Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lutego 2018

Czerwona henna - Light Mountain Bright Red

Czerwona henna - Light Mountain Bright Red

Hej!

Wiele z Was zainteresowało się moim ostatanim hennowaniem - przygotowaniem henny,  użytymi dodatkami, nakładaniem, zmywaniem, a na końcu, pewnie najbardziej efektami! Spieszę zatem z wyjaśnieniami. Zaczynamy!


Na zdjęciu przedstawiłam wszystkie (oprócz siemienia lnianego) użyte produkty. Macie już pomysł na połączenie tych składników, aby stworzyć odpowiednią mieszankę? No dobra, napiszę Wam, jak ja zrobiłam i co ewentualnie bym poprawiła lub zmodyfikowała.
Pierwszym kluczowym elementem, zdecydowanie najważniejszym, jest dobranie henny. Słynąca ostatnio ze swojego najczerwieńszego koloru, właśnie Light Mountain z wilkiem na opakowaniu, przedstawiana z koloru jako Bright Red to mój typ. Poniżej zdjęcie z dokładnie obfotografowanymi bokami pudełka. 
Pewnie już wiecie, że znaczna większość używanych przeze mnie produktów, przeważnie nie jest stosowana zgodnie z opisami. Tak też było z tą henną - nawet nie przeczytałam, jak producent poleca ją stosować. Jedno jest jednak pewne - moja henna ze zbiorów w 2016 roku, ma w składzie tylko lawsonię. Nowsze zbiory możliwe, że były mniej czerwone i posiadają już dodaną amlę - to będzie dla Was kluczowa informacja, jeśli chcielibyście mieszankę zakwaszać - generalnie powinna być już gotowa do zalania i odstawienia. Moja Light Mountain została zamówiona na iHerb, sklep polecam, choć dostawa jest dość długa :) Na pewno opłaca się złożyć w kilka osób na wspólne zamówienie.


Po zagotowaniu glutka (konsystencja odpowiednio rzadka, wg TYCH przepisów na pewno będzie dobra, ja już gotuję na oko) - cedzimy go i odstawiamy do przestygnięcia. Kolejnym celem powinno być odpowiednie zakwaszenie - już wyżej pisałam, że nowszy zbiór ma amlę, a ja planowałam jej użyć, ale... moja została w domu! Niestety mojego najlepiej sprawdzonego składnika nie było, więc posiłkowałam się czymś, co miałam, a nie wpędziłoby mojej henny w rudy. Stąd też herbatki i hibiskus! Po jednej torebce z każdej herbaty umieściłam w kubku i zalałam do połowy wrzątkiem. Oprócz tego kieliszek hibiskusa także połączyłam z gorącą wodą, później z herbatkami.


Małym błędem było zalanie drzewa sandałowego gorącą wodą w osobnym kubku już na tym etapie i dodanie go do herbatek z hibiskusem. Drzewo sandałowe woli zasadowe środowisko, więc warto odstawić zalaną np. łyżkę mielonego drzewa w osobnym naczyniu, niech naciąga wodę, ale dodać do mieszanki dopiero przed jej nałożeniem. U mnie drzewo było przez to dwukrotnie dodawane do mieszanki - do zakwaszacza i później, tuż przed nałożeniem.
W miarę mieszania henny, dochodziłam do pożądanej konsystencji, ale ciągle mam z nią problemy. Do henny, gdy była jeszcze w proszku, dodałam łyżkę mielonej kozieradki - głównie na konsystencję i przeciw przesuszowi. 
Gotowa henna po odstaniu - w cieple ok. 11h, z dodanym drzewem sandałowym przedstawiona jest na obrazku poniżej. Tak samo jak ja przed i gotowa do aplikacji. Wannę zabezpieczyłam stretchem i wzięłam się za aplikację, nie zapominając o nałożeniu rękawiczek.


Papkę nakładałam rękoma, zaczynając od czoła i przesuwając się w kierunku tyłu głowy i szyi. Oczywiście miałam problemy z rozdzielaniem pasm, dzieleniem włosów na równe sekcje itd. - nie zrobiłam tego wcześniej i chłopak musiał ostatecznie skończyć aplikację. Na koniec, z końcówki henny wymieszanej z końcówką glutka, zrobiłam bardzo rzadką papkę, którą dokładnie wcierałam między pasma posklejanych włosów. Po wysmarowaniu wszystkiego z miseczki, ułożyłam wszystkie włosy płasko na głowie i zabezpieczyłam dwoma foliowymi czepkami jednorazowymi, kawałkiem papieru na karku i ciepłą czapką. Henna miała czas ok. 5,5h na dojrzewanie na włosach. Po tym czasie spłukałam ją najpierw letnią wodą w kierunku ciepłej, a na koniec, po wyczesaniu TT, chłodną, aby domknąć łuski i ograniczyć wymywanie koloru.


Następne mycie planuję dopiero na ok. 50 h po hennowaniu, aby wszystko ładnie czerwieniało. 
Zapach tym razem jest dużo mniej sianowaty i nie wiem dokłądnie czemu to zawdzięczam, ale stawiam na kadzidlane właściwości drzewa sandałowego, hibiskusa i herbatki, bo kozieradka ma tutaj raczej swoje śmierdziuchowe trzy grosze. Sama henna jest bardzo dobrze zmielona, pięknie się miesza i nie tworzy grudek. Sam zapach też nie jest bardzo intensywny, co dla mnie jest plusem. Włosy są znośne, przeważnie po hennowaniu zawsze chodziłam w kucyku/koku lub rozczesanych włosach, bo miałam szopę, a tym razem, nawet bez stylizacji glutkiem, wyglądają ładnie. Są niebotycznie lśniące! Sama nie wiem, którym dodatkom to zawdzięczam, ale pewnie nawilżającemu działaniu siemienia najbardziej.

