Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocet jabłkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocet jabłkowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 stycznia 2018

Włosowa aktualizacja: cięcie i skręt

Włosowa aktualizacja: cięcie i skręt

Hej!


Jestem pewna, że już wiecie o tym, że zmieniłam fryzurę. W zasadzie nie przesadzę bardzo, jak napiszę, że było to ostre cięcie. Przygotowywałam się na stratę całego ombre, ale finalnie po zmierzeniu włosów tak jak zwykle, straciłam 18 centymetrów z ogólnej długości. Włosy zwłaszcza na samym dole po rozjaśnieniu końców były bardzo zniszczone. Mocno się plątały i generalnie utrudniały mi życie. Teraz są wizualnie gęstsze, gładsze i w końcu mają prawie jednolity kolor, na co w zasadzie czekałam. Jesteście ciekawi co i jak? Zapraszam! 
Skrócenie włosów chodziło za mną już od pewnego czasu. Rozjaśnione końcówki zaczęły się nie tylko rozdwajać, ale także roztrajać i więcej. Przez to nawet prawie straciłam ochotę na pielęgnację, a już na pewno na zabawy w nawilżanie i ratowanie tego sianowatego ombre. Już od pewnego czasu obserwujecie u mnie tendencję do odradzania rozjaśniania. Poza tym ani odrobinę nie mam ochoty nosić aż tak lisiego rudego na głowie... No cóż, ten typ, który idzie w czerwień. 
Cięcie było dla mnie też argumentem, który pozwalał mi odwlekać farbowanie. Wiedziałam, że niepotrzebnie stracę więcej ziół i ogólnie cierpliwości. Teraz włosy dużo łatwiej się oddzielają, przeczesują i mam nadzieję, że będzie to kluczowe w procesie koloryzacji. Końcówki są jak żyletki, aż chętnie pooglądałabym pod mikroskopem!

Skoro motywy mamy wyjaśnione, to pora zaprezentować włosy i opisać trochę wrażenia z całego procesu. Zdjęcie poniżej przedstawia rozczesane fale na sucho już w salonie. Włosy miały cztery dni od mycia, bo zostałam uprzedzona, że przed cięciem będą umyte. 


Tak jak napisałam już wyżej, pierwszą wykonaną czynnością na moich włosach było ich rozczesanie TT. Następnie włosy zostały dwukrotnie umyte szamponem, który wytworzył mnóstwo piany, ale mimo wszystko skóra głowy nie została dokładnie wymasowana. Do tego procesu mam chyba największe obiekcje i już rozumiem, dlaczego dziewczyny tak lubią obcinanie na sucho. Następne czesanie po myciu obejmowało już spryskanie końcówek jakąś dziwną mgiełką, która oczywiście miała za zadanie jego ułatwienie. Przebiegło bez problemów.

Cięcie zostało dokładnie omówione, ile cm spodziewam się stracić (moim celem było około 20, chciałam pozbyć się ombre, którego jeszcze trochę zostało, ale mimo wszystko te włosy wyżej są znacznie zdrowsze), na jaką stronę się czeszę (wiecie, że ciągle przerzucam grzywkę między stronami, więc wykonane jest na środek), jak krótka ma być grzywka, cieniowanie. Włosy na samym dole są praktycznie już całkiem w półkole, ponieważ U, które miałam wcześniej, wymagałoby znacznie bardziej drastycznego skrócenia włosów z przodu. Mega podobają mi się włosy przerzucone do przodu i sięgające bioder, cóż, mam następny cel :D


Po cięciu zostałam zapytana, jak chcę być wystylizowana. Początkowo miało to być oczywiście czesanie na "kręcono", ale uznałam, że wystarczająco długo będę tak chodzić, że zdecydowałam się na wysuszenie włosów wyciągniętych na szczotkę. i następne zdjęcie przedstawia już włosy w tej postaci. Przez silikony i układanie zyskały dużo więcej połysku niż mają na co dzień. Nawet w dzień po fryzjerze zaczęło świecić słońce i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie nagrać jak pięknie błyszczy się moja hennowana czupryna - zdjęcia niestety nie wyszły korzystnie i było do obejrzenia tylko na ig, ale nie martwcie się! Idzie wiosna, będą blaski i błyski. 


Przychodzę więc do meritum i nie trzymam Was więcej w niepewności – oto porównanie. Włosy zaraz po umyciu przed fryzjerem oraz te już nowe wystylizowane w stary sposób. Nawet można całe mycie, stylizację i mieszanie maski (czyt. tuning) zobaczyć jeszcze przez kilka godzin w moim story jako live na instagramie :) Moje konto to @ginger.shidless.

Co myślicie o efekcie końcowym i wersji kręconej? Wystylizowane są na gluta z Syossem. Nie znam mocniejszego połączenia, aż miałam strączki!

