poniedziałek, 12 lutego 2018

Czerwona henna - Light Mountain Bright Red

Czerwona henna - Light Mountain Bright Red

Hej!

Wiele z Was zainteresowało się moim ostatanim hennowaniem - przygotowaniem henny,  użytymi dodatkami, nakładaniem, zmywaniem, a na końcu, pewnie najbardziej efektami! Spieszę zatem z wyjaśnieniami. Zaczynamy!


Na zdjęciu przedstawiłam wszystkie (oprócz siemienia lnianego) użyte produkty. Macie już pomysł na połączenie tych składników, aby stworzyć odpowiednią mieszankę? No dobra, napiszę Wam, jak ja zrobiłam i co ewentualnie bym poprawiła lub zmodyfikowała.
Pierwszym kluczowym elementem, zdecydowanie najważniejszym, jest dobranie henny. Słynąca ostatnio ze swojego najczerwieńszego koloru, właśnie Light Mountain z wilkiem na opakowaniu, przedstawiana z koloru jako Bright Red to mój typ. Poniżej zdjęcie z dokładnie obfotografowanymi bokami pudełka. 
Pewnie już wiecie, że znaczna większość używanych przeze mnie produktów, przeważnie nie jest stosowana zgodnie z opisami. Tak też było z tą henną - nawet nie przeczytałam, jak producent poleca ją stosować. Jedno jest jednak pewne - moja henna ze zbiorów w 2016 roku, ma w składzie tylko lawsonię. Nowsze zbiory możliwe, że były mniej czerwone i posiadają już dodaną amlę - to będzie dla Was kluczowa informacja, jeśli chcielibyście mieszankę zakwaszać - generalnie powinna być już gotowa do zalania i odstawienia. Moja Light Mountain została zamówiona na iHerb, sklep polecam, choć dostawa jest dość długa :) Na pewno opłaca się złożyć w kilka osób na wspólne zamówienie.


Po zagotowaniu glutka (konsystencja odpowiednio rzadka, wg TYCH przepisów na pewno będzie dobra, ja już gotuję na oko) - cedzimy go i odstawiamy do przestygnięcia. Kolejnym celem powinno być odpowiednie zakwaszenie - już wyżej pisałam, że nowszy zbiór ma amlę, a ja planowałam jej użyć, ale... moja została w domu! Niestety mojego najlepiej sprawdzonego składnika nie było, więc posiłkowałam się czymś, co miałam, a nie wpędziłoby mojej henny w rudy. Stąd też herbatki i hibiskus! Po jednej torebce z każdej herbaty umieściłam w kubku i zalałam do połowy wrzątkiem. Oprócz tego kieliszek hibiskusa także połączyłam z gorącą wodą, później z herbatkami.


Małym błędem było zalanie drzewa sandałowego gorącą wodą w osobnym kubku już na tym etapie i dodanie go do herbatek z hibiskusem. Drzewo sandałowe woli zasadowe środowisko, więc warto odstawić zalaną np. łyżkę mielonego drzewa w osobnym naczyniu, niech naciąga wodę, ale dodać do mieszanki dopiero przed jej nałożeniem. U mnie drzewo było przez to dwukrotnie dodawane do mieszanki - do zakwaszacza i później, tuż przed nałożeniem.
W miarę mieszania henny, dochodziłam do pożądanej konsystencji, ale ciągle mam z nią problemy. Do henny, gdy była jeszcze w proszku, dodałam łyżkę mielonej kozieradki - głównie na konsystencję i przeciw przesuszowi. 
Gotowa henna po odstaniu - w cieple ok. 11h, z dodanym drzewem sandałowym przedstawiona jest na obrazku poniżej. Tak samo jak ja przed i gotowa do aplikacji. Wannę zabezpieczyłam stretchem i wzięłam się za aplikację, nie zapominając o nałożeniu rękawiczek.


Papkę nakładałam rękoma, zaczynając od czoła i przesuwając się w kierunku tyłu głowy i szyi. Oczywiście miałam problemy z rozdzielaniem pasm, dzieleniem włosów na równe sekcje itd. - nie zrobiłam tego wcześniej i chłopak musiał ostatecznie skończyć aplikację. Na koniec, z końcówki henny wymieszanej z końcówką glutka, zrobiłam bardzo rzadką papkę, którą dokładnie wcierałam między pasma posklejanych włosów. Po wysmarowaniu wszystkiego z miseczki, ułożyłam wszystkie włosy płasko na głowie i zabezpieczyłam dwoma foliowymi czepkami jednorazowymi, kawałkiem papieru na karku i ciepłą czapką. Henna miała czas ok. 5,5h na dojrzewanie na włosach. Po tym czasie spłukałam ją najpierw letnią wodą w kierunku ciepłej, a na koniec, po wyczesaniu TT, chłodną, aby domknąć łuski i ograniczyć wymywanie koloru.