Przyznajcie się, przez cały post czekacie na fotki włosów? Ja w sumie też, ale jeszcze ich nie mam xD Wszelkie "na żywo" z udziałem włosów znajdziecie na instagramie, a nawet mojej stronie na Fb. Obiecuję, że niebawem się poprawię! Jedno zdjęcie na zachętę:


Mam nadzieję, że się podoba :)
Do następnego! 

niedziela, 21 stycznia 2018

Włosowa aktualizacja: cięcie i skręt

Włosowa aktualizacja: cięcie i skręt

Hej!


Jestem pewna, że już wiecie o tym, że zmieniłam fryzurę. W zasadzie nie przesadzę bardzo, jak napiszę, że było to ostre cięcie. Przygotowywałam się na stratę całego ombre, ale finalnie po zmierzeniu włosów tak jak zwykle, straciłam 18 centymetrów z ogólnej długości. Włosy zwłaszcza na samym dole po rozjaśnieniu końców były bardzo zniszczone. Mocno się plątały i generalnie utrudniały mi życie. Teraz są wizualnie gęstsze, gładsze i w końcu mają prawie jednolity kolor, na co w zasadzie czekałam. Jesteście ciekawi co i jak? Zapraszam! 
Skrócenie włosów chodziło za mną już od pewnego czasu. Rozjaśnione końcówki zaczęły się nie tylko rozdwajać, ale także roztrajać i więcej. Przez to nawet prawie straciłam ochotę na pielęgnację, a już na pewno na zabawy w nawilżanie i ratowanie tego sianowatego ombre. Już od pewnego czasu obserwujecie u mnie tendencję do odradzania rozjaśniania. Poza tym ani odrobinę nie mam ochoty nosić aż tak lisiego rudego na głowie... No cóż, ten typ, który idzie w czerwień. 
Cięcie było dla mnie też argumentem, który pozwalał mi odwlekać farbowanie. Wiedziałam, że niepotrzebnie stracę więcej ziół i ogólnie cierpliwości. Teraz włosy dużo łatwiej się oddzielają, przeczesują i mam nadzieję, że będzie to kluczowe w procesie koloryzacji. Końcówki są jak żyletki, aż chętnie pooglądałabym pod mikroskopem!

Skoro motywy mamy wyjaśnione, to pora zaprezentować włosy i opisać trochę wrażenia z całego procesu. Zdjęcie poniżej przedstawia rozczesane fale na sucho już w salonie. Włosy miały cztery dni od mycia, bo zostałam uprzedzona, że przed cięciem będą umyte. 


Tak jak napisałam już wyżej, pierwszą wykonaną czynnością na moich włosach było ich rozczesanie TT. Następnie włosy zostały dwukrotnie umyte szamponem, który wytworzył mnóstwo piany, ale mimo wszystko skóra głowy nie została dokładnie wymasowana. Do tego procesu mam chyba największe obiekcje i już rozumiem, dlaczego dziewczyny tak lubią obcinanie na sucho. Następne czesanie po myciu obejmowało już spryskanie końcówek jakąś dziwną mgiełką, która oczywiście miała za zadanie jego ułatwienie. Przebiegło bez problemów.

Cięcie zostało dokładnie omówione, ile cm spodziewam się stracić (moim celem było około 20, chciałam pozbyć się ombre, którego jeszcze trochę zostało, ale mimo wszystko te włosy wyżej są znacznie zdrowsze), na jaką stronę się czeszę (wiecie, że ciągle przerzucam grzywkę między stronami, więc wykonane jest na środek), jak krótka ma być grzywka, cieniowanie. Włosy na samym dole są praktycznie już całkiem w półkole, ponieważ U, które miałam wcześniej, wymagałoby znacznie bardziej drastycznego skrócenia włosów z przodu. Mega podobają mi się włosy przerzucone do przodu i sięgające bioder, cóż, mam następny cel :D


Po cięciu zostałam zapytana, jak chcę być wystylizowana. Początkowo miało to być oczywiście czesanie na "kręcono", ale uznałam, że wystarczająco długo będę tak chodzić, że zdecydowałam się na wysuszenie włosów wyciągniętych na szczotkę. i następne zdjęcie przedstawia już włosy w tej postaci. Przez silikony i układanie zyskały dużo więcej połysku niż mają na co dzień. Nawet w dzień po fryzjerze zaczęło świecić słońce i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie nagrać jak pięknie błyszczy się moja hennowana czupryna - zdjęcia niestety nie wyszły korzystnie i było do obejrzenia tylko na ig, ale nie martwcie się! Idzie wiosna, będą blaski i błyski. 


Przychodzę więc do meritum i nie trzymam Was więcej w niepewności – oto porównanie. Włosy zaraz po umyciu przed fryzjerem oraz te już nowe wystylizowane w stary sposób. Nawet można całe mycie, stylizację i mieszanie maski (czyt. tuning) zobaczyć jeszcze przez kilka godzin w moim story jako live na instagramie :) Moje konto to @ginger.shidless.

Co myślicie o efekcie końcowym i wersji kręconej? Wystylizowane są na gluta z Syossem. Nie znam mocniejszego połączenia, aż miałam strączki!

