wtorek, 5 września 2017

Kosmetyczne podsumowanie wakacji - uwaga! żadnych włosów

Kosmetyczne podsumowanie wakacji - uwaga! żadnych włosów

Hej!


Dzisiaj pierwsza część moich kosmetyków z wakacji - tych totalnie niewłosowych! Może widzieliście już na moim Instagramie - KLIK, że wrzucałam zestawy produktów do zabrania. Używałam ich na tyle długo, że uznałam, że podzielę się opinią - może przyda się Wam na za rok!


Chyba zacznę jak w rankingu - od ulubionych i niezastąpionych produktów. Są to pierwsze trzy i  ich kolejność będzie przypadkowa, ale pozostałe również uważam za naprawdę trafione i z dobrymi składami.

1. Facelle Intim - chusteczki do higieny intymnej z aloesem



Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Camellia Sinensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Allantoin, Bisabolol, Glycerin, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Butylene Glycol, Glucose, Caprylyl/Capryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Citric Acid, Lactic Acid, BHT, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.

Zastosowanie zgodnie z opisem, jak i do twarzy odświeżająco - SUPER! Jestem pod ogromnym wrażeniem tych chusteczek. Naprawdę nawilżają, nie pozostawiają nieprzyjemnej warstwy na skórze, a w długiej podróży - niezastąpione! Sama nie spodziewałam się, że aż tak je polubię i uznam za najlepsze chusteczki nawilżane, jakie kiedykolwiek miałam! Dużo lepsze od dziecięcych, kwaśne pH 4,2 i neutralny, dość przyjemny zapach.

2. Facelle intim - płyn do higieny intymnej aloesowy



Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Glycerin, Sodium Chloride, C12-13 Alkyl Lactate, Sorbitol, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Urea, Allantoin, Serine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Sodium Lactate, Parfum, Sodium Benzoate.

Uważam go za totalny hit - nie tylko wakacji, ale i ostatniego czasu. Odkryłam go dopiero niedawno (to już moja trzecia butelka), ale używam go totalnie do wszystkiego - higiena intymna, mycie ciała i twarzy, włosów. Do wszystkiego jest dobry! Łagodzi wszelkie letnie podrażnienia - po dyskomforcie od słonej wody nie było śladu, gdy użyłam tego żelu. Twarzy nie ściągał mi zbyt mocno, a dodatkowym plusem był brak potrzeby używania toniku. Włosy umyłam nim tylko raz awaryjnie - dlatego nie znajdzie się w drugim zestawieniu, poza tym nie zauważyłam żadnych efektów. Używałam go do ciała przez dwa tygodnie pobytu we Włoszech - moja skóra nie była przesuszona, nie wymagała dodatkowego używania balsamu ani nic z tych rzeczy. Absolutny ulubieniec :)

3. Terra Amazons, Piedra de Alumbre - ałun, naturalny dezodorant



Skład: 100% ałun potasowy.

To produkt, o którym przeczytałam na którejś z grup z naturalnymi kosmetykami. Wśród całej masy kontrowersji dookoła aluminium w dezodorantach, badań nad rakotwórczymi (lub nie) oddziaływaniami itp. już sama nie wiem co uważać - na pewno jest naturalny i je zaiera - jesli przy okazji chcecie się czegoś o nim dowiedzieć, to wg mnie dwa najprzydatniejsze linki - PiggyPeg i PureINCI na FB, a dodatkowo Kosmetologia Naturalnie - wpisy poparte badaniami - sami wyciągnijcie wnioski. Ja tutaj chcę przekazać informacje, że: na mnie działa świetnie - nie hamuje pocenia, ale 100% zabija nieprzyjemne zapachy, wiadomo, w 40 stopniach nie dał rady do końca, ale w 30 i niżej już radził sobie super. Wcieramy zwilżony kryształ w skórę i nie powoduje to powstania żadnej warstwy na skórze, aplikując go po kąpieli na wieczór na wakacjach, miałam cały czas uczucie świeżości - wiadomo, im goręcej, tym szybciej się pocimy, nieraz można wyjść spod prysznica już spoconym, a lato we Włoszech było bardzo upalne. Jestem zachwycona - nie potrzebuję innego dezodorantu na chłodniejsze miesiące!

4. Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ - filtr przeciwsłoneczny mineralny


Skład: Decyl Oleate, Dicaprylyl Carbonate, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocoglycerides, Titanium Dioxide, Silica Dimethyl Silylate, Polyhydroxystearic Acid, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Stearic Acid, Alumina, Tocopherol.