Następne mycie planuję dopiero na ok. 50 h po hennowaniu, aby wszystko ładnie czerwieniało. 
Zapach tym razem jest dużo mniej sianowaty i nie wiem dokłądnie czemu to zawdzięczam, ale stawiam na kadzidlane właściwości drzewa sandałowego, hibiskusa i herbatki, bo kozieradka ma tutaj raczej swoje śmierdziuchowe trzy grosze. Sama henna jest bardzo dobrze zmielona, pięknie się miesza i nie tworzy grudek. Sam zapach też nie jest bardzo intensywny, co dla mnie jest plusem. Włosy są znośne, przeważnie po hennowaniu zawsze chodziłam w kucyku/koku lub rozczesanych włosach, bo miałam szopę, a tym razem, nawet bez stylizacji glutkiem, wyglądają ładnie. Są niebotycznie lśniące! Sama nie wiem, którym dodatkom to zawdzięczam, ale pewnie nawilżającemu działaniu siemienia najbardziej.

Przyznajcie się, przez cały post czekacie na fotki włosów? Ja w sumie też, ale jeszcze ich nie mam xD Wszelkie "na żywo" z udziałem włosów znajdziecie na instagramie, a nawet mojej stronie na Fb. Obiecuję, że niebawem się poprawię! Jedno zdjęcie na zachętę:


Mam nadzieję, że się podoba :)
Do następnego! 

niedziela, 11 lutego 2018

Kosmetologiczna przygoda z twarzą

Kosmetologiczna przygoda z twarzą

Czy zabiegi na twarz działają? Kwasy w salonie- czy to jedyny ratunek?

Wracam z moją kosmetologiczną tematyką po dość długiej przerwie, pamiętacie jeszcze ostatni post o kosmetologu, który Wam pokazałam po pierwszej wizycie? Od mojej konsultacji w czerwcu minęło sporo czasu, najpierw wakacje i opalanie, później mocny wiatr, słaba pielęgnacja, bo to zapomniałam czegoś zabrać na wyjazd, a to nie chciało mi się smarować... Później przyszła jesień, wrzesień i zaczęłam zabiegi na twarz. Pora na podsumowanie po pół roku. Zaczynamy!

Maski po zabiegach - fioletowa algowa, a przezroczysta z kwiatami
Moja cera jest bardzo wrażliwa, nie tylko na zmiany temperatury otoczenia czy ostre potrawy, co objawia się rumieniem, ale też na kosmetyki różnego rodzaju. Do tego jest bardzo sucha (a raczej była przed właściwą pielęgnacją! teraz suche skórki to naprawdę rzadkość), z widocznym rumieniem - bardzo płytko unaczyniona i ze skłonnością do powstawania naczynek - jedno na policzku już raz zamknięte laserem i po 2 latach znów samoczynnie otwarte.

Powoli obserwowałam naczynka w okolicy nosa, na szczęście nie są już widoczne. Od tamtego czasu moje życie drastycznie się nie zmieniło, ale zastosowałam się do większości zaleceń - przestałam używać peelingu do twarzy, mocno oczyszczających żeli, przez wakacje smarowałam się wysokim filtrem. Starałam się unikać nabiału - nie tylko ze względu na twarz, ale też ogólną kondycję organizmu, ostrych potraw, a także sauny i basenu.

W grudniu chodziłam na siłownię, aby choć odrobinę polepszyć swoją kondycję, co od razu powodowało u mnie ogromne wypieki - po intensywnym wysiłku utrzymały się dość długo i dodatkowo pojawiły się u mnie 3-4 charakterystyczne dla trądziku różowatego wypryski, ale zniknęły na trzeci dzień. Pewnie wiąże się to nie tylko z odpowiednią pielęgnacją, ale też ogólną poprawą stanu skóry.

Przez ostatni czas na policzkach nie miałam ani jednego - oprócz tych, które pojawiły się typowo po mocno intensywnym treningu. Na pewno jest to kolejne przeciwwskazanie, ale teraz już wiem, że powoli radzę sobie z tym coraz lepiej - skóra nie broni się już tak bardzo, nic nie wyrzuca na zewnątrz żadnych niepowołanych na twarzy stanów zapalnych.