Porównanie skróconych i przed fryzjerem po podobnej stylizacji
Tutaj całkowicie końcowy efekt po odgnieceniu na wodę różaną :)


Salon, który zawsze polecam, to Pracownia Fryzjerska "Luna" z Ząbkowic Śląskich, a moje cięcie wykonuje Magdalena Rygiel. Polecam serdecznie, bo włosy jednak układają się super! Pomyślę nad skróceniem włosów z przodu przy następnym razie, a póki co ciekawa jestem jak będą wyglądały, gdy przyzwyczają się do tego cięcia <3
Do następnego!

piątek, 8 grudnia 2017

Nierzetelne etykiety kosmetyków

Nierzetelne etykiety kosmetyków

Wkurzona włosomaniaczka

czyli jakie chwyty stosują producenci kosmetyków, żeby skusić początkujących


Tym razem bez kitu o etykietkach, jesteście gotowi na falę hejtu? Tak jak zaznaczyłam we wstępie, mocno irytują mnie takie praktyki producentów i chcę Was na to uczulić, ZAWSZE SPRAWDZAJCIE SKŁAD! Zaczynamy zestawienie!

1. Szampony 0% SLS i SLeS, gdzie tu paradoks? Pamiętacie post o myciu włosów? Na pewno wiecie z niego, jakie detergenty są dla nas łagodne, a które mocne i dokładnie oczyszczające. Jaka jest moja konsternacja, gdy w składzie takiego szamponu 0% SLS i SLeS widzę ALS, SMS lub inny siarczan. Tragedia, zdecydowanie numer 1 za wkurzanie konsumentów.

2. Mój ulubiony temat - henna. Wszystko henna, a później opuchnięcia, schodzenie skóry, albo wypadanie włosów. Uczulałam Was na składy henn i podawałam zaufane marki oraz wskazówki czym kierować się przy wyborze odpowiedniej dla siebie. Przede wszystkim henna powinna być w proszku, nie mieć innych nazw niż łacińskie dwuczłonowe (nazwy roślin), a henna do brwi nawet koło naturalnej lawsonii nie stała - więcej TUTAJ. Wynika to głównie z braku regulacji dotyczących nazewnictwa produktów. Nikt nikomu nie zakaże nazwania chemii henną :(

3. Odżywki z 0% SLS to tak jak płatki kukurydziane bez glutenu. Odżywki  same w sobie nie zawierają mocnych detergentów nigdy, bardzo trudno byłoby znaleźć taką, która w składzie faktycznie ma jakiś SLeS (bo SLSy są już w zasadzie wycofywane z dodawania do produkcji kosmetyków - Sodium Lauryl Sulfate lub Sodium Dodecyl Sulfate). Jest kilka wyjątków - odżywka myjąca z Ziaji zawiera Cocamidopropyl Betaine, który jest dość mocnym detergentem jak na odżywkę, ale używa się go w delikatnych szamponach (np. Ecolab). Podejrzewam, że ma to na celu wprowadzenie w błąd, a wiem po dziewczynach z grupy, że działa, co do zawartości silikonów - SILIKONY TO NIE SLSy, słowa mogą wyglądać podobnie, lecz są to całkowicie odrębne grupy substancji - zapraszam do postu o emolientach i ogółem do pozostałych z równowagi PEH :)

4. Maseczka do włosów wypadających, nałożyć z pominięciem nasady 😂 mam nadzieję, że dla wszystkich logicznym już jest, że włosy to martwe wytwory naszej skóry - nie ma fizycznej możliwości, żeby cokolwiek nakładane na końcówki lub długość z pominięciem skóry, zadziałało na porost, gęstość lub wypadanie. Po prostu nie ma. Absolutnie nie znaczy to, że nakładanie odżywek i masek na włosy jest bezcelowe - struktura włosa wyraźnie się poprawia, na co na grupie znajdę wiele dowodów, po prostu nie ma to wpływu na wzrost. Podobnie jak podcinanie, ale to już inna kwestia ;)

5. Odżywka z magicznym składnikiem, którego ilość w składzie jest znacznie mniejsza niż substancji zapachowych, a w skrajnych przypadkach nie ma go wcale. W tej kategorii przodują niestety kosmetyki zamawiane z katalogów przez konsultantki. Ich składy ogólnie mocno absorbują moje myśli, bo nigdy w katalogu nie są podawane, nawet w internecie ciężko je znaleźć, dla mnie jest to mocno zastanawiające, bo przecież co mają do ukrycia i jakich składników używają, których nie znają inne firmy? Czyżby próbowali ogólnym marketingiem i bazowaniem na opinii sprzedawać kosmetyki jakościowo i składowo wątpliwe? To takie trochę otwarte pytanie do Was, co myślicie? Oczywiście na pewno nie wszystkie firmy katalogowe, bo mój ulubiony krem jest sprzedawany tylko w salonach kosmetycznych, ale co do jego składu nie mam żadnych wątpliwości.

6. Kosmetyki profesjonalne - nieraz to słowo działa na nas wręcz magicznie, przyciągając do półki, a później do kasy. Ja, po nauczeniu się składów, już nie jestem skłonna zapłacić dużo więcej na kosmetyk z napisem „profesjonalna linia”, „tylko dla profesjonalistów” lub jakimś podobnym. Przede wszystkim sprawdzam skład, a później wszystko się okazuje. Silikonowe bomby, proteinowe bomby, często wysuszające alkohole. Kosmetyki do użytku w salonie mają za zadanie jednorazowo wywołać na włosach efekt wow i spoko, na wielkie wyjścia i raz na jakiś czas nie mam nic przeciwko lakierowi do włosów, ale zastanówcie się, ile razy już słyszeliście, że ktoś po przejściu na kosmetyki naturalne lub cg (metoda Curly Girl TUTAJ) zauważył pogorszenie kondycji włosów? Nic bardziej mylnego!!! Kosmetyki po prostu zamaskowały stan faktyczny, który został obnażony przez dokładne zmycie oblepiaczy. To nie jest rozwiązanie, takie kosmetyki nigdy tego stanu nie poprawią. Dlatego po raz kolejny przypominam o CZYTANIU składów :)

7. Kosmetyki odbudowa i regeneracja, i cuda na kiju :D uważajcie, bo proteiny stosowane non stop tylko pogorszą stan włosów, a rozjaśnionych lub spalonych nie naprawicie w tydzień lub jednym zabiegiem. Równowaga PEH i systematyczność to klucz do sukcesu.