Filtr uważam za porządny - lekko bieli, ale twarz pod nim czuje się dobrze - nawet moja niesamowicie sucha cera. Chroni, bardzo opornie się ściera (długo utrzymuje), ale zmywanie nie jest kłopotliwe. Dobry pod makijaż mineralny. Po prostu się sprawdził i nie narzekałam :)

5. Himalaya Herbals dental cream - pasta do zębów z naturalnym fluorem


Skład: Aqua, Glycerin, Hydrated Silica, Sodium Lauryl Sulfate, Titanum Dioxide, Flavour, Xanthan Gum, Sodium Saccharin, Menthol, Punica Granatum Extract, Calcium Fluoride, Sodium Benzoate, Sodium Sulfate, Zanthoxylum Alatum Extract, Acacia Arabica Bark Extract, Embelia Ribes Fruit Extract, Melia Azadirachta  Leaf Extract, Vitex Negundo Leaf Extract, Thymol, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Terminalia Chebula Fruit Extract, Terminalia Bellerica Fruit Extract, Embelica Officinalis Fruit Extract.

Pasta jak pasta! Ma przyjemny zapach, jest wydajna, dobrze odświeża oddech i też jestem z niej zadowolona. Dodatkowo opakowanie 50g sprawdziło się super na wyjazd.

6. Ecolab nawilżająca pianka do mycia twarzy do cery suchej i wrażliwej

Skład: Aqua, Sea Water, Organic Aloe Barbadensis  Extract, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Lauryl Sarcosinate, Maltooligosyl Glucoside/Hydrogenated Starch Hydrolysate, Panthenol, Organic Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Wheat Protein, Perfume, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Pianka jest przyjazna dla mojej skóry, ale mimo wszystko staram się nie używać jej codziennie. Jest delikatna, ładnie domywa. Nie powoduje mocnego uczucia ściągnięcia, ale jest przy końcu listy, bo niby hit, ale taki już mniejszy ;) Jeśli mam być szczera, to polecam ją do przetestowania, ale na wakacjach, gdy skóra dodatkowo była wysuszona przez słońce, wszystkie pianki, żele i myjadła do twarzy są dla mnie zbyt wysuszające. A dodatkowo krem mi się skończył... ale o nim niżej :)

7. GorVita, Żel aloesowy Aloe Vera 


Skład: Aqua (modyfikowany roztwór leczniczej wody: wodorowęglanowo-chlorkowo-sodowej, bromkowo-jodowo-borowej z Uzdrowiska Rabka), Aloe Vera (Aloe Barbadensis) Extract, Propylene Glicol, Gliceryne, Symphytum Officinale Extract, D-Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin.

Super produkt na suchą, opaloną skórę, Dodatkowo na włosy! Nie muszę dużo pisać, lubię go! Zapach ma dość dziwny i teraz wypróbuję innej firmy, ale ten jest jak najbardziej w porządku :)

8. Frei-Haut Oxygen O2 - krem do twarzy



Skład: Aqua, Cera Alba (beeswax), Octyldodecanol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylexyl Stearate, Polyglyceryl-3 Disostearate, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Diethylexyl Carbonate, Glycerin, Propylene Glycol, Zinc Stearate, Magnesium Sulfate, Panthenol, Parfum, Mannitol, Celullose, Ethylexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Auscus Aculertus (butcherbroom) root extract, Ascorbyl Palmitate,  Glycoproteins, Glytamin Acid, Ginkgo Biloba leaf extract, Tocopherol, Lecithin, Valine, Thaeonine, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate Caprylyl Glycol, Lactic Acid, Glucose, Sodium Hydroxide, Acetyl Tetrapeptide-40, Phenoxyethanol, Sodium Benzonate, Potassium Sorbate, Sodium Metabisulfate, CI 77007 (Ultramarines), Geraniol, Linalool, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal.

Uff, po przepisaniu tego składu już nie wiem, co chciałam o nim napisać xD W żadnym miejscu w sieci nie znalazłam tego składu, ale może słabo szukałam. 
A tak serio - jest to krem, który u mnie nie robił krzywdy, nawilżał cerę, ale był dość tłusty, na pierwszym wyjeździe miałam tylko jego i było ok, na drugi już go nie zabrałam, bo się skończył i moja twarz była mocno sucha. Krem pachnie ładnie, nie zapycha, robi dobre wrażenie i stąd jego miejsce tutaj, ALE jest koszmarnie drogi, niezbyt wydajny i dostępność jest mocno ograniczona - ja kupiłam go u mojej kosmetolog. Na razie nie kupię ponownie.

