piątek, 3 listopada 2017

Stylizatory do fal - mój ranking

Stylizatory do fal - mój ranking

Hej!


Jako że jestem posiadaczką fal, a fale są niesamowicie wymagające pod względem doboru stylizatora, mam nadzieję Wam w tym trochę pomóc - zapraszam na post o moich ulubionych stylizatorach i ich efektach bezpośrednio na włosach. Będą też te mniej ulubione, przed którymi poniekąd chcę przestrzec.
Posta postaram się aktualizować za każdym razem, gdy przetestuję nowy stylizator :) - w tym celu polecam śledzić stronę na Facebooku oraz Instagram, bo tam pojawiają się kosmetyki aktualnie przeze mnie używane :)

Zapraszam do mojego rankingu bez kitu! 


Absolutny numer 1 dla mnie - i tu mam nadzieję nikogo nie zdziwić - to nic innego jak GLUT LNIANY. Po ankiecie widać, że u dziewczyn też daje radę (wszystko na ten temat wyjaśni się w następnym poście!) :)
Sprawdza się w każdej sytuacji, nie zostawia żadnego filmu na włosach, pięknie się wygniata, a jednocześnie trzyma skręt. Efekt możemy dawkować w zależności od tego, jak gęstego glutka ugotujemy lub na jak bardzo mokre włosy go nałożymy. Im suchsze włosy tym efekt bardziej wyraźny - pojedyncze "sklejone" pasma mocniej widoczne. Nałożony na ociekające włosy tworzy miękkie fale. U mnie nigdy nie spowodował przenawilżenia, sztywnych lub matowych włosów. Zawsze będę go polecać, a zastosowań ma mnóstwo - poczytajcie TUTAJ :)



Skład: siemię lniane, woda - zawsze możecie dodać trochę olejku dla zakonserwowania lub konserwantu, bez niego wytrzyma ok. tydzień w lodówce, przygotowanie 15 min, koszt 5 zł na rok?
Wszyscy muszą przetestować!


Numer 2 to mój faworyt wybrany z dostępnych stacjonarnie produktów - Syoss Men Powerhold.  W ankiecie na miejscu 4. Sięgam po niego zawsze, gdy nie mam przygotowanego glutka. Efekt jest raczej zadowalający, widocznie na tyle, że pozwalam sobie na lenistwo względem gotowania siemienia.
Efekt nie zawsze jest do przewidzenia, nieraz nie wychodzi to, czego bym chciała oczekiwać. Wygląd fal nie zawsze jest przewidywalny i powtarzalny, dziwne? Tylko ja tak mam? :D 




Skład: Aqua, PVP, Acrylates/ Hydroxyesters Acrylates Copolymer, Acrylates/ Steareth-20 Methacrylate Crosspolymer, Aminomethyl Propanol, Phenoxyetanol, Panthenol, Glycerin, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Banzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Benzoic Acid, Methylisothiazolinone, Sodium Benzonate, CI 60730.

Trzeci jest póki co Taft looks niebieski od Schwarzkopf - włosy po pierwszym razie były dość fajnie nawilżone - skusiłam się z polecenia Mad Curl, lecz moje długaśne włosy kapryszą i skręt nie utrzymywał się zbyt długo. Na drugi dzień zostawały już tylko smętne strąki - no i nie myślcie, że skoro słaby, to nie można z nim przesadzić! Nic bardziej mylnego, włosy pięknie się zlepiają w (łudząco przypominające tłuste) strąki. 



Skład: Aqua, PVP, Tetrahydroxypropyl Ethylenediamine, Glycerin, Phenoxyethanol, Carbomer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Parfum, DMDM Hydantion, Niacinamide, Benzophenone-4, Citronellol, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, CI 42090.

Czwarte miejsce to przetestowany przeze mnie dopiero dwa razy profesjonalny żel do tworzenia loków z Natury Siberiki. Po dwóch probach stwierdzam, że efekt mógłby być o wiele bardziej zadowalający. Nałożyłam go mnóstwo na włosy, a rano nie było już prawie śladu! Włosy nie trzymają skrętu, na dole jeden puch. Lipa :(




Skład: Aqua, Acrylates/Methacrylamide Copolymer, Cocoyl Proline, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Amaranthus Caudatus Seed Oil*, Cratageus Monogina Flower Water, Spiraea Ulmaria Extract*, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Oil, Empetrum Nigrum Fruit Juice*, Pinus Pumila Needle ExtractWH, Rhodiola Rosea Root Extract WH, Sorbus Sibirica ExtractWH, Pinus Sibirica Seed Oil Polyglyceryl-6 EstersPS, Phospholipids, Sphingolipids, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl BetaineHR, Hydrolyzed Vegetable Protein, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Oleate, Retinyl Palmitate, Biotin, Folic Acid, Cyanocobalamin, Niacinamide, Pantothenic Acid, Pyridoxine, Ribaflavin, Thiamine, Yeast Polypeptides, Silk Amino Acids, Hydroxyethylcellulose, Hydroxypropyl Guar, Sodium Cocoyl Glutamate, Parfum, Potassium Hydroxide, Caprylhydroxamic Acid, Benzyl Alcohol, Glycerine, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool.

Kolejna już - piąta pozycja - Boots Essentials Curl créme - pomaga falom się definiować, względnie nie zostawia włosów "tłustych", jednak efekt nie należy do moich ulubionych - mocno podkreślone pojedyncze falujące pasma, na Bootsie jeszcze nie udało mi się uzyskać faloloków - może za rzadko go używam. Kupiłam po przeczytaniu ekstra pochwalnych opinii na wizażu, ale to forum chyba już nie jest aktualne...



Skład: Aqua, Cetyl alcohol, Stearyl alcohol, Cetrimonium chloride, PVP/VA copolymer, Phenoxyethanol, Polyquaternium-10, Parfum, Benzophenone-3, Citric acid, Sodium hydroxide, Linalool, Butylphenyl methylpropional, Hydroxycitronellal, Sodium acetate, Sodium chloride, Citronellol, Isopropyl alcohol, Cl 14700.

Numer sześć i tylko ze względu na to, że na razie nie testowałam niczego więcej to Isana szumnie zwana Proffesional Styling Cream Pure Locken. Dla mnie tragedia i podczas pierwszego wygniatania i reanimacji. Włosy są mega obciążone, jakby tłuste i prostują się, tworząc nieciekawe strąki. Wiem, że ten krem sprawdza się na lokach od 3a wzwyż - podobnie jak Natura Siberika zresztą. U mnie... do oddania!



Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Sorbitol, Isopropyl Palmitate, PVP, Glyceryl Stearate, Dicaprylyl Carbonate, Polyquaternium-44, Polyquaternium-16, Panthenol, Parfum, Glycerin, Quartz Powder, Sodium Laneth-40 Maleate/Styrene Sulfonate Copolymer, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate.


Miejsce 7 to fryzjerski krem Fuenté - kupiłam go z nadzieją na piękne utrwalenie, ale nie wiem - może po prostu nie umiem go używać. Włosy zawsze są sklejone i loki zamiast się definiować to oklapują i się sklejają. Potem bardzo ciężko rozczesać włosy. Przede mną chyba jeszcze jedna próba.



Skład: Aqua, Paraffinum, Oleth-3 Phosphate, Oleth-5, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Lanolin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, VP/VA Copolymer, Glycerin, Propylene Glycol, Polyquaternium-11, PEG-90M, Sodium Hydroxide, Phenoxyetanol, Piroctone Oleamine, Benzoic Acid, Parfum, Mica, CI 77891, Linalool.

Jako stylizatora można też użyć maski i ja, jako eksperyment, użyłam kiedyś do tego celu kupiony przeze mnie omyłkowo balsam do ciała z Omia Laboratories - pierwszy raz to był istny efekt wow, włosom ewidentnie brakowało humektantów i może nawet emolientów, ale na drugi dzień fale się prawie rozprostowały i efekt był dość smętny. To samo za drugim razem przy próbie stylizacji na niego - oklap natychmiastowy. Myślę, że dziewczyny z wysokoporowatymi i suchymi włosami bardziej polubią się z taką metodą. TUTAJ wpis z relacją dotyczącą skrętu :)


Dajcie znać, które stylizatory lubią Wasze włosy, chętnie poczytam też o loczkach 😍 
Prostowłose - nie martwcie się, może wyzwanie „w 30 dni do kręconych włosów” będzie dla Was? :)

poniedziałek, 30 października 2017

Globus - seria podróżnicza bez kitu

Globus - seria podróżnicza bez kitu

Hej!


Nie jestem pewna, czy zwróciliście uwagę na zakładkę „o mnie”. Piszę tam, że blog będzie o włosach, hennie, kosmetykach (głównie tych naturalnych!), ale także o podróżach. Jest to hobby, które pochłania najwięcej czasu i środków, ale to ono daje wspomnienia na całe życie.


Dlatego, tytułem wstępu, wspomnę jeszcze, że nic tak nie kształci jak podróże. Może widzieliście na moim Instagramie, że w tym roku odwiedziłam sporo miejsc. Jako że blog, moja osobista odskocznia, powinien zawierać treści ściśle związane ze mną, nie może tutaj zabraknąć tak dużej części mnie – odbytych podróży. Postanowiłam więc, że tak samo jak o włosach powstało kompendium, tak o podróżach powstanie mój własny globus, gdzie znajdziecie opis wszystkich prędzej lub później zwiedzonych miejsc. Mam nadzieję, że wystarczająco Was zainteresuję, żeby dbanie o włosy i podróże weszły Wam w krew!

Będę się starała wspomnieć o wszystkich istotnych kwestiach – niezbędniku do zabrania, orientacyjnych kosztach, przebiegu podróży i atrakcjach. Wszystko oczywiście okraszę kilkoma zdjęciami i mimo, że o niektórych miejscach już może nie będę wszystkiego pamiętała, dołożę wszelkich starań, żeby opinia była obiektywna i zawierała wszystkie niezbędne elementy wspomniane wyżej.

Może jakiś domkowicz będzie w końcu chętny do wyjścia za próg, a podróżnik odkryje coś, czego wcześniej nie widział?

Nie chcę tutaj chyba pisać o moich największych podróżniczych marzeniach, choć na pewno każdy jakieś ma – w przyszłości bardzo chciałabym zobaczyć starożytne Chiny, Indie i Dubaj, ale póki co marzenia te są dla mnie nie do doścignięcia – piszę o tych miejscach, żeby zapamiętać, że kiedyś na pewno muszę je odwiedzić, a Wy? Macie jakieś typowo podróżnicze marzenia? Dawajcie znać i bądźcie gotowi, bo ten wpis, to tylko wstęp!

A zacznę chyba od Francji, bo to świeża sprawa z maja tego roku, a dla mnie duże przeżycie, bo byłam tam pierwszy raz w życiu i to z rodzicami i siostrą chłopaka :D

Śledźcie dla pozostania na bieżąco!

sobota, 28 października 2017

Banfi bez kitu

Banfi bez kitu

Hej!


Dzisiaj krótko - startuję z moją osobistą akcją wcierania Banfi! Jeśli jesteście chętne - dajcie znać w komentarzu, możemy motywować się wzajemnie! 

Asortyment wcierkowicza!
Banfi to węgierska wcierka, produkowana przez firmę Herbaria na Węgrzech. Podobno jest popularna już od dawna, ale ja znam ją dopiero od czasu, gdy Aga zaczęła o niej mówić.

Skład: Alcohol, Aqua, Cochlearia Armoracia Root Extract, Brassica Alba Seed Extract, Juniperus Communis Fruit Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Origanum Majorana Extract, Phenoxyetanol, Ethylhexylglycerin, Citric Aci, Hexyl Cinnamal, Linallol, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyd, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Geraniol, Benzyl Salicilate, Hydozycitronellal.

Widzę, że skład mojej wcierki różni się od składu podanego w sklepie (Alcohol, Cochlearia Armoracia Extract, Brassica Alba (and) Juniperus Communis (and) Origanum Majorana Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linallol, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyd, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Geraniol, Benzyl Salicilate, Hydozycitronellal, Citric Acid, Aqua). Pewnie wynika to z tego, że moja wcierka jest już z drugiej dostawy.

Moja w porównaniu do składu na stronie została mocniej rozcieńczona - Aqua na 2 miejscu zamiast ostatnim, a także ekstrakt z oregano mamy dopiero po zapachu. Martwi mnie natomiast dodanie phenoxyetanolu, teraz kobiety w ciąży powinny uważać :(
Zapach jest delikatnie chrzanowy, nie drażni!

Udało mi się namówić dwie koleżanki na wcierkę, ja startuję z wcieraniem codziennie - co będzie u nich... nie wiem! Na zakup zdecydowałam się po pierwszej akcji u Kingi - BLOG. Głośno było i u Agi i na włosingu - w końcu wcierka do niedawna była w napieknewlosy.pl na wyłączność. Teraz możecie obserwować rozrastającą się ilość punktów, gdzie jest dostępna, no i dołączać do wcierania!
Jesień to piękna pora, niestety zdradliwa ze względu na "przesilenie" i wypadające włosy. Zaobserwowałam też u siebie spore przerzedzenie włosów na bokach głowy, liczę na wysyp bejbików, zagęszczenie i super efekt po skończeniu kuracji :)

Tak wyglądają boki mojej głowy i środek teraz:


Tutaj trochę moich włosów w momencie startu:
zaczynam z długością 89 cm, pasmo kontrolne na środku czoła ma 38 cm. Zobaczymy, gdy wcierka się skończy!


Trzymajcie kciuki!

niedziela, 22 października 2017

Wakacyjne podsumowanie włosowe

Wakacyjne podsumowanie włosowe

Hej!


W końcu w wolnym dniu mam szansę wrócić do wakacji! Jeszcze nie pokazałam Wam moich ulubionych włosowych kosmetyków z lata, teraz mam już komplet zdjęć i w końcu trochę realniejsze przedstawienie koloru - wszystkie robione lustrzanką :)

Zapraszam!

Koleżanka od cassi - fale 2c

1. Podstawowy - po prostu must have! Kallos Color - używany nie tylko na wakacjach, ale przed i po. Sprawdza się zawsze. Do mycia, do czesania, pod stylizator. W tej chwili kończę już drugi słój.

2. Żel aloesowy - po słonej wodzie i całym dniu maszerowania w słońcu włosy tracą wilgoć, ten żel nie tylko nawilża, ale i cudnie zmiękcza moje włosy. Oczywiście na żel należy nałożyć olej lub mocno emolientową odżywkę.

3. Olej kokosowy Vatika, olej awokado Nacomi - to dwa oleje, któych używałam podczas wyjazdów wakacyjnych. Oleje jak oleje, chyba nie było żadnych efektów wow.

4. Najpotrzebniejsza część pielęgnacji (zaraz po Kallosie Color) - żel Syoss men powerhold. Dobrze utrzymuje skręt i jest już gotowy - nie trzeba martwić się gotowaniem glutka, co zawsze jest dość kłopotliwe poza domem.

5. Na użytek sporadyczny, ale też nie szkodził mi używany praktycznie codziennie we Włoszech przy temperaturach do 44 stopni w cieniu - szampon Ecolab z aloesem. Używaliśmy go wspólnie z chłopakiem i oboje byliśmy zadowoleni.

6. Cięższa artyleria - balsam do ciała Omia. Na dociążenie fruwających końcówek, do lepszej definicji i ogólnie - humektanty plus emolienty :)


Zabrakło mi protein na wakacjach, dlatego po nich sięgnęłam po maskę Anwen do włosów średnioporowatych winogrona i keratyna, ale niestety nie zauważyłam znowu żadnych spektakularnych efektów.

Przez wakacje stosowałam dość restrykcyjne CG, ale... zużyłam dwie maski Babuszki Agafii w saszetkach, które myły super długość, dobrze się pieniły. Jedna miała trochę protein w składzie. Były bezsilikonowe, ale niestety z quaterniami-80. Na razie do nich nie wróciłam.

To teraz pora na trochę słonecznych zdjęć!

Zacznę Francją, gdzie byliśmy w maju. To zdjęcia jeszcze sprzed mojego nawrócenia na drogę włosomaniaczą. Widać brak definicji fal i brak ombre. Teraz za nimi tęsknię.

Mont Saint Michel, Normandia

Saint Malo, mury dookoła miasta 
Dinan, średniowieczne miasto i most w kierunku Rennes
Pielęgnacja opisana na górze rozpoczyna się Włochami, gdzie byliśmy od końca lipca do połowy sierpnia. Na włosach mam świeże ombre i jedną warstwę henny.

Rzym - koloseum
To już chyba czwarty dzień wycieczki, byliśmy na Włochach szlakiem pomarańczy zorganizowanych przez popularne biuro podróżny. To już nasza druga wycieczka z tym biurem, pierwszy raz w 2014 roku pojechaliśmy do Grecji. Było pięknie, choć termin to też przełom lipca i sierpnia, to w tym roku było znacznie goręcej! Mieszanka zdjęć z Grecji dla ukazania zmiany włosowej :D

To mój naturalny kolor, pod spodem wystaje rozjaśniona część, która kiedyś była ruda, a później się sprała
Powrót do Włoch - kolejne dni wycieczki już na dole buta.

Pompeje - główny plac targowy

Sycylia, teatr antyczny w Taorminie, widok na Etnę i moja jedyna najsłuszniejsza fryzura na tym wyjeździe
Teraz zdjęcie z mojego ulubionego punktu programu, czyli Alberobello - piękne miasto z zabytkowymi trullami - domkami w całości budowanymi z kamieni i z dachami, które można rozebrać i znowu złożyć, bo nie są łączone żadną zaprawą.

Alberobello

San Giovanni Rotondo - włosy spięte w wysoki kucyk na czubku głowy, stylizacja Syossem
Ostatnie miejsce wycieczki - San Marino. Widok z samej góry!

San Marino, San Marino
Później byłam w Chorwacji, kilka zdjęć bez zbędnych opisów:

Jedyne tutaj zdjęcie z telefonu - morze adriatyckie, Makarska

Wyspa Brac, Bol
Szybenik - piękne średniowieczne miasto, całe w kamieniu, z Twierdzą - niemal tak piękne jak Dubrownik :)

I Londyn, chyba najbardziej się zakochałam ze wszystkich miejsc, mimo że była to połowa września i dość kapryśna pogoda.

Zaraz po przyjeździe, stacja King's Cross, ze znakiem metra
Włosy myłam w domu wieczorem poprzedzającym dzień wyjazdu, nawet nie wiem, czy nakładałam stylizator, nie miałam do tego głowy, choć wyglądają na Syossa. Do Londynu wzięłam tylko mikro pudełeczko Kallosa Color, bo pojemności do samolotu są dość ograniczone. Włosy podczas 3-noclegowego wyjazdu umyłam raz.

Londyn, kładka Golden Jubilee Bridge, widok na Shard
Oxford, Muzeum Historii Naturalnej, Pitt Rivers
Londyn, Muzeum Historii Naturalnej, przekrój pnia Sekwoi
Tower of London i znowu widok na Shard
Promenada przy Tamizie, HMS Belfast za mną
Londyn, British Museum, sarkofagi egipskie
No i wakacje dobiegły końca. Jakbyście byli zainteresowani dokładnym przebiegiem, wrażeniami, większą ilością zdjęć (już bez włosów) z moich wycieczek - dajcie znać, chętnie opiszę. A może pojawią się zupełnie gdzieś indziej... Na razie nie wiem. W każdym razie - dajcie znać.

No i jak Wam się podobają moje włosy z 2014 roku? Mam teraz trochę zonka, może warto było zostać przy naturalnym kolorze... Też piszcie śmiało! Teraz przynajmniej mam oryginalny kolor :D

sobota, 21 października 2017

Wypadają mi włosy, co robić?!

Wypadają mi włosy, co robić?!

Hej!


Jesień w pełni, wzmożone wypadanie włosów męczy pewnie wiele z nas, jeśli nie wszystkie. U mnie wypadanie jest intensywniejsze na wiosnę, nie wiem, z czym się to wiąże, ale tak już jest. Jesiennego jeszcze nie doświadczam, ale mam wrażenie, że po prostu sporo starych włosów wypadło już na wiosnę i teraz reszta już się trzyma.



Jeśli Wasze wypadanie utrzymuje się długo (zacznijcie się zastanawiać nad tym już po ok. 3 - 4 miesiącach) po 6 miesiącach koniecznie zacznijcie przeciwdziałać, bo o ile włosy wypadają szybko, to odrastanie już tak łatwe, szybkie i przyjemne nie jest.

Co robić?


Zacznijcie przede wszystkim od analizy składu kosmetyków, których używacie. 

W miarę możliwości sprawdźcie stan mieszków i skóry głowy - np. mikrokamerą. Ja skusiłam się na zakup mikroskopu biologicznego z Ali, ale jeszcze do mnie nie doszedł - posty wkrótce!

Najlepiej też regularnie robić peeling z masażem - pobudza to wzrost włosa poprzez lepsze ukrwienie skóry i skuteczne doprowadzanie składników odżywczych do cebulek.

Peeling Montibello

Kolejny krok do zdrowej skóry głowy i mocnych włosów (na tyle, że wspomnę o tym drugi raz) to masaż - jest on niezwykle istotny - warto go wykonywać nawet bez peelingu, lecz dość potrzebna będzie jakaś substancja, która ułatwi "poślizg" po skórze - ciągnięcie za suche włosy pewnie nie będzie zbyt przyjemne, a w dodatku przez przypadek może dojść jeszcze do wyrywania. Tutaj najlepsza będzie WCIERKA, ale można też próbować czegoś bardziej oleistego.

Kupiłam kiedyś bardzo popularną wcierkę Jantar - niestety już w nowym składzie - bez alkoholu a z silikonem - obciążała mi włosy, wyglądały jak tłuste. W tym roku skusiłam się na Banfi - wybrałam wersję klasyczną (ale zastanawiałam się nad Lady) i nie zamierzam się poddać, dopóki nie skończę butelki. Zamierzam Wam to oczywiście pokazać, a póki co efekty będą niedługo na blogu Kingi - redpilorum, która przeprowadziła 30-dniową akcję z Banfi.

Banfi klaczyczna i Lady Banfi - zdjęcie z oficjalnego Instagrama
Bardzo polecaną i popularną wcierką ostatnio jest też wcierka z kozieradki - kupujemy ziarno (może być mielone) i przyrządzamy napar - ja jeszcze tego nie rozbiłam, więc odsyłam do innych wiarygodnych źródeł i np. TUTAJ, do kosmetologii naturalnie, gdzie znajdziecie pomysł na wcierkę DIY z prawdziwego zdarzenia - kozieradka, kawa i tabletki Calcium Panthotenicum (które to tabletki często brane są na wzmocnienie włosów i paznokci przez włosomaniaczki). Podobno po tygodniu jesienne wypadanie zostaje zahamowane. Więcej w linku :)


Masaż, wcierki i cudowne szampony nie pomagają!


Gdy Wasze wypadanie nie zmniejsza intensywności, a wiecie, że ze skórą raczej jest wszystko w porządku - warto sprawdzić stan organizmu.

Podstawowe badania - morfologia, ferrytyna i żelazo, hormony tarczycy, czasem testosteron. To wszystko może mieć znaczący wpływ na wypadanie włosów. Dziewczyny z chorobą Hashimoto, rozregulowaną gospodarką hormonalną i niedoborami najczęściej się na to skarżą. Stres też nie pozostaje obojętny dla całego organizmu - również włosów.
Pamiętajcie o regularnym badaniu się, kondycja całego organizmy najszybciej odbija się na włosach i paznokciach, jeśli z nimi jest coś nie tak, macie prawie pewne, że dzieje się z Wami coś złego.

Suplementy i eksperymenty


Na rynku wiele jest różnych zachwalanych preparatów. Ja stosowałam Vitapil - nie zauważyłam jednak super wzmocnienia włosów - fakt, zadziałało na paznokcie. Substancjami pomocniczymi są tam cynk, selen i wiele pierwiastków potrzebnych organizmowi - czy uzupełnia je należycie? Nie wiem.

Vitapil, kuracja na mocne i lśniące włosy

Podobnie wszelkie inne preparaty z biotyną (pomogą tylko, jeśli faktycznie cierpicie na jej niedobór), drożdże, siemię lniane. Włosomaniaczki sprawdzą wszystko dla pięknych włosów, niestety muszę Was rozczarować - suplementacja przynosi jednak najmarniejsze efekty. To chyba trochę tak, jak z odchudzaniem - tylko włączając suplementy spalające tłuszcz - nie schudniemy. Potrzebna jest odpowiednia dieta, nawodnienie, zbilansowanie przyjmowanych pokarmów. Suplementy mogą pomóc, ale to nie są leki - dawki dostosowane są tak, aby nikomu nie zaszkodzić - więc czy pomogą? Loteria.

Mam nadzieję, że post pomoże Wam się zastanowić nad własnym zdrowiem, to nie jest temat, który można bagatelizować. Wszystkim życzę zdrowia i pięknych włosów!
W razie pytań piszcie śmiało!

I PAMIĘTAJCIE! Narzekanie niczego nie zmienia - trzeba się zmobilizować i wcierać, masować, odżywiać! To klucz do sukcesu - nie żadne cudowne szampony, tabletki i kuracje. Szampony na wypadanie to w ogóle trochę pic na wodę :D Udanego wcierania!




Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...