Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 stycznia 2019

Miksohenna bez kitu - przygotowanie oraz efekty

Miksohenna bez kitu - przygotowanie oraz efekty
Już dawno zapowiadałam swoje wielkie hennowanie i tzw. come back, ale czas na niego nadszedł dopiero wczoraj. Nie będę ukrywać, że jak dowiedziałam się od Justyny, że chce mi wysłać Miksohennę, to postanowiłam na nią poczekać, a przy okazji dać jej rzetelną recenzję i pokazać efekty na naturalkach. Mieszankę zrobiłam w zasadzie standardowo jak na mnie, bo użyłam gluta, herbatki owocowej (SUPEROWOCE - sam susz) z hibiskusem (łyżka), a jedynym nowym dodatkiem był wywar z czarnej malwy, którą Justyna przy okazji też mi wysłała. Koniecznie obczajcie post Justyny o miksohennie TUTAJ. A po przeczytaniu posta zostańcie na PS, bo tam kilka słów od niej i rady, jak by to zrobić może i lepiej.


Jak przygotować hennę


Rutyna przygotowywania zawsze wygląda tak samo, czyli gotujemy gluta, parzymy ziołowe dodatki  i mieszamy wszystko z proszkiem.  Tym razem trochę się ociągałam i hennowy proszek połączyłam z dodatkami, jak glut był już prawie zimny, ale chwilę później wszystko włożyłam do piekarnika na prawie 50° i leżało sobie to tam trochę ponad 2 h. Mówią, że karma wraca, więc nie musiałam się męczyć sama, tylko nakładała mi ją tym razem Wioletta (zobaczycie ją w filmie :D). Najpierw poszły odrosty, a później długość zawijałyśmy w ślimaczki. Jakimś cudem to zniosłam i włosy zawinięte w 2 czepki foliowe pod czapką i starą poszewką na poduszkę trzymałam praktycznie 6 h (no może 5 i pół). 


Zmywanie henny


Zmywanie okazało się trochę bardziej hardkorowe niż zwykle, bo po przeprowadzce nie mam już wanny. Wszystko się chlapie dookoła na podłogę, a w przypadku ziół jest to naprawdę niepożądane. Wymyślam sobie, że włosy najpierw wypłuczę w wiadrze do mopa. Bardzo dużo błotka udało mi się spłukać w ten sposób, a potem tylko wyniosłam wiadro spod prysznica i już umyłam głowę normalnie pod bieżącą wodą ze słuchawki (oczywiście mam na myśli spłukanie ziół samą wodą!). Bardzo na plus oceniam wypłukiwanie się tych ziół - miksohenna jako jedyna z bardzo nielicznych już przy pierwszym razie potrafi się wypłukać do CZYSTEJ(!) wody. 


To jaka jest ta opinia


Z konsystencji nakładania i spłukiwania jestem naprawdę bardzo zadowolona. Dodatkowo ta henna ma dużo mniej intensywny zapach niż reszta dotychczas przeze mnie stosowanych. Choć nie  zaprzeczam, że mogę to zawdzięczać braku dodania kozieradki (ale nie było też tak wielu razy z kozieradką, jak mogłoby się wydawać), po prostu samo zioło jest o wiele mniej intensywne i nawet na świeżo na sucho nie było czuć nic. Przy myciu oczywiście jest inaczej, ale to normalne. Kolor moich mysich odrostów jest jeszcze marzeniem o czerwieni, ale każdy następny raz będzie już bliżej ideału. Zresztą widzicie zdjęcia - jak myślicie, to już jest czerwony? Jeśli chcecie zobaczyć cały proces mieszania i jak wyglądałam w błotnych ślimaczkach z przodu, to zobaczcie film, na końcu też trzepię moimi powstałymi z martwych falami :D
Umyłam je już pierwszy raz - Vatiką z czarnuszką. Puściły trochę koloru w wodę, ale to i tak niewiele. Zapach nie przyprawia mnie o mdłości, jak to było kilka poprzednich razów, gdzie nawet na sucho nie mogłam zasnąć. WIELKI PLUS!