9. Omia Lab - Aloesowy balsam do ciała

Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glyceryn*, Caprylyc/Capryc Trygliceride**, Cetyl Palmitate, Cetearyl Alcohol**, Prunus Amigdalus Dulcis Oil*, Potassium Cetyl Phosphate, Butyrospermum Parkii Butter*, Chondrus Crispus Powder (Carragenan)**, Tochopherol, Sodium Stearoyl Glutamate**, Xanthan Gum**, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Citric Acid, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum. (*) z upraw ekologicznych (**) pochodzenie naturalne.

Jest o nim już cały post TUTAJ - skład zachwycający, działanie na skórę spoko - rozmazuje się jednak dziwnie podczas aplikacji i to sprawia, że znajduje się na końcu listy. Do twarzy słabo xD Pachnie też dość dziwnie. Dobrze, że kupiłam go przed wakacjami i prawie zdążyłam zużyć!


Na koniec niespodzianka! Mój numer jeden wersja 2 :D Również jest to bawełna i też rzecz nawilżająca. Jeśli śledzicie ostatnie instastories, to wiecie. TOTALNY HIT I ULUBIENIEC!

Maska w płachcie Etude House SNAIL! 


Skład wrzucam na zdjęciu, nie będę go jakoś mega analizować, ale działanie jest magiczne! Redukuje u mnie suchość, niedoskonałości, nawilża na 24 godziny i wręcz likwiduje pierwsze oznaki trądziku różowatego, który ostatnio zaczął się u mnie pojawiać. Totalny hit - powtarzam.

Na koniec ponawiam zaproszenie na Insta - jest Was już 400 :) Mam nadzieję, że dotrą do Was moje włosy i komuś pomogę! Ginger.shidless to ja :D




niedziela, 20 sierpnia 2017

Dyfuzor po raz pierwszy + rytuał mycia

Dyfuzor po raz pierwszy + rytuał mycia

Hej! 


Mycie włosów wykonałam metodą rozwadniania szamponu - kubeczkową. Do buteleczki plastikowej po zużytym toniku wlałam porcję szamponu, jakiej użyłabym normalnie do mycia, dopełniłam ciepłą wodą i rozmieszałam. 
Włosy namoczyłam letnią wodą, nałozyłam Kallosa Color na długość, rozczesałam tanglee teezerem i spłukałam. 
Wylałam wodę z szamponem na skórę głowy, rozmasowałam dokładnie, było dużo piany, którą przeciągnęłam na długość i też wczesałam, żeby ściągnąć z włosów dokładnie wszystkie substancje. Nie róbcie tego, jeśli Wasze włosy są mocno kręcone!
Potem ponownie nałożyłam Kallos Color, spłukałam i na takich miękkich włosach można było zacząć stylizację.
Ostatnio pod stylizator staram się za każdym razem nałożyć odżywkę bez spłukiwania i uwaga! niespodzianka :D nałożyłam w tym celu odrobinę Kallosa Color, rozprowadzając go najpierw między dłońmi, a później wczesując we włosy i wydzielając pasma. 
Później zaczęłam wygniatać, żeby odżywka dobrze doszła i dołożyłam sporo gęstego glutka. Ugniatałam aż furczało!
Zawinęłam włosy w koszulkę, aby jak najwięcej wody odsączyć, zostawiłam plopping na pół godziny na głowie i wzięłam się za suszenie.
Głową w dół było mi łatwo rozróżnić trzy sekcje włosów - dwie dłuższe po bokach i krótszą na środku i w takich właśnie partiach nakładałam je na mój dyfuzor i suszyłam.

