Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2022

Pielęgnacja cery bardzo suchej, zaczerwienionej, skłonnej do podrażnień i trądziku różowatego, czyli mojej

Pielęgnacja cery bardzo suchej, zaczerwienionej, skłonnej do podrażnień i trądziku różowatego, czyli mojej

W końcu aktualizacja tej mojej pielęgnacji, która ewoluowała od spirytusu salicylowego i peelingów z Avonu. Przeszła przez kremy dobrane przez kosmetologa, późniejsze desperackie i niewypalone Mary Kay (które były totalną stratą kasy i nerwów), aż do kolejnych dermatologicznych, które w końcu działają. Jeśli ciekawią Was te moje odkrycia, to poniżej to, co chcę Wam przekazać.

Moja cera jest taka, jak opisywałam ją we wpisie o kosmetolożce i tym o dermatologu. A kosmetyki z tego wpisu nadal polecam, ale już ich nie używam, bo się skończyły, a nie zamówiłam ponownie. Z dolegliwościami twarzy nie zmieniło się nic, a wręcz trochę zaogniło. Mam wrażenie, że też zawsze ma z tym coś wspólnego sezon grzewczy. Teraz dodatkowo jestem już matką, a jak to u matek bywa - to nie dośpię, to czasem nie dojem, a już przeważnie to się nie posmaruję. No i masz babo placek. Z takimi prawie czerwonymi porzeczkami, tylko że na twarzy.

Jak znalazłam nowych ulubieńców?

Nadal jestem skąpiradłem i nadal mam wysokie wymagania, bo nie lubię wydawać na coś, co nie daje efektów. Szukanie nowości też totalnie nie jest dla mnie. No to jak to się stało, że mam nowych ulubieńców? Śmiesznie wyszło! Pracowałam przy opisach produktów dla pewnego sklepu internetowego i musiałam opisać właśnie te. Jakie było moje zdziwienie, gdy opis w końcu szedł kropka w  kropkę w parze ze składem! Stąd „miłość od pierwszego spojrzenia na skład” do marki BasicLab.

Co zostało ze mną od tych najdawniejszych czasów? Zdecydowanie Facelle Aloe i łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Co się zmieniło? Wymagania mojej cery co do intensywności pielęgnacji. Dlatego niezbędne okazały się nie tylko kremy okluzyjne, ale i składniki aktywne, bardzo aktywnie nawilżające i odbudowujące. Bo jak się nie dosmarowałam i nie napiłam wystarczającej ilości wody, to mi to od razu wyszło na skórze.

Kosmetyki BasicLab - hity i buble, czyli moja opinia

Moje pierwsze zamówienie z BasicLabu było w okolicy grudnia 2020 roku. Kupiłam zestaw sobie i przyjaciółce - trehaloza i turkusowa witamina C. 2 zestawy to i ze strony sklepu trafił się miły akcent, choć zastanawiałam się, czy się nie pomylili - wysłano mi większe stężenie trehalozy niż zamówione. To serum to było ugruntowanie mojej miłości od pierwszych składów do marki. Cudownie nawilżało, koiło i rozpieszczało skórę. Witamina C mi nie podeszła, jeszcze leży rozpoczęta w lodówce i nie będę ściemniać, że to strzał w 10, skoro nie. Ale miłość wszystko wybaczy, no i ta trehaloza…!

Z naszych niekochanych produktów BasicLab ma jeszcze żółtą witaminę C. Jest to serum olejowe i kupiłam 2 takie same mamom. Teściowa chyba zużyła do włosów, a w domu u rodziców dalej stoi w lodówce. No aż widać to pokrewieństwo. Więcej takich kosmetyków od nich nie miałam.

zużyte próbki

Z niepełnowymiarowych i typowo testowanych produktów, bo dostałam kilka próbek, sprawdziły się wszystkie, których używałam. Nawet ostatnio wrzucałam Wam na Instagramie w relacji o szamponie i odżywce z próbki. Był to właśnie szampon przeciw wypadaniu włosów i próbka wystarczyła mi na umycie tygodniowych włosów.

Moje pielęgnacyjne grzeszki i dodatkowe niedogodności

Kremy jak to kremy, niestety się kończą. Potem urodziła się dzidzia i chyba cały rok, odkąd tamto serum mi się skończyło, traktowałam swoją skórę po macoszemu. W okresie niemowlęctwa to już w ogóle opryszczka mnie nie opuszczała, a skóra coraz bardziej wysychała. Dopiero teraz znowu korzystam z dobrodziejstw trehalozy, choć już w niższym stężeniu. Po krótkim czasie regularnego stosowania kremu nawilżającego o bogatej konsystencji, który od 2 dni wzmacniam trehalozą, zaczęły się duże zmiany i już widoczna jest poprawa kondycji skóry.

Teraz wrzucę Wam moje policzki z 8 marca i 7 kwietnia. Śmiało możecie na własne oczy ocenić, czy coś się zmienia.

Więcej rozpisywać się nie będę, podrzucę Wam po prostu linka do nich, bo na stronie wszystko jest opisane. Komentarze i opinie mówią same za siebie. Te kosmetyki naprawdę działają. I nikt mi za reklamę nie płaci. Nawet w konkursie żadnym nie chcą mnie nagrodzić, cobym miała jakieś inne korzyści niż sama kondycja mojej skóry.

Natomiast bądźcie na bieżąco, bo szykuje się poważne testowanie asortymentu!

Idzie, a w zasadzie już jest, wiosna, za chwilę lato i postanowiłam trochę znowu rozpieścić siebie samą. Napisałam do BasicLab o poradę w sprawie doboru pielęgnacji. To nic, że z rekomendowanych dla mnie produktów wzięłam tylko żel do mycia. Po prostu zrobiłam duże zakupy na stronie sklepu, biorąc to, co wydało się mi najodpowiedniejsze.

Na listę zakupów wszedł:
nowy krem z ceramidami, oczywiście bogaty,
lekki krem z SPF 50, też w kontekście nadchodzącego wyjazdu i moich coraz częstszych spacerów z wózkiem, które odbywają się w różnych warunkach pogodowych,
nowe opakowanie kremu nawilżającego - tym razem lekkiego dla męża, żeby chciał się w ogóle smarować, bo jemu wszystko jest za tłuste,
emulsja myjąca do ultrawrażliwej cery
i szampon 500 ml stymulujący wzrost dla całej rodziny. Głównie z myślą o mamie, ale przyda się wszystkim. Mnie już się spodobał po 1 użyciu z próbki.

