Aloe Vera


Pianka z analizą składu u PiggyPeg - TU :)


Facelle - więcej o nim i kremie w TYM poście :) Używam go oczywiście bardzo sporadycznie i wtedy tylko jeden z tych dwóch produktów. U mnie się sprawdza.

2. Tonizowanie


Teraz moim ulubionym tonikiem jest Ecolab nawilżający z kwasem hialuronowym - ta sama seria co pianka :)


Skład:  
Aqua, Glycerin, Sea Water, Rhodiola Rosea Root Extract, Carnosine, Alanyl Glutamine, Sodium Cocamphoacetate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hyaluronic Acid, Rosa Cinnamomea Oil, Perfume, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid.
Skład wygląda dużo lepiej niż Bielendy :p Ja osobiście bardzo go lubię, ma przyjemny zapach.

Opis producenta:
Zapewnia skórze optymalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia, oczyszcza i odświeża. Wspomaga ochronę przed działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników. 
Stworzony z myślą o codziennej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej tonik zawiera aż 95% składników pochodzenia roślinnego. Jest bardzo łagodny dla skóry, nie podrażnia jej i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Doskonale przygotowuje skórę do dalszych zabiegów, przywraca jej równowagę, odświeża i łagodzi podrażnienia. Zawarta w recepturze toniku woda morska wykazuje działanie przeciwzapalne i chroni przed utratą wilgoci. Ekstrakt z różeńca górskiego chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników, przez co wspomaga opóźnianie procesów starzenia. Organiczny olej ze słodkich migdałów nasyca skórę cennymi składnikami, nawilża, uelastycznia, łagodzi podrażnienia i zmiękcza, zaś olej z dzikiej róży wspomaga regenerację skóry i odbudowę komórek. Ma też właściwości ujędrniające i napinające skórę, przyczynia się do wyrównania kolorytu i delikatnie rozjaśnia przebarwienia.
Działanie: 
- chroni skórę przed utratą wilgoci
- zmiękcza, nawilża i odżywia
- działa przeciwzapalnie i łagodząco
- regeneruje i poprawia elastyczność skóry
- chroni przed działaniem wolnych rodników
Zalety: 
- 95% składników pochodzenia roślinnego
- nie zawiera alkoholu, parabenów, SLS-ów, silikonów i EDTA
- łagodny dla skóry
- odpowiedni do pielęgnacji cery suchej i wrażliwej

PATRZCIE ILE ZALET, nic tylko kupić :D

Ten krok wykonuję codziennie, jeśli nie myję twarzy Facellem. Wtedy pomijam tonizowanie, bo Facelle ma pH 4,2 :) Wg mnie wystarcza.

3. Nawilżanie

Ostatnio (pewnie z 3 miesiące temu :D) u PiggyPeg - LINK - pojawiło się serum/koncentrat do twarzy nawilżający z Ecolab (znowu ta firma!) z kwasem hialuronowym, jest super pod krem, zwiększa jego wydajność i działanie nawilżające. Niestety wyrzuciłam pudełeczko, ale skłąd w linku.


4. Zatrzymywanie nawilżenia

A krem... mój ulubieniec wakacji, Frei-Haut :) Znajdziecie go w TYM poście - ze składem :)


Całe "smarowanie" nie zajmuje więcej niż 4 minuty - wraz ze zmywaniem makijażu i wklepywaniem. Ostatnio też w środkowym tygodniu przerwy między... o tym już w następnym poście!

wtorek, 12 września 2017

Dermatolog zasadniczo zbędny

Dermatolog zasadniczo zbędny

Hej!


Szok i niedowierzanie (pierwsze wrażenie po wyjściu od dermatologa, wątpię, że powinno być właśnie takie).
Postanowiłam napisać tego posta świeżo po wizycie i szczerze - nie wiem czy dobrze robię 😆
Wybrałam renomowaną klinikę dermatologiczną, polecanego dermatologa i wizytę studencką (oczywiście byłam prywatnie). Czas wizyty to około pół godziny, koszt 110 zł.
Z moimi problemami - sucha, naczynkowa cera, opryszczka i kilka wyprysków od razu stwierdzam, że nie było warto. (Reszta posta została zredagowana na następny dzień, oceniona obiektywnie). Zapraszam do lektury!