Ostatnie zdjęcie zrobione o 14:02, gdy włosy jeszcze nie do końca były suche - jakość tragiczna, bo zdjęcia odzyskane ze story Instagrama
Tutaj już po dłuższej chwili - włosy od tyłu jeszcze nie do końca suche


Włosy od tyłu całkiem suche - już trochę roztrzepane i ruszane


Mały bonus, bo rzadko pokazuję się tutaj przodem - mocno roztrzepana grzywa przy przedziałku na środku właśnie u mnie

Artystyczny nieład moich faloloków :)
Podsumowanie

Włosy umyłam rano, co robię rzadko. Skusiłam się na świadome użycie suszarki z dyfuzorem, pierwszy raz po użyciu kręconowłosej pielęgnacji - odżywki b/s i glutka. Suszenie zajęło mi ponad 40 minut, ale uważam, że efekt jest zadowalający, testujcie u siebie i dawajcie znać! Ja na pewno nie zdecyduję się na każdorazowe suszenie dyfuzorem, bo nie będę miała na to czasu, ale krótkowłose robią to nawet co mycie i wcale im się nie dziwię!

P.S. Dzisiaj dowiedziałam się też, że moje włosy to wurly hair! Niby loki, a jednak fale (waves + curls) - widać to szczególnie na zdjęciach, gdy są mokre. Tworzą wyraźne spirale, które jednak są zbyt luźne na stworzenie loka, ale to jednak więcej niż fale! Bardzo się cieszę ^^ Zawsze marzyłam o lokach!

sobota, 19 sierpnia 2017

Proteiny - jak odbudować włosy

Proteiny - jak odbudować włosy

Hej!


Totalnie nie mogłam się zabrać za ten post!
Pewnie wiecie już, że moje włosy są niskoporowate i wszem i wobec rozgłaszam, że nie lubię się z proteinami. Cóż, pewnie jest to półprawda i postaram się cały temat przybliżyć właśnie tutaj. Zapraszam!

Szybka charakterystyka:
- proteiny to białka, dzielą się na mało- i wielkocząsteczkowe,
- inaczej wypełniacze - ok. 80% włosa to keratyna, im bardziej zniszczone włosy, tym większe ubytki keratyny,
- dzielimy je na zwierzęce i roślinne (wege). Dodatkowo w składach znajdziemy aminokwasy, które są najmniejsze, bo to one budują białka.
Bardzo ciężko stwierdzić czy włosom potrzeba protein, czy mają ich za dużo - najłatwiej analizując składy swojego szamponu i najczęściej używanych odżywek. Przeważnie włosy się puszą, są szorstkie, kołtuniące i te objawy niestety nie są jednoznaczne :( Trzeba wziąć pod uwagę jeszcze: suchość/poziom nawilżenia, ewentualne strączkowanie i przyklap oraz matowość. Teraz uwaga:
- mat, suchość i wręcz kruchość włosów wskazuje na nadmiar protein, czyli tak zwane PRZEPROTEINOWANIE, a oklapnięte włosy u nasady i strączkowanie na niedobór.

Tutaj zwrócę się typowo do kręciołków - uważajcie na przeproteinowanie, od razu będzie na głowie szopa, suche siano, którego skręt zacznie zanikać. Szczególnie keratyna.
Jak wspomniałam wyżej - moje włosy nie lubią protein, ale tylko tych wielkocząsteczkowych. Po jednej masce złożonej z jogurtu naturalnego i żółtka jajka kurzego nałożonej na 20 minut pod czepek uzyskałam opisany właśnie efekt. Włosy totalnie nie współpracowały ze mną, ani trochę nie chciały się kręcić, a ten efekt utrzymywał się niemal dwa tygodnie przy myciu włosów co 2-3 dni (oczywiście z bad hair day nie robię zdjęć i nie pokażę Wam tego wprost, ale musicie mi uwierzyć na słowo).


Przykłady:
* wielkocząsteczkowe proteiny zwierzęce dostępne w każdej kuchni znajdziemy pod postacią produktów mlecznych oraz w jajku,

* roślinne proteiny uzyskuje się m.in. z kukurydzy, owsa, przenicy, soi, ryżu (corn -, oats -, wheat -, soy -, rice protein),

Szampon z proteinami roślinnymi
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-glucoside, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum.

* pozostałe zwierzęce proteiny: keratyna (keratin), elastyna (elastin/ elastin protein), jedwab (silk/ silk protein), serycyna (sericin), kolagen (collagen),

Emolientowo-proteinowa maska z silikonami
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Palmitate, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Collagen, Arginine, Lactic Acid, Amodimethicone, Trideceth-10, Dimethiconol, Cyclopentasiloxane, Parfum, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional.