Słyszałam, że ta henna to siekiera i łapie jak mało która, ale w zasadzie nie spodziewałam się, że ten kolor za pierwszym razem będzie taki ładny! Nawet na odrostach! Co prawda liczyłam na dużo bardziej czerwoną wersję, ale ta, jak na pierwszą warstwę i pierwsze hennowanie, po praktycznie 7 miesiącach, to jest naprawdę ekstra. Tu filmik:



PS Justyna radzi:
- zmiksować trochę malwy - poodrywać płatki, rozciapać z wodą, dodać jako praktycznie glut do proszku
- wtedy już nie dawać normalnego gluta z siemienia, bo ta henna z malwą się zażelują same z siebie
- czerwień z henny trzeba nabudować, bardzo rzadko wychodzi za pierwszym razem (stąd moje bardziej miedziane odrosty, a piękna głęboka czerwień dołu), wymaga cierpliwości i sporej ilości warstw, wszystko idzie według kolejki: rudy/miedziany, czasem po drodze brąz i dopiero czerwień, ale nie Arielka, tylko wino, burgund, nawet lekko fioletowawa i bardziej zimna - stąd najbardziej popularny dodatek w postaci amli (choć to dopowiedziałam sobie sama i wcale nie musi to być amla, jak widać - zajrzyjcie do Justyny na wpis o kontroli koloru :))

poniedziałek, 12 lutego 2018

Czerwona henna - Light Mountain Bright Red

Czerwona henna - Light Mountain Bright Red

Hej!

Wiele z Was zainteresowało się moim ostatanim hennowaniem - przygotowaniem henny,  użytymi dodatkami, nakładaniem, zmywaniem, a na końcu, pewnie najbardziej efektami! Spieszę zatem z wyjaśnieniami. Zaczynamy!


Na zdjęciu przedstawiłam wszystkie (oprócz siemienia lnianego) użyte produkty. Macie już pomysł na połączenie tych składników, aby stworzyć odpowiednią mieszankę? No dobra, napiszę Wam, jak ja zrobiłam i co ewentualnie bym poprawiła lub zmodyfikowała.
Pierwszym kluczowym elementem, zdecydowanie najważniejszym, jest dobranie henny. Słynąca ostatnio ze swojego najczerwieńszego koloru, właśnie Light Mountain z wilkiem na opakowaniu, przedstawiana z koloru jako Bright Red to mój typ. Poniżej zdjęcie z dokładnie obfotografowanymi bokami pudełka. 
Pewnie już wiecie, że znaczna większość używanych przeze mnie produktów, przeważnie nie jest stosowana zgodnie z opisami. Tak też było z tą henną - nawet nie przeczytałam, jak producent poleca ją stosować. Jedno jest jednak pewne - moja henna ze zbiorów w 2016 roku, ma w składzie tylko lawsonię. Nowsze zbiory możliwe, że były mniej czerwone i posiadają już dodaną amlę - to będzie dla Was kluczowa informacja, jeśli chcielibyście mieszankę zakwaszać - generalnie powinna być już gotowa do zalania i odstawienia. Moja Light Mountain została zamówiona na iHerb, sklep polecam, choć dostawa jest dość długa :) Na pewno opłaca się złożyć w kilka osób na wspólne zamówienie.


Po zagotowaniu glutka (konsystencja odpowiednio rzadka, wg TYCH przepisów na pewno będzie dobra, ja już gotuję na oko) - cedzimy go i odstawiamy do przestygnięcia. Kolejnym celem powinno być odpowiednie zakwaszenie - już wyżej pisałam, że nowszy zbiór ma amlę, a ja planowałam jej użyć, ale... moja została w domu! Niestety mojego najlepiej sprawdzonego składnika nie było, więc posiłkowałam się czymś, co miałam, a nie wpędziłoby mojej henny w rudy. Stąd też herbatki i hibiskus! Po jednej torebce z każdej herbaty umieściłam w kubku i zalałam do połowy wrzątkiem. Oprócz tego kieliszek hibiskusa także połączyłam z gorącą wodą, później z herbatkami.