Rozmowa była miła, pan doktor wyszedł po mnie do poczekalni i zaprowadził do gabinetu. Było maluteńkie opóźnienie - 3 minuty? Kazał usiąść na krześle (dobrze, że nie na fotelu, bo na pierwszy rzut oka wyglądał strasznie, jak u dentysty) i zapytał z czym przychodzę. Oczywiście zaczęłam od opryszczki - po wywiadzie i moim stwierdzeniu, że pojawiła się na pewno częściej niż 6 razy w ciągu ostatniego roku dostałam zalecenie półrocznego przyjmowania Heviranu doustnie (nie powiem, że nie oczekiwałam tego xd).
Jako drugie pokazałam dwa znamiona, które lekko mi przeszkadzają, zostały zbadane pod (wyglądającą na specjalistyczną) lupą, ale pan dermatolog jeszcze sprawdził mi pozostałe na tułowiu, chociaż "nie mam się czym przejmować, bo tylko 30% czerniaków rozwija się ze starych znamion".

Tutaj proszę - wejdźcie na stronę i sprawdźcie, może jesteście w grupie ryzyka. Jesteśmy po lecie, wczesne badania i wykrycie pomagają wygrywać z rakiem. Nie lekceważcie tej prośby - skóra jest tylko jedna. Strona internetowa kampanii TUTAJ.

Trzecim opisanym problemem była twarz - rumień, rzadko pojawiające się wodne wypryski oraz widoczne naczynko. Stwierdzone zostało, że mam płytko unaczynioną cerę (wow) i na ten rumień pomoże mi tylko laser, który działa najlepiej i może wystarczy nawet tylko jeden zabieg na policzki za 700 zł w klinice. Na pytania o pielęgnację, składy najbardziej odpowiednich kosmetyków, konkretne produkty polecone gdzieś tam w internecie nie otrzymałam odpowiedzi. Na prośbę o ocenienie składu produktu doktor poczytał, stwierdził, że skład jest jak najbardziej na naczynka, ale to same zioła i "on by tego nie brał". Na przyniesione przeze mnie składy produktów, pytania o polecane produkty i w ogóle wymagania polecenia pielęgnacji usłyszałam o kremie La Roche Possay do cery naczyniowo-trądzikowej, ale miałam wrażenie, że myśli sobie "co i po co ona mi tu przyniosła". Na twarz polecił mi za to na noc Skinoren Rosacea, którego dodatkowo okazuje się, już nie produkują, ale kupiłam go w mojej aptece bez problemu. Ma kwas azelainowy i chciałam go i tak wypróbować.


Na minus było dodatkowo to, że akurat skończyły się recepty i muszę iść tam jeszcze raz po odbiór. Następna wizyta za pół roku, ale szczerze? Nie wiem czy pójdę.
Już nie chcę pisać, ile razy bardziej pomocna była dla mnie wizyta u pewnej kosmetolog, którą może niebawem Wam przedstawię.
Tymczasem! Jak Wy oceniacie swoje przygody z kosmetologami i dermatologami? Chwalicie sobie ich usługi? Ja mam chyba zbyt małe problemy z cerą mimo wszystko. Więcej znajdziecie w poprzednim wpisie o kosmetologu - TUTAJ.

piątek, 8 września 2017

Kosmetolog potrzebny od zaraz + makijaż permanentny i odczucia

Kosmetolog potrzebny od zaraz + makijaż permanentny i odczucia

Sucha, zaczerwieniona skóra twarzy, wypryski i wieczny rumień - czy znalazłam na to rozwiązanie?

Postanowiłam napisać Wam o czymś innym niż włosy, ale niemniej ważnym - twarzy. Od czasu, gdy zaczęłam studia, zaczęły dziać się z nią dziwne i złe rzeczy. Zmiana wody, bardziej zanieczyszczone powietrze, coraz bardziej nieregularny tryb życia i pewnie gorsza dieta spowodowały u mnie po pierwsze okropne problemy z opryszczką, z którymi zmagam się od 4 lat non stop i po drugie uwrażliwienie cery.

Jako nastolatka nigdy nie miałam pryszczy, miałam piękną, jasną i gładką cerę. Zawsze matową, ale zdrową. W pewnym momencie pojawiło się u mnie naczynko na policzku, które wszyscy brali za wyprysk, ale do tej pory jest tylko jedno (raz zamknięte laserowo na 2 lata, odnowiło się jakoś pół roku temu).

A później zaczęły pojawiać się pojedyncze wypryski. Małe białe, jakby wodne, kropeczki, które po zdrapaniu znikały po godzinie. Czasem mam ich więcej, czasem mniej. Nieraz pojawiają się większe i bardziej problematyczne. Najrzadziej w okolicy brody - związane z w pewnym stopniu nietolerowanym przez mój organizm nabiałem.

Skoro znacie już moje problemy - oprócz opadających powiek i wiecznej opryszczki te wypryski to największe z nich. Oczywiście sucha skóra i zaczerwienienia to też problemy, ale nie są aż tak dotkliwe, bo znikają po nawilżeniu i pod makijażem.