Mam nadzieję, że wspomniałam o wszystkich istotnych kwestiach, chętnie posta będę poszerzać, jeśli znajdę nowe perełki lub coś mi podpowiecie!
Pamiętajcie o czytaniu składów i nie dajcie się nabrać! Wszystkie uwagi i komentarze zawsze chętnie czytam i odpowiadam lub wcielam w życie przy następnych postach. Szybkiego porostu i idealnej struktury! Do następnego :)

piątek, 6 października 2017

Jesienna pielęgnacja

Jesienna pielęgnacja

Hej!


Wiecie, że moje włosy ostatnio są coraz bardziej oporne na moje zachcianki? Ostatnio najlepsze co uzyskuję, to połamane fale, ale! Chociaż nie muszę zmagać się z puchem nawet podczas deszczu 😁



Przy okazji jesiennej zmiany - krótki artykuł z pielęgnacją przełomu września i października. No i pokazuję też mój tekst, który napisałam na prośbę Zuzy z bloga 25plus - jej wpis znajdziecie TU, gdy tylko się pojawi, a moje drobne rady poniżej 😊 
Zapraszam!



Kiedy nadchodzi jesień i wymieniamy wszystkie letnie koszulki na kocyki, swetry, szaliki i czapki, musimy liczyć się  tym, że nasze szczęśliwe i rozwiane włosy w lecie, teraz zaczną się buntować. Zwłaszcza te długie - będą się kołtunić, elektryzować i odstawać - tak dzieje się z moimi, zwłaszcza mocny wiatr sprzyja kołtunom. Aby temu zapobiegać, musimy nie tylko uzbroić się w cierpliwość do wyciągania ich spod wszystkich ubrań, ale też w dobrą mgiełkę zabezpieczającą, plastikowe szczotki i grzebienie wymienić na drewniane lub z naturalnym włosiem i na nowo pokochać warkocze, koczki i inne upięcia, które uratują włosy przed mechanicznymi uszkodzeniami.
Wskazana będzie także mocniej emolientowa pielęgnacja niż w lecie, gdy włosy potrzebują więcej nawilżenia. Oleje działają wygładzająco i otulają włos, zabezpieczając go, podobnie jak silikony, które w pielęgnacji włosów prostych będą najlepszymi sprzymierzeńcami 😊

Najlepsze produkty ułatwiające nam współpracę z włosami na zimniejsze miesiące będą zatem olejkami, silikonowym serum lub produktem służącym do termoochrony - oczywiście wciąż unikamy wysuszających alkoholi. Wszystkie silikony i oleje wykazują także działanie antystatyczne - koniec z włosami sterczącymi jak po porażeniu piorunem przy zdejmowaniu swetra! 😊


Produkty z przełomu września i października: 

Ulubione myjadło i odżywka bez spłukiwania - Kallos Color
Szampon oczyszczający użyty raz - O'Herbal z tatarakiem przed henną
Odżywka do długości - Kallos Multivitamin
Maska - Anwen do włosów średnioporowatych winogrona i keratyna
Olej kokosowy Dabur Vatika
Stylizatory - glutek i Syoss Men Powerhold


Przy czym olej i maska Anwen użyte jednego razu wspólnie. Efekt... głównie zaobserwowałam wypłukanie henny i lekkie obciążenie. Czaję się na zakup keratyny hydrolizowanej, żeby dodawać jej po prostu po kilka kropel do jakiejś maski, którą już mam.


Jutro idę uczesać się do fryzjera, może w końcu wyjdzie pięknie i będę mogła się pochwalić, a nie pożalić!

wtorek, 26 września 2017

Fale są piękne!

Fale są piękne!

Hej!


Dzisiaj coś może niespodziewanego, ale chcę Wam napisać o falach :)
Curly Madeleine zainspirowała mnie swoimi wpisami o sławnych lokach do stworzenia postu o falach, bo przecież to tak jakby 'moja działka' 😁

Nie wiem czy też tak miałyście jako dziewczynki i nastolatki, ale ja zawsze wyłapywałam w telewizji jakieś zacne włosy i od razu umiałam określić, które mi się podobają. Dlatego zacznę od dwóch moich ideałów Miley i Vanessy (pozostałości nastoletniości i miłości do Disneya :D). Zawsze chciałam mieć włosy jak Miley!

Wiecie co? Może i doczepy, ale naturalne i piękne, trudno :D


Myślę też, że mało dziewczyn z falowanymi włosami jak moje - oczywiście oprócz Kasi na fali! - jest w internecie i chwali się, co można uzyskać. Zwykłe dziewczyny nie uważają fal za loki. Czeszą je i maltretują, a wystarczy odrobina, lekka zmiana w pielęgnacji, żeby z puchu i rozczesanego 'siana' osiągnąć miękkie fale lub troszkę bardziej zdefiniowane. Nie dajcie się! Fale są piękne!

Popatrzcie jeszcze raz na Miley!

Tu też naturalnie wyglądają :D
a tutaj aktualniejsze i bez wątpliwości widać masakrację :D można porównać do zdjęć z młodości


No i może na mnie? :)



Nawet zwykłe fale z warkoczy mogą wyglądać naturalnie i dodawać włosom objętości i charakteru.


Inne sławne fale może przemówią wyraźniej!

Na pierwszym miejscu zawsze Shakira! Ta to ma skręt, jak ja po warkoczach, choć moja koleżanka od Cassii ma bardzo podobne, ale źle obcięte :D

Może teraz Kate Hudson

Keira Knightley

Drew Barrymore 

Nasza polska Natalia Kukulska - zdjęcie bardzo naturalne - bez makijażu, włosy bez stylizacji, świetny kształt fryzury, na pewno naturalne! Szkoda, że zaniedbane :( Kiedyś miała loki!