Będzie co testować! Stay tuned, bo moja paczka już w paczkomacie!

niedziela, 12 kwietnia 2020

Makijaż ślubny i czy na pewno potrzebujemy próbnego

Makijaż ślubny i czy na pewno potrzebujemy próbnego
Makijaż próbny to taki zabieg, który pozwala odetchnąć psychicznie, że chociaż nad jedną kwestią w dniu ślubu na pewno będziemy mieć kontrolę. Z reguły to sama przyjemność, relaks i kreatywne kombinowanie. Czy na pewno? U mnie było troszkę inaczej.

Moja historia z kosmetykami katalogowymi Mary Kay - uzupełnienie


Po opublikowaniu opinii o linii Time Wise z Mary Kay, czyli Cudownym Zestawie i Płynie Nawilżającym, doszłam do wniosku, że chyba nie dałam rady przedstawić Wam wszystkiego. Ta historia wręcz domaga się ode mnie szerszego kontekstu. W tym wpisie uzupełnię przygodę ze wspominaną makijażystką i dopowiem kilka kwestii co do samych kosmetyków.

uśmiechnięta twarz kobiety z zamkniętymi oczami, dwie dłonie z pędzlem, wykonywanie makijażu

Po co mi była makijażystka?


We wrześniu postanowiłam, że w lutym wezmę ślub. Nie będę przedłużać tej kwestii, ale wiecie, standardowo - były zaręczyny, to trzeba wziąć ślub. Ja czekałam na pierścionek dość długo, dlatego uznałam, że pół roku do ślubu będzie wystarczającym okresem.

W toku wszystkich przygotowań musiałam wybrać podwykonawców, którzy są sprawdzeni i usługi których mnie usatysfakcjonują. Wiecie, że ja z fryzjerem nie mam problemu, bo każde moje cięcie od pewnego czasu wykonuje jedna osoba. O jej sposobie pracy i moich wrażeniach możecie poczytać choćby tu. Makijaż mogłabym kombinować sama, ale byłoby to zdecydowanie zbyt dużo czasu i nerwów, więc zawierzyłam się specjalistce.

Makijażystka wybrana przeze mnie jest osobą z polecenia, z której usług ja wcześniej nie korzystałam, ale widziałam jej pracę i uznałam, że mogę jej zaufać. Co do makijażu i jego wyglądu nie pomyliłam się, w dniu ślubu wyszło pięknie, a moja świadkowa to już w ogóle zrobiła największą furorę! Ale ja nie o tym.

Jak to było z tymi makijażami próbnymi 


Umówiłam się na makijaż próbny dość wcześnie - prawie na miesiąc przed weselem. Wcześniej poszłam na kwas i oczyszczanie do Sylwii, żeby dobrze się przygotować i byłam spokojna o cerę.

Pojechaliśmy do studia razem z narzeczonym. Nie wierzę w zabobony, a cenię jego rady, bo w końcu to jemu (zaraz po sobie samej) miałam się najbardziej podobać. Pani kosmetyczka powitała nas dość chłodno, nie oferując nawet wody do picia, co wydało mi się dziwne. No ale do konkretów - zaprosiła mnie na fotel i się zaczęło.

Po pierwsze wywiad - moja pielęgnacja, jak zwykle się maluję, co robię z twarzą, jakie mam problemy, co mi się podoba. Standardowo, ale pierwsza lampka zaświeciła się, gdy zostałam zrugana za niemalowanie się na co dzień. Zostało to zaargumentowane tym, że makijaż jest naszą warstwą ochronną. No nie wiem, dla mnie nie jest konieczny, ale pewnie tak mówią na szkoleniach.

Później zostało mi zlecone wykonanie peelingu twarzy zestawem do „mikrodermabrazji” Mary Kay. Pomyślałam - no dobra, lekki peeling przed makijażem spoko, ale przecież byłam na kwasach... pani kosmetyczka stwierdziła, że to nic, po czym zleciła mocniejsze złuszczenie okolic nosa - moich najwrażliwszych. O zmaganiach z nimi u kosmetologa i wcześniejszej kondycji skóry twarzy już pisałam.

Po wykonaniu peelingu usiadłam znowu na fotel. Teraz już nie wiem, kiedy dokładnie moja cera została oceniona jako przesuszona, odwodniona i POROWATA (a tego o niej nie słyszałam nigdy), ale nałożona została mi baza nawilżająca i przeszłyśmy do makijażu oczu.

Zaczęłyśmy od zamalowania moich permanentnych kresek, cieniowania, odklejenia rzęs. Pani makijażystka przez cały czas nie była zbyt rozmowna, mimo mojego zagadywania i prób żartów. Było jakoś tak sztywno i wręcz niemiło. Robiła swoją robotę i zastanawiała się, jak zrobić najlepiej, tak pomyślałam.

Makijaż oka wyszedł bardzo ładnie, leciutka modyfikacja co do linii wodnej i dolnego wewnętrznego kącika i lekko dłuższe rzęsy w zewnętrznym i byłoby ideolo. No ale potem był makijaż twarzy...

Jak na suchej cerze wygląda wodoodporny podkład?


Myślę, że większość z Was się domyśla. Zmarszczki uwydatniły się prawie od razu, na czole zaczęły wychodzić niewidzialne dotąd suche skórki. Istny koszmar. Nastąpiło kilka prób „poprawek”, ale nie było jak... Zostałam skierowana ponownie do łazienki z ogromną prośbą o szczególną uwagę na oczy, coby się nic nie rozmazało i zmyłam czoło i policzki z podkładu emulsją myjącą.

Zaczęłyśmy od nowa. Baza - podobno mocniej nawilżająca, trochę kremu, podkłady nawilżające, lekki korektor. Wyszło lepiej, choć było widać, że to nie jest satysfakcjonujący efekt.

Chyba wtedy emocje zaczęły puszczać nam obu. Ja się nasłuchałam, jaka to moja skóra nie jest najgorsza, przesuszona, odwodniona, ponownie POROWATA i że nie da się uzyskać lepszego efektu, jeśli nic z tym nie zrobię. Już tu zaczęła się mowa o „cudownym zestawie”.