Porównanie skróconych i przed fryzjerem po podobnej stylizacji
Tutaj całkowicie końcowy efekt po odgnieceniu na wodę różaną :)


Salon, który zawsze polecam, to Pracownia Fryzjerska "Luna" z Ząbkowic Śląskich, a moje cięcie wykonuje Magdalena Rygiel. Polecam serdecznie, bo włosy jednak układają się super! Pomyślę nad skróceniem włosów z przodu przy następnym razie, a póki co ciekawa jestem jak będą wyglądały, gdy przyzwyczają się do tego cięcia <3
Do następnego!

piątek, 19 stycznia 2018

Odżywienie skrętu - płukanka octowa

Odżywienie skrętu - płukanka octowa

Hej! 


Nie wiem czy już widzieliście filmik, który niedawno pojawił się na kanale (LINK), czy może moje posty na Facebooku, ale nie mogę powstrzymać się, żeby nie opisać tego tutaj. Przetestowałam ostatnio sposób, który dla mnie okazał się absolutnym hitem. Jesteście ciekawi? Zaczynamy!
Płukanka octowa, czyli coś co oklapnięte i matowe włosy zamienia piękne loki

O płukance z octu jabłkowego najwięcej czytałam na grupie. Jakiś tydzień przed moim testowaniem, polecałam ją bardzo często dziewczynom, które miały problemy z oklapniętymi włosami i brakiem definicji loków. Kiedy trafiłam na ocet jabłkowy na półce w sklepie, nie mogłam się powstrzymać, żeby go nie kupić. A kiedy już trafił do mojej kuchni, prawie od razu go wykorzystałam do celów włosowych. 


Moja płukanka miała na celu pomoc w odżywieniu włosów, które ostatnio w ogóle nie chciały ze mną współpracować. Nie układały się, od razu oklapywały, były nawet aż matowe, mimo że w ogóle ostatnio nie używam silikonów i mocno pilnowałam zasad CG (LINK). Uznałam jednak, że pora na solidne oczyszczenie. Wszystko co zrobiłam, to umycie włosów mocnym szamponem, tak! Mocnym, ale tylko włosów na długości. Nie katowałam skalpu. Użyłam szamponu do włosów kręconych z ekstraktem z chmielu O'herbal - zawiera SMS podobnie, jak jego bracia. Na koniec mycia wypłukałam porządnie włosy w płukance. Moja proporcja miała naprawdę duże stężenie, bo niektórzy robią łyżkę octu jabłkowego na szklankę wody. U mnie było to pół szklanki octu na 2 szklanki, czyli 1:4. Wszystko dokładnie zobaczycie w filmie tu:


Użyłam do tego dwóch misek, jednej małej, w której miałam około 0,5 l płukanki, drugiej trochę większej, w której układałam włosy. Roztwór spływający z włosów przelewał się do drugiej miski, więc mogłam z powrotem go przelać do mniejszej i tak kilka razy. Wszystko zobaczycie na filmiku.

Przed płukanką, pierwszy dzień po myciu, kryzys...
Dziewczyny w komentarzach pod filmikiem napisały mi, że to był genialny pomysł (z miskami), dlatego dzielę się też z Wami tym także tutaj. Polewałam tak włosy ze trzy razy, a później też trzymałam je w misce, ochlapując przez niedługi czas. Chyba kluczowe było też to, że ostatniego płukania nie zrobiłam czystą wodą, ale trochę mocniej rozwodnioną płukanką. 

Dużym minusem okazało się to, że stężenie octu było na tyle duże, że jego zapach utrzymywał się na włosach nawet po kolejnym myciu. Nie był już tak bardzo intensywny, ale po prysznicu, kiedy włosy trochę się zamoczyły, było go czuć znacznie bardziej. Ten minus nie wpłynie jednak na moją ocenę działania płukanki, której daję pięć z plusem. Włosy tak cudownie odżyły, że następnym razem, gdy tylko zobaczę, że gorzej się kręcą, od razu sięgnę po ocet. 

Włosy świeżo po płukance, stylizacja w stylu reanimacji
Zdjęcia mówią same za siebie, co najmniej 2 skręty do góry. Zachwyt!
Czeka mnie jeszcze doproteinowywanie, ale to oczywiście jeden z niezbędnych składników PEH. Wy też nie zapominajcie o odpowiednim dostarczeniu wszystkich składników i systematycznym oczyszczaniu z oblepiaczy.

Do następnego!

Polecany post

Szampon - jaki wybrać i jak go dobrać

Kompendium o skórze głowy Skoro wiele z Was nie stosuje metody CG (i ja w pełni rozumiem wskazania, które to wymuszają), a wszelkie pro...