Małym błędem było zalanie drzewa sandałowego gorącą wodą w osobnym kubku już na tym etapie i dodanie go do herbatek z hibiskusem. Drzewo sandałowe woli zasadowe środowisko, więc warto odstawić zalaną np. łyżkę mielonego drzewa w osobnym naczyniu, niech naciąga wodę, ale dodać do mieszanki dopiero przed jej nałożeniem. U mnie drzewo było przez to dwukrotnie dodawane do mieszanki - do zakwaszacza i później, tuż przed nałożeniem.
W miarę mieszania henny, dochodziłam do pożądanej konsystencji, ale ciągle mam z nią problemy. Do henny, gdy była jeszcze w proszku, dodałam łyżkę mielonej kozieradki - głównie na konsystencję i przeciw przesuszowi. 
Gotowa henna po odstaniu - w cieple ok. 11h, z dodanym drzewem sandałowym przedstawiona jest na obrazku poniżej. Tak samo jak ja przed i gotowa do aplikacji. Wannę zabezpieczyłam stretchem i wzięłam się za aplikację, nie zapominając o nałożeniu rękawiczek.


Papkę nakładałam rękoma, zaczynając od czoła i przesuwając się w kierunku tyłu głowy i szyi. Oczywiście miałam problemy z rozdzielaniem pasm, dzieleniem włosów na równe sekcje itd. - nie zrobiłam tego wcześniej i chłopak musiał ostatecznie skończyć aplikację. Na koniec, z końcówki henny wymieszanej z końcówką glutka, zrobiłam bardzo rzadką papkę, którą dokładnie wcierałam między pasma posklejanych włosów. Po wysmarowaniu wszystkiego z miseczki, ułożyłam wszystkie włosy płasko na głowie i zabezpieczyłam dwoma foliowymi czepkami jednorazowymi, kawałkiem papieru na karku i ciepłą czapką. Henna miała czas ok. 5,5h na dojrzewanie na włosach. Po tym czasie spłukałam ją najpierw letnią wodą w kierunku ciepłej, a na koniec, po wyczesaniu TT, chłodną, aby domknąć łuski i ograniczyć wymywanie koloru.


Następne mycie planuję dopiero na ok. 50 h po hennowaniu, aby wszystko ładnie czerwieniało. 
Zapach tym razem jest dużo mniej sianowaty i nie wiem dokłądnie czemu to zawdzięczam, ale stawiam na kadzidlane właściwości drzewa sandałowego, hibiskusa i herbatki, bo kozieradka ma tutaj raczej swoje śmierdziuchowe trzy grosze. Sama henna jest bardzo dobrze zmielona, pięknie się miesza i nie tworzy grudek. Sam zapach też nie jest bardzo intensywny, co dla mnie jest plusem. Włosy są znośne, przeważnie po hennowaniu zawsze chodziłam w kucyku/koku lub rozczesanych włosach, bo miałam szopę, a tym razem, nawet bez stylizacji glutkiem, wyglądają ładnie. Są niebotycznie lśniące! Sama nie wiem, którym dodatkom to zawdzięczam, ale pewnie nawilżającemu działaniu siemienia najbardziej.

Przyznajcie się, przez cały post czekacie na fotki włosów? Ja w sumie też, ale jeszcze ich nie mam xD Wszelkie "na żywo" z udziałem włosów znajdziecie na instagramie, a nawet mojej stronie na Fb. Obiecuję, że niebawem się poprawię! Jedno zdjęcie na zachętę:


Mam nadzieję, że się podoba :)
Do następnego! 

czwartek, 27 lipca 2017

Bezpieczeństwo przede wszystkim - testy na alergię

Bezpieczeństwo przede wszystkim - testy na alergię

Hej! 


Post poświęcony trosce o osoby ze skłonnością do alergii, uczuleń i wszelkiego typu reakcji na chemię, a szczególnie nieraz utajone w składzie PPD i chemiczne barwniki.


Jest to nawiązanie do akcji RedPilorum, która ma do sprawy podejście fryzjerskie i Justyny - doświadczonej alergiami, które walczą o świadomość farbujących włosy - czy to u fryzjera, czy w domu, czy chemią już z nazwy, czy nawet henną, która może okazać się zanieczyszczona. Po to powstają wpisy, blogi, grupy, żeby rozwijać świadomość, nie strącać tematu na dalszy plan, ani nie bagatelizować reakcji naszego organizmu.