Pierwszy krok pielęgnacyjny podjęłam już po pierwszej wizycie, przeczytacie o tym w poście o kosmetologu, a teraz jeszcze tutaj o mojej pielęgnacji krok po kroku. Czasami wspomagam się różnymi maskami w płachcie, moją ulubioną jest SNAIL z Etude House (znalazła się wśród ulubieńców w tym poście), ale nie używam jej zbyt często, choć efekty za każdym razem są zachwycające, skóra pięknie nawilżona i przebarwienia zniwelowane.

Czerwiec 2016 - marzec 2017, chyba widzicie, że było tragicznie... Rumień i mnóstwo wyprysków
Wiecie, że w międzyczasie byłam u dermatologa, który na moją przypadłość nie miał żadnej rady, tylko zaproponował mi laser za 800 zł. Z jego polecenia kupiłam Skinoren Rosacea, który samodzielnie mocno mnie wysuszał. Natomiast razem z Sylwią postanowiłyśmy wraz z nadejściem jesieni rozpocząć kurację kwasami - zaczęłyśmy od azelainy, która miała za zadanie nawilżyć cerę i pomóc naskórkowi w naturalnej odbudowie.

Pierwszy zabieg był pod dużą presją i obie zastanawiałyśmy się, jak zareaguję na ten kwas. Skóra została oczyszczona, kwas nałożony, w trakcie nic dziwnego się nie działo, ale podczas zmywania czułam pieczenie. Na koniec maska łagodząca i umówienie następnej wizyty.

Po upływie 3 tygodni padła decyzja użycia kwasu migdałowego - skóra reagowała mocniej, później się łuszczyła głównie z czoła, ale po następnych 3 tygodniach i kolejnej azelainie zaczęła wyglądać w końcu zdrowo. Efekty są podobno widoczne z zabiegu na zabieg, twarz dobrze reaguje. Poniżej historia przedstawiona do aktualnego tygodnia (może jesteście w stanie zauważyć, że post pisany był w różnych okresach czasu, czekałam na część od Sylwii :D).

Historia moich wizyt w pełni - pierwsza konsultacja w czerwcu, resztę widać :) TU link do rejestracji z mojego polecenia
Nasza współpraca nieraz się zacieśnia (miałam prezentację o włosach na drugich urodzinach salonu), dlatego ośmieliłam się poprosić moją Panią Kosmetolog o dopisanie czegoś od siebie, wstawki w <> są ode mnie, a oto co podesłała:

"Witajcie, drodzy Czytelnicy i Czytelniczki. Zanim przejdę konkretnie do przypadku Sary, opowiem kilka słów o sobie. Jestem magistrem kosmetologii z 8 letnim doświadczeniem, które zdobywałam w różnych miastach i miejscach. Wciąż się rozwijam, zdobywając nowe kwalifikacje oraz śledzę nowinki ze świata beauty.

Aktualnie prowadzę swój salon kosmetologiczny, w którym czynnie pracuję ;). W swojej pracy stawiam na kompleksowe podejście do problemu i świadomą pracę z pacjentem, która wierzcie lub nie jest gwarantem sukcesu. Przykładem na to jest Sara :) Nie ma rzeczy niemożliwych, tak samo jak beznadziejnych przypadków. Pamiętać trzeba jednak, że na wszystko trzeba czasu i nic nie dzieje się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego jeśli po tygodniu, dwóch a nawet trzech nie widzisz powalających efektów, nie poddawaj się. Zmiany, które powstały na skutek nieodpowiedniej pielęgnacji, diety, itp. przez dni, tygodnie, a nawet lata, nie znikną po tygodniu :).


Salon w całej okazałości, źródło: sylia.pl
Jak już wspomniała Sara, w jej przypadku bazujemy na kwasie azelainowym. Jednak nie tylko :) Przeplatany był również kwas migdałowy i inne mieszanki kwasów :) <możecie to zobaczyć po kolei w tabeli wyżej> Do każdego przypadku, wizyty podchodzę indywidualnie i dopiero podczas spotkania ustalam kolejny zabieg.

Gdy Sara do mnie trafiła, jej skóra reagowała dosłownie na wszystko. Rumień, chroniczne zaczerwienienia i maksymalnie osłabiona bariera hydrolipidowa... Nie wyglądało to kolorowo. <a raczej wyglądało, na czerwono, jak świnka :D>Zawsze pierwszym krokiem w kierunku poprawy cery, powinno być zebranie dokładnego wywiadu. W celu ustalenia przyczyny i poznania problemu. Dzięki niemu dokładnie wiem, jaką pielęgnację stosuje pacjent, jakie ma nawyki i jak wyglądała jego dotychczasowa walka z problemem.