Biorąc pod uwagę to, ile już poświęciłam czasu, energii i pieniędzy na wyprowadzenie mojej skóry z okropnego stanu, naprawdę byłam na skraju załamania. Nie mogłam się po prostu powstrzymać po tych słowach, które usłyszałam i jak zostałam zmieszana z błotem. Chyba muszę dodać, że niedawno wcześniej straciłam pracę i ledwo od miesiąca zarabiałam niecałe tysiąc złotych stażowego.

Jakimś cudem skończyłyśmy twarz - z mottem, że jeszcze mamy dużo czasu i można dużo naprawić. Wtedy zostały równo 4 tygodnie do dnia zero.

Wykończenie makijażu czy wykańczanie siebie...


Przeszłyśmy do pomadki i obie zderzyłyśmy się z murem! Moje wyobrażenie borda nijak się nie miało do wyobrażenia drugiej strony o tym kolorze. Wypróbowałyśmy z 5 rożnych pomadek - od ciemnego, przez różowy (którego nie znoszę) do prawie beżu. Ni w ząb. Muszę dodać, że oczy były mocne według mojej woli i prośby, zostały zaakceptowane i... już teraz nie wiem, dlaczego je ruszyłyśmy.

Przez poprawki obie stałyśmy się sfrustrowane i znowu puściły nerwy. A początkowe założenie było takie, że chodzę w zaproponowanym makijażu i potem zdaję relację z tego, co i jak chcę zmienić. Założenie super, ale wykonanie nie do końca. Z perspektywy czasu, ale też już wtedy to zauważyłam, ten makijaż był spoko - lekko zciastkowany na czole i nosie i ze złym kolorem pomadki, ale generalnie wszystko zostało niemal tak samo.

Wtedy do akcji wkracza mój pan młody. Jemu się wszystko podoba, tak jest super, ale jakby było inaczej, to też by było. Wiecie, typowy facet akurat wtedy, kiedy nie trzeba. No i jeszcze jego dobroć i chęć niesienia pomocy... I już wiecie, dlaczego wzięłam te kosmetyki, mimo że nie miałam ochoty wydawać na nie tyle kasy. To nie ja ją wydałam...

Makijaż nam się rozjechał, ja spłakałam go jeszcze na dokładkę i serio był komplet. Razem z panią makijażystką byłyśmy w podłych nastrojach, spędziłam jej na fotelu chyba z 3 godziny, w dodatkowo byłam podobno pierwszą panną młodą, która płakała już na próbnym - powód był zgoła inny.

Pod koniec wizyty jednak po moich uzewnętrznieniach, opowieściach o walce z twarzą, mój M. też trochę się włączył w tę rozmowę, atmosfera była naprawdę serdeczna. Pełna nadziei, obietnic poprawy, pięknego makijażu ślubnego i w ogóle, że cud miód.

Promocja na dodatkowy makijaż próbny?


Gdy już wzięliśmy kosmetyki, perswadując niechęć do zestawu peelingującego, został mi zaproponowany drugi próbny makijaż - za darmo. Co prawda zapłaciłam już za ten 200 zł (nie biorąc reszty) i kolejne 511 za kosmetyki (za które płaciłam z domu przelewem w drodze wyjątku z powodu braku gotówki. I tak, pisałam, że były prezentem, ale to był taki prezent z prawie już wspólnej kasy i to w formie przelewu). Jeśli weźmiemy pod uwagę info z poprzedniego posta o ofertach na OLX, można by sądzić, że za ten drugi makijaż też zapłaciłam. Ogólnie miałam się popielęgnować Cudownym Zestawem i wrócić, żeby zobaczyć, jak reaguję i czy coś z tego będzie.

3 razy pokazana połowa twarzy z trzema wersjami makijażu
Od lewej: pierwszy makijaż próbny i plama pod okiem, drugi próbny, właściwy
Z salonu wyszłam mega roztrzęsiona, jednocześnie pozytywnie i negatywnie. Dodatkowo pojawiły mi się dwie plamki na policzkach od serum z witaminą C nałożonym trochę za szybko po kwasach. Moja twarz to był obraz nędzy i rozpaczy - całkowicie dosłownie. Na zdjęciu wyżej skrajnie po lewej stronie pierwszy makijaż próbny po moich poprawkach w domu i z moją szminką. Właściwy makijaż skrajnie po prawej.

Nie wiem, co się na to złożyło, ale dosięgnął mnie wtedy totalny kryzys weselny. Płakałam z pół godziny w samochodzie w drodze do fryzjera na próbną fryzurę xD. Organizacja wesela w pół roku i to praktycznie samodzielnie (niby faceci pomagają, ale wszystkie wiemy, jak to naprawdę wygląda) zszargała mi nerwy bardziej, niż byłam gotowa się przyznać.

Pielęgnacja Mary Kay w domu i dalsze propozycje


Podczas mojej pielęgnacji w domu byłyśmy cały czas w kontakcie. Moje obawy cały czas rosły, skóra się zcieńczała, ale wg pani makijażystki wszystko było OK. Do pielęgnacji dorzuciłam swoje serum z Ecolabu, bo wiem, że zawsze mi dobrze służyło i chciałam dać chociaż trochę nawilżenia tej biednej skórze. Taka pielęgnacja trwała z tydzień, po czym, gdy ciągle twierdziłam, że mi sucho, pani makijażystka bardzo się przejęła.

Zaproponowano mi krem mocno nawilżający (tak, to ten z gliceryną i parafiną) za 120 zł. Ale po tym, jak byłam sceptyczna, moja pani zaoferowała mi układ. Samodzielnie do domu rodziców przywiozła mi swój krem! Kurczę, to był bardzo wzruszający gest. Później rodzice przywieźli to do mnie i używałam go z tydzień.

Oczywiście, że po nałożeniu tego na twarz skóra była wniebowzięta. Przecież została tak okryta, że aż chyba byłoby mi za nią wstyd, jakbym nie poczuła różnicy. Potem pojechałam na drugi próbny makijaż i z kremu zrezygnowałam, bo kolejne 120 zł do tego, to już byłoby za wiele.

Jak już jestem przy pielęgnacji w domu, to muszę też wytłumaczyć się z używania mleczka z tak silnym detergentem. Otóż wiecie, ciężkie silikony nie zmywają się wodą, potrzebują detergentu, a krem na noc silikon zawiera. O ile zostawienie oleju, a potem przetarcie go hydrolatem czy innym lekkim środkiem uważam za normalne, o tyle silikony nie specjalnie mi służą. W taki oto sposób wpadłam w to błędne koło „cudownego zestawu”.

Jak wygląda właściwy makijaż próbny?