KOBIETY róbcie testy! 


Chodzi tutaj głównie o sprawdzanie reakcji na farby - testy skórne są wpisane w ulotki wszelkich farb drogeryjnych, żeby producenci uniknęli odpowiedzialności za konsekwencje. Alergie, pieczenie, wysypki, rany - aż do długofalowej konsekwencji - wyłysienia. Henny też bywają "wzbogacane" barwnikami, niekiedy nawet henną nazywane są całkowicie chemiczne mieszanki - "henny" do brwi, ziołowe farby w paście. Pamiętajcie, że cokolwiek jest już rozrobione, ma konsystencję pasty i tak sobie stoi na półce i czeka na kupno... NIE MA PRAWA BYĆ HENNĄ. Może co najwyżej zawierać dodatek henny, a to już jest straszne...

A czy fryzjer robi Ci test, gdy chcesz farbować włosy? Jeśli nie, wiedz że masz prawo o niego prosić. Gdyby coś się stało, gdyby wystąpił wstrząs (to oczywiście skrajny przypadek) to kogo będziesz za to winić? Wszelkie pieczenie, swędzenie, mrowienie... to nie są naturalne reakcje, od razu wiadomo że skóra się broni i ściera z chemią. Czy po to chcesz farbować włosy, aby je stracić lub pogorszyć zdrowie? Na pewno nie. Sprawę zostawiam do przemyślenia.

Wpis u Justyny o testach u fryzjera TUTAJ, a o bezpieczeństwie z ziołami TU i niebezpiecznych firmach TUTAJ.
Baner udostępniony przez RedPilorum i do jej wpisu na temat bezpieczeństwa odsyłam TUTAJ.

Jako że nigdy nie farbowałam włosów u fryzjera muszę odesłać do dziewczyn, u nich jest mnóstwo wiedzy w temacie i doświadczenia z reakcjami. Mój skalp nie cierpiał nigdy pod wpływem substancji chemicznych  i mogę uznać się za szczęściarę.


TEST


Żeby wykonać test wystarczy nałożyć odrobinę pasty ziołowej lub farby na miejsce zgięcia łokcia, tutaj nałożona została kasja, przykryta folią i zostawiona na 10 minut.


Po 10 minutach zmyta chusteczką - w trakcie trzymania nie spowodowała żadnych reakcji, nie swędziała, nie piekła i wyraźnie widać, że nie zostawiła śladu - żadnej obwódki ani krostek. Leciutkie zaczerwienienie wzięło się z przetarcia chusteczką. Jeśli jednak nie jesteśmy pewni, że substancja jest czysta lub testujemy farbę chemiczną - warto odczekać 48 godzin, aby się upewnić. Nasza kasja była czysta i przeszła test pomyślnie.


Ręki do testu użyczył mój facet, nie jest to ręka koleżanki, której kasja była nakładana, tak dla ścisłości :D

Bądźcie rozważne i bezpieczne! Pamiętajcie o testach! Macie do nich prawo.

środa, 19 lipca 2017

Cassia / Kasja, czyli odżywienie bez koloru

Cassia / Kasja, czyli odżywienie bez koloru

Hej!

Pora na trochę o mojej pierwszej przygodzie sam na sam z Cassią.


Motyw i perypetie:
Zaczęło się od namówienia koleżanki na zrobienie czegoś z włosami. Niedawno dość namiętnie je prostowała, kiedyś też farbowała chemią. Ośmielę się stwierdzić, że jej włosy wyglądały na suche i zniszczone, mimo że regularnie podcina końcówki. Doszłyśmy do porozumienia, że pozwoli mi zrobić sobie Cassię. Poszukiwania cassi stacjonarnie w tamtym tygodniu były dość trudne, bo w 2 na 3 miejscach była wykupiona. Mieszkam we Wrocławiu, więc znalazłam ją dopiero w Lilaróż na Piłsudskiego i tam dostępna była tylko z firmy Orientana w cenie 36,99 za 100g.  


Składniki:
- 100g czystych ziół Cassia Obovata z firmy Orientana,
- ok. 20g amli z firmy Hesh
Do rozrobienia mieszanki użyłam rzadkiego gluta z siemienia lnianego wg przepisu z poprzedniego wpisu.