I Kim Kardashian, którą o dziwo w Internecie dużo częściej widać w falach niż prostych!


Poniżej przykład nawróconej włosomaniaczki Ani, która zapytała, (o zgrozo!) o to jak pozbyć się niechcianych fal - na szczęście dziewczyny czuwały i uświadomiły ją, że włosy po prostu chcą się falować! Bądźcie jak Ania, nawróćcie się!


Pierwsze zdjęcie - codzienny wygląd włosów, puch, ale prosty, 2 - fale, które nie znikały, 3 - pierwsza próba wydobycia skrętu, 4 - cieniowanie i wydobywanie fal z glutkiem itp. Post Ani z efektami, pielęgnacją i motywacją znajdziecie TUTAJ.

Bardzo dużo kobiet w Polsce ma fale, nie wstydźcie się ich, są piękne!
Naprawdę!
Dołączajcie do grupy i walczcie! <3

Czy mocne, czy delikatne - wszystkie są piękne, bo naturalne i zdrowe! Chcę przestrzegać przed rozjaśnianiem, prostowaniem i suszeniem gorącym nawiewem. Ostatnio spotkałam się z mottem, które jest tak mega aktualne i pasujące! "Dbajcie o włosy - nosicie je codziennie!"
Amen.

P.S. Zdjęcia celebrytek pochodzą z Internetu, a moje włosy oraz Ani są wykorzystane zgodnie z prawem.


P.S.2 Nie mogłam się powstrzymać przed wrzuceniem włosów Khaleesi - mam wrażenie, że odkryłam Amerykę i to od niej zaczął się szał na szare włosy :D




Kształt skrętu podobny do warkoczowych lub 'linowych' fal :) Piękne fryzury! Muszę nauczyć się tak czesać!

poniedziałek, 25 września 2017

Trycholog - badanie skóry i włosów mikrokamerą

Trycholog - badanie skóry i włosów mikrokamerą

Hej!


Dzisiaj znowu temat okołomedyczny - tym razem wizyta u trychologa.

Trychologia jednak to nie jest specjalizacja lekarska, lecz osobna dziedzina - obok kosmetologii. Lekarzem zajmującym się naszymi problemami z włosami jest dermatolog, bo wszystkie wynikają ze stanów skóry głowy (oczywiście oprócz wiadomych i świadomych zniszczeń powodowanych farbowaniem - szczególnie rozjaśnianiem, stylizacją na gorąco, czesaniem w nieumiejętny sposób, czy wprost - nieświadomą pielęgnacją).

Wiecie, że do 30.09 możecie udać się na badanie skóry głowy i włosów mikrokamerą w sklepach 'Falelokikoki'? Samo badanie nic nie kosztuje, nie trzeba się umawiać, a poznanie szczegółów i rozszerzenie wiedzy na temat stanu skóry głowy, która przecież odpowiada za stan włosów, jest bardzo istotne dla doboru odpowiedniej pielęgnacji.

Moja wizyta odbyła się w samo południe w poniedziałek - tak właśnie - dzisiaj! 
Pani obsługująca mikrokamerę to po prostu przeszkolony pracownik sklepu, ale "badanie trychologiczne" brzmi o wiele lepiej. Zakłada jednorazowe rękawiczki i przystępuje do wywiadu - jak często myjemy głowę, kiedy było ostatnie mycie, czy robimy to dwukrotnie czy jednokrotnie i czy mamy obecnie jakieś produkty na włosach.

Potem przykłada pierwszą końcówkę do skóry w 5ciu losowych miejscach - przeważnie szuka czegoś ciekawego. Kamerka ma chyba jakieś filtry, bo wyświeca nasze sebum na czerwono-pomarańczowo. 
Druga końcówka służy do oceny stanu skóry głowy, ilości włosów i ich jakości.

Świecące sebum 
I jeszcze raz - zalegające sebum lub kosmetyki na włosach

Ja głowę myłam w niedzielę wieczorem - wczoraj. Zrobiłam peeling zieloną glinką i Kallosem Color i właśnie nim umyłam też skórę i włosy. Później nałożyłam sobie żel Syoss men power hold - którego używam zamiast gluta, ale który też zbyt skleił mi włosy i przeczesałam je wczoraj, a na noc zaplotłam warkocze. Włosy wyglądają tak:

Pierwsze w cieniu, dwa pozostałe w słońcu - fale z warkoczy

Po badaniu drugą końcówką wyszło na jaw moje ogólnowiadome schorzenie - wrażliwa skóra, płytko osadzone naczynka i suchość. Tak! Skóra głowy jest u mnie praktycznie identyczna jak ta na twarzy! 

X w lewym górnym rogu to 'pęknięcie' skóry, znak, że jest sucha, z prawej strony lekko widoczne naczynko

Moje włosy chyba mają przeciętną gęstość i grubość, bo pani nawet słowem o tym nie wspomniała, natomiast mam bardzo zdrowe włosy. Żadnych zniszczonych końców, lekko podatne na zniszczenia w dolnej części, gdzie były rozjaśniane (ale podczas wielokrotnego przykładania kamery do włosów tylko raz zauważone zostało jakieś zniszczenie).  Oczywiście zostałam zapytana czy farbuję - tak, farbuję henną. "Taką do włosów?!" - i koniec tematu :D

Chyba najbardziej żałuję, że nie pokazano mi zdjęć samych włosów i nie mogłam ich dla Was tutaj wrzucić (ani sama zobaczyć), bo tylko by mnie to utwierdziło w miłości do henny.