Drugi makijaż próbny odbył się w walentynki. Wzięliśmy wolne i pojechaliśmy załatwiać sprawy weselne, od makijażu począwszy (tak Wam tu spoileruję, że pewnie i napiszę o organizacji wesela). Wszystko odbyło się sprawnie, z małymi modyfikacjami, jak sobie życzyłam. Użyte kosmetyki były zapisywane na facecharcie, a ja dla pewności wzięłam swoją ulubioną pomadkę w odpowiednim kolorze. Wtedy już wszystko zagrało.

Nie płaciłam według ustaleń i dodatkowo dostałam próbkę kremiku do ust, bo z suchością wszędzie mam problem, a moja pomadka jest dość wymagająca - nie dość że ciemna, to jeszcze matowa zastygająca.

Twarz oczywiście została pochwalona, że już o wiele lepiej podkład w nią wsiąka i lepiej wygląda, a był nakładany pędzlem. No ale został nałożony tylko ten nawilżający. Wyszłam naprawdę zadowolona - makijaż był zrobiony tak, jak chciałam. Oprócz koloru brwi, ale to też moje dziwactwo. Mama wyłapała lekką niesymetrię - dla mnie wszystko super.

Podsumowanie zmagań i makijaż ślubny 

Po tygodniu odstępu od próby generalnej nadszedł TEN dzień. Chętnych na makijaż znalazło się pięć osób oprócz mnie (a z Młodym nawet sześć!), więc udało nam się dogadać z panią makijażystką na dojazd do nas. Mamy zaprzyjaźniony zakład fryzjerski, więc miejsce było odpowiednie.

Mój makijaż został wykonany techniką odwrotną, czyli najpierw oczy, potem reszta. Nałożona została nawilżająca baza i krem. Myślę też, że podkład jednak był z takich średnich, wcale nie ten wodoodporny, bo na pewno by tak nie wyglądał. Wszystko według ścisłych zaleceń - ograniczyłyśmy róż na policzkach, bo moje i tak same się różowią i brwi pomalowałyśmy cieniem. Ku mojemu zaskoczeniu wszystkie makijaże skończyły się wcześniej (nawet od optymistycznego harmonogramu).

W podzięce za dobre podejście i otwarte serce zdecydowałam się wręczyć bukiety obu stylistkom. Wyszło na to, że niewiele panien młodych to robi, bo obie były zaskoczone. Za makijaż zapłaciłam chyba 220 zł (z dojazdem i Młodym). Rzęsy były super doklejone, podkład wytrzymał dość długo, choć na nosie wymagał poprawki. Martwiłabym się, gdyby nie wymagał!

uśmiechnięta twarz kobiety ze zbliżeniem na makijaż, pocałunek w czoło

Pielęgnacja jednak zostawiła u mnie więcej szkód, niż zastała. Nie wrócę do kosmetyków Mary Kay i ich ponownie nie kupię. Chociaż makijaż też był z tej firmy i podkład, korektor, cienie  dobrze się trzymały, to wiem jednak, że inne kosmetyki byłyby w stanie zapewnić mi podobny efekt. Nie jestem z tych, którzy chcą mieć drogie kosmetyki, nawet jeśli tylko dobrze wyglądają na półce.

Podsumowując, makijaż był wykonany według mojego życzenia, dokładnie i starannie. Wyszedł lżejszy niż chciałam, ale bardzo mi się podobał i spełnił 100% oczekiwań. Pani makijażystka dobrze to robi. Mama i babcia też dobrze wyglądały. Niesmak pozostał jedynie po kosmetykach do pielęgnacji i ocenie mojego stanu skóry, która pozostaje pod opieką kosmetologa - tutaj wpis o mojej skórze spod ręki kosmetologa.

Mieliście styczność z kosmetykami MK? Polubiliście pielęgnację bardziej dzięki tej firmie, a może macie takie doświadczenia z nimi jak ja? Kolorówka dla mnie była spoko, ale mogę tak powiedzieć o wielu firmach w tej kwestii, jak jest u Was?

Zazmaczam, że moje opinie są moim subiektywnym osądem danych produktów po stosowaniu ich na mojej własnej twarzy przez ponad 2 miesiące. Nie wykluczam i nie neguję faktu, że możecie się lubić z tymi kosmetykami.
Dla mnie są one po prostu za słabe, choć muszę przyznać, że są też wydajne, bo nie mogę się ich pozbyć...

środa, 8 kwietnia 2020

Kosmetyki Mary Kay Time Wise

Kosmetyki Mary Kay Time Wise

Moja szczera opinia i efekty pielęgnacji na twarzy


Cały "cudowny zestaw" wraz z płynem trafiły w moje ręce na początku lutego. To znowu kosmetyki niezbyt popularne, bo niedostępne w drogeriach, a dostęp do nich zyskałam poprzez makijażystkę. Czy jestem zachwycona, bo zestaw jest cudowny? Przeczytajcie, a ja napiszę wszystko, co udało mi się zauważyć przez 2 miesiące stosowania.

twarz dziewczyny, dymek myśli z kosmetykami w środku

Znowu biorę się za coś, co ma dość zamknięte grono odbiorców i choć na stronie internetowej poznamy ceny wszystkich produktów, to nie kupimy ich tak łatwo. Umożliwi nam to tylko konsultantka, którą - dla ułatwienia - zasugeruje nam już strona, wyszukując najbliższej np. po kodzie pocztowym. Ja te kosmetyki "dostałam" w prezencie, nie zdążyłam zastanowić się na chłodno ani zrobić dokładnego researchu. Niestety.

Cudowny Zestaw Time Wise i Płyn Nawilżająco-Odświeżający Mary Kay oraz moja opinia o nich

Mój zestaw - jego nazwa to Cudowny Zestaw - składa się z trzech kremów - na dzień i na noc oraz pod oczy, mleczka - dość gęstej emulsji (Oczyszczające Mleczko 4w1 Age Minimize 3D™ TimeWise®) i Płynu Nawilżającego z kwasem hialuronowym.

Co jest w tych kosmetykach? Możecie o to zapytać, ale ja niestety teraz nie mogę stwierdzić, bo pudełek już nie mam, a składu nie da się znaleźć w oczywisty sposób w internecie. To w zasadzie powszechna praktyka wśród takich marek, dla mnie frustrująca. Od razu nasuwa mi się pytanie, czy mają coś do ukrycia...