Przygotowanie:
Zioła wsypałam do miseczki (starałam się, aby amli było maksymalnie 1/4, a że nie mam wagi kuchennej, to zrobiłam jak moja babcia, gdy robi kluski, czyli wybrałam czwartą część łyżką i tam nasypałam zakwaszacza). Nie dodawałam żadnych sypkich dodatków, więc od razu zaczęłam zalewać wszystko glutem.  Podczas mieszania okazało się, że moje niecałe pół litra to było za mało, ale postanowiłam zostawić pastę taką, jaka wyszła. Rozmieszałam jak się dało najdokładniej, przykryłam folią i wsadziłam w wełnianą czapkę.


Odstawiłam mieszankę na ponad 22 godziny, założeniem były 24, ale się spieszyłyśmy. Okazało się, że cassia po odstaniu samoistnie poprawiła konsystencję, bo zniknęły wszystkie grudki, ale dolałam do niej jeszcze odrobinkę samej wody z filtra, żeby trochę ją upłynnić.


Nakładanie:
Koleżanka umyła włosy szamponem bez silikonów, tzw. "rypaczem" - jeden z moich ulubionych O'Herbal - szampon wzmacniający włosy z ekstraktem z korzenia tataraku, dość mocno oczyszczający (i uwaga! może wysuszać wrażliwe skalpy, dobry zamiennik to wersja z lnem, dużo mniej wysuszająca).


Na odsączone włosy zaczęłyśmy nakładać cassię pasmo po paśmie, od środka głowy a włosy zawijając dookoła w gniazdo/kokon. Nakładanie na włosy za łopatki i dokładnie pasmo po paśmie zajęło mi godzinę. Nie wystarczyło na dokładne pokrycie dwóch ostatnich pasm na samym dole, ale obwiniam za to bardziej czas, przez który włosy zdążyły już wyschnąć i w końcowej fazie nakładania mogło zejść więcej pasty. Całość przykryłam foliowym czepkiem i wełnianą czapką. Masa na głowie pod przykryciem działała sobie ponad 2,5 godziny.


Spłukiwanie:
Dość ciężko było nam rozplątać włosy, nie chciały się odlepić od siebie, ale po użyciu większej ilości wody zrobiły to bez problemu. Trudność sprawiło też dokładne oczyszczenie skóry głowy z papki, bo pewnie byłam zbyt delikatna. W większości spłukane włosy oblałam glutem lnianym, którego specjalnie ugotowałyśmy wg przepisu i proporcji na żel. Zostawiłam na chwilę, lekko rozczesałam tangle teezerem i znowu spłukałam. Na końcu wgniotłam jeszcze trochę żelu lnianego. Włosy wyschły naturalnie.

Włosy w świetle dziennym - 6 dni po
Efekty:
Po dwóch dniach umyła włosy jak zwykle, efekt kolorystyczny jest raczej znikomy, może odrobinkę chłodniejszy odcień, tak samo suche. Po zrobieniu zdjęć postanowiłam nawilżyć jej niesforne włosy i w tym celu spryskałam je mgiełką szungitową - obecna w poście o humektantach, którą wczesałam i dodatkowo zamknęłam olejem awokado - też wczesanym. Koleżanka dzisiaj zauważa "(...)w ogóle to ładne mam dzisiaj włosy, ładnie wyglądają i nie puszą się jak zawsze. Nie mam już takiej szopy."


Myślę że cassia w połączeniu z nawilżeniem zaprocentują w niedługim czasie. Teraz już tylko odpowiednia pielęgnacja i może końcówki przestaną się tak kruszyć, a ich właścicielka prostować na siłę. Włosy ewidentnie potrzebują tylko odrobiny miłości i powinny się pięknie falować.