Po wydaniu diagnozy zostałam od razu poproszona do przejścia do drugiej ekspedientki, która już miała dla mnie w zanadrzu różne 'świetne' produkty. O ile do szamponu z Kemona załóżmy, że nie będę się doczepiać, to wszystkie maski miały albo Dimethicone, albo Amodimethicone, albo inne nie lubiane przeze mnie rzeczy. Na górze składu same alkohole tłuszczowe i powlekacze, a na dole po Parfumie dopiero zaczynało się coś dziać, ale... Nawet jedna zaproponowana super maska była z denatem na 4 miejscu, ech, od razu ją zdyskwalifikowałam i grzecznie podziękowałam za sugerowane produkty. Natomiast! Skusiłam się na peeling z zieloną glinką, który powinnam wykonać na suchej skórze głowy, potrzymać z 5 minut i dopiero umyć SZAMPONEM - koniecznie!, bo wodą się nie wypłucze.



Może jestem przewrażliwiona, ale to wciskanie szamponów mnie już denerwuje. Poza tym maski z silikonami, a olejki, których "skład proszę sobie przejrzeć" na pytanie, czy nie mają wysuszających alkoholi. A właśnie! "Olejki wiadomo po co są, żeby NAWILŻAĆ"!
Jestem świeżo po wizycie, dlatego wszystko tak żywo opisuję, wybaczcie tę ekspresję, ale nie lubię wciskania kitu. Nie wymagam od wszystkich pracujących w sklepach fryzjerskich włosomaniactwa, ale kurczę!, przydałoby się umieć czytać składy...

Zakupiony peeling z zieloną glinką - 9,90 zł
Skład: aqua, decyl glucoside, kaolin, disodium cocamphodiacetate, cocamidopropyl betaine, PEG-7 glyceryl cocoate, hydroxypropyl starch phosphate, glycerin, PEG-4 rapeseedamide, cetearyl alcohol, octyldodecanol, anhydroxylitol, benzoic acid, butylene glycol, caprylyl glycol, cetearyl ethylhexanoate, citronellol, disodium EDTA, distearoylethyl hydroxyethylmonium methosulfate, DMDM hydantoin, geraniol, glyceryl stearate, hexyl cinnamal, iodopropynyl buthylcarbamate, isopropyl myristate, lactic acid, limonene, linalool, panthenol, parfum, PEG-100 stearate, phenoxyethanol, propylene glycol, serenoa serrulata extract, sodium PCA, TIPA-laureth sulfate, tocopherol, xylitol, xylitylglucoside. - Nie spodziewałam się w tak małym produkcie tak długiego składu xD

Byłam z koleżanką, a nie mogłam patrzeć na jej badanie, bo musiałam oglądać te brzydkie składy :( Pani obsługująca mikrokamerę jednak tutaj zwróciła uwagę na ilość i gęstość włosów - koleżanka ma dość cienkie włosy, ale ma ich za to dość dużo. Sebum w bocznych obszarach głowy i suchość - tendencja do łupieżu.
Ona już dała się namówić nie tylko na peeling - dostała ten drugi, niebieski, a kupiła jeszcze szampon i olejek. Zapłaciłą tyle, co ja za całe pudło dobroci w napieknewlosy.pl :D

Mój sklep to Wrocław na Dawida, a obsługująca pani miała włosy blond.

Wnioski? Teraz skupię się bardziej na nawilżaniu skóry głowy i na pewno nie wrócę na stałe do szamponów. A na końce już planuję rozrabianie yemeni i hennowanie.

Wybierzcie się koniecznie! Do następnego <3

sobota, 23 września 2017

Mycie włosów maską - szeroka instrukcja

Mycie włosów maską - szeroka instrukcja

Hej!



Na wstępie chcę pokazać Wam mój gościnny występ w podsumowującym wakacje newsletterze Elfa Pharm, gdzie pisałam o myciu maską. Oczywiście artykuł został objętościowo ograniczony,  a ja chcę dostarczać Wam jak najbardziej rozbudowanej i szczegółowej wiedzy, która mam nadzieję rozwieje wszystkie Wasze wątpliwości :)
Gotowi? Zaczynamy!

Początkowo chciałam umieścić następujący wpis, który był skondensowany i wyczerpywałby temat:

"Podczas wakacji, kiedy mamy styczność ze słoną lub chlorowaną wodą, która wysusza i włosy i skórę, możemy zastosować mycie maską, aby zminimalizować przesuszenie. 
Przebiega ono w dwóch etapach - moczymy włosy i masujemy skalp z produktem, cała czynność powinna trwać około trzech minut, po czym spłukujemy i powtarzamy. Resztę włosów przeczesujemy palcami lub grzebieniem, aby łatwo było je rozplątać - czesanie z odżywką jest szczególnie ważne dla kręconych i długich włosów. Później wszystko dokładnie spłukujemy i pielęgnujemy jak zwykle.
Maska lub odżywka przeznaczona do mycia skóry głowy powinna zawierać detergent - zazwyczaj jest to cetrimonium lub behentrimonium chloride oraz nie powinno w niej być silikonów. Metoda ta świetnie sprawdza się także dla wrażliwców i alergików."

Możecie teraz łatwo porównać, który fragment został wycięty. Możliwe, że firma po prostu dołączyła reklamę maski, której skład nie do końca odpowiadałby opisowi. Ale po to tu jestem!

Odrobinę więcej pisałam też w ogólnym wpisie o myciu włosów, który jest dostępny TUTAJ

Od razu tłumaczę dlaczego zamiennie używam słów maska i odżywka - dla mnie to po prostu określenia produktów o identycznej funkcji - kondycjonowania włosów. I maska nałożona na krótko i odżywka na długo będą działać. Jasne - nieraz istnieją różnice w konsystencji i ewentualnie składzie, ale dla potrzeb mycia włosów nie uważam tego za kluczowe!