Co do składów jestem pewna jednego - emulsja myjąca ma na drugim lub trzecim miejscu betainę kokamidopropylową, co czyni ją dość mocnym myjadłem - prawie na poziomie zwykłego żelu do twarzy. Krem na noc ma wysoko silikon, który niestety mi nie służy, a wszystkie sera nakładane pod niego są jakby neutralizowane przez to i dosłownie znikają. Brak nawilżenia!

Krem na dzień (stosowałam ten bez filtra, a teraz mam też ten z filtrem, bo przez pomyłkę dostałam ten pierwszy, a później wymieniłam) i on nie był taki zły. W samym wrażeniu "dotykowym" oba dość dobrze się rozprowadzały. Makijaż też raczej OK się na nich trzymał, ale nie maluję się zbyt często, ani nie mam problemów z utrzymywaniem na co dzień. Tak jak wiecie, na kremie do twarzy.

Krem z filtrem zostawia biały nalot (z filtra, to dość normalne) na dość długo, ale oprócz tego nie różni się wiele od zwykłego filtra. Niestety ani w kontekście nawilżania, ani świecenia. Przed urlopem kupiłam 50-tkę z SunOzon (polecam naprawdę) i 50 ml kosztowało mnie o wieeeele mniej niż 48g Mary Kay. Nie sądzę, że kosztował 4 czy 5 zł, jak to pokazują teraz na stronie, ale nawet gdyby kosztował 15, to mogłabym kupić 9 za jeden z MK. A ochrona o wiele wyższa.

Recenzja kosmetyków Mary Kay Time Wise


Oprócz cudownego zestawu i płynu nawilżającego stosowałam też przez około 2 tygodnie krem - uwaga - intensywnie nawilżający. Jego skład opierał się na wodzie (normalka), glicerynie, a następnie parafinie. Jak dla mnie spoko, moja twarz lubi się z parafiną, ale działanie nawilżające wydaje mi się dalece przereklamowane w tym wypadku, a cena... skutecznie odrzuca.

Dawno nic nie pisałam, ale również dawno nic mnie aż tak nie wkurzyło! Mimo najlepszych intencji - ze strony obdarowującego mnie, wspominanej makijażystki i nawet moich własnych wysiłków co do wiary w te kosmetyki, determinacji i stosowania ich w jak najkorzystniejszej konfiguracji - muszę to napisać. To nie działa. Naprawdę nie działa lepiej niż zwykły krem za 20 zł, np. z Bielendy.

Wszystkie składniki są tutaj w takiej ilości jak w kremach drogeryjnych. Choćby nie wiadomo jak cudowne, stężenia nie mogą być "działające", bo wtedy stają się potencjalnie niebezpieczne, a przecież są to kosmetyki do stosowania w domu. Cudowny resweratrol... dla mnie lepiej byłoby go przyjmować doustnie - przeczytajcie sobie na poradnikzdrowie o nim.

Mleczko podobno działa od razu jak tonik, ale przecież wszyscy wiemy, jak kończy się nieużywanie tonika. U mnie podobnie kończy się też używanie tych kosmetyków...

Kosmetyki z katalogu Mary Kay


Cudowny Zestaw Time Wise... No nie jest aż tak cudowny. Zwłaszcza jego cena. I tu niestety sprawdzają się te ostre opinie - kolejna "marka premium" z katalogowymi produktami, konsultantkami, świetnym marketingiem i wysokimi cenami niestojącymi w równowadze z jakością.

Uwaga, za zestaw plus wodę zapłaciliśmy 511 zł. Cena jak ze strony internetowej. Znalazłam konsultantki na OLX, za sam zestaw (oczywiście nowy) możemy zapłacić od 260 do 340 zł, to już daje duży obraz marży, jaką można na tym uzyskać.

Od razu przypomina mi się kolagen Souvre (na który nabrała się moja mama), FM (gdzie chemia domowa przynajmniej działa i nigdy nie kupiłam żadnego kremu) i AVON (gdzie ceny może i nie są wysokie, ale jakość... w przypadku wielu kosmetyków porównywalna do opisywanych).

Oczywiście, że znam też firmy, które podobnie funkcjonują i kosmetyki od nich działają, np. Frei Haut, o których pisałam już kiedyś w odniesieniu do mojej kosmetolog. Możecie poczytać o mojej cerze i problemach z nią okiem kosmetologa, jeśli chcecie wgłębić się w temat albo odświeżyć pamięć.

obraz skóry z lekkimi wypryskami na policzkach
skóra policzków z bliska
Dorzucam aktualne zdjęcie skóry na moich policzkach. I o ile bywało gorzej, to działanie cudownego zestawu niestety nie jest na tyle cudowne, żeby zapobiec ponownemu pogarszaniu. Możecie też zauważyć, że wiele miejsc wykazuje "suche skórki", których zwykle nie mam. Myślę, że powoduje to emulsja myjąca, która tak mocno mnie ściąga i ma za zadanie złuszczać. Przy delikatnej skórze nie do końca tędy droga.

Używałam kosmetyków Mary Kay od początku lutego, żeby sprawdzić, czy moja skóra lepiej zachowa się przy makijażu. Cel był dość jasny - piękny makijaż ślubny (widzicie go na zdjęciu okładkowym). Skóra miała za zadanie (wg pani makijażystki) wypić podkład. Wcześniej nie do końca dobrze przyjmowała totalnie wodoodporny, pancerny podkład. Czy ja uważam to za dobre właściwości skóry? Odpowiedź zostawię dla siebie.

Nawilżanie skóry twarzy kosmetykami Mary Kay? 


Jeśli macie cerę suchą, wrażliwą, naczynkową lub z trądzikiem różowatym - to z grubsza moja charakterystyka - to z Mary Kay Time Wise się nie polubicie. Ani skład, ani działanie (w przeciwieństwie do ceny) nie powalają. W odbudowie płaszcza hydrolipidowego nie pomogą, co najwyżej złuszczą.

Największy problem w makijażu twarzy był na czole, gdzie Sylwia - moja kosmetolog wspominana we wpisach wyżej, zawsze chwali najbardziej stan mojej skóry właśnie w tym rejonie. Jest tam trochę grubsza, nie taka czerwona i cienka. Pani makijażystka zaś podkreślała, że jest sucha i niezłuszczona, a przyszłam do niej 3 dni po kwasie w salonie. Zaczęła od nakłonienia mnie do peelingu i zrugała za to, że nie maluję się na co dzień... Ogólnie nie mogłyśmy się dogadać na pierwszym próbnym - ale chyba opiszę Wam to osobno.