Porównanie odcieni w świetle sztucznym - przed i 6 dni po
W razie pytań - śmiało :) Najłatwiej o kontakt ze mną na Facebooku, zapraszam! A wszelką inną pomoc przy ziołach otrzymacie na pewno na grupie Henna na włosy. Miksologia, która prężnie działa, przeprowadza testy i pomaga. Konieczny do odwiedzenia blog w tej tematyce - Henna miksologia pod okiem bardzo wiele wiedzącej i zawsze pomocnej Justyny.


wtorek, 18 lipca 2017

Ziołowe farbowanie włosów - podstawy. Musisz to wiedzieć

Ziołowe farbowanie włosów - podstawy. Musisz to wiedzieć

Hej!

Farbowanie włosów ziołami jest ze mną już od dwóch lat. Wcześniej miałam tylko małe epizody z pianką koloryzującą lub pasmem z farby chemicznej. Nie pamiętam dokładnie, jaka to była firma, ani reszty szczegółów, natomiast wiem, że nawet niedługi czas trzymania farby na włosach spowodował ich zniszczenie. Zwiększyła się porowatość, nastąpiło przesuszenie, później już tylko plątały się i kruszyły. Była to zwykła farba drogeryjna w rudym odcieniu - bo zawsze chciałam być ruda, która bardzo szybko wypłukała się do niechcianego przeze mnie blondu. I tak nosiłam przez 3 lata dziwny skołtuniony i dużo jaśniejszy od naturalnych włosów twór w dolnej warstwie mojej fryzury.


Muszę też zaznaczyć, że był to czas nieświadomego obchodzenia się z włosami. Używałam wtedy tylko szamponu i niesamowicie rzadko jakiejś odżywki, jednak naturalnym włosom to prawie wystarczało, a z farbowanymi zdecydowanie sobie nie radziło.

Mój realny hennowy kolor w świetle zachodzącego słońca

Henna


Moim pierwszym ziołem była Lawsonia inermis - henna. Jest to zioło dające kolory od rudego przez czerwony aż do brązów i burgundów - wszystko zależy od koloru wyjściowego, ilości aplikacji i najważniejsze - koloru henny, który jest inny w zależności od regionu, z którego pochodzi i pogody tam panującej, bo zmiana warunków, np. susza potrafi zmienić kolor uzyskiwany z henny. Przeważnie sprawdzają się klasyfikacje wg firm. Moja cała historia pierwszego razu jest opisana w ostatnim poście o hennowaniu - odsyłacz. Pisałam, że używałam henny Khadi. Była to albo czysta henna Khadi Red, albo Khadi z Amlą i Jatrophą.
Składy:
Khadi Red - 100% Henna Lawsonia Inermis z Indii
Khadi z Amlą i Jatrophą - Lawsonia Inermis (Henna), Emblica Officinalis (Amla), Eclipta Alba (Bhringaraj), Bacopa Monniera (Brahmi), Acacia Concinna (Shikakai), Terminalia Chebula (Harad), Jatpropha Glandulifera (Jatropha), Azadirachta Indica (Neem), Terminalia Bellirica Roxb. (Vibhitaki)
Khadi przeważnie jest bardziej rude od najczerwieńszych henn, jednak nie jest do końca pomarańczowe.
Przygotowanie: oprócz wskazówek zawartych w linku mogę dodać od siebie, że i czas odstawiania mieszanki i temperatura wody, z którą mieszamy proszek oraz dodatki wpływają na efekt końcowy. Także czas po spłukaniu henny, a przed umyciem szamponem ma na to wpływ - tutaj ważne - jeśli podoba nam się kolor uzyskany bezpośrednio po spłukaniu masy - myjemy szamponem. Jeśli chcemy, aby barwnik ściemniał lub mocniej wniknął, czekamy nawet do 48 godzin do mycia.


Henna - Khadi z Amlą i Jatrophą i czysta Banjaras

Odrobinę o dodatkach, ale na pewno będzie więcej!
Obie dodatkowe rośliny w Khadi z Amlą i Jatrophą (z tytułu opakowania, bo w składzie jest ich więcej) są krzewami, ale Jatropha Glandulifera jest kwitnąca, a Amla wydaje owoce, jednak o ile nie wiem dokładnie jak bardzo czerwony barwnik znajduje się w jatrofie (tylko trochę informacji tutaj), to właściwości Amli zostały już wielokrotnie przetestowane. Amla dodawana do henn to sproszkowany kwaśny owoc, który kupujemy, np. tu i używany do zakwaszenia mieszanki. Amla słynie głównie z tego, że ochładza kolor i może pomagać wydobywać skręt z włosów kręconych, ale za to powoduje przesusz, za który często bezpodstawnie winimy hennę zamiast dodatków.