Ja, jako nie do końca restrykcyjna curly girl, raz na kilka myć odżywką używam szamponu - dodatkowo też ok. raz w miesiącu robię hennę, co łączy się z umyciem włosów i skóry czymś na kształt SLSu, bo nie jestem w stanie obronić się przed kumulacją wszelkich oblepiaczy. (Oczywiście, że nie wszystkie zmyjemy tylko detergentami, nieraz potrzeba np. kwasu.) Mój obecnie ulubiony mocniejszy szampon (z detergentem o mocy SLS) to O'Herbal niebieski z lnem i w żadnym wypadku nie namawiam Was do jego kupna, ale ja go lubię i używam. Sprawdzała mi się też wersja z tatarakiem, ale po nim jeszcze ciężej mi rozczesać włosy. Delikatniejszy szampon, który mogę Wam polecić w 100% to Ecolab z aloesem. I tak jak na pierwszych wakacjach miałam ze sobą tylko Ecolab, tak na drugie zabrałam jeszcze Kallosa Color. Wiadomo, że słońce, słona woda i suche powietrze nie wpływają na włosy zbyt pozytywnie - dlatego lepiej częściej zmyć sól za pomocą odżywki niż przetrzymywać ją na włosach przez niechęć do częstego używania szamponu. Mam tu na myśli włosy na długości i osoby, które nie przekonały się jeszcze do wypróbowania mycia maską, ale może zmienicie zdanie pod koniec wpisu :).




Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele z Was albo nie może sobie pozwolić na mycie maską przez problemy ze skórą głowy, albo przez uzyskiwane efekty, ale tutaj chcę Was odesłać do Justyny, którą mycie maskami, zwracanie uwagi na składy i zmiana trybu życia uratowały przed utratą włosów. Mimo ŁZS myje maską Vatika z czarnuszką, orzechami piorącymi - Shikakai, glutkiem lnianym i glinkami. Wszystko przeczytacie TUTAJ - gorąco polecam. Justyna jest przykładem niedziałania kosmetyków drogeryjnych tak, jak byśmy tego chcieli.

Wśród włosomaniaczek też występują alergie na konserwanty MI (te powszechne w Kallosach), Cocamidopropyl Betaine (delikatny detergent pochodzenia roślinnego) i wiele innych substancji, z których istnienia nawet możemy nie zdawać sobie sprawy albo bagatelizować sprawę, bo przecież używamy samej natury. Jest to dość powszechne, ale błędne myślenie - wiele naturalnych składników uczula mocniej, niż syntetyczne - dokładnie przebadane w laboratorium.

Pamiętam moje pierwsze podejście do mycia Kallosem Color - pierwszy raz myłam dwukrotnie, było spoko. Po 3 dniach umyłam znowu, ale przyklap wystąpił szybciej i ogólnie musiałam już umyć na 2gi dzień. Trzecie mycie skończyło się swędzeniem skóry głowy i niemiłymi doświadczeniami. Umyłam szamponem. Ogólnie od ciągłego stosowania Kallosa Color na skalp miałam przerwę ok. trzech miesięcy - w tym czasie nauczyłam się mieszać glinkę z szamponem lub maską do robienia peelingu, regularności i zadowolona wróciłam do Kallosa Color. Ciągle co ileś myć sięgam po szampon (najczęściej jeden z dwóch przedstawionych wyżej lub O'Herbal z lnem) i ciągle wracam do Kallosa Color, choć chcę wypróbować też Vatikę z czarnuszką :) Skóra już mnie nie swędzi, włosy nie są przyklapnięte, a normalnie świeże. 
Cały ten wywód ma na celu pokazanie Wam, że nie warto się od razu poddawać, ale że też każdy jest inny i ja mimo, że nie próbowałam jeszcze mycia mocniej ekologicznymi preparatami, to tego nie wykluczam, bo to tylko jedno mycie. Kogo obchodzi czy umyję co 2 czy co 5 dni. A ja będę miała pewność, że zrobiłam wszystko, aby nie tylko uzyskać jak najlepszy efekt na włosach, ale też maksimum zdrowia mojej skóry i włosów.


Mój sposób mycia:

- moczę dokładnie włosy ciepłą wodą, łącznie z nasadą i skórą głowy,
- nakładam odżywkę na skórę i masuję (przeważnie ok. minuty),
- dokładam na długość, rozplątuję włosy palcami, potem czeszę szczotką - polecam szeroko rozstawione grzebienie,
- po rozczesaniu dołu, rozczesuję górę - przeważnie cały proces zajmuje ok. 3 minut,
- ponownie masuję skórę, dokładnie, docierając w każde miejsce,
- gdy czuję, że wszędzie dotarłam - spłukuję również ciepłą wodą. 
Ten punkt będzie dla Was kluczowy, wiele dziewczyn niedopłukuje odżywki dokładnie i skarży się na złe efekty - tłuste włosy. Spłukanie i ocena efektów będą dla Was najważniejsze - czy przejść do dalszej pielęgnacji, czy ponownie nałożyć odżywkę na skalp i umyć drugi raz. Tutaj ostrzegam - nie zobaczycie bujnej piany, włosy nie będą skrzypieć, ale na pewno będą umyte. U mnie najwięcej piany pojawia się przy czesaniu szczotką i podczas spłukiwania.
Ja z miłości do Kallosa Color dokładam jeszcze odrobinę go na długość włosów i już nie spłukuję dokładnie, tylko polewam włosy chłodną wodą, żeby 'domknąć łuski', ale przede wszystkim dobrze je zmoczyć przed nałożeniem stylizatora.

