Hej!
Przedstawiam w końcu kolejny temat z KOMPENDIUM, bo ostatnio ten dział trochę zaniedbałam. Odżywki bez spłukiwania, skrótowo opisywane jako odżywka b/s, z ang. leave-in. Ciekawa rzecz dla początkujących, niezwykle ważna dla włosomaniaczek, zwłaszcza tych z włosami powyżej typu 1, stosujących stylizatory (a cały ranking moich stylizatorów jest już TU) :) Opis podstawowej, dwóch absolutnych ulubieńców, zastosowania i podstawowe typy znajdziecie poniżej. Zapraszam!
Jako odżywkę bez spłukiwania spokojnie możemy użyć zwykłej odżywki. Przy doborze ważne są jednak pewne kwestie (dokładnie jak przy wyborze odżywki do mycia z TEGO posta). Przede wszystkim SKŁAD! (Jak czytać składy? TUTAJ o tym i o składnikach wspomnianych dalej.)
Odżywka b/s nie powinna zawierać zbyt wielu protein, a przynajmniej niezbyt wysoko na liście. Nie powinna także zawierać wysuszającego alkoholu ani oleju (tutaj kolejność/miejsce wystąpienia ma znaczenie). Najlepiej, aby była EMOLIENTOWA, bo humektanty wysoko nie przypadną do gustu wszystkim. Znacie takie odżywki? Co u Was się sprawdza?
Dla mnie to przede wszystkim Kallos Color, którego używałam, zanim trafiłam na ulubieńców! Jest odżywką dość tłustą i niestety może obciążać, dlatego trzeba go dawać bardzo mało lub mocno rozcieńczać. Dużo dziewczyn go tak stosuje - popularne były nawet metody 3xKallos, które kiedyś sama stosowała. Na razie przestałam myć nim skórę głowy. Inne Kallosy typowo emolientowe dla osób nie-CG także powinny się sprawdzić, jako bazowa odżywka b/s. Wiem, że u niektórych działa super na puch nawet bez stylizatora na wierzchu.
Kolejnym nowym rozwiązaniem u mnie jest nałożenie kremu do loków Nivea Flexible Curls - jako stylizator nie miałby prawa się sprawdzić, ponieważ jest bardzo lekki, ale ma szansę w roli nawilżacza. Mój póki co pierwszy raz skończył się źle przez zbyt dużą ilość żelu na wierzchu. Na pewno spróbuję znowu. Taki pomysł na zużycie zbyt lekkich/tłustych kremów do stylizacji :p Oczywiście ważne jest spełnianie przez nie kryteriów opisanych wyżej.
Pierwszym moim hitem jest Cantu Moisturizing Curl Activator Cream, używam go już ok. 2-3 miesiące i nie obciąża mnie, a likwiduje ewentualny puch. Ale co ważne - na drugim miejscu ma glicerynę, a mnie ona NIE PUSZY. Zawsze musicie takie rozwiązanie najpierw przetestować, np. z próbki, bo szkoda wydać dużo na kosmetyk, który się nie sprawdzi lub będzie puszył. Recenzja Cantu już TUTAJ :). Przy nakładaniu go na ociekające włosy warto rozetrzeć dokładnie między dłońmi, nałożyć płasko ułożonymi na całej długości, z naciskiem na końcówki. Jak pisałam wyżej - nawilżenie, zabezpieczenie i likwidacja puchu w jednym. W aktywatorze są proteiny - dość daleko, dzięki którym włosy lekko się usztywniają. Dla mnie bomba! Ale ważne, żeby nie nałożyć za dużo. Tylko metodą prób i błędów dojdziecie do tego, jaka ilość będzie dla Was idealna. Ja swoją pokazuję na filmiku - o TYM. Około 12 minuty.
Drugi super kosmetyk z kategorii "zagranicznych hitów" to Smoothie z Shea Moisture. Dostałam dosłownie próbkę od koleżanki i jestem zachwycona! Jest dużo wydajniejsze od aktywatora, bo wystarczy go naprawdę mikroilość, aby zadowolić włosy przez mega gęstą i tłustą konsystencję. Działanie ma bardzo podobne. Recenzja i opis TU. Idealnie wygładza włosy pod stylizatorem, naprawdę nie żartuję z mikroilością - kapka jak mały paznokieć wystarcza na moje obcięte włosy. Został stworzony z myślą o włosach afrykańskich, na których pełni rolę nawilżacza i zmiękczacza - u nas ma likwidować puch i nie warto z nim przesadzić, bo naprawdę możemy nabawić się strączków z "przeemolientowania".
Trzecie miejsce zajmie rozcieńczony Kallos, bo jednak nie jest to kosmetyk idealny. Wysoko w składzie olej sprawia, że pozornie fajna konsystencja spowoduje przetłuszczenie. Ale aplikacji każdego kosmetyku musimy się przecież nauczyć :). Wyżej podlinkowany filmik powinien pomóc Wam w całym procesie stylizacji.
Jakiej odżywki użyłabym jeszcze jako b/s a jakiej nie?
Wykluczyłabym na pewno Baleę, którą uwielbiam do mycia, bo mimo że jest dość emolientowa, to isopropyl wysoko w składzie ją dyskwalifikuje. Alterra i składy w takim stylu podobnie.
Dziewczyny wybierają Petal Freshe, u mnie szykuje się recenzja dwóch, ale ja bym uważała. Głównie ze względu na glicerynę - jedyna odżywka, która była w stanie mnie spuszyć to właśnie lawendowy Petal - a tylko myłam nim włosy! Niemożliwe? :D
Odżywki z silikonami zostawiłabym na b/s dla włosów suchych, wysokoporowatych i dość sztywnych, bo bałabym się, że cienkie i miękkie zostaną pozlepiane i obciążone z końcowym efektem typu "obraz nędzy i rozpaczy". Dla suchych i sztywnych.
O'Herbala też bym unikała, bo proteiny mleczne to nie jest coś, z czym moje włosy się lubią, a Wy wiecie że Wasze tak? To śmiało!
Pamiętajcie o zwracaniu uwagi na składy. Nigdy się nie dowiecie, jak nie wypróbujecie. To tyle na dziś :) Do następnego!
Jakiej odżywki użyłabym jeszcze jako b/s a jakiej nie?
Wykluczyłabym na pewno Baleę, którą uwielbiam do mycia, bo mimo że jest dość emolientowa, to isopropyl wysoko w składzie ją dyskwalifikuje. Alterra i składy w takim stylu podobnie.
Dziewczyny wybierają Petal Freshe, u mnie szykuje się recenzja dwóch, ale ja bym uważała. Głównie ze względu na glicerynę - jedyna odżywka, która była w stanie mnie spuszyć to właśnie lawendowy Petal - a tylko myłam nim włosy! Niemożliwe? :D
Odżywki z silikonami zostawiłabym na b/s dla włosów suchych, wysokoporowatych i dość sztywnych, bo bałabym się, że cienkie i miękkie zostaną pozlepiane i obciążone z końcowym efektem typu "obraz nędzy i rozpaczy". Dla suchych i sztywnych.
O'Herbala też bym unikała, bo proteiny mleczne to nie jest coś, z czym moje włosy się lubią, a Wy wiecie że Wasze tak? To śmiało!
Pamiętajcie o zwracaniu uwagi na składy. Nigdy się nie dowiecie, jak nie wypróbujecie. To tyle na dziś :) Do następnego!