* aminokwasy: seryna (serine), arginina (arginine), l-cysteina (l-cystein), a także substancje opisane jako (- amino acid/-s),

* hydrolizowane proteiny, czyli białka rozbite na mniejsze w procesie hydrolizy: najczęściej keratyna, elastyna i jedwab (hydrolized keratin, hydrolized elastin i hydrolized silk), co jednak nie wyczerpuje tematu składników opisywanych po prostu jako hydrolized ... protein.

Lubiana wśród włosomaniaczek maska nawilżająca
Skład:  Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Panthenol, Lactic Acid, Triceteareth-4 Phosphate, Isopropyl Palmitate, Butyrospermum Parkii Butter*, Linum Usitatissimum Seed Extract*, Hydrolyzed Milk Protein,  Hydroxyethyl Cellulose, Disodium Edta, Glycerin*, Parfum, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Coumarin.

Najbezpieczniej stosować proteiny w maskach, np. raz na tydzień lub nawet raz na miesiąc - wszystko w zależności od potrzeb włosów! Należy także uważać, żeby nie zostawiać mocno proteinowych odżywek na włosach bez spłukiwania.

Proteiny potrzebują humektantów, żeby pozostać we włosie, a razem potrzebują emolientów i tutaj cykl się zamyka. Równowaga PEH może zostać osiągnięta, a nasze włosy dopieszczone :)

piątek, 18 sierpnia 2017

Włosowa historia Shidless

Włosowa historia Shidless

Hej!


Tak się zastanawiam... chcecie poznać moją włosową historię?
Jeśli odpowiedź brzmi "tak", to zostańcie, żeby przeczytać dalej :)

Urodziłam się we wrześniu '94 z czarnym irokezem. Miałam naprawdę dużo dość długich jak na noworodka włosów, a moja mama skarżyła się na zgagę przez całą ciążę (kiedyś to powiązanie było dość szeroko wykorzystywane). Włosy nie "wycierały mi się" na szczęście, ale z czasem zaczęły jaśnieć i podobno był moment, że na głowie miałam coś na kształt rudego!


Irokez jak się patrzy :D

Im byłam starsza, gdzieś do wieku 2 lat, tym włosy bardziej jaśniały, a po jego osiągnięciu już takie zostały na trochę :) powolutku pojawiły mi się dwa loczki na pejsach, które mama potem obcięła na pamiątkę, a loki mi zniknęły. Włoski miałam bardzo cienkie i delikatne. Przeważnie spinane spinką nad czołem.



Gdy rosłam - włosy rosły ze mną :) spinane coraz wymyślniej - warkoczyki, koki, loki! Aż w końcu pojawiła się grzywka - raz dłuższa, raz krótsza obcięta przeze mnie samą.



Tutaj już jest pięciomilimetrowa grzywka :D

Kochałam wałki i loki! Ciągle molestowałam mamę, żeby mi je zakręcała! Grzywka ciut dłuższa

Dowód że rosły ;)
Powoli ciemniały, robiły się grube i gęste, były piękne. Oczywiście z grzywką! Później nastała moda - wszystkie dziewczynki ścinały włosy po komunii - ja jeszcze nie, wytrzymałam do rocznicy, dostałam pięknego koka, którego nosiłam dumnie przez tydzień (był tak mega ciasny, zalakierowany i pospinany, że się nie zepsuł, ale że mi głowa nie odpadła...). Potem włosy obcięłam i bez komentarza pozostawię to, jak w tej fryzurze wyglądałam - dodając przybywającą też od piątego roku życia tuszę. Taki tam księżyc w pełni 💩.

Obowiązkowo w lokach!
Tu grzywka na lakier, bo pewnie się wywijała
W pierwszej klasie gimnazjum nastąpił u mnie ogromny przełom - utrata balastu 15 kg i uświadomienie o prawdziwej naturze moich włosów. Oczywiście zbyt ubogie w wiedzę, żeby coś z tego było. W międzyczasie włosy zaczęłam cieniować u fryzjera, układały się coraz gorzej, a ja po prostu przestałam je namiętnie czesać. 

Znowu loki ze spania na wałkach :D
Poniżej trzy zdjęcia z 2009 roku:

Naturalnie schnące
Rozczesane na sucho - moja ulubiona opaska!
Wyprostowane (i super czarna kreska)
Po drodze gdzieś tam epizody z prostowaniem i pianką koloryzującą - koniecznie na czerwono! Raz nie było takiej w sklepie i kupiłam niebieską - to był mój najgorszy błąd! Włosy miałam na początku jak siwe, później nierówno zielone, dobrze że wszystko zeszło 😅. 

i podoba się granat? :D
Nawet na swoją osiemnastkę miałam czerwień po piance koloryzującej na już prawie falach.