Jako pierwszą część kosmetycznych zmagań, drogę do łatwiejszych wakacji i na końcu do efektu zdrowej skóry, chcę opisać moją pierwszą wizytę u kosmetologa. Zawsze uważałam to za zbytek, a wszyscy dookoła twierdzili, że jestem za młoda. Oficjalnie wczoraj skończyłam 23 lata, więc pora zacząć dbać o cerę.


Kosmetolog nie taki straszny - cera


Konsultacja kosmetologiczna to absolutna podstawa, jeśli lubujecie się w kosmetykach, naturalnej pielęgnacji lub macie jakiekolwiek, nawet najmniejsze problemy z cerą. Wiadomo, że przy większych problemach zwracamy się do dermatologa, ale kosmetolog jest dla mnie pierwszym miejscem kontaktu.

Ja na konsultację poszłam po rozmowie z dziewczyną, którą spotkałam w całkowicie przypadkowym miejscu - podczas przejazdu BlaBla Car'em. Zaczęłyśmy luźną pogawędkę w klimatach kosmetycznych (zawsze staram się kogoś zagadać, a jak już złapię kontakt, to nie popuszczam), potem ja zaczęłam temat bardziej specjalistycznych zabiegów i okazało się, że ona jest kosmetologiem z własnym gabinetem! Zachęcona merytoryczną rozmową - umówiłam się do niej - raz kozie śmierć.

Konsultacja miała trwać 30 minut, ale tak się rozgadałyśmy, że ciut się przeciągnęła. 
Obejmowała wywiad początkowy, demakijaż, ocenę stanu skóry, dobór pielęgnacji, a nawet pomoc w określeniu tonacji cery, na koniec został mi nałożony filtr przeciwsłoneczny na twarz i dostałam kilka próbek kosmetyków.

Stwierdzone zostało u mnie zapalenie czerwieni wargowej, a dodatkowo bardzo wysoka możliwość wystąpienia trądziku różowatego. Jestem zwykłą dziewczyną, używałam do twarzy zwykłych kosmetyków. Uwielbiałam żele do twarzy, spirytus salicylowy na każdy wyprysk, a także peelingi mechaniczne z dużymi granulkami. Jakże zgubne okazało się to dla mojej cienkiej, wrażliwej i suchej skóry. Bardzo zcieńczyłam sobie okolicę policzków i nos. Bardzo łatwo na mojej twarzy pojawia się rumień i pojedyncze naczynka.

Kosmetolog poleciła mi odstawienie całkowite peelingów mechanicznych, bardzo sporadyczne używanie kosmetyków mocno myjących, jak żele czy pianki (choć piankę z Ecolabu używam, bo nie sprawia u mnie aż tak mocnego uczucia ściągnięcia, a dobrze oczyszcza raz na jakiś czas), używanie toniku, kremu mocno nawilżającego, różowej glinki, oleju jojoba i filtrów przeciwsłonecznych. Na wizycie byłam pod koniec czerwca, na następnej (brwi i rzęsy) pod koniec lipca, więc rady okazały się zbawienne.

Wyszłam stamtąd niesamowicie zadowolona, bo w końcu ktoś umiał odpowiedzieć na każde moje pytanie, poszerzyć wiedzę i doradzić fachowo, co się u mnie sprawdzi. Zapłaciłam 50 zł, jako depozyt do zabiegu, na jaki się zdecyduję. Idzie jesień, więc wybieram się na oczyszczanie cery i jakieś kwasy, a ta kwota zostanie odliczona od ceny zabiegu.

Byłam tak zadowolona z usługi, że za tydzień na fotelu leżała już moja mama. Miała wykonaną konsultację (obejmującą wszystko powyżej) wraz z oczyszczaniem i maską algową. Mama jak to mama - wiadomo, że doświadczenie z kosmetyczkami miała. Była również bardzo zadowolona, zwróciła uwagę na to, że udzielono jej rad pielęgnacyjnych, dano wskazówki co do dalszej pielęgnacji i odpowiedziano na pytania. Sama też zastanawia się nad dodatkowymi zabiegami.

Kosmetolog w akcji - brwi i rzęsy

Przed wakacjami do gabinetu udałam się ponownie. Postanowiłam po raz pierwszy w życiu wykonać u kogoś usługę depilacji i regulacji brwi oraz farbowania brwi i rzęs.

Regulacja została przeprowadzona woskiem, dopracowana pęsetą i nożyczkami, a kształt dodatkowo uzupełniony 'henną'* do brwi. Brwi przed jako takich tuż przed zabiegiem nie mam, ale znajdziecie je gdzieś we wcześniejszych postach, jeśli Was interesują, a jeśli nie, to pokażę po prostu to, co ważne - efekt po zabiegu. Kompleksowa usługa kosztowała mnie 35 zł. Efekt całkowicie taki jak na zdjęciu utrzymał się do 3 dni, przy czym zmywało się tylko ze skóry.

