Hej!
Zapraszam na posta!
Wiecie, że interesuję się naturalną pielęgnacją, która nie tylko ma na celu rozpieszczanie ciała przez świetnej jakości składniki i umysłu poprzez świadomość prozdrowotności i naturalnego pochodzenia. Wiem też, że dla Was niekiedy kluczowe znaczenie ma bycie cruelty-free przez firmę albo ogólnie preferujecie używanie kosmetyków wegańskich. Moim celem jest też przede wszystkim ochrona środowiska, bo to co my robimy z nim teraz, w przyszłości odbije się na nas. Zresztą już się odbija. Nie będę tutaj pisać wywodów o zatonięciu w górze śmieci, tylko jak ja postanowiłam się do tego mniej przyczyniać w kwestii kosmetycznej.
Może wiecie, że ja skusiłam się na swój kubeczek po obejrzeniu filmików u Pink Candy na yt. Widziałam filmiki z recenzjami, z porównaniami i ogólnie z jej opinią. Natalia robi naprawdę świetną robotę, dlatego uznałam za słuszne, żeby jej uwierzyć i w tej kwestii.
Może wiecie, że ja skusiłam się na swój kubeczek po obejrzeniu filmików u Pink Candy na yt. Widziałam filmiki z recenzjami, z porównaniami i ogólnie z jej opinią. Natalia robi naprawdę świetną robotę, dlatego uznałam za słuszne, żeby jej uwierzyć i w tej kwestii.
Po przeanalizowaniu oferty pewnej drogerii internetowej, która sprzedaje kubeczki, zdecydowałam się na składany Lilly Cup Compact, który też był mocno polecany przez Natalię. Jest różowy, wyposażony w specjalne pudełeczko do przechowywania i można go złożyć do rozmiaru makaronika. Dzięki temu zawsze może być pod ręką.
oszczędności długofalowe, ponieważ ja już od kilku lat nie wyobrażałam sobie menstruacji bez tamponów, które co miesiąc kosztują około 15 zł. Za kubeczek zapłaciłam dokładnie 139,99 zł czyli już po około 9 miesiącach wyjdę na zero.
Ile śmieci można zaoszczędzić już przez tylko 3 miesiące użytkowania, a można używać go nawet przez 10 lat. W tej chwili jestem już po trzecim cyklu i absolutnie nic się z nim nie dzieje, wyparzanie znosi świetnie, dalej jest elastyczny i niezmieniony.
Na koniec dla mnie najważniejsze – wygoda! Zakładam kubeczek, wychodzę z domu i totalnie się nie martwię. Opróżnianie i mycie go co 12 h to dla mnie idealne rozwiązanie. W domu staram się zawsze umyć go wodą i płynem do higieny intymnej – u mnie zawsze ulubiony Facelle. Nie uważam tego za niehigieniczne, bo i tak tylko zbiera to, co by w nas było. Producent także zaleca wymianę w częstotliwości 2-3 razy na dobę, oczywiście częściej im obfitsze krwawienie. Kubeczek nie jest jak tampony, nie sprzyja rozwojowi bakterii. Będzie dobry na basen czy inne plażowanie.
Kompaktowość i przechowywanie w bardzo zgrabnym pudełeczku :)
Kompaktowość i przechowywanie w bardzo zgrabnym pudełeczku :)
Przed pierwszym użyciem i najlepiej po każdym skończonym okresie należy go wygotować przez około 5 min. To jedna z kilku głównych wad dla mnie, bo jestem leniwa, a jak już przyjdzie okres totalnie nie mam ochoty myśleć jeszcze o wygotowywaniu.
Po pierwszym użyciu byłam zachwycona, ale też lekko zniesmaczona, ponieważ mój kubeczek w kilku miejscach się odbarwił. Nie było tego bardzo mocno widać, ale jednak. Myślałam, że tak mu już zostanie, więc jaka była radość, gdy zeszło po wygotowaniu.
Ostatnia wada to oczywiście aplikacja. Musimy sobie wypracować metodę, jaka będzie się u nas dobrze sprawdzała. U mnie w grę wchodzi tylko i wyłącznie jeden sposób, ze składaniem go w C, co na szczęście jest całkowicie do wykonania w domu, a poza nim nie czuję potrzeby opróżniania częściej niż co ok. 12 h, bo i tak po nich zapełnienie to pierwszy poziom (do pierwszego miejsca składania).
Mam nadzieję, że nikogo nie zniesmaczyłam, a tylko przekonałam do tego, że jest to naprawdę wyjątkowo dobre rozwiązanie. Polecam szczególnie wszystkim, które nie wyobrażają sobie swojego okresu inaczej niż z tamponami, jak ja do tej pory. Teraz nie wyobrażam już sobie bez kubeczka. W razie jakichkolwiek dodatkowych pytań – piszcie komentarze lub najlepiej wiadomość prywatną na Instagramie @ginger.shidless lub Facebooku.
Do następnego!