Początek liceum, 2010 rok, mega krótka góra, ale coś tam się falowało
18stka :D kolor chyba najpiękniejszy jaki kiedykolwiek miałam (właśnie to ta pianka)
Mój naturalny kolor w 2013 roku - mocno rozjaśniony słońcem, aż przebija blond
Włosy pod koniec liceum - chyba jakiś wybitny good hair day
Zdjęcie z kwietnia tego roku - przed podcięciem
Zawsze miałam ładne włosy, nie potrzebowałam jakoś specjalnie się nimi przejmować. Rosły, mocno nie wypadały. Pierwszym krokiem do zdrowych i pięknych włosów było u mnie uruchomienie henny. Już sama nie wiem, w jakich czeluściach internetu udało mi się na to natknąć. Historia z henną opisana została TUTAJ. I henna jest ze mną już od prawie dwóch lat :) ona zmusiła mnie do znalezienia lepszego szamponu - bez silikonów, a potem już zaczęłam szukać takich z różnymi detergentami. Świadoma pielęgnacja włosów zaczęła się u mnie w okolicy maja tego roku - zaczęłam oglądać Agnieszkę Niedziałek i MadCurl, nigdy nie byłam zagłębiona w blogi. Dopiero YouTube dał mi kopa. Nie interesowałam się specjalnym traktowaniem włosów, aż nadeszła do mnie pierwsza przesyłka od Agi i... przepadłam!

Aktualne po glucie :) - ombre, stylizator i loki
I z tyłu!
Widać tu całą moją historię, można z niej wywnioskować, że włosy odrastają, wystarczy trochę wiedzy i cierpliwości, a za pielęgnację się odwdzięczają :) Potrzebują tylko trochę tego co my - troski i czasu.

Jeśli Wam się podobało... zostawcie jakiś znak po sobie :)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Reanimacja fal - glutek lniany na gęsto

Reanimacja fal - glutek lniany na gęsto

Hej!


Włosy drugiego dnia - po wstaniu i po reanimacji wodą i glutkiem - efekt mocniejszych loczków
Czytaliście wczorajszy post o miękkich włosach? Fale były delikatne, niestylizowane i niezbyt mocno zdefiniowane. Spałam w rozpuszczonych włosach i na drugi dzień postanowiłam się postarać o coś więcej. Natchniona dyskusją na grupie Curly Girls Polska o glutku lnianym i nowym sposobem na jego robienie - podstawowe metody są TUTAJ - na gęsty żel przeciskany przez skarpetkę rajstopową, postanowiłam przeprowadzić reanimację dla podkreślenia skrętu.

Zdjęcie z tostera, ale widać nawet elementy 3a - po reanimacji - duża objętość
Tutaj włosowa historia ostatnich trzech dni:

Włosy pierwszego dnia po dość udanym włosingu i całonocnym ploppingu:


Sposób na uzyskanie takich włosów znajdziecie w poście tutaj. Wygniatanie z malutką ilością żelu Taft.

Przygotowanie glutka to po prostu duża większa ilość siemienia ugotowana w wodzie, ale odcedzona poprzez wyciśnięcie przez skarpetkę - glut był na tyle gęsty, że sam nie przesiąkał - zdjęcie na dowód! 







A tutaj z kolei plopping - niezbyt elegancka stylizacja...

Oba zdjęcia pochodzą z mojego instastory - taki element na wesoło!




Drugi dzień bezpośrednio po reanimacji - na mokrych włosach. 


Później plopping i na sucho po wygnieceniu mega mocnego żelu, który aż zrobił sucharki:


W tej chwili włosy mam trzydniowe i prezentują się tak: 


Jest to chyba najładniejszy efekt z całych trzech dni po ostatnim myciu glinką (peelingu). Pewnie gdyby nie moja paranoja brudnych włosów, to jeszcze bym ich nie myła, ale tak lubię oglądać je jak schną i z takich prostych i ciężkich od wody robią się fale :D no i zrobiłam znowu tego mega gluta, a nuż stanę się kręconowłosą, a nie tylko falowaną :) efekty pewnie niebawem!

A znacie już mojego instagrama @ginger.shidless? :) Na instastory ostatnio pokazywałam przygotowywanie tego żelu do reanimacji.



Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...