Metody absolutnie nie klasyfikuję, jako odpowiedniej tylko dla kręconowłosych, ale dobrze, żebyście wiedziały, że sprawdza się ona głównie u kręciołków i osób z gęstymi, grubymi włosami - ogólnie takimi, u których ciężko o przyklap.

Na Grupie - polecam kręconowłosym - (osobna zakładka na górze strony!) zadałam pytanie - która odżywka do mycia sprawdza się najlepiej i jest ulubiona - oto zestawienie.


Kallos Color jest zaznaczony przeze mnie i widzicie wyraźnie - praktycznie połowa odpowiadających uważa, że ten Kallos im się sprawdza. Reszta Kallosów zawiera silikony i to niestety dyskryminuje je u mnie z funkcji myjadła do skalpu, ale długość... czemu nie, jeśli nie jesteśmy CG ;)

Czerwonymi kropkami oznaczam maski i odżywki z silikonami, zieloną takie, które silikonów nie mają, a na brązowo oznaczyłam szampon, który zestawieniu znalazł się pewnie przez przypadek :D oraz odżywkę z Ziaji, której skład łudząco przypomina delikatny szampon i aż zaszokowało mnie, że jest tak dobry (bo wiecie, że osobiście Ziaji nie lubię). Dodatkowo na niebiesko oznaczam obecne proteiny, na pomarańczowo konserwanty MI, blado żółty to wysuszające alkohole, a szary oblepiacze - parafina i wosk.
Np. Mrs. Potter's, Balsam do włosów z aloesem, jedwabiem i białą herbatą - posiada dimethicone - silikon i konserwanty MI. 



Odżywek bez silikonów mamy tutaj zaledwie 8, a Vatika z czarnuszką plasuje się na 5 miejscu wśród nich. Na pewno sama wypróbuję ją do mycia.


Na koniec pokażę Wam moje włosy z wczesaną odżywką podczas mycia. Piany jest niewiele, ale jakość mycia niezbyt pomniejszona. A ile plusów!
Włosy są miękkie, łatwo się rozczesują, nie kołtunią i pięknie błyszczą!


Zapraszam do komentowania, dzielenia się wrażeniami, ulubionymi maskami, a także wypróbowania metody :) Może macie jakieś przydatne wskazówki dla początkujących oprócz "NIE ZRAŻAJCIE SIĘ!"?

Do następnego! 
A korzystając z okazji zapraszam Was na moje instastory - ostatnio trochę tam gadam! <3 @ginger.shidless

niedziela, 20 sierpnia 2017

Dyfuzor po raz pierwszy + rytuał mycia

Dyfuzor po raz pierwszy + rytuał mycia

Hej! 


Mycie włosów wykonałam metodą rozwadniania szamponu - kubeczkową. Do buteleczki plastikowej po zużytym toniku wlałam porcję szamponu, jakiej użyłabym normalnie do mycia, dopełniłam ciepłą wodą i rozmieszałam. 
Włosy namoczyłam letnią wodą, nałozyłam Kallosa Color na długość, rozczesałam tanglee teezerem i spłukałam. 
Wylałam wodę z szamponem na skórę głowy, rozmasowałam dokładnie, było dużo piany, którą przeciągnęłam na długość i też wczesałam, żeby ściągnąć z włosów dokładnie wszystkie substancje. Nie róbcie tego, jeśli Wasze włosy są mocno kręcone!
Potem ponownie nałożyłam Kallos Color, spłukałam i na takich miękkich włosach można było zacząć stylizację.
Ostatnio pod stylizator staram się za każdym razem nałożyć odżywkę bez spłukiwania i uwaga! niespodzianka :D nałożyłam w tym celu odrobinę Kallosa Color, rozprowadzając go najpierw między dłońmi, a później wczesując we włosy i wydzielając pasma. 
Później zaczęłam wygniatać, żeby odżywka dobrze doszła i dołożyłam sporo gęstego glutka. Ugniatałam aż furczało!
Zawinęłam włosy w koszulkę, aby jak najwięcej wody odsączyć, zostawiłam plopping na pół godziny na głowie i wzięłam się za suszenie.
Głową w dół było mi łatwo rozróżnić trzy sekcje włosów - dwie dłuższe po bokach i krótszą na środku i w takich właśnie partiach nakładałam je na mój dyfuzor i suszyłam.

Ostatnie zdjęcie zrobione o 14:02, gdy włosy jeszcze nie do końca były suche - jakość tragiczna, bo zdjęcia odzyskane ze story Instagrama
Tutaj już po dłuższej chwili - włosy od tyłu jeszcze nie do końca suche


Włosy od tyłu całkiem suche - już trochę roztrzepane i ruszane


Mały bonus, bo rzadko pokazuję się tutaj przodem - mocno roztrzepana grzywa przy przedziałku na środku właśnie u mnie

Artystyczny nieład moich faloloków :)
Podsumowanie

Włosy umyłam rano, co robię rzadko. Skusiłam się na świadome użycie suszarki z dyfuzorem, pierwszy raz po użyciu kręconowłosej pielęgnacji - odżywki b/s i glutka. Suszenie zajęło mi ponad 40 minut, ale uważam, że efekt jest zadowalający, testujcie u siebie i dawajcie znać! Ja na pewno nie zdecyduję się na każdorazowe suszenie dyfuzorem, bo nie będę miała na to czasu, ale krótkowłose robią to nawet co mycie i wcale im się nie dziwię!

P.S. Dzisiaj dowiedziałam się też, że moje włosy to wurly hair! Niby loki, a jednak fale (waves + curls) - widać to szczególnie na zdjęciach, gdy są mokre. Tworzą wyraźne spirale, które jednak są zbyt luźne na stworzenie loka, ale to jednak więcej niż fale! Bardzo się cieszę ^^ Zawsze marzyłam o lokach!

Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...