Niektóre informacje mogą wydawać Wam się nieistotne, np. to, w jakich warunkach pracujecie lub jak się odżywiacie. Uwierzcie, w większości przypadków ma to kluczowe znaczenie!Po wywiadzie czas na uświadomienie pacjenta ;). To pierwsza najważniejsza dla samego zainteresowanego kwestia. Tak jak ćwiczenia na siłowni bez odpowiedniej diety nie przyniosą 100% efektów, tak zabiegi bez odpowiedniej pielęgnacji i zmiany nawyków nie gwarantują 100% skuteczności.

W momencie wizyty pacjent dostaje dokładne wskazówki co do pielęgnacji, które czasami są bardzo restrykcyjne, czasami wymagają całkowitej zmiany pielęgnacji, ale tu należy zaufać specjaliście i wprowadzić w życie wszystkie zalecenia. W ostatnich latach zauważyłam, że większość ludzi stosuje nieodpowiednią i nadmierną pielęgnację w domu. Przez którą ich cera staje się nadwrażliwa, przesuszona, a skóra pozbawiona jest bardzo ważnej bariery ochronnej - płaszcza wodno-lipidowego.

Niesłychanie ważna jest odpowiednia pielęgnacja! Tak jak dbamy o dobrze zbilansowaną dietę, tak samo powinnyśmy zadbać o pielęgnację skóry. I uwierzcie mi to prostsze niż mogłoby się wydawać :) Zapraszam Was na mojego bloga, gdzie możecie śledzić ciekawostki z branży beauty :) Tutaj blog Sylia Beauty :)" - ja dodam od siebie, że jest tam kilka naprawdę szeroko znanych tematów, ale nigdy z takiej strony, jak przedstawia to Sylwia. Dlatego serdecznie Was na jej bloga zapraszam. Tak samo jak na zabiegi do gabinetu, a także nawet samą konsultację, która już wiele Wam powie.

Opisałam już dla Was dawno temu moją pierwszą wizytę i konsultację u kosmetologa, ale wtedy jeszcze znałyśmy się słabiej, więc nie wiedziałam, czy mogę wymienić ją z "nazwiska". Mam nadzieję, że mój post, który napisałyśmy wspólnie, zachęci Was do racjonalnego podejścia do własnej skóry i ewentualnych problemów.


A tutaj zdjęcie z gabinetu - pewnie świeżo po zabiegu, skóra znacznie szczęśliwsza niż wyżej!
Stosowany kwas azelainowy to 25% stężenie czystej azelainy, migdałowy miał 30% i aplikowany był tylko na 5 min. Maska algowa (fioletowa), była tak samo pachnąca i odprężająca jak ta z płatkami kwiatów - rumiankiem i bławatkiem. Swoją drogą druga też zawierała algi, które dobrze wyciszają zirytowaną cerę.

W ciągu ostatnich dwóch zabiegów Sylwia wdrożyła u mnie już delikatne oczyszczanie kawitacją - ultradźwiękami. Nie było to bardzo dokładne oczyszczanie całej twarzy, ale głównie czoła, które było w najlepszej kondycji jeszcze przed zabiegami, a ostatnio okolic płatków nosa, gdzie narzekałam na "zaskórniki". Ja z jej usług jestem bardzo zadowolona, a Wy możecie każde moje słowo zweryfikować po ocenach na jej Facebooku - salon Sylia Beauty.

Korzystacie z usług kosmetologa? Robicie kwasy? Może stosujecie bardziej inwazyjną kurację w domu? Jestem bardzo ciekawa, dajcie znać w komentarzach.
Do następnego!

P.S. O tych opryszczkach to już nawet nie mam siły pisać... Przyjmijcie to za... nieodłączną część krajobrazu mojej twarzy xD

środa, 7 lutego 2018

Odżywka bez spłukiwania - dla kogo?

Odżywka bez spłukiwania - dla kogo?

Hej!

Przedstawiam w końcu kolejny temat z KOMPENDIUM, bo ostatnio ten dział trochę zaniedbałam. Odżywki bez spłukiwania, skrótowo opisywane jako odżywka b/s, z ang. leave-in. Ciekawa rzecz dla początkujących, niezwykle ważna dla włosomaniaczek, zwłaszcza tych z włosami powyżej typu 1, stosujących stylizatory (a cały ranking moich stylizatorów jest już TU) :) Opis podstawowej, dwóch absolutnych ulubieńców, zastosowania i podstawowe typy znajdziecie poniżej. Zapraszam!