Cassia


Miałam z nią doświadczenie dopiero niedawno. Ziele nazywa się Cassia Obovata, gdzieniegdzie widnieje nazwa senna (ciut inaczej niż henna) lub senes, które sproszkowane używamy w celu regeneracji włosów. Kasja w przeciwieństwie do henny i indigo nie daje mocnego koloru, dzięki czemu nadaje się dla osób nie chcących go zmieniać lub blondynek (przy białych/platynowych włosach jedynie możemy zaobserwować efekt zżółknięcia). Daje blask, złoto/żółte refleksy, pogrubia i odżywia włos.
Przygotowanie: cassia która ma farbować i dobrze odżywiać powinna zostać zmieszana z kwaśnym dodatkiem (w proporcji 4:1 wspomniana wyżej amla, kwaskiem cytrynowym, sokiem z cytryny lub innym kwaśnym sokiem, np. jabłkowym/aroniowym), do konsystencji pasty dodajemy lekko ciepłą wodę (najlepiej demineralizowaną/przegotowaną/z filtra lub też glutka), miseczkę przykrywamy folią i odkładamy w ciepłe miejsce na ok. 24 godziny. Później nakładamy na wilgotne włosy i trzymamy pod folią i w cieple przez ok. 4 godziny (czas optymalny dla dobrego efektu kondycjonującego). Kluczowy moment - gdy nie chcemy uzyskać kolorów, możemy zminimalizować ich uwydatnienie przez spłukanie pasty i od razu umycie włosów szamponem, zatrzyma to proces utleniania barwnika.


Cassia z firmy Orientana + amla Hesh


Indygo


Indigofera tinctoria, Indigo tinctoria lub indygowiec. Roślina o właściwościach kondycjonujących włos, a także barwiąca na ciemne i zimne kolory - czerń, niebieski. Bardzo ważne jest, żeby przed farbowaniem tym ziołem dobrze się zastanowić, czy nie będziemy chcieć zmienić kiedyś koloru na jaśniejszy, bo rozjaśnianie indygo kończy się zielonymi włosami. Tutaj ważne jest także delikatne obchodzenie się z farbowaniem na czarno włosów blond, siwych i rozjaśnianych - możemy skończyć z zielenią lub niebieskim. Indygo nie łączy się z włosem tak mocno jak henna i nie bezpośrednio z keratyną, ale właśnie najlepiej przyczepia się do henny już znajdującej się tam. 
Przygotowanie: proszek zalewamy wodą (chłodną, najlepiej demineralizowaną lub glutem lnianym), indygo lubi środowisko zasadowe, więc możemy dodać łyżeczkę sody. Mieszamy składniki do konsystencji pasty i nakładamy na głowę. Trzymamy do 2 godzin pod folią i w cieple, bo tyle mniej więcej wynosi czas uwalniania barwnika. Spłukujemy czystą wodą, na koniec możemy znowu zrobić płukankę z gluta. Mycie szamponem robimy dopiero po ok. 24 godzinach.
Farbowanie siwych i blond włosów najlepiej przeprowadzać dwuetapowo - najpierw henna, później indygo. Jest także niezliczona ilość kombinacji składników w różnych proporcjach, które pozwalają uzyskiwać mnogość odcieni. 