Włoski ciągle mam zafarbowane (minęło już pięć tygodni), chociaż odrosły mi dookoła i wybiorę się ponownie. Efekt  co do kształtu był idealny z oczekiwaniami - brwi w delikatnym łuku, zwężające przy zewnętrznych końcach, wyrównane symetrycznie. Cudo! Jedynie kolor nie sprawił mi radości, bo wiecie, że szaleję na punkcie czerwonych włosów - obecnie na głowie mam kasztan. Chciałabym mieć identyczne brwi jak włosy, a to się nie udało. Wyszły zbyt chłodne - będę się upierać na mega ciepłe i ciut jaśniejsze!


* wiecie, że nie jestem absolutnie zwolenniczką chemii, dodatków PPD ani nazywania henną czegoś, co nią nie jest, stąd popularnie nazywana farbka do włosków na twarzy znajduje się u  mnie w cudzysłowie.

Przy nakładaniu specyfiku na rzęsy było trochę dyskomfortu, ale na wakacjach nie musiałam przejmować się tuszem, więc było warto.

Ten zabieg kwalifikuję na drugim miejscu super przydatności i must have'u na wakacje - brwi i rzęsy to jednak coś, co na twarzy widać od razu.

Makijaż permanentny - czy warto?

Na zdjęciu powyżej możecie także zaobserwować wyciągnięte kreski. Nie, nie maluję się codziennie. Mam je każdego dnia, bo są permanentne. Zrobiłam je pod koniec 2014 roku i raz żałuję, a raz nie.

Sam zabieg był bardzo nieprzyjemny, choć zaczął się od wyrysowania kresek kredką, wspólnej dyskusji na temat ich kształtu, nałożenia maści znieczulającej. Igła mocno drapie skórę, a przy samej linii rzęs jest to niesamowicie upierdliwe. Leciało mi mnóstwo łez, na drugi dzień miałam okrutną opuchliznę, rany trzeba było odpowiednio pielęgnować, a po miesiącu przyjść na korektę (wliczoną w cenę zabiegu). Teraz wiem, że barwniki i sprzęt były dobrej jakości, a makijażystka kompetentna.

Był to czas w moim życiu, kiedy zaczęłam oglądać YouTube - KatOsu i Maxineczka wywijały pędzlami, a ja dopiero uczyłam się swojej budowy oka i walki z opadającymi powiekami. Bardzo trudno było mi narysować symetryczne i ładne kreski, dlatego zdecydowałam się na makijaż u kosmetyczki. Z kształtu i wyglądu jestem zadowolona, ale powstaje bardzo dużo kwestii 'ale':

- wyglądam dziwnie, mając cały czas namalowane kreski, a nie mając choćby korektora pod oczami lub brwi (tu z pomocą przychodzi 'henna'),

- nie ma opcji na makijaż bez eyelinera, zawsze będzie przebijał i nieraz po prostu poprawiam kosmetykiem kreskę, malując jak po szablonie,

- czas mija i budowa oka ewoluuje, coraz bardziej opadają mi powieki i kreski wyglądają coraz gorzej, choć ciągle ok,

- nie schodzą, zaczynam bać się, czy nie zrobiły się tatuażem,

- są mocno wyciągnięte i z jednej strony elegancko wyciągają oko, a z drugiej... makijaż zawsze jest przez to mocniejszy.  

Brwi malowane przeze mnie plus idealnie komponujące się w makijaż kreski - fryzura kręcąca włosy

Nie pamiętam w tej chwili ceny, jaką zapłaciłam, ale za taki czas, w którym są cały czas takie same, uważam, że było warto. Oczywiście w kwestiach gustu i estetyki nie zawsze uważam, że było, ale przyzwyczaiłam się do nich i nie jestem już taka 'goła'. Oko jest sporo wyraźniejsze i nie ma już tego efektu 'smutnego' oka. Rzęsy też nie muszą być malowane, bo z daleka i tak tego nie widać, a kreska robi swoje. 
Każdy indywidualnie powinien rozważyć tą kwestią.

Oto trzecie miejsce do gwarancji komfortowego wyjazdu i jednocześnie życia. Ile czasu każda z nas spędza rano na makijażu, a kreski to chyba najbardziej pracochłonny aspekt. Ja mam go więcej na sen :D

Wszystkie opinie wyrażone w tym poście są moimi własnymi obserwacjami i zostały przeprowadzone na podstawie wizyt u konkretnych osób.

Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...