Jako odżywkę bez spłukiwania spokojnie możemy użyć zwykłej odżywki. Przy doborze ważne są jednak pewne kwestie (dokładnie jak przy wyborze odżywki do mycia z TEGO posta). Przede wszystkim SKŁAD! (Jak czytać składy? TUTAJ o tym i o składnikach wspomnianych dalej.) 
Odżywka b/s nie powinna zawierać zbyt wielu protein, a przynajmniej niezbyt wysoko na liście. Nie powinna także zawierać wysuszającego alkoholu ani oleju (tutaj kolejność/miejsce wystąpienia ma znaczenie). Najlepiej, aby była EMOLIENTOWA, bo humektanty wysoko nie przypadną do gustu wszystkim. Znacie takie odżywki? Co u Was się sprawdza?

Dla mnie to przede wszystkim Kallos Color, którego używałam, zanim trafiłam na ulubieńców! Jest odżywką dość tłustą i niestety może obciążać, dlatego trzeba go dawać bardzo mało lub mocno rozcieńczać. Dużo dziewczyn go tak stosuje - popularne były nawet metody 3xKallos, które kiedyś sama stosowała. Na razie przestałam myć nim skórę głowy. Inne Kallosy typowo emolientowe dla osób nie-CG także powinny się sprawdzić, jako bazowa odżywka b/s. Wiem, że u niektórych działa super na puch nawet bez stylizatora na wierzchu.
Kolejnym nowym rozwiązaniem u mnie jest nałożenie kremu do loków Nivea Flexible Curls - jako stylizator nie miałby prawa się sprawdzić, ponieważ jest bardzo lekki, ale ma szansę w roli nawilżacza. Mój póki co pierwszy raz skończył się źle przez zbyt dużą ilość żelu na wierzchu. Na pewno spróbuję znowu. Taki pomysł na zużycie zbyt lekkich/tłustych kremów do stylizacji :p Oczywiście ważne jest spełnianie przez nie kryteriów opisanych wyżej.


Konkrety? Ulubieńcy? A proszę Was bardzo! 
Pierwszym moim hitem jest Cantu Moisturizing Curl Activator Cream, używam go już ok. 2-3 miesiące i nie obciąża mnie, a likwiduje ewentualny puch. Ale co ważne - na drugim miejscu ma glicerynę, a mnie ona NIE PUSZY. Zawsze musicie takie rozwiązanie najpierw przetestować, np. z próbki, bo szkoda wydać dużo na kosmetyk, który się nie sprawdzi lub będzie puszył. Recenzja Cantu już TUTAJ :). Przy nakładaniu go na ociekające włosy warto rozetrzeć dokładnie między dłońmi, nałożyć płasko ułożonymi na całej długości, z naciskiem na końcówki. Jak pisałam wyżej - nawilżenie, zabezpieczenie i likwidacja puchu w jednym. W aktywatorze są proteiny - dość daleko, dzięki którym włosy lekko się usztywniają. Dla mnie bomba! Ale ważne, żeby nie nałożyć za dużo. Tylko metodą prób i błędów dojdziecie do tego, jaka ilość będzie dla Was idealna. Ja swoją pokazuję na filmiku - o TYM. Około 12 minuty.

Drugi super kosmetyk z kategorii "zagranicznych hitów" to Smoothie z Shea Moisture. Dostałam dosłownie próbkę od koleżanki i jestem zachwycona! Jest dużo wydajniejsze od aktywatora, bo wystarczy go naprawdę mikroilość, aby zadowolić włosy przez mega gęstą i tłustą konsystencję. Działanie ma bardzo podobne. Recenzja i opis TU. Idealnie wygładza włosy pod stylizatorem, naprawdę nie żartuję z mikroilością - kapka jak mały paznokieć wystarcza na moje obcięte włosy. Został stworzony z myślą o włosach afrykańskich, na których pełni rolę nawilżacza i zmiękczacza - u nas ma likwidować puch i nie warto z nim przesadzić, bo naprawdę możemy nabawić się strączków z "przeemolientowania".


Trzecie miejsce zajmie rozcieńczony Kallos, bo jednak nie jest to kosmetyk idealny. Wysoko w składzie olej sprawia, że pozornie fajna konsystencja spowoduje przetłuszczenie. Ale aplikacji każdego kosmetyku musimy się przecież nauczyć :). Wyżej podlinkowany filmik powinien pomóc Wam w całym procesie stylizacji.