Z makijażu wyszłam zapłakana i z torbą kosmetyków za gruby hajs. Używałam ich w domu i do czasu makijażu głównego cel został osiągnięty - 22 lutego podkład wyglądał lepiej - choć zastosowałyśmy bardziej nawilżającą mieszankę podkładów z odrobiną tego trwałego. Pod podkładem była zaś mocno nawilżająca baza i krem z parafiną.

Jakie są efekty tej pielęgnacji?


W tym czasie moja skóra dużo mocniej zaczęła się czerwienić na policzkach, znowu zrobiła się reaktywna, częściej pojawiały się wypryski na policzkach, a ja nie mogłam opanować uczucia suchości. Dodatkowo ja od początku stosowałam krem myjący 1 raz dziennie. Aż boję się wyobrażać, co by było ze mną, jakbym stosowała się do zaleceń pani konsultantki i używała tylko kremów i kosmetyków z MK.

Rozmowy i makijaże próbne utwierdziły mnie w tym, co pokazuje się w instagramowym świecie beauty i na jutubie. Uważam, że skoro cel makijażystek to cienka, napięta skóra, to wolę się nie malować, niż katować moją zbyt wrażliwą peelingami non stop, a o bezwzględnym zakazie tego procederu na mojej twarzy pisałam już podczas opisu mojej wizyty na konsultacji u kosmetologa.

Jeśli macie jakieś pytania czy uwagi, to chętnie Wam odpiszę. Mam nadzieję, że nie zlecą się tu żadne konsultantki, choć ja zawsze podkreślam - moje opinie są moje. Moja skóra jest wymagająca. Wszystkie preferencje indywidualne uważam za zasadne, aczkolwiek u mnie Mary Kay nie działa lepiej niż kremy drogeryjne i muszę to napisać, żeby ktoś robiący research dał radę się zastanowić poważniej.


Komu polecam pielęgnację Mary Kay?


Całkiem szczerze - osobom z dużym budżetem i niewymagającą cerą, tolerującą silikony.
Jeśli Wasza pielęgnacja zawiera sporo błędów, bo np. nie zmywacie płynu micelarnego i dostaniecie poradę od konsultantki, to wtedy przejście do odrobinę lepszej rutyny już dużo zmieni. Podsumowując, jeśli macie spory budżet, to wtedy... "Kto bogatemu zabroni"?

Jeśli jednak jesteś zdesperowana, jak ja, i szukasz czegoś, co Cię cudownie wyprowadzi... Nie licz na to z tymi kosmetykami. Za 500 zł zrobisz 3 wizyty na kwas w salonie, a profesjonalnego kosmetologa będę polecać zawsze.

czwartek, 14 września 2017

Moi nieulubieńcy wakacji - skóra i włosy

Moi nieulubieńcy wakacji - skóra i włosy

Hej! 


Post z ulubieńcami dość dobrze się przyjął, aż jestem ciekawa, jak bardzo się ze mną zgodzicie (lub nie zgodzicie) co do moich osobistych bubli. Oczywiście nie wszystkie kosmetyki ujęte w tym wpisie są takimi mocno złymi produktami. Przy każdym będę zaznaczać, dlaczego się nie polubiliśmy - zapraszam do lektury :)


1. Alterra, nawilżone chusteczki oczyszczające z aloesem




Skład: Aqua, Coco-Glucoside, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Extract*, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum**, Linalool**, Geraniol**, Limonene**.
*składnik pochodzący z certyfikowanych upraw ekologicznych.
**naturalne olejki eteryczne.

Wiem, że wiele z Was go lubi, ale mnie tak skutecznie odpychają te chusteczki... Skład mają ok, oczyszczają też w miarę ok, ale ten smród... Czy tylko ja trafiłam na jakieś wadliwe opakowanie?! Kurczę, te chusteczki tak śmierdzą, że używanie ich to męka. Do zmywania makijażu jeszcze ujdzie, ale mój chłopak wziął sobie jedną do otarcia potu podczas 40sto stopniowych upałów we Włoszech, przez co pachniał naprawdę brzydko. Do tego ta piana zostająca na skórze... Miałam do nich dwa podejścia - we Włoszech i w Chorwacji, za każdym razem było źle. Więcej ich nie kupię.



2. Kafe Krasoty / Le cafe de beaute krem do opalania SPF 30

Skład: Aqua, Cocos Nucifera (Cocos) Butter (olej kokosowy), Titanium Dioxide (Nano) and Aluminia and Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Caprylic/capric triglycerides, Glyceryl Monostearate, Glycerin, Mangifera (Mango) Oil (masło mango), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło Shea), Triticum Vulgare (Wheat Germ) Oil (olejek z kiełków pszenicy), Octocrylene, Butyl Methoxydibenzoylmethane, D-panthenol (Prowitamina В5), Allantoin, Xanthan Gum, Parfum , Citric Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl alcohol.

Krem składowo jest ok, ale ma jakby dziwną konsystencję. Fazy się w nim rozdzielają, wygląda na zwarzony, do tego cały czas się klei na ciele i tworzy warstwę, która jakby nie oddycha. Zaraz po posmarowaniu czułam się mega spocona, klejąca i brudna. Mam nadzieję, że to nie jest kwestia zepsutego produktu, tylko np. oleju kokosowego, ale stosowanie tego na twarz to męka. Sto razy bardziej wolę być biała od minerałów, np. Biodermy.


3. Vianek, nawilżający krem do twarzy na dzień, intensywnie nawilżajacy na noc i odżywczy pod oczy


Skład - nawilżający na dzień: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Urea, Coco-Caprylate, Glycerin, Taraxacum Officinale Leaf Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.

Skład - intensywnie nawilżający na noc: Aqua, Glycine Soja Oil, Urea, Triticum Vulgare Germ Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Robinia Pseudoacacia Flower Extract, Glyceryl Stearate, Coco-Caprylate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.

Skład - odżywczy pod oczy: Aqua, Glycine Soja Oil, Coco-Caprylate, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Humulus Lupulus Cone Extract, Glycerin, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Lecithin, Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Salicylate, Lilial, Hexyl Cinnamal.