Kolor sproszkowanego indygo jest zawsze mocniej zielony

Hendigo, blondy, brązy i wszystkie mieszanki


Najważniejsze na świecie w farbowaniu ziołami jest dokładne sprawdzanie składów produktów. Tylko podane wyżej zioła są bezpiecznymi barwnikami (nie poruszam tutaj kwestii innych dodatków roślinnych, mam na celu przestrzeżenie przed chemią, PPD, konserwantami i śmieciami w hennie). Pamiętajcie, że wszystkie nazwy zawierające numery lub dziwne skomplikowane wyrażenia - nie brzmiące jak łacińskie nazwy roślin - mogą Wam tylko zaszkodzić. Kolejna UWAGA - nawet mieszanki z nazwą blond mają w składzie często indygo dla ochłodzenia henny, brązy to samo - nie próbujcie tego rozjaśniać lub zawsze wykonujcie próbę na pasemku. Czyste zioła opisałam wyżej, lepiej samemu kupić Cassię, Hennę i Indygo i wymieszać sobie wg odpowiednich proporcji mieszankę, niż kupić gotową i się rozczarować. Gotowe mieszanki tylko zalewamy wodą i nakładamy na głowę. Robione przez nas i składające się z kasji i henny możemy spokojnie zakwasić, wymieszać wcześniej i odstawić, a nawet zamrozić. Nie zamrażamy indygo, bo później już nie barwi.

Mieszanka Swati jasny brąz już jako pasta na głowie, kolor dużo intensywniej zielony

Przykład:
mamy jasne włosy, chcemy truskawkowy blond - rozrabiamy cassię, zakwaszamy i odstawiamy, do tego później dosypujemy odrobinę henny (najlepiej czerwonej) i od razu nakładamy. Henna odstawiona z cassią stwarza ryzyko stworzenia rudości, z któej ciężko będzie wyjść. Zaczynamy zawsze od malutkich ilości dodatków, ewentualnie eksperymentujemy na pasmach. Jedna prosta zasada - henna nie rozjaśnia, więc zawsze łatwiej możemy dołożyć jej więcej później, niż ściągnąć kolor, co wiąże się z koniecznością użycia chemii.

Praktykowane są także metody rozjaśnianie + henna, które sprawdzają się przy nabudowaniu kolorów do bardzo ciemnych lub przy ciemnym kolorze wyjściowym, a dążeniu do intensywnych rudości czy czerwieni. Henna "zalepia" wtedy taki rozjaśniony włos, ale nigdy nie ma pewności, że jak przesadzimy, to wszystko da się uratować.

Istnieje jeszcze kilka rodzajów roślin, które pozwolą nam trwale zafarbować włosy, jednak ja nie znam ich właściwości i nie chcę pisać na razie pisać ten temat. Myślę, że posty w hennowej tematyce będą się ciągle pojawiać.


Mój Facebook i Instagram ze stories czekają! Śmiało korzystajcie z linków :)

wtorek, 20 czerwca 2017

Mocne włosy? Naturalnie!

Mocne włosy? Naturalnie!

Hej!

Pierwszy post powinien przyciągnąć uwagę, zainteresować
i przytrzymać na dłużej, więc najlepiej jak zacznę od swojej włosowej historii, czyli poznajmy się. Moje włosy! Tak, oto one. Dumnie spoczywający na plecach kocyk. Oczywiście mogłyby być dłuższe, gęstsze, bardziej kręcone... ale są takie i z takich jestem dumna! Ich kolor jest szalony, ciągle poddawany eksperymentom (wszystko w obrębie naturalnych sposobów), bardziej rudy lub bardziej czerwony. (Zawsze marzyłam o zostaniu Arielką!) 


Hennuję
się już od około 2 lat, mój kolor to mysi ciemny blond, a henny to od początku Khadi, teraz Swati, Banjaras i Mumtaz, ale tylko dzięki dziewczynom z grupy henna-miksologia i tutaj zapraszam na bloga - kopalnię wiedzy o hennach i ziołach :)
Długość przeważnie marzy się wszystkim, ale dla każdego inna będzie odpowiednia - moje włosy kończą się wraz z plecami, mierząc od linii włosów na środku czoła do końcówek na plecach mają 90 cm, ale są to włosy cieniowane (poszczególne warstwy mają od 40 do 60 cm długości). Objętość raczej standardowa 8-8,5 cm w kucyku, choć znacznie pomaga mi struktura - faloloki!


Nie wiem czy jest jakiś bardziej kapryśny typ włosów niż właśnie takie fale, bo raz są, a innym razem nie.


Bloga poświęcę przede wszystkim włosom, odrobinę skórze, a resztę podróżom. Jestem studentką, więc wszystko będzie dojrzewało na bieżąco - kolor włosów, osobowość i zainteresowania.

Zapraszam na mojego Instagrama i profil na Facebooku!

Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...