Jakiej odżywki użyłabym jeszcze jako b/s a jakiej nie?

Wykluczyłabym na pewno Baleę, którą uwielbiam do mycia, bo mimo że jest dość emolientowa, to isopropyl wysoko w składzie ją dyskwalifikuje. Alterra i składy w takim stylu podobnie. 
Dziewczyny wybierają Petal Freshe, u mnie szykuje się recenzja dwóch, ale ja bym uważała. Głównie ze względu na glicerynę - jedyna odżywka, która była w stanie mnie spuszyć to właśnie lawendowy Petal - a tylko myłam nim włosy! Niemożliwe? :D
Odżywki z silikonami zostawiłabym na b/s dla włosów suchych, wysokoporowatych i dość sztywnych, bo bałabym się, że cienkie i miękkie zostaną pozlepiane i obciążone z końcowym efektem typu "obraz nędzy i rozpaczy". Dla suchych i sztywnych.
O'Herbala też bym unikała, bo proteiny mleczne to nie jest coś, z czym moje włosy się lubią, a Wy wiecie że Wasze tak? To śmiało!

Pamiętajcie o zwracaniu uwagi na składy. Nigdy się nie dowiecie, jak nie wypróbujecie. To tyle na dziś :) Do następnego!

niedziela, 4 lutego 2018

Shea Moisture Smoothie - recenzja #2

Shea Moisture Smoothie - recenzja #2

Hej!


Shea Moisture Coconut & Hibiscus Curl Enhancing Smoothie with Silk Protein & Neem Oil - chyba najdłuższa nazwa z jaką ostatnio miałam do czynienia! Ciekawi produktu i mojej opinii? Zaczynamy!


Smoothie z Shea Moisture (seria łososiowa/pomarańczowa) ma za zadanie nawilżać i definiować grube, kręcone włosy. Ja raczej nie do końca mam takie, dlatego moja propozycja używania go jest troszkę inna niż na opakowaniu - idealna odżywka bez spłukiwania! Pod stylizator, dla niwelowania "sucharków" i ładnego podkreślania skrętu bez puchu.

Opis producenta (znowu moje osobiste tłumaczenie):
Nasze uwydatniające loki smoothie, wzbogacone proteinami jedwabiu i olejem neem, definiuje loki, redukuje puch i wygładza włosy, dając uczucie miękkości i jedwabistości. Olej kokosowy i neem przywracają nawilżenie i tworzą piękny błysk. Bogate w składniki masła roślinne kondycjonują włosy bez ich obciążania, a dla uelastycznienia i zdrowych loków.
Podzielić włosy i aplikować produkt oszczędnie na wilgotne lub suche włosy. Nie spłukiwać. Stylizować jak zwykle. Dla najlepszych rezultatów używać jako kremu do stylizacji do twist-outów, warkoczyków i fryzur typu umyj-i-idź (xD).


BEZ SIARCZANÓW, PARABENÓW, FTALANÓW, PARAFINY, GLIKOLU PROPYLENOWEGO, OLEJU MINERALNEGO, SZTUCZNYCH ZAPACHÓW I BARWNIKÓW, DEA I NIETESTOWANE NA ZWIERZĘTACH.

Historia:
Sofi Tucker zaczęła sprzedawać orzechy Shea na targu wiejskim w Bonthe, Sierra Leone w 1912 roku. Gdy miała 19 lat, owdowiała matka czterech dzieci sprzedawała masło shea, Afrykańskie Czarne Mydło i inne domowe specyfiki do pielęgnacji skóry i włosów. Sofi Tucker była naszą Babcią i Shea Moisture jest jej spuścizną. Wraz z zakupem tego produktu, wspierasz pokrzywdzone kobiety, aby mogły ujrzeć jaśniejszą, zdrowszą przyszłość.


Skład:
Deionized Water - woda dejonizowana
Butyrospermum Parkii (Shea Butter)* - masło shea
Cocos Nucifera (Coconut ) Oil*  - olej kokosowy
Macadamia Ternifolia Seed Oil - olej makadamia 
Magnifera Indica (Mango) Seed Butter* - masło z pestek mango
Persea Gratissima (Avacado) Oil - olej awokado
Vegetable Glycerin - roślinna gliceryna, nawilżacz
Aloe Barbadensis Leaf Extract - ekstrakt z liści aloesu, nawilżacz
Silk Protein - proteiny jedwabiu
Ammonium Salt - sól amonowa, głównie jako konserwant
Melia Azadiratcha (Neem) Seed Oil - olej neem
Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed oil - olej marchewkowy
Sorbitol Esters - substancja konsystencjotwórcza, emulgator, pośrednio nawilżająca
Panthenol (Pro-Vitamin B-5) - pantenol, nawilżacz, subst. łagodząca
Caprylyl Glycol - humektant, zapobiega wysychaniu kosmetyku
Essential Oil BlendLonicera Caprifolium (honeysuckle) Flower (and) Lonicera Japonica (Japanese Honeysuckle) Flower Extract - mieszanka olejków eterycznych wiciokrzewu i wiciokrzewu japońskiego
Tocopherol (Vitamin E) - przeciwutleniacz, naturalny konserwant
Hibiscus Flower Extract - wyciag z hibiskusa, przeciwutleniacz, antyseptyk
*Certified Organic Ingredient (certyfikowany, ekologiczny składnik)

Produkt jest oczywiście całkowicie zgodny z metodą Curly Girl - opis metody TU.


Wnioski:
W pełni organiczny kosmetyk z ogromną ilością olei, mega emolientowy. Znowu proteiny jedwabiu, niesamowite podobieństwo składników do Cantu aktywatora, ale z drugiej strony - dużo lepszy jakościowo, bo nie mamy tutaj zapychaczy. Kokos już na trzecim miejscu, wysoko, uważajcie. Niżej roślinna gliceryna, nie jest na tyle wysoko, żeby sama puszyła.

Moja opinia:
Jest to bardzo gęsty produkt, niesamowicie wydajny na europejskie włosy, może obciążać, ale pięknie wygładza i przygotowuje czuprynę pod stylizator. Pachnie obłędnie i długo się utrzymuje. Używałam 3-4 razy i za każdym razem skręt był ładny. Nie było się czego czepiać. Pewnie można ceny, ale wydajność jest zabójcza! Warto kupić i podzielić nawet na 4. Serio. Ja swoją próbkę dostałam od koleżanki, u której też się sprawdza, ale przestrzegamy przed ewentualnym przetłuszczeniem. Sami widzicie, ile tu jest olei :D

Na grupie opinie są mocno podzielone, głównie przez wysokość kokosa w składzie. Również do dostania w Afryka Shopie. Pewnie za granicą łatwiej :) Koleżanka dostała ze Stanów.

P.S. Może ten post doczeka się kiedyś ładniejszych zdjęć - te były robione u koleżanki dla samej mojej informacji o składzie :D

sobota, 3 lutego 2018

Cantu Moisturizing Activator Cream - recenzja #1

Cantu Moisturizing Activator Cream - recenzja #1

Hej!


Mój debiut! Recenzja! Chcę Wam pokazać coś bardzo znanego na grupie, ale chyba jeszcze nie omawianego aż tak szczegółowo. Zapraszam na analizę składu i moje wrażenia po Cantu Moisturizing Curl Activator Cream. 


Jest to seria Cantu for NATURAL HAIR, a produkt ma za zadanie aktywować loki, dostarczyć objętość i połysk. Ukazać sprężyste loczki bez puchu.

Opis producenta (wolne tłumaczenie mojego autorstwa):
Wygładza i odkrywa naturalny kształt loków, wydobywając objętość bez puchu.Stworzony z czystym masłem shea i złożony bez ostrych składników, Cantu przywraca Twoje prawdziwe, autentyczne piękno. Przyjmij swoje kręcone, supełkowe i falowane włosy dzięki Cantu.
BEZ OLEI MINERALNYCH, SIARCZANÓW, PARABENÓW, SILIKONÓW, FTALANÓW, GLUTENU (:O), PARAFINY I PROPYLENU.

Aplikować na wilgotne włosy, sekcja po sekcji. Ponowić aplikację na suche włosy w razie potrzeby dodatkowego nawilżenia. Zmieszać z innymi (...) dla połysku.


Skład:
Water (Aqua) - wodaGlycerin - gliceryna, nawilżacz, niektórych puszyCetearyl Alcohol - emolient
Propanediol - nawilżacz, emolient, konserwant, substancja roślinna, dobra, więcej TUBehentrimonium Methosulfate - substancja myjąca, zmiękczająca, antystatyk
Stearyl Alcohol - emolient
Butyrospermum Parkii (Shea) Butter - masło shea
Polyquaternium-11 - antystatyk, emolient, lekki, łatwozmywalny oblepiacz, subst. zgodna z CG
Fragrance (Parfum) - zapach - może uczulać, ale produkt pachnie pięknie - tylko coś wysoko w składzie...
Cetyl Alcohol - emolient
Polyquaternium-10 - antystatyk, emolient, lekki, łatwozmywalny oblepiacz, subst. zgodna z CG
Phenoxyethanol - konserwant (niekoniecznie dobry dla kobiet w ciąży, więcej TU)
Polysorbate - emulgator
Glycine Soja (Soybean) Oil - olej sojowy
Olea Europaea (Olive) Fruit Oil - oliwa z oliwek
Ethylhexylglycerin - łagodny humektant, konserwant
Silk Amino Acid - aminokwasy jedwabiu
Canola Oil - olej rzepakowy
Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice (Decolorized) - sok aloesowy, nawilżacz
Hydrolized Silk - hydrolizowany jedwab
Lonicera Caprifolium Flower Extract - wyciąg z kwiatów wiciokrzewu (działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie)
Macrocystis Pyrifera Extract - ekstrakt z wielkomorszczynu gruszkowatego, glona (antybakteryjny, przeciwzapalny)
Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract - wyciąg z szałwii (bakteriobójczy)
Vitis Vinifera (Red Grape) Seed Extract - wyciąg z pestek winogron (przeciwutleniacz)
Urtica Dioica (Nettle) Extract - wyciąg z pokrzywy (zapobiega łojotokowi, łupieżowi, przetłuszczaniu włosów, czyli działa głównie antygrzybiczo)
Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract - wyciąg z kokosów (kwas laurynowy działa antygrzybiczo, antywirusowo, antybakteryjnie)
Persea Gratissima (Avocado) Oil - olej awokado
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil - olej ze słodkich migdałów
Simmondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil - olej jojoba
Mangifera Indica (Mango) Seed Butter - masło mango
Argania Spinosa (Argan) Kernel Oi- olej arganowy
Melia Azadirachta (Neem) Seed Oil - olej z nasion neemDaucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil - olej marchewkowy
Macadamia Ternifolia (Macadamia) Seed Oil - olej makadamia
Mangifera Indica (Mango) Seed Oil - olej z pestek mango
Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil - olej z pestek winogron
Benzyl Benzoate potencjalny alergen, składnik substancji zapachowej
Coumarin - potencjalny alergen, składnik substancji zapachowej, więcej o nich TU (post o czytaniu składów)
Hexyl Cinnamal - potencjalny alergen, składnik substancji zapachowej (imituje jaśmin)


Wnioski:
Skład mnie odrobinę zaskoczył, sama góra (czyli większa część składu) to mało wartościowe, tanie składniki! Gliceryna może puszyć, emolienty (nawet polyquaternia), propanediol, masło shea i już kompozycja zapachowa, za którą znowu emolienty i phenoxyetanol... Niezbyt lubię ten konserwant ze względu na właściwości penetrujące - te z przenikaniem do krwiobiegu i mleka matki karmiącej. Reszta jak marzenie, ale to jednak reszta.
Staram się także podkreślać, że oczywiście nie jest tak, że jak jakiegoś składnika mamy mało, to nie ma on prawa działać, niektórych wręcz lepiej, że jest mniej. Stąd poniekąd moja osobista opinia, zbilansowanie!

Moje wrażenia po stosowaniu aktywatora zawsze były pozytywne. Nie wiem czy zdarzyło mi się z nim przesadzić, ale nakładam go zawsze oszczędnie, metodą praying hands na jeszcze ociekające włosy. Znajdziecie ten sposób plus ilość aktywatora, jaką nakładałam na włosy przed cięciem w TYM filmiku. Minuta 12. Na to obowiązkowo stylizator!

Loki są bardziej mięsiste, lepiej się utrzymują niż po samym stylizatorze, nie ma puchu. Dla mnie must have! Ale wiem, że delikatne i cienkie włosy może obciążyć w nawet minimalnej ilości, dlatego ważne jest próbowanie! Pytajcie na grupie, może ktoś w pobliżu udostępni Wam próbkę, np. na spotkaniu włosowym ;).



No... to już! Moja recenzja wygląda tak, dodawajcie swoje w komentarzu, może należycie akurat do tych, u których się nie sprawdził? Ja jestem naprawdę zadowolona.

Mój aktywator udało mi się kupić dzięki uprzejmości członkini grupy prosto z Anglii, więc wyniósł mnie ok. 48 zł. W Rossmannach w Niemczech można go znaleźć - online najczęściej (czy w DM też?). A Polsce dostępny jest z wysyłką w Afryka Shopie - możliwy kontakt przez fb i wysyłka z Warszawy. Koszt wyższy.

Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...