Wszystkie 3 nie są dla mnie. Składy mają piękne i bogato wyglądające na pierwszy rzut oka, ale nie nawilżają, kleją się, średnio pachną, do tego pod tymi niebieskimi czuję się podobnie spocona, jak pod powyższym filtrem przeciwsłonecznym. 
Krem pod oczy zostawia moją skórę suchą, może zdecyduję się zużyć go z olejkiem do twarzy, żeby lepiej wilgoć zatrzymać, jednak już teraz nie oszukuję się, że do niego wrócę.
Czuję duży zawód - intensywne nawilżanie powinno nawilżać mnie w choć odrobinie, a tutaj takie rozczarowanie... Wam się sprawdzają? Może jest lepszy do mieszanej lub tłustej cery? Dajcie znać!


4. Saszetki Biowaxów - dla włosów blond i farbowanych


Skład - do włosów farbowanych: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, cetrimonium chloride, polyquaternium-4/hydroxypropyl starch copolymer, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, parfum, amodimethicone, hydroxypropyl starch phosphate, polyquaternium-59 (and) butylene glycol, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and)methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate, triethanolamine, geraniol, C.I. 16255. - O NIE, AMODIMETHICONE, przeoczyłam :(

Skład - do włosów blond:  aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, cetrimonium chloride, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, citrus medica limonum peel extract, mel (honey) extract, parfum, linalool, hexyl cinnamal, C.I. 19140, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate.

Kupiłam je specjalnie przed pierwszym wyjazdem na wakacje, ale nie zrobiły nic z moimi włosami, mimo że od razu je tuningowałam. Zapachy bez wyrazu, składy spoko, bo bez silikonów (uwaga, farbowane już mają silikon...), ale jakoś tak... nie powalające. Jednym słowem - meh. Spodziewałam się, że chociaż włosy będą gładkie, a tu... nic. Nie pogorszyły co prawda stanu wcześniejszego, ale na wakacjach potrzebujemy z reguły czegoś sprawdzonego i szybko poprawiającego kondycję włosów - jedna wielka kicha. Zero działania. Bardzo przykre :(
Jedyny plus, że sprzedają je w takich pojemnościach - dla moich włosów 'na raz' i można od razu je przetestować, a nie kupować całego opakowania :)


A Wy zabraliście ze sobą jakieś buble na wakacje? Chętnie przeczytam :)


wtorek, 5 września 2017

Kosmetyczne podsumowanie wakacji - uwaga! żadnych włosów

Kosmetyczne podsumowanie wakacji - uwaga! żadnych włosów

Hej!


Dzisiaj pierwsza część moich kosmetyków z wakacji - tych totalnie niewłosowych! Może widzieliście już na moim Instagramie - KLIK, że wrzucałam zestawy produktów do zabrania. Używałam ich na tyle długo, że uznałam, że podzielę się opinią - może przyda się Wam na za rok!


Chyba zacznę jak w rankingu - od ulubionych i niezastąpionych produktów. Są to pierwsze trzy i  ich kolejność będzie przypadkowa, ale pozostałe również uważam za naprawdę trafione i z dobrymi składami.

1. Facelle Intim - chusteczki do higieny intymnej z aloesem



Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Camellia Sinensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Allantoin, Bisabolol, Glycerin, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Butylene Glycol, Glucose, Caprylyl/Capryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Citric Acid, Lactic Acid, BHT, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.

Zastosowanie zgodnie z opisem, jak i do twarzy odświeżająco - SUPER! Jestem pod ogromnym wrażeniem tych chusteczek. Naprawdę nawilżają, nie pozostawiają nieprzyjemnej warstwy na skórze, a w długiej podróży - niezastąpione! Sama nie spodziewałam się, że aż tak je polubię i uznam za najlepsze chusteczki nawilżane, jakie kiedykolwiek miałam! Dużo lepsze od dziecięcych, kwaśne pH 4,2 i neutralny, dość przyjemny zapach.

2. Facelle intim - płyn do higieny intymnej aloesowy



Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Glycerin, Sodium Chloride, C12-13 Alkyl Lactate, Sorbitol, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Urea, Allantoin, Serine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Sodium Lactate, Parfum, Sodium Benzoate.

Uważam go za totalny hit - nie tylko wakacji, ale i ostatniego czasu. Odkryłam go dopiero niedawno (to już moja trzecia butelka), ale używam go totalnie do wszystkiego - higiena intymna, mycie ciała i twarzy, włosów. Do wszystkiego jest dobry! Łagodzi wszelkie letnie podrażnienia - po dyskomforcie od słonej wody nie było śladu, gdy użyłam tego żelu. Twarzy nie ściągał mi zbyt mocno, a dodatkowym plusem był brak potrzeby używania toniku. Włosy umyłam nim tylko raz awaryjnie - dlatego nie znajdzie się w drugim zestawieniu, poza tym nie zauważyłam żadnych efektów. Używałam go do ciała przez dwa tygodnie pobytu we Włoszech - moja skóra nie była przesuszona, nie wymagała dodatkowego używania balsamu ani nic z tych rzeczy. Absolutny ulubieniec :)

3. Terra Amazons, Piedra de Alumbre - ałun, naturalny dezodorant



Skład: 100% ałun potasowy.

To produkt, o którym przeczytałam na którejś z grup z naturalnymi kosmetykami. Wśród całej masy kontrowersji dookoła aluminium w dezodorantach, badań nad rakotwórczymi (lub nie) oddziaływaniami itp. już sama nie wiem co uważać - na pewno jest naturalny i je zaiera - jesli przy okazji chcecie się czegoś o nim dowiedzieć, to wg mnie dwa najprzydatniejsze linki - PiggyPeg i PureINCI na FB, a dodatkowo Kosmetologia Naturalnie - wpisy poparte badaniami - sami wyciągnijcie wnioski. Ja tutaj chcę przekazać informacje, że: na mnie działa świetnie - nie hamuje pocenia, ale 100% zabija nieprzyjemne zapachy, wiadomo, w 40 stopniach nie dał rady do końca, ale w 30 i niżej już radził sobie super. Wcieramy zwilżony kryształ w skórę i nie powoduje to powstania żadnej warstwy na skórze, aplikując go po kąpieli na wieczór na wakacjach, miałam cały czas uczucie świeżości - wiadomo, im goręcej, tym szybciej się pocimy, nieraz można wyjść spod prysznica już spoconym, a lato we Włoszech było bardzo upalne. Jestem zachwycona - nie potrzebuję innego dezodorantu na chłodniejsze miesiące!

4. Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ - filtr przeciwsłoneczny mineralny


Skład: Decyl Oleate, Dicaprylyl Carbonate, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocoglycerides, Titanium Dioxide, Silica Dimethyl Silylate, Polyhydroxystearic Acid, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Stearic Acid, Alumina, Tocopherol.

Filtr uważam za porządny - lekko bieli, ale twarz pod nim czuje się dobrze - nawet moja niesamowicie sucha cera. Chroni, bardzo opornie się ściera (długo utrzymuje), ale zmywanie nie jest kłopotliwe. Dobry pod makijaż mineralny. Po prostu się sprawdził i nie narzekałam :)

5. Himalaya Herbals dental cream - pasta do zębów z naturalnym fluorem


Skład: Aqua, Glycerin, Hydrated Silica, Sodium Lauryl Sulfate, Titanum Dioxide, Flavour, Xanthan Gum, Sodium Saccharin, Menthol, Punica Granatum Extract, Calcium Fluoride, Sodium Benzoate, Sodium Sulfate, Zanthoxylum Alatum Extract, Acacia Arabica Bark Extract, Embelia Ribes Fruit Extract, Melia Azadirachta  Leaf Extract, Vitex Negundo Leaf Extract, Thymol, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Terminalia Chebula Fruit Extract, Terminalia Bellerica Fruit Extract, Embelica Officinalis Fruit Extract.

Pasta jak pasta! Ma przyjemny zapach, jest wydajna, dobrze odświeża oddech i też jestem z niej zadowolona. Dodatkowo opakowanie 50g sprawdziło się super na wyjazd.

6. Ecolab nawilżająca pianka do mycia twarzy do cery suchej i wrażliwej

Skład: Aqua, Sea Water, Organic Aloe Barbadensis  Extract, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Lauryl Sarcosinate, Maltooligosyl Glucoside/Hydrogenated Starch Hydrolysate, Panthenol, Organic Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Wheat Protein, Perfume, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Pianka jest przyjazna dla mojej skóry, ale mimo wszystko staram się nie używać jej codziennie. Jest delikatna, ładnie domywa. Nie powoduje mocnego uczucia ściągnięcia, ale jest przy końcu listy, bo niby hit, ale taki już mniejszy ;) Jeśli mam być szczera, to polecam ją do przetestowania, ale na wakacjach, gdy skóra dodatkowo była wysuszona przez słońce, wszystkie pianki, żele i myjadła do twarzy są dla mnie zbyt wysuszające. A dodatkowo krem mi się skończył... ale o nim niżej :)

7. GorVita, Żel aloesowy Aloe Vera 


Skład: Aqua (modyfikowany roztwór leczniczej wody: wodorowęglanowo-chlorkowo-sodowej, bromkowo-jodowo-borowej z Uzdrowiska Rabka), Aloe Vera (Aloe Barbadensis) Extract, Propylene Glicol, Gliceryne, Symphytum Officinale Extract, D-Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin.

Super produkt na suchą, opaloną skórę, Dodatkowo na włosy! Nie muszę dużo pisać, lubię go! Zapach ma dość dziwny i teraz wypróbuję innej firmy, ale ten jest jak najbardziej w porządku :)

8. Frei-Haut Oxygen O2 - krem do twarzy



Skład: Aqua, Cera Alba (beeswax), Octyldodecanol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylexyl Stearate, Polyglyceryl-3 Disostearate, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Diethylexyl Carbonate, Glycerin, Propylene Glycol, Zinc Stearate, Magnesium Sulfate, Panthenol, Parfum, Mannitol, Celullose, Ethylexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Auscus Aculertus (butcherbroom) root extract, Ascorbyl Palmitate,  Glycoproteins, Glytamin Acid, Ginkgo Biloba leaf extract, Tocopherol, Lecithin, Valine, Thaeonine, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate Caprylyl Glycol, Lactic Acid, Glucose, Sodium Hydroxide, Acetyl Tetrapeptide-40, Phenoxyethanol, Sodium Benzonate, Potassium Sorbate, Sodium Metabisulfate, CI 77007 (Ultramarines), Geraniol, Linalool, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal.

Uff, po przepisaniu tego składu już nie wiem, co chciałam o nim napisać xD W żadnym miejscu w sieci nie znalazłam tego składu, ale może słabo szukałam. 
A tak serio - jest to krem, który u mnie nie robił krzywdy, nawilżał cerę, ale był dość tłusty, na pierwszym wyjeździe miałam tylko jego i było ok, na drugi już go nie zabrałam, bo się skończył i moja twarz była mocno sucha. Krem pachnie ładnie, nie zapycha, robi dobre wrażenie i stąd jego miejsce tutaj, ALE jest koszmarnie drogi, niezbyt wydajny i dostępność jest mocno ograniczona - ja kupiłam go u mojej kosmetolog. Na razie nie kupię ponownie.

9. Omia Lab - Aloesowy balsam do ciała

Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glyceryn*, Caprylyc/Capryc Trygliceride**, Cetyl Palmitate, Cetearyl Alcohol**, Prunus Amigdalus Dulcis Oil*, Potassium Cetyl Phosphate, Butyrospermum Parkii Butter*, Chondrus Crispus Powder (Carragenan)**, Tochopherol, Sodium Stearoyl Glutamate**, Xanthan Gum**, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Citric Acid, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum. (*) z upraw ekologicznych (**) pochodzenie naturalne.

Jest o nim już cały post TUTAJ - skład zachwycający, działanie na skórę spoko - rozmazuje się jednak dziwnie podczas aplikacji i to sprawia, że znajduje się na końcu listy. Do twarzy słabo xD Pachnie też dość dziwnie. Dobrze, że kupiłam go przed wakacjami i prawie zdążyłam zużyć!


Na koniec niespodzianka! Mój numer jeden wersja 2 :D Również jest to bawełna i też rzecz nawilżająca. Jeśli śledzicie ostatnie instastories, to wiecie. TOTALNY HIT I ULUBIENIEC!

Maska w płachcie Etude House SNAIL! 


Skład wrzucam na zdjęciu, nie będę go jakoś mega analizować, ale działanie jest magiczne! Redukuje u mnie suchość, niedoskonałości, nawilża na 24 godziny i wręcz likwiduje pierwsze oznaki trądziku różowatego, który ostatnio zaczął się u mnie pojawiać. Totalny hit - powtarzam.

Na koniec ponawiam zaproszenie na Insta - jest Was już 400 :) Mam nadzieję, że dotrą do Was moje włosy i komuś pomogę! Ginger.shidless to ja